

| Rycho500 | 20. Lipiec |
| gabi11 | 20. Lipiec |
| Lenka69 | 20. Lipiec |
| anuska | 20. Lipiec |
| dodera1 | 20. Lipiec |
#
poczciwy | 01:47:17 |
jacksparrow | 03:48:48 |
Julianaempat... | 08:00:47 |
NieOddycham | 20:26:50 |
marta1989 | 21:19:36 |
Witam wszystkich, jestem tutaj nowy. Chciałbym opowiedzieć moją historię.
Całkiem niedawno odkryłem, że moja żona mnie zdradza. Udało mi się odkryć zdradę przez niepokojące sygnały, potem sam wziąłem się za śledztwo i powiedziałem o tym żonie, że wiem. Przyznała się. Klasyczna zdrada z kolegą z pracy.
Dla mnie to był szok, nigdy nie spodziewałbym tego po niej, chociaż jest atrakcyjną kobietą. Na szczęście świetnie panuję nad nerwami i wszystko odbyło się na poziomie. Porozmawiałem z żoną, ale rozmowa raczej nie była efektywna. Nastał miesiąc piekła. Nie takie piekło, jak się wam kojarzy, pełne awantur. Przestałem z nią rozmawiać. W domu zapanował chłód, wogóle nie rozmawialiśmy, nie spaliśmy razem, nie jedliśmy posiłków, wręcz nieprzebywaliśmy w jednym pomieszczeniu.
Mamy dziecko, nastoletnie dziecko. Stwierdziłem, że takie życie nie ma sensu, więc szukałem mieszkania i po miesiącu się wyprowadziłem. Żona niby chce zgody, ale nie mogę jej zaufać. Doprowadziła mnie do tego, że nawet sprawdziłem swoje ojcostwo. Teraz ona mnie odwiedza i mówi, że warto ratować małżeństwo. Ja się nie zgadzam, żądam rozwodu. Takich rzeczy się nie wybacza. Z jednej strony może wybaczyłbym jej, ale nie umiem zaufać. Ten upór w kwestii rozstania jest szczerze mówiąc wbrew sobie.
Moja żona często pracuję w szpitalu na nocnych dyżurach. Może tak całe małżeństwo byłem zdradzany, tylko niczego nie zauważałem?
Dlatego chciałbym ostrzec tych, których partnerzy pełnią dyżury nocne, nie tylko w szpitalach. Być może o niczym nie wiecie.