

| nina28 | 15. Lipiec |
| Pathi | 15. Lipiec |
| lusiek | 15. Lipiec |
| olka | 15. Lipiec |
| abisag | 15. Lipiec |
Crusoe | 01:32:46 |
Julianaempat... | 02:01:11 |
#
poczciwy | 04:13:48 |
Aga104 | 06:16:11 |
NieOddycham | 09:51:42 |
Zdecydowałem się na rozwód. Stwierdziłem, że takich rzeczy po prostu się nie daruję. Sądzę, że raczej rozwód będzie na 99% z winy żony, ponieważ mam bardzo mocny dowód. Jako człowiek chłodny najpierw zabezpieczyłem się, a potem powiedziałem, że wiem o zdradzie. Naturalnie przeciwnika nie informuje się o takich rzeczach.
Pozew złożyłem specjalnie w Walentynki i poinformowałem szanowną jeszcze małżonkę, że coś takiego zrobiłem. Wystąpiłem również o prawo opieki nad dzieckiem i chce, żeby zamieszkało ze mną. Osoba rozbijająca rodzinę powinna ponieść karę, poza tym uważam, że jestem w stanie zapewnić dziecku więcej uwagi. Raczej nie wygram, ale nie chce mieć do siebie pretensji, że nie próbowałem.
Od razu po złożeniu pozwu przyszła mamusia i przyjęła rolę mediatora. Jako, że szanuje swoją teściową jako osobę mi życzliwą, która nigdy nic mi nie zrobiła, grzecznie zasugerowałem, że nie poszło nam o za słoną zupę, ale o coś więcej. Tłmaczyła córkę, że miała ona słabsze dni i powinienem pomyśleć o dziecku. Powiedziałem, że jeśli jej córka ma do mnie sprawę, niech mnie odwiedzi, zna mój adres.
Było to wczoraj.