

#
poczciwy | 00:42:30 |
Aga104 | 00:56:54 |
Crusoe | 02:02:46 |
JamesTon | 03:36:05 |
Landexpzglosy | 11:29:32 |

Czytam od paru miesięcy co tu piszecie. Mnie też niestety to spotkało. Mój mąż wyjechał na szkolenie na przełomie maja i czerwca. Ciągle dzwonił, pisał smsy jakby tęsknił, ale teraz nie wiem czy się przypadkiem nie cieszył, że mnie nie widzi, a może tak piszę bo jestem rozżalona dalej. Wyjazd był na 3 tygodnie. Na weekendy wracali. Okazało się, że zdradził mnie w 2 tygodniu. Z czwartku na piątek, a w piątek sie kochaliśmy jak wrócił. Rzygać mi się chce jak sobie pomyślę, że dobę wcześniej bzykał jakąś szmatę. W dodatku powiedział mi to w pewien wtorek czerwca a od piątku do niedzieli miałam egzaminy na studiach. Ja nie wiem jak ja to zrobiłam, że tylko jednego z 6 nie zdałam, bo chodziłam jak zombi. Nie jadłam, nie spałam idt. On powiedział, że się tak nachlał, że nie myślał co robi. Poznał tą PPPPPPIIIIIIII na dyskotece i pojechali do niej taksówką(oj ciężko mi się pisze o tym). Ponoć pili jeszcze u niej i się stało. W trakcie ponoć się opamiętał i powiedział "K**a co ja robie przecież mam żonę" i wyszedł. A czy mówi prawdę i co to w ogóle zmienia? Zdrada to zdrada. Na początku już się pakowałam, ale mama i siostra mnie namawiały, żebym dała szansę, bo w sumie nie jest zły facet. Dbał o mnie, nie chodził na jakieś imprezy(tylko ze mną) itd ale co z tego skoro był zdolny do czegoś takiego. Minęło pół roku i co? I dalej o tym myślę codziennie, choć nie chcę. Kiedy to się skończy? Czy to w ogóle przestanie boleć? Proszę o rady, bo ja juz nie wiem czy ja w ogóle mam szansę z nim na szczęście. Niby jest dobrze, ale te myśli mnie dobijają. Proszę pomóżcie. Tym bardziej, ze on wyjeżdza znowu na 3 tygodnie do niemiec tym razem i ja się tego boję:( On mówi, że dostał nauczkę i nigdy nigdy więcej tego nie zrobi, bo mnie kocha i nie chce mnie krzywdzić, ale skąd ja mam wiedzieć, że nie gada tak tylko żebym wzbudzić moje zaufanie? Eh pomóżcie proszę