Zdrada - brak juz siły
Dodane przez Ruda25 dnia Marzec 24 2020 21:00:53
Cześć. Nie wiem od czego mam zacząć bo jest tego naprawdę sporo. Zacznę od samego początku...Z moim partnerem poznaliśmy się 10 lat temu jeszcze w gimnazjum. Tak od słowa do spotkania i zostaliśmy parą. Na początku było wszystko ładnie pięknie, motyle w brzuchu. Po czasie zrozumieliśmy, że do siebie nie pasujemy. Rozstaliśmy się - ale cały czas mieliśmy ze sobą kontakt, cały czas starałam się aby go odzyskać. Udało się po prawie dwu letniej przerwie wróciliśmy do siebie z większa miłością z podwójną siłą do działania. Dużo rozmawialiśmy o ślubie - aż w końcu stało się oświadczył się. To był najpiękniejszy czas w moim życiu. Ale wiadomo nie byliśmy idealna para bo takie nie istnieją. Często się kłóciliśmy z błahych powodów, ale zawsze dochodziliśmy do porozumienia. Do czasu póki nie zaczęła wtrącać się jego matka. Wiecznie byłam krytykowana "bo do kościoła nie chodzę, bo nie studiuje, bo żadna praca mi nie odpowiada, jak ja chce zostać matka jaki ja przykład dam dzieciom" Mój narzeczony nigdy nie stanął po mojej stronie. Zawsze ja dostawałam najbardziej. W jedne wakacje mój facet pojechał do wojska - niby krótki czas ale dał się we znaki. Na początku ubiegłego roku postanowiliśmy zamieszkać razem - i koszmar dopiero się zaczął. Ciągle wszystko było źle " bo pracujesz w nocy, bo nie ma obiadu jak wracam z uczelni, bo nie mam czystych ubrań, bo jest źle pozmywane" na wszystko przymykałam oko bo zależało mi bardzo na nim. Ale z biegiem czasu tych kłótni i rozmów było już coraz mniej. Jednego sierpniowego popołudnia mój kochany narzeczony wziął mnie na poważna rozmowę, zapytał " ile jestem w stanie mu wybaczyć?" I wszystko wyszło na jaw od miesiąca miał inna kobietę na boku (koleżankę z wojska). Mówił, że zrobił to pierwszy raz po pijaku poniosła go chwila, a ja miałam zawsze dla niego mało czasu. Ja wychodziłam do pracy a on do niej. Nie raz nie dwa. Wybaczyłam bo kochałam bo chciałam ratować nasz związek- w końcu za rok mieliśmy brać ślub. Starałam się, widać było, że on na początku też, że chce wszystko naprawić. Zawsze powtarzał "nigdy nie będziesz mi obojętna, zawsze będziesz dla mnie ważna, nie chce żebyś zrobiła sobie coś złego". Nie wiem czy jego wybujałe ego nie pozwoliło mu ratować tego, czy był zaślepiony tym, że może mieć cały świat. Ostatecznie rozstaliśmy się 20 sierpnia. Jego ostatnie słowa były tak ostre jak żyletka: "mam dość zajmowania się Tobą, chce zacząć żyć, Ty masz prace jest Ci łatwiej planować ślub niż mi- ja studiuje. Myślałem, że jak powiem wszystkim o rozstaniu to się załamią - a tu dziadek przybił mi piątkę, cieszył się razem ze mną. Przekreśliłem wszystko, postawiłem kropkę przekręcam kartkę i zaczynam nowe życie bez Ciebie." Nawet w sprawie zaliczek na "wesele" nie zachował się fajnie...Mimo, że ja wszystkie opłacałam on zwrócił mi tylko 1/3 poniesionych kosztów. Minęło już tyle czasu a ja nadal walczę z depresja, jestem na lekach uspokajających i antydepresantach. Każdego dnia o nim myślę i zadaje sobie miliony pytań "dlaczego tak się stało? co mogłam zrobić żeby temu zapobiec? co robi?, co się z nim dzieje?" Każdego dnia kładę się do łóżka z płaczem i brakiem siły na kolejny dzień na kolejne "udawanie", że wszystko u mnie ok. Mimo tego, że dzieli nas zaledwie 10 km od 7 miesięcy nie widziałam ani jego ani nikogo z jego rodziny. Cały czas czuje na sobie spojrzenia ludzi jak by to była moja wina jak bym ja wszystkiemu była winna. Nie mam już siły. Śnią mi się koszmary, jak on mnie zdradza jak robi to z nią w naszym łóżku, każde jego słowo mam w głowie. Tak udało mi się kogoś poznać - ale nie wiem czy potrafię kochać, czy jestem z tym człowiekiem aby zapomnieć o byłym czy dla wygody. Będąc z nim nawet w intymnych sytuacjach cały czas myślę o swoim byłym. Nie potrafię przestać o nim myśleć. Boje się, że już nigdy się nie zakocham...
Rozszerzona zawartość newsa