

Crusoe | 00:12:34 |
Julianaempat... | 00:40:59 |
#
poczciwy | 02:53:36 |
Aga104 | 04:55:59 |
NieOddycham | 08:31:30 |
Witam wszystkich
Tak bolało bardzo i boli dalej... Trzy tygodnie temu już nie wytrzymałem i zacząłem sprawdzać, poskładałem trochę faktów do kupy i już nie miałem wątpliwości ale chciałem się upewnić wiec zacząłem przepytywać małżonkę (myślę że to większość z Was zna doskonale), oczywiście najpierw awantura że mi odbija i zwariowałem potem przysięgi ze nie zdradza i nie zdradziła. Więc poinformowałem żonę, że nie wierzę i pójdę porozmawiać z Panem X, najpierw się dowiedziałem że oczywiście zaprzeczy bo to bzdura, że nie mam numeru telefonu itd... Kilka dni zabrało mi zebranie właściwych informacji i wróciłem do tematu informując że jeśli spotkam się z Panem X i mu nie uwierzę to udam się do jego rodziny (mieszka u teściów) i pogadam, bo ja tego pana do mojego życia nie zapraszałem, a jeśli już w nie wszedł to ja mam takie samo prawo załadować mu się z butami. Skutek był taki, ze się dowiedziałem że romans był itd..... To zabolało, ale nie to było najgorsze, dowiedziałem się że Pan X może więcej i dłużej a ja jestem do kitu i że oczywiście to że miała romans to wyłącznie moja wina. To nie ukrywam zabolało najbardziej, bardziej niż sam fakt zdrady i romansu, rozsypałem się dokumentnie. Przez tydzień nie spałem, bałem się że komuś zrobię krzywdę a co się działo w mojej głowie nie sposób opisać a najgorsze że chyba jest to że cały czas ją kocham.... Po tygodniu zacząłem zbierać się do "kupy", jak uzmysłowiłem sobie że pomimo tego że jak uważam w małżeństwie nic się nie dzieje bez przyczyny i zazwyczaj to jest 50x50%, to nie dam sobie zdrady wrzucić na głowę. Jeśli np. kogoś bym pobił na ulicy to ja pobije i nie będę zwalał na problemy małżeńskie czy obwiniał o to żony. Zdrada jest zawsze na własne ryzyko i odpowiedzialność i obwinianie o nią partnera jest podłe. I tu przechodzimy do stereotypu z którym nie mogę się pogodzić - jeśli zdradza mąż to nikogo nie dziwi bo chłopy to świnie, ale jeśli zdradza kobieta to była biedna i zapewne nieszczęśliwa i to oczywiście wina jej męża. Taką informację uzyskałem od kilku kobiet, w tym i teściowej (ona wiedziała o tym romansie od początku). Chyba gniew i brak akceptacji takiego stanowiska pozwolił mi się jakoś podnieść na nogi... Po 3 tygodniach moje samopoczucie, poczucie własnej wartości i godności wróciło do normy choć dziura w sercu jest do dziś...