| tomala | 14. Kwiecień |
| ankaK | 14. Kwiecień |
| Justyna_Sz | 14. Kwiecień |
| karol102 | 14. Kwiecień |
| madziara110 | 14. Kwiecień |
Landexpzglosy | 01:00:58 |
JamesTon | 01:01:01 |
Crusoe | 01:10:58 |
#
poczciwy | 01:49:46 |
NieOddycham | 03:35:17 |

Minęło 5 miesięcy od czasu, kiedy się dowidziałam, że mój mąż znalazł sobie inną. Zawsze byłam przekonana, że kobiety zdecydowanie przesadzają ze swoją rozpaczą i bezradnością w takiej sytuacji. Nasze małżeństwo nie było specjalne udane, chociaż trwa ponad 20 lat, ale zdarzało sie wiele chwil, które wspominam z sentymentem a nawet czułością. Ponieważ iskrzenie już minęło jakiś czas temu, czasami zastanawiałam się, jak by to było, gdybym została sama. I przyznam się, że nie przerażał mnie taki stan rzeczy. Zawsze sama decydowałam o najważniejszych sprawach, sama podejmowałam trudne decyzje, bo mój małżonek był bardzo zajęty sobą i swoją pracą i nigdy nie miał czasu na jakieś tam bzdety. Dlaczego więc nie miałabym sobie poradzić, gdyby sobie poszedł?
Prawdą jest, że losu nie należy kusić ani go prowokować. Zupełnie przez przypadek, zaintrygowana ciągłym przywiązaniem męża do swojej komórki, pewnego razu miałam okazję przeczytać jego zapis rozmów. I wtedy nagle uświadomiłam sobie, że w życiu "Mojego" faceta jest inna kobieta. Że czyni jej wyznania, jakich ja nigdy nie słyszałam, że ją kocha, że nie może bez niej żyć... Przepłakałam pól nocy i rano postanowiła całą sprawę wyjaśnić. Nie zdążyłam. To on zrobił mi awanturę, że czytam jego wiadomości, zaglądam do telefonu i w związku z tym wyobrażam sobie nie wiadomo co. Żadnych usprawiedliwień, wyjaśnień. Czysta agresja, bolesne epitety, obraźliwe docinki. Zmarnowałam mu 20 lat życia i jeszcze próbuję ograniczyć jego znajomości.
Koniec. Nic nie znaczy miniony czas. Liczą się od tej pory tylko pragnienie i marzenia, które on będzie zaspokajał bez względu na wszystko. Komórkowy romans nic nie znaczy, po prostu jest mu potrzebny do samorealizacji.
Używając sloganu "mój świat runął". Po powrocie z pracy "on" zamykał się w pokoju
i z czułym uśmiechem na ustach oddawał się korespondencji ze swoją ukochaną. Ignorował dziecko, w stosunku do mnie był bardzo nieprzyjemny, złośliwy, wręcz chamski. Dochodził do strasznych awantur o głupstwa, które dla córki były koszmarem.
Niestety mój spokój i stoicyzm, z jakim myślałam o ewentualnym rozstaniu nie sprawdził się w praktyce. Przekonałam się, że zdrada, nawet jeśli na początku nie była fizyczna (teraz już jest) boli okropnie i nie można znaleźć żadnego rozsądnego wytłumaczenie, aby jakoś złagodzić ból. Szukanie winnych, zastanawianie się, co by było, gdyby... nie przynosi ulgi.
Najgorsze jednak dopiero się zaczęło. "on" wcale nie chciał się przenosić do swojej ukochanej. Cały czas utrzymywał, że jego związek z inna kobietą, to jakieś urojenia z mojej strony. A ja musiałam patrzeć, jak się do nie stroi, pchani, pucuje. Jak po przekroczeniu progu domu znika z jego twarzy błogi uśmiech i pojawia się grymas złości. W końcu zaczęłam być winna wszystkim nieszczęściom i niepowodzeniom, które mu się przytrafiły - od barku wykształcenia do zmiany przepisów drogowych i niekorzystnej pogody. Zaczął wkupywać się w łaski córki. Zabierał ją na wycieczki, lody, kupował prezenty, ale tylko wtedy, kiedy nie kolidowało to ze spotkaniami z "nią".
Od paru tygodni spotyka się z "nią" regularnie, ale dalej wypiera się związku. Już wiem, jak "ta" się nazywa, gdzie mieszka, kim jest jej mąż, jakie ma dziecko. Wiem, gdzie pracuje.
Z jednej strony bardzo bym chciała, żeby oboje zniknęli z mojego życia. Z drugiej cały czas nie mogę uwierzyć, że esemesowy romans zrujnował życie moje i mojego dziecka. I że sprawcy tego wszystkiego nie mają żadnych wyrzutów sumienia, nie przeszkadza im, że budują coś na krzywdzie innych.
Trudno jest mi uwierzyć, że może coś się zmienić na lepsze. Mam wrażenie, że moje życie się skończyło. Boję się tylko, że cała ta sytuacje zrujnuje życie córki, wpłynie na jej osobowość, zburzy spokój i poczucie bezpieczeństwa. Mam wokół siebie paru przyjaciół, rodzinę. Mogę na nich liczyć w każdej sytuacji, ale są chwile, kiedy pustka, która jest we mnie wypiera wszystkie pozytywne emocje i wypełnia cała przestrzeń.