

| dusiaczek12 | 11. Grudzień |
| monika0070 | 11. Grudzień |
| goniusias | 11. Grudzień |
| mona12 | 11. Grudzień |
| Uma | 11. Grudzień |
Landexpzglosy | 01:03:49 |
JamesTon | 01:06:29 |
soighlah | 01:16:24 |
Sfinks | 02:29:40 |
Julianaempat... | 03:06:31 |

Moja tragedia rozpoczęła się kilka miesięcy temu:(.
Sześć lat moim zdaniem udanego małżeństwa (10 lat bycia razem), siedmioletni synek. Nic nie wskazywało na to, że coś się wydarzy mieliśmy wspólne plany, planowaliśmy drugie dziecko i nagle....dziwne zachowanie mojego męża (wyciszony telefon noszony nawet do toalety, nieobecność duchem). Pewnej nocy postanawiam przeszukać jego komórkę (znalazłam PIN w dokumentach) telefon wyczyszczony ze wszystkich smsów, ale po chwili przychodzi jeden od niej. Już nie miałam wątpliwości sms był jednoznaczny, budzę męża wszystkiego się wypiera, że to tylko flirt przez telefon. Następnego dnia coś mnie tknęło przeszukałam jego portfel,znajduję jej zdjęcie. Już weim co to za jedna, koleżanka z pracy. Podczas kłótni słysz, że on nie kocha mnie już od roku, ale był ze mną ze względu na dziecko. Szok nawet nie mam siły płakać. Przez dwa tygodnie nie jem, nie śpię nawet dokładnie nie pamiętam tamtego okresu i on, który nadal się z nią spotyka, ale nie wie czego chce, dlatego ja podjęłam za niego decyzję. Wyprowadzam się na drugi koniec Polski do swojego rodzinnego miasta, składam pozew o alimenty i staram się przetrwać. Ten ból, rozpacz, ta bezsilność, że nic nie mogę zrobić, że straciłam miłość mojego życia, zrozumie tylko ten kto to przeżył. Nie wiem co by było gdyby nie rodzina, która poświęcała mi mnóstwo czasu. Na co dzień funkcjoniję niby normalnie zakładam maskę i każdy się dziwi jak świetnie się trzymam ( a moje wnętrze każdego dnia umiera). Po półtora miesiąca dowiaduję się, że ona jest w ciąży, zamieszkali razem (ja znowu czuję się jakby mi ktoś wbił nóż w plecy, ale dociera do mnie, że to już koniec i wydaje mi się, że zaczynam stawać an nogi nie dzwonię do niego nie piszę). Pomieszkali razem 1,5 tygodnia po tym czasie telefon od niego płacze, błaga, przeprasza, znów wali się mój świat, który pomału zaczęłam budować na nowo równocześnie czuję jakby spełniło się coś niemożliwego radość, ulga strach,wszystko na raz. Jednak daję mu ultimatum jeżeli chce ze mną w ogóle rozmawiać ( nie powiedziałam mu że do niego wrócę) ma się od niej wyprowadzić. Zrobił to natychmiast w ten sam dzień, na drugi dzień przyjeżdża na drugi koniec Polski do nas bez uprzedzenia (chciał nam zrobić niespodziankę). Jak nas zobaczył cieszył się jak dziecko kolejne dwa miesiące są jak w niebie, wyjaśniamy sobie wszystko dużo rozmawiamy,nawet jej ciąża mnie nie odstrasza. Postanawiam przeprowadzić się z powrotem. wszyscy jesteśmy w niebo wzięci, jednak po jakimś czasie zaczynam się dręczyć. wyobrażam sobie ich, rozpamiętuję, przeprowadzam z tą kurewną rozmowy we własnych myślach. Są chwile , że cieszę się i wierzę że damy radę, a za chwilę ryczę i dochodzę do wniosku, żęto bez sensu. Muszę zaznaczyć, że bardzo kocham męża i nie wyobrażam sobie życia bez niego. On też się męczy z tym co zrobił i bardzo stara się mi jakoś pomóc nawet jak wybucham i obrzucam go wyzwiskami (zdarza się) on mnie przytula i mówi, że to minie, że razem damy radę tylko żebyśmy byli razem. Naprawdę On robi wszystko żeby mi nieba przychylić, a ja to wszystko psuję. Czuję sie jak na karuzeli raz na dole raz na górze. Już nie wiem co mam robić sama siebie niszczę ( znowu nie jem nie śpię) dlaczego tak się zachowuję przecież znów jest tak jak chciałam a nawet lepiej. Czuję, że już nie daję rady i sama sobie to robię:(