

Crusoe | 00:54:45 |
Julianaempat... | 01:23:10 |
#
poczciwy | 03:35:47 |
Aga104 | 05:38:10 |
NieOddycham | 09:13:41 |
Sporo już wyczytałem i wiem że moja historia jest trywialna, Ale gdzieś chciałbym to napisać.
Przeżyłem chyba jeden z najorszych typów zdrady. Włącznie ze złożeniem pozwów, wzywaniem policji żeby na polecenie prawnika na siłę i wręcz śmiesznie szukać argumentów, sugestie wynajmu naszego mieszknia żeby z "nim" mieszkać itp. itd. ....
Oczywiście winę mogę wziąć, na siebie, delegacje, mało miłości ... chociaż osobiście problem upatruję ... w opiekunkach do dzieci, sprzątaczkach, szkołach mojej "żony" ... 21 wiek i kobieta wyzwolona, kidyś to kupowałem ;( Teraz już wiem, że to najgorsza zaraz. Można dać kobiecei wszytko, ale łatwo się zachłysnąć. Wyrośliśmy z bloków, z mieszkań po maks 40 metrów. Nagle zaczęła mieszkać w ponad 100 metrach. "Musiała" się rozwijać, więc były pomoce przy dbaniu o dzieci, mieszkanie ... I wtedy okazało się, że i tak brakuje miłości. Kwiaty kupowane w setkach sztuk były trywialne i nieokazywały uczuć ... Przedstawiam fakty ... chociaż napewno po 10 latach związku było też wiele bierności .. ale chyba se la vie :(
Przetrwałem ten okres ... "on" ją zostawił ... a ja ją wciąż kocham ,,,, walczę już dwa lata, pracuję na pół gwizdka, jestem bliżej dzieci ... ale chyba po przemyśleniu nie mogę wybaczyć ... ale odejść też nie mogę ... za bardzo je kocham ...... Coraz mnie perspektyw, coraz więcej alkoholu ....
Ona się z każdym dniem zmienia ,,, naprawdę wygląda że na lepsze ... ale i tak czepiam się teraz juz wszystkigo .... szukam pretekstu, ale .. jestem i się męczę ... odejść?? szkoda mi córek ... "żony" też, kocham ją ... ale już nie wierzę ... już teraz wiem, że z życia można korzystać, a nie tylko się starać i chyba chciałbym KORZYSTAĆ .... ale jeszcze nie potrafię :(