

| ona_83 | 16. Styczeń |
| siaczek1991 | 16. Styczeń |
| Aterluna | 16. Styczeń |
| jupik89 | 16. Styczeń |
| milki | 16. Styczeń |
jacksparrow | 00:45:44 |
Edek_2 | 00:52:44 |
Rognar | 01:01:03 |
Anetastp | 01:23:59 |
Landexpzglosy | 01:35:49 |

Kiedys juz pisałam o swoim zyciu tutaj, znajdziecie to pod tytułem "Razy dwa". Moja historia jest dziwna, zawiła, trudna i juz sama nic z tego nie rozumiem. Jestem z mężem juz 8 lat, mamy sześcioletnią córeczkę, w końcu wymarzony dom pod lasem i byłoby naprawdę świetnie... Mieliśmy już wiele problemów w tym poważny romans męża ale nie skończyło się to rozwodem... Nie wiem czy dobrze czy źle... Po tamtej zdradzie dobrze było przez dwa tygodnie a potem znowu codzienność, ta szara, rutynowa... I wiecznie wtrącająca się teściowa, która najczęściej bywała powodem kłótni między nami. Od tamtej zdrady, kóra jest od dawna zakończona i wybaczona, choć nie zapomniana mój mąż nie może przestać mieć "koleżanek". Nie wiem czy mnie z nimi zdradza ale uważam, ze te znajomości wychodzą daleko poza granice zwykłej przyjaźni, znajomości. Po pierwsze nie znam ich osobiście, po drugie ilość smsów wysyłana obecnie do koleżanki z pracy jest niepokojąca. Kiedy zaczełam przeglądać billingi i pytać co to za numer i dlaczego go tu tak duzo billingi znikały.Ostatnio wpadł mi jeden w ręce i było tam za duzo jej numeru... Poza tym spedza z nia tyle czasu na facebooku, rozmowy chowa, telefon zawsze bez dzwieku, bardzo blisko i hasla gdzie sie da. Jej rodzice mają sklep i czasami jeżdzi tam na zakupy i oczywiscie zostaje tam dluzej zeby pogadac. Powiedzial mi ze nie chce sie ze mna rozwodzic ale odpowiadaloby mu malzenstwo "otwarte" to znaczy kazdy moze sie z kims spotykac. Mnie to nie odpowiada... Kiedy zaczelam robic afery i straszyc rozwodem to obiecal ze nie bedzie z nia rozmawial ale wczoraj przylapalam go na rozmowie internetowej. Nie wiem juz co mam robic, tym razem nie mam dowodow ze mnie zdradzil tylko ze flirtuje. Ale nie potrafie tak zyc... Z drugiej strony mąż jest opiekunczy w stosunku do dziecka, dba o dom, zeby nam niczego nie brakowało, nie wybywa z domu, nie pije i nic oprócz tych flirtow nie mozna mu zarzucić. Tylko ja nie czuje się kochana...I ciezko tak to wszystko zostawic bo jest dom, dziecko, kredyt, a rozwod w moim przypadku oznaczalby powrot do miasta z ktorego pochodze, ok 400 km stad. Wiec problem z praca, mieszkaniem.... Jak Wy widzicie moja sytuacje?Co byście poradzili?