Zdradziła i odeszła do innego
Dodane przez Zdradzony1233 dnia Październik 23 2020 11:28:13
Historia ma klika etapów, przeszliśmy razem wiele. Byliśmy razem 5,5 roku. Od tygodnia nie jesteśmy razem. mam 28 lat - Żyliśmy razem od końca jej studiów, szybko się poznaliśmy i bardzo szybko razem zamieszkaliśmy, mieliśmy wspólnego zwierzaka, łączyło nas wiele wspólnych chwil, codzienne powroty do domu i obecność tej drugiej osoby, wyjścia, wyjazdy, imprezy rodzinne. Znaliśmy swoje rodziny byłem przez nich traktowany bardzo dobrze, nie układało nam się tylko w relacji znajomych których miała bardzo toksycznych, wydawało mi się że my byliśmy dobrym związkiem a jej znajome można określić mianem wolnych strzelców co chwile zmiany, problemy w związkach, krótkie związki, lub znajomości bez zobowiązań itd, Miałem niestety obiekcje (można napisać że byłem pewny) przez te lata że prowadziła w czasie studiów podobne życie. - Mieliśmy kilka poważnych rozmów raz na rok wypływały te rozmowy bo czułem że coś jest nie tak, że nie byłem do końca tym czy ona by chciała, wydawało mi się że jestem dobrą opcją do ustatkowania się, ale przy jednoczesnym niezaspokojaniu jej oczekiwań życia takie jakie prowadziła wcześniej. - Mieliśmy zrobić remont w mieszkaniu, po remoncie chciałem się oświadczyć, od dwóch lat staraliśmy się o dziecko, badaliśmy się i leczyliśmy się i badania wszystkie wychodziły u mnie dobrze, bardzo chciałem tego dziecka, jednak nie chciałem o tym rozmawiać i naciskać bo ona miała problem, nie chciałem jej ranić. (bo jak komuś powiedzieć że się chce dziecka z drugiej strony jak go nie będzie to i tak cię będę kochał żeby ta osoba zrozumiała? i żeby nie wyjść na obojętnego albo na kogoś kto skreśli wszystko jak dziecka nie będzie..) - mieliśmy swoje problemy jak każdy, wszystko budowaliśmy razem, w każdym etapie życia po jej studiach (w tym czasie się poznaliśmy) robiliśmy wszystko razem i do wszystkiego dochodziliśmy. - przyszedł czas remontu, nie mieliśmy się gdzie wyprowadzić, ona ze zwierzakiem poszła do mamy (nie dało się iść z nią ze względu liczebności ludzi w domu i komfortu jakiegokolwiek) ja próbowałem spać w domu, nie dałem rady, wylądowałem w domu rodziców, dzieliło nas jakies 6km widywaliśmy się i normalnie obcowaliśmy, codziennie byliśmy u siebie na mieszkaniu, jednak czuła się opuszczona i samotna (przyznała na końcu że nic nie czuje i że ja się staram i żeby ona coś czuła) ja tego nie odczuwałem i nie widziałem zmiany, chodziła raczej zadowolona. Dopiero ostatni tydzień przed końcem remontu zobaczyłem że coś się dzieje, nie chciała powiedzieć nic. w piątek przed dzień remontu jeszcze byliśmy na posiadówce u mojego brata, naciskałem na nią żeby mi powiedziała oczywiście robiłem to na osobności, powiedziała w samochodzie, że nie wie co czuje, że jak wróci to mnie bardzo zrani, nie wie czy chce wracać do mieszkania, nie wie co ona od siebie chce i nie może żyć sama z sobą, że mnie kocha bo nie może powiedzieć że nie kocha i zależy, zapewniałem ją o to samo i chciałem żeby wróciła do mieszkania bardzo, mówiłem że kocham wszystko co czułem. Sobota rano nie chciała się za bardzo spotkać, jednak się zgodziła po wszystkich wymówkach, bylo tak samo jak w samochodzie, nie wiedziałem co mam zrobić już żeby przekonać ją że mi zależy i kocham i że najbardziej czego chce to powrotu razem do domu, przy wyjściu powiedziaa zebym został tak jakby tego nie chciała, pytała czy ma wrócić do domu i wszystko posklejamy? powiedziałem że chce tego bardzo i tylko tego, chciała zostać na noc jeszcze jedną u mamy że chce z nią porozmawiać i potrzebuje jeszcze tego jednego dnia. - dzwoniłem w dzień nie odbierała odebrała i powiedziała ze jest u koleżanki szeptem - dzwoniłem i pisałem w niedziele nie odbierała i nie odpisała, wieczorem tylko napisała że nie potrafie uszanować tego że potrzebuje przestrzeni. rano w poniedziałek zauważyłem że mam jej konto na fb zapamiętane na laptopie, okazało się że ma wiadomość z niedzieli bo wcześniej wykasowała, były tam pikantne wiadomości z których wynikało że zdradziła, szukała z nim mieszkania już w tygodniu. - o 7 rano w poniedziałek pojechałem do niej jej to wszystko powiedzieć, przyznała że jakbym nie poszedł od niej w sobote to by było zupełnie inaczej, z tego co mi powiedziała zrozumiałem że po naszej rozmowie pojechała do niego i się z nim przespała dzwoniłem do nie to nie była u koleżanki tylko u niego, w niedziele potrzebowała przestrzeni i też była u niego. Do tego wszystkiego o niczym miałem się nie dowiedzieć tylko dać jej czas do namysłu i przestrzeń (powiedziała również że zrobiła to i nie czuła wyrzutów sumienia żdadnych), niestety dla niej traf był taki że sam to odkryłem, jak już rozmawialiśy to mówiła że pierwszy raz się zobaczyli 2 tygodnie temu, i nic wcześnej przed tą sobotą nie było jeśli chodzi o tematy zdrady fizycznej, jednak w piątek widziałem że pisali razem i wysyłali mieszkania sobie. - jestem na etapie gdzie już zabrała wszystkie rzeczy trwało to 3 dni, rozmawialiśy o tym wszystkim, mówiła że nie wie czemu tak się stało po prostu pojechała w sobotę do niego i się stało. Gościa zna od urodzenia coś ich wcześniej łączyło, jest młodszy 4 lata od niej i jak ona kończyła studia to on zaczynał nad morzem w marynarce więc bardzo daleko. - rozmawialiśmy mówiła że od roku nam sie nie układało że byłem obojętny i bez żadnych emocji (nie odbierałem tak tego) wydaje mi się że na te tematy się rozmawia i pracuje nad tym. Powiedziała że nie wyszło nam i już. - Ostatni dzień wyprowadzki powiedziała że byłem z nią z przyzwyczajenia bo było mi tak dobrze, że nie czuła się bezpieczna i nie miała stabilizacji chociaż mieliśmy mieszkanie, pracę ja prowadziłem działalność wiadomo raz lepiej raz gorzej, mieliśmy plany o dziecko i się o nie staraliśmy dość długo, ona na tym temacie była bardzo zafiksowana. zaplątywała się przy tych rozmowach w swoich kłamstwach i nie wiem w co wierzyć. - na końcu powiedziała że mogło się tak stać nawet za dziesięć lat bo ona widzi że straciła siebie, chce coś zrobić dla siebie nie dla kogoś. Generalnie czuję się jakbym to ja pchnął ją do tego co zrobiła i że w sobotę zaprzepaściłem swoje życie z nią, jednak z drugiej strony powinna walczyć w jakiś sposób, rozmawiać, coś pokazywać jakąś chęć, mówić że coś jest nie tak, chociaż się tak zachowywać, niestety nic z tych rzeczy nie było. Ktoś który kocha zachowuje się w taki sposób że zamiast walczyć, sklejać i rozmawiać i pracować idzie do kogoś innego do łóżka? odpowiedziała mi że już nie widziała sensu po sobocie.. jednak chyba chciała zostawić sobie koło ratunkowe. Nie wiem co myśleć, wiem tylko że już nic tego nie będzie i musze zacząć nowy etap, problem w tym że myślę że jest coś zemną nie tak bo ona to wszystko przy tych rozmowach przedstawiła w taki sposób że jestem w to stanie uwierzyć tylko że nic nie mówiła o swojej winie.
Rozszerzona zawartość newsa