JamesTon | 01:31:38 |
Rognar | 02:52:12 |
Aga104 | 03:09:42 |
NieOddycham | 06:41:34 |
Julianaempat... | 09:10:22 |

Rozmawialiśmy...w pewnych momentach zaskoczyła mnie jego szczerość. W końcu dostrzegłam skruchę, zobaczyłam w jego twarzy to coś na co tak czekałam. Postanowiłam dać szansę,,,
Długie, szczere rozmowy, wspólnie spędzany czas, sex kilka razy dziennie, kwiaty, etc,,, On się bardzo starał ale co dziwne ja też. Czy z mojej strony było to ze strachu, że odejdzie??,,Z myślą zobacz co byś stracił,,,?
Mówi mi o każdy kontakcie z kurewną,,, była w jego firmie, dzwoniła, napisała e-mail.
Przychodzi piątek on pokazuje mi coś na swoim laptopie, wchodzę w jego gg (sam mi je udostępnia) i dowiaduję się, że krewna była u niego w firmie,,,; Kuzwa!!! To ponad moje siły. Nie chodzi o to, że była, chodzi o to, że mi nic o tym nie powiedział!!!Jak tu budować zaufanie???Jak wierzyć??? Mówi, że przed świątecznym weekendem taki był zabiegany, że naprawdę zapomniał mi powiedziećr,,.Zapomniał powiedzieć o najważniejszej w tej chwili dla mnie sprawie!!!!!!!!!????
Kurewna jest handlowcem, w oddziale firmy mężusia. Wiem z zaufanego żródła, że jak przyjechała to on wyszedł i poprosił kolegę, żeby się nią zajął. Ale tu nie o to chodzi!!! On mi nie powiedział, że była!!!!!!!!!!!!!
Wpadam w szał. Każę mu się wynosić, wrzeszczę, że już w nic mu nie wierzę. On mówi, że nie biorę pod uwagę jak się zachował, i tego, że wyszedł. Tylko to, że mi nie powiedział. Mówi, że nie potrafię zapomnieć - bo nie potrafię!!!!!, a co gorsze myślę o kurewnie częściej. I co dziwne coraz bardziej zaczynam (w myślach) obarczać ją! Dochodzi do kłótni, padają słowa o rozwodzie. Przeprasza ale ja już tego nie słucham. Rozstajemy się na święta w gniewie. Ja wyjeżdżam do swoich rodziców, on na drugi dzień jedzie do swoich.
Postanawiam odwiedzić teściów w drugi dzień świąt. Zastaję mężusia delikatnie mówiąc w stanie nietrzeźwym. Kiedy przychodzę on wychodzi przed dom, nie zamienia ze mną słowa. Jego mama mówi mi, że przebąknął o rozwodzie. Ciągnięty przez teściową za język powiedział tylko, ze to jego wina.
Po świętach wracam do domu i mówię żeby się wyprowadził. Oznajmia, że się nigdzie nie wyprowadzi bo,,, mnie kocha,,Jeżeli wyrzucę jego rzeczy to wniesie je i poukłada,,.W aucie zastaję kwiaty, kartki z wyznaniami typu; nic nie zmieni tego, że cię kochamr,,jak to rozumieć???????????(wszystko ląduje w śmieciach); W domu pierze, sprząta itp. Przechodząc mówi -jak ładnie dziś wyglądasz- Jednocześnie kiedy chcę pogadać mówi, że ;nie teraz;nie w złości; O CO CHODZI??????nic nie rozumiem
Wykańcza mnie; Mam dość, psychicznie jestem wyciśnięta. Nie mam chęci, pomysłu na nic więcej.Pakuję się i wyjeżdzam na weekend do mamy (wie gdzie jadę) i co? I nic, zero telefonów, kontaktu;. Jak mam to wszystko interpretować rozumieć??????????
Mam ochotę zostawić to wszysko ale nie mam odwagi. Paradoksalnie, myślę, że łatwiej by mi było gdyby się wyprowadził;
Pomóżcie uporządkować myśli! Nie potrafię opisać co sie
P.S do morfeusza - wiem, że mnie potępisz, że tak szybko odpuściłam. Wiem, że to moja wina; za szybko chciałam naprawić, zapomnieć. Już teraz, w tej chwili zostawić to za sobą. Już wiem, że tak się nie da;, a może dobrze się stało. Twoje słowa o tym ,że będę rosnąć w siłę, wracać do dawnych pasji sprawdziły się w 100%! Tylko, ze teraz znów sięgnęłam dna