Niczego się nie spodziewałam
Dodane przez Deleted_User dnia Lipiec 24 2019 17:34:03
Byliśmy razem, mieszkaliśmy razem przez ponad 5 lat. Byliśmy zaręczeni, ale bez szybkich planów małżeńskich. Oboje po wcześniejszych nieudanych małżeństwach, więc nie było pośpiechu. Nie mamy (na szczęście ) wspólnych dzieci. Mój syn mieszkał z nami, dzieci hmmm... bedę go nazywała zdrajcą; ze swoimi mamami. Jest po dwóch związkach, tzn. tych z których są dzieci. O innych się nie chwalił. Przez większość związku było idelanie, byliśmy mega zgrani, razem mogliśmy robić wszystko i było to bardzo naturalne. Mieliśmy wspólne spojrzenie na świat, zainteresowania itp. Mieliśmy cudowną więź emocjonalną, umieliśmy kłocić się z szacunkiem dla siebie, rozmawiać o uczuciach, potrzebach i oczekiwaniach. Przepraszać i przyznawać się do winy. Ceniłam w nim, że umie rozmawiać, wyciągać wnioski z wcześniejszych doświadczeń życiowych, daliśmy bardzo o nasz związek. Wiedzieliśmy jak łatwo wszystko może się zepsuć. Tak wtedy myślałam. Byłam z nim szczęśliwa. Wszystko skończyło się tak nagle, bez żadnej zapowiedzi, konfliktu, tak niespodziewane, że ja nie umiem tego zrozumieć. Mam urlop, wyjechałam na kilka dni do rodziny, a on przestał się odzywać. Twierdził że ma dużo pracy. Nie było go w domu cały weekend i nie odbierał telefonu, spławiał mnie smsami. Po dwóch dniach w końcu zadzwonił, w tle słyszę szum morza (mieszkamy na Mazowszu), pytam: co się dzieje, co się stało? I słyszę: cóż mam Ci powiedzieć.... wypaliło się. I cisza..... tylko morze bałtyckie szumi.... Zamurowało mnie, niedotarło, pamiętam że zapytałam: co teraz będzie? Czy zabierze swoje rzeczy ode mnie. Usłyszałam: pewnie tak. Wpadłam w otępienie. Pojechałam do domu żeby wszystko wyjaśniać, ratować. W głowie układałam sobie różne scenariusze... kryzys 40 urodzin najbardziej mi pasował do tej niespodziewanej sytuacji, byłam pewna że uda nam się wszystko wyjaśnić. Syn odebrał mnie z dworca (nie chciałam ryzykować jazdy do domu samochodem) i zapytał: co wiesz mamo, co Ci powiedział? Nic nie wiedziałam. Syn mi powiedział że slyszał jego- zdrajcy nocną rozmowę telefoniczną po powrocie w weekendu. Wdzięczył się do innej kobiety, mówił jej że lubi jak się uśmiecha, obiecywał jej że będą razem i że jak tylko ona chce to on zaraz do niej przyjedzie.... Znowu otępienie i już teraz złość, panika, wstyd, płacz, trzęsace się ręce, myśli typu: jestem zerem, jestem beznadzieja , on mnie nie kocha, kłamał, tylko dlaczego nic nie wyczułam, ufałam jak małe dziecko, przecież wszystko było o, nie wierzę, to jakiś koszmarny sen... Spotkaliśmy go na klatce schodowej z ubraniami w rękach. Wyprowadzał się już, zabierał najpotrzebniejsze rzeczy. Gdy wszedł po kolejne zapytałam czy coś mi powie, czy wyjaśni co robi, co się dzieje... Powiedział że musi nasz związek przemyśleć, że skoro wróciłam to on na chwilę się wyniesie... Zapytałam czy mnie zdradza, spanikował, zmieszał się, nie umiał spojrzeć mi w oczy, zacznął czegoś szukać w lodówce, nie bardzo wiedział co ma ze sobą zrobić... zaczęłam wrzeszcześ że ja wiem że syn słyszał jego rozmowę.... nie potrafił przyznać się, do końca, powtarzał że nikogo nie ma, że po prostu musi przemyśleć... Potem już nie wiem...dostałam szału, nerwy puściły, syn mi potem opowiadał że zabrałam mu telefon, chciałam w nim znaleźć dowody zdrady, wyrzucić przez okno, wrzeszczałam na cały blok, plakałam, ryczałam, kazałam mu się wynosić, pytałam czy oddać pierścionek czy kupi swojej nowej miłości kolejny... szok! Straszne, ale nie pamiętam zbyt wiele. On zabrał swoje ubrania i rzekł: to Twoja wina, bo mnie z domu wyrzucasz! Nie potrafił powiedzieć prawdy. Ja żałuję że tak straciłam panowanie nad sobą, chyba najbardziej bolało że tak mnie zignorował, że nie zatrzymał się żeby porozmawiać, nie umiał spojrzeć w oczy, tylko.... wynosił garnitury do samochodu! Poczułam się jak nic nie warty śmieć, nie potrafiłam ogarnąć dlaczego tak nagle nic dla niego nie znaczę.... Jestem dumna z mojego syna. Opanował mnie, wsparł w tym momencie, powiedział wiele wspaniałych i dojrzałych jak na osiemnastolatka słów. Pomógł mi się wyciszyć, odbierał telefony od naszych bliskich którzy wiedzieli dlaczego tak nagle wracam do domu, wyjaśniał im co zaszło. Cudowny dzieciak. Gdyby nie on mogłabym zrobić temu zdrajcy krzywdę... teraz rozumiem określenie ,,zbrodnia w afekcie". P. S. Zdrajca znad morza przywiózł mi i mojemu synowi magnesy na lodówkę, takie pamiątkowe. Oczywiście wylądowały w śmietniku.
Rozszerzona zawartość newsa