Za co?
Dodane przez lopez dnia Grudzień 02 2019 17:59:25
Dlaczego mnie to spotkało? za co? Niech mi to ktoś wytłumaczy! To pytania, które mi towarzyszą każdego dnia od 14 miesięcy. Każda godzina spędzona z żoną, to powrót do przeszłości. Ale wróćmy do przeszłości: Ja i żona w wieku 37 lat, 10 lat po małżeństwie, 2ka dzieci - w wieku 6 i 10 lat. Mieszkamy w domu pod Wrocławiem. Wspólny kredyt, zobowiązania. Oboje pracujący, ona stacjonarnie jako bhp-owiec. Ja jako handlowiec w korporacji, pnący się po drabinie kariery, aż na stanowisko kierownicze. Konsekwencje? 2-3dni w tygodniu w Warszawie, rozłąka od rodziny, nerwy, stres. Nie ma nic za darmo - powtarzałem jej, że to tylko na jakiś czas. Że zarobię i wrócę do domu. Że długo tak nie wytrzymam. Dużo alkoholu, dużo imprez, dużo łażenia po klubach go-go, a nawet sponsorujący dziwki klientom. Ale zawsze wierny przysiędze i zasadzie podstawowej - nie zdradzam. Nie wybaczy mi przecież, wyrzuci mi z domu. A ja kocham swoje dzieci! Zarabiałem, płaciłem wszystkie rachunki - Czy ją w tym czasie kochałem? Zachłyśnięty byłem Warszawą, stała się moja żona kimś do opieki nad dziećmi. Miała zajmować się dziećmi, ja myśleniem o przyszłości i zarabianiem. Z czasem przestałem już do niej pisać wieczorami, dzwonić. Delegacja do Warszawy była dla mnie czymś tak normalnym, tak weszło w krew, że zapomniałem przez te 2-3 dni o rodzinie. Pytałem zawsze jedynie o dzieci. Lakonicznie odpowiadała. Byłem z czasem obojętny, twierdzi, że przestałem ją dotykać. Miałem cel w głowie - kasa, kasa, kasa. Jak wyglądała nasze życie przez 3 lata przez 4-5 dni jak byłem w domu? Ona na telefonie, czały czas, na okrągło, twierdziła, że z koleżanką piszę. Koleżankę poznałem i rzeczywiście były przyjaciółkami. Ja myślałem oczywiście jak więcej kasy przynieść i zapewnić nam jeszcze lepszą przyszłość. O zrobię nam basen! największy w mieście, i będziemy szczęśliwi! Ja byłem, gadżeciarzem jestem. Wystarczała mi ta iluzja szczęscia. Przez żonę byłem kompletnie zaniedbywany. Sex? jaki sex. Ciągle słyszałem, że ma okres, albo, że libido jej spadło do zera, bo bierze tabletki. Jakieś miłe słowo, wsparcie, podziękowanie? nigdy nic. Obiad Ci ugotowałam (tylko w weekend). I tak się mijaliśmy 3 lata. Ja się przyzwyczaiłem, że mam taką już po prostu żonę. Że pracuje z młodymi dziewczynami i sama też chce się odmłodzić. Ale jej przecież ufam, bo mamy dzieci i głupot nie zrobi. Wakacje w Tajlandii, 2 razy do roku Stany? Proszę bardzo - czego się nie robi dla rodziny! Jeździliśmy, razem spaliśmy w łóżku, nie pamiętam nawet żebyśmy się raz kochali - nauczyłem się rozładowywać emocje ręką i pracą. Nauczyłem się żyć bez sexu. Bo żona ma małe libido i ciągle okres.... Czy coś jej złego robiłem? nie przypominam sobie. Wszystko miała. Może jedynie za mało czułości. Jestem zimnym gościem, mało szarmanckim, nastawionym na cel. Ja sam jestem dzieckiem z rozbitej rodziny, w wieku 5 lat rodzice wzięli rozwód, a matka rozpoczęła 30 letnią przygodę z alkoholem. Nie byłem nikomu potrzebny. Nikt mnie nie nauczył jak kochać. Robiłem to tak jak umiałem. Niezdarnie. Partnerek do tego w życiu miałem niewiele, więc w łóżku byłem przeciętniakiem - po orgazmie w minutę i dziękuję, dupami odwróceni do siebie. Zawsze pozwalałem jej iść na imprezę z koleżankami, bo przyjaciółka jest z nią, będą się pilnowały. Delegacja do Szwecji - no jedź kochanie, urwij się z domu, zasłużyłaś. Czy chcesz kochanie jechać z nami (ze mną i dziećmi) pod namiot? O nie, ma duzo pracy... Więc sam jechałem z dzieciakami, wierząc we wszystko, co mówi. Ja sam nie umiem kłamać. Widać po mnie, bo się dziwnie uśmiecham. Nie robię więc tego i myślę, że nikt mnie nie okłamuje. A już najbliższa mojemu sercu kobieta? Niemożliwe.... I stało się - JEB! Wrzesień 2018r. Wraca z imprezy, czekam w łóżku. Chyba 3 nad ranem. Nabrałem ochoty na sex. Jakbym kochał się z manekinem. Pomyślałem, że już ręka daje mi więcej frajdy. Ale wiadomo, libido niskie... Nagle słyszę - "Adaś, ja Cię już nie kocham". Zamurowany byłem. To pierwszy moment przez te wszystkie lata, gdy dopiero sobie uświadomiłem, że coś jest nie tak. Resztę nocy nie przespałem. Analizowałem, ale o co jej chodzi? Przecież wszystko ma! Budzi się na kacu - pytam o co chodzi? A nic, pijana byłam... Kilka dni później, jak zwykle siedzi na telefonie. Jakiekolwiek rozmowy, awantury o telefon nie dają nic. Płacze - pytam się o co chodzi? To był pijany wieczór, jak z resztą większość w ostatnich latach. Siadamy na tarasie na kanapie i mówi - "zdradziłam Cie". Mój męski świat się zawalił. Już nic nie sluchałem. Bo byłem wierny. Kłamała w żywe oczy, że to raz, że po pijaku, że w Szwecji. Że żałuje, że chodźmy na terapię, że kocha i że chce ze mną żyć.... Coś mi tej nocy spać nie dało. Wziąłem jej teelfon. Tym razem nie był szczelnie zakodowany. Pisze do przyjaciółki - "okłamałam do, że to tylko jeden raz". Budzę ją - masz jedyną szanse, żeby mi opowiedzieć prawdę.Dalej kłamie, a ja dalej jej głupi wierzę. Emocje opadają - zaczynamy naprawiać małżeństwo. Terapia małżeńska - proszę bardzo. Byliśmy raz. Nie chciała więcej, bo kazał nam psycholog czytać książkę. I pytał ją z 2-3 razy, ale na pewno "to" pani zakończyła? On wiedział to czego ja nie umiałem dostrzec - że kłamie. Wyjazdy wspólne - no bo mało wyjeżdzamy i przez to nam pożycie ustało. No to sru - do Karpacza we dwoje. Morze alkoholu, ja jak piesek, kochanie może to, może tamto. Upiła się, jak zwykle bardziej ode mnie. Nawet sex się przydarzył - nie wiem czy z żalu nade mną, czy z podziękowania. Kazała mi gumę załozyć, bo ma płodne dni. Może to z 5 minut trwało i szybko zasnęła. Rano nie chciała powtórki, bo ją posiniaczyłem, tak twierdziła. Inne wyjazdy z dziećmi, oczywiście bez sexu. Ja na penisie ręczniki nosiłem, ona, że nie ma nastroju...że dzieci... W miedzy czasie rozpocząłem terapię psychologiczną - nie umiałem sobie poradzić ze sobą, z emocjami. Grudzień 2019 - Podwójne JEB! 3 miesiąc "sielanki". Przestałem już nawet udawać, że pracuję. Nie radziłem sobie w pracy z prostymi zadaniami. Kierownik.... Cel - rodzina, ratować za wszelką cenę! niech mnie wyjebią, trudno! Dzieci są dla mnie wszystkim! Nigdy nie kontrolowałem, nie znosiłem tego, śledzenia, sprawdzania bilingów, maili itd. A tu przypadkiem dostałem się do naszego wspólnego, prywatnego laptopa. O maila ma moje słoneczko odpalonego. Nie wytrzymałem, musiałem zajrzeć, złamać tę mała zasadę - nie kotrolować. Wpadły w moje ręce zdjęcia z kawalerem, jak leżą na naszej sofie, na spacerach. Wiersz miłosny do niego. Miesiąc wcześniej napisałem do niej maila, co czuję, jak bardzo mi zależy - oooo jest w kopiach roboczych, a adresat kawaler... Mało nie zemdlałem. Pół godziny walczyłem z delirką, ciemno przed oczami mi się zrobiło. W domu był nasz syn, chory, nie wiadomo było, co mu dolega. Nie chciałem więc robić awantury. Zaprosiłem ją do pokoju. Pokazałem zdjęcie z kawalerem. Poprosiłem o opuszczenie domu, o pozostawienie mi resztki godności, zapewniłem, że zajmę się domem w tym czasie. "Ale to już skończone" słyszałem w kółko. Póżniej bilingi - rozmowy codziennie p 6 razy z kawalerem. Pojechała do mamy... Pech, lub szczęście w nieszczęsciu, chciał, że syn wylądował w szpitalu. Żona wróciła do domu. Mleko się rozlało... To trwało 3 lata. Kawaler jest brygadzistą w firmie, w której ona pracuje. Wyjeżdzający co 3 miesiące na 3 miesiące do Szwecji. Na telefonie cały czas. "Pamiętasz, jak wróciłeś z Warszawy, zapytałam Cię, co robimy, a nic nie odpowiedziałeś? I powiedziałam, że w takim razie idę na siłownie" To poszłam się z nim pieprzyć w samochodzie. Rany rozdrapałem do ropy. Musiałem znać szczegóły, co kiedy. 2 tyg nie spałem - pojawiły się psychotropy, żeby zapanować nas sobą. Praca? jaka praca... Przez te 3 lata romans trwał w najlepsze. Kawaler okłamywał ją na każdym kroku, że mieszka ze siostrą, podczas, gdy to była jego dziewczyna. Ale dmuchał mi żonę w moim domu, karmiąc ją miłymi słowami i zapewniając o bezgranicznej miłości. Nawet, po wrześniu 2018, postanowieniu odbudowy związku, dalej trzymali kontakt ze sobą. Kochała go, a ze mną żyła. Bo przecież sponsorowałem wszystko, wyjazdy, rachunki, co potrzebowała. Styczeń 2019 - mówi mi, że mnie znowu kocha. Ze rzeczywiście nie kochała mnie 3 lata, bo ją olewałem. Marzec 2019 - kryzys Na 3 dni znikam z domu, od tak. Nie mogę z tym dalej żyć, udawać, że deszcz pada, jak na mnie leją. Uchlewam się na mieście, śpię poza domem. Ona grozi próbą samobójcza. Nie działa już to na mnie. 3ego dnia wracam do domu. Tęsknię... Miesiące lecą. Ja już bez pracy w tym momencie jestem. Zaangażowany w 100% w dom, dzieci. Wiem, że żona mnie kocha. Ja się zmieniłem, ona także. Jest tak, jak powinno być,ale... Czuję się jednak osaczony... Nie spędzamy bez siebie ani godziny. Sexu nie mieliśmy nigdy lepszego w życiu. Dzieci zadbane, żona szczęśliwa. Jest udało się, przecież tego chciałem!!! Wyjście na miasto bez niej jest już mega podejrzane. Z jej przyjaciółką na tańce? Są łzy... Z kolegą na piwo? milion pytań. Przez godzinę nie odpowiadam na sms - sprawdza biling. Niestety, nie umiem zapomnieć, wybaczyć. Co jakiś czas, jak dziś, rozwalam sobię psycho-gospdarkę (ryję beret), zadając sobie pytania - za co? dlaczego? to ja miałem romans, czy ona? ODWET?! jest we mnie potrzeba odwetu. Kochanki szukam podświadomie. Serce pękło, a pęknięte miejsce nie zabliźni się przy żonie. Potrzebuję innej...
Rozszerzona zawartość newsa