

| pupil | 08. Luty |
| __ZaCzArOwAnA__ | 08. Luty |
| Darco | 08. Luty |
| Feromonka | 08. Luty |
| hanna0802 | 08. Luty |
Julianaempat... | 00:28:56 |
#
poczciwy | 00:47:29 |
Crusoe | 12:56:59 |
milyfacet | 15:05:03 |
Macen | 15:42:39 |

od lutego 2011 świat mi się zawalił po 40 latach małżeństwa.Mój ukochany mąż oświadczył mi że mnie już nie kocha i od 10 lat ma kochankę,z którą chce przeżyć resztę życia /ma 62 lata/.Tak postanowił i tego trzyma się do dziś,jest mu zupełnie obojętne co ja przeżywam oraz 2 moich dorosłych dzieci z rodzinami i wnukami,niszczy wszystko czego się dorobiliśmy i co osiągnęliśmy przez ten trudny szmat czasu wspólnego życia.Nie wiem czy przeżywa odrzucenie przez własne dzieci,które nie mogą się pogodzic z tą moją krzywdą oraz z tym ,że przez te ostatnie 10 lat podwójnego życia tak haniebnie nas wszystkich oszukiwał mająć pełne usta frazesów,że należy uczciwie i godnie żyć.Dziś już moje emocje trochę osłabły/prochy antydepresyjne/ ale to potwornie boli że zostało się tak oszukanym i zdradzonym przez najbliższego i najważniejszego człowieka.Obecnie z kochanką urządzają swoje nowe /kupione na kredyt przez nią/ mieszkanie.Ona jest rozwódką z dorosłą córką i ma 46 lat.A ja no cóż układam sobie swoje samotne życie choć zupełnie nie znam oblicza samotności bo od 16 roku życia związałam się z tym warołomnym człowiekiem.Na szcżęście mam oparcie w swoich wspaniałych dzieciach i ich rodzinach.A mój jeszcze mąż deklaruje że będzie nade mną czuwał gotowy do wszelkiej pomocy bo nie jestem mu obojętna - rozumiecie coś z tego?