

Crusoe | 00:21:52 |
Julianaempat... | 00:50:17 |
#
poczciwy | 03:02:54 |
Aga104 | 05:05:17 |
NieOddycham | 08:40:48 |
Zaraz minie 8 lat od rozwodu.
Miałem żonę przez 9 lat, dwoje dzieci.
Wciąż ją bardzo kocham, za dziećmi przepadam.
Żona, przepraszam, była żona mieszka rzem z dziećmi i nowym mężem w innym mieście, jakieś 100 km nas dzieli. Widuję sie z nimi raz na dwa tygodnie, czasem rzadziej, kiedy jestem w delegacji za granicą.
Upłyneło już sporo czasu, jednak serce wali mi jak młot, kiedy jadę po dzieciaki. Niemal omdlewam z nerwów kiedy jej facet otwiera drzwi.
Wysiadam nerwowo, żal, nieopisany żal i niemoc. To nie są drzwi do mojego domu!
Wkrótce wigilia, siądą razem do stołu w świątecznej, podniosłej atmosferze, nie mogę tego już dłużej znieśc.
Kupilem sobie barszczyk z paczki i uszka z marketu, wstanę rano z koszmarnym uczuciem zmarnowanego życia.
8 lat samotnego zasypiania, wstawania i marzeń o byłej żonie.
Nie potrafię tego przerwać, chodzilem na terapię, celowo długo i wyczerpująco pracuję aby ciągle nie myśleć, nic nie pomaga.