

| ona_83 | 16. Styczeń |
| siaczek1991 | 16. Styczeń |
| Aterluna | 16. Styczeń |
| jupik89 | 16. Styczeń |
| milki | 16. Styczeń |
jacksparrow | 00:40:51 |
Edek_2 | 00:47:51 |
Rognar | 00:56:10 |
Anetastp | 01:19:06 |
Landexpzglosy | 01:30:56 |

Chce sie podzielic z Wami moja historia...moze pomoge niektorym z Was a moze ktos pomoze mi zrozumiec moja glupote. Tak glupote wlasnie bo inaczej tego nie nazwe. Moj maz zdradzal mnie zawsze, a zaczelo sie dwa lata po slubie. Czasem byly to zwiazki przelotne a czasem na dluzej. Zawsze wracal bo jak twierdzi kochal a ja wybaczalam bo nie umialam zyc bez niego. Teraz tez nie odszedl ale powiedzial mi wlasnie ze przez 1.5 roku zyl z druga kobieta i jej dwojka dzieci. I ze teskni do niej. Ze przez to ze ja kocha to jest lepszym ojcem dla jej dzieci niz dla wlasego synka...mnie tez kocha i nie umie odejsc ale ona daje mu wiecej szczescia. Jakis czas temu postanowilam to zakaczyc ale to nie takie proste. Bo on mimo tego wszystkiego uwaza ze mamy jeszcze szanse. Jestem zniszczona wewnetrznie, wygaslam zupelnie. Jedyne co trzyma mnie przy zyciu to moj syn. Usmecham sie do siebie krzywo codziennie liczac ze w koncu bedzie to prawdziwy szczery usmiech. Staram sie nie tracic wiary, przeciez mam dopiero 36 lat. a moze juz 36.......Placz tez juz nie pomaga....chce to zrozumiec ale tego sie nie da zrozumiec, moj styrany umysl juz nie ogarnia tego. A moze nie ma sensu zastanawianie sie nad tym? Czy to cos zmieni? Czy to sie zmieni? Raczej nie, czasu nie cofne, powiedzianych slow nie da sie odwolac. Ale bol jest nie do wytrzymania.....a przeciez powinnam sie juz przyzwyczaic