42 lata razem, kogoś to obchodzi?
Dodane przez Tora dnia Lipiec 22 2019 08:37:05
Umarł mój świat, umarł mój mąż, umarłam ja. No nie, mój mąż żyje, to tylko ja umarłam, bo dowiedziałam się, że mnie zdradza chyba od dwóch lat. Oboje mamy po 61 lat, od 42 lat razem. On - ambitny przedsiębiorca z sukcesami. Firma zawsze ważniejsza ode mnie. Dorobił się. Stać go na luksusowe życie. Ja - skromny nauczyciel akademicki w państwowej uczelni. Z luksusowego życia korzystam w stopniu umiarkowanym, bo nie odbiło mi tylko dlatego, że mój mąż jest bogatym "Panem Prezesem". A pan prezes jest troskliwy i opiekuńczy, może nawet nadopiekuńczy. 13 lat temu zachorowałam na raka. To była "tylko" operacja bez chemioterapii. Ale usunięcie macicy z przydatkami oznaczało natychmiastowe i gwałtowne klimakterium w wieku 48 lat. I poczucie że jestem wykastrowaną kobietą. Seks po tej operacji? Zawsze z bólem, mniejszym lub większym. Mimo wszystko jeszcze przez 3 lata próbowałam. Później poddałam się, po prostu fizycznie nie dawałam już rady. Pan prezes juz nie był tak troskliwy i opiekuńczy. Powiedziałam mu, że jeśli w wieku 51 lat seks jest dla niego nadal bardzo ważny, to powinniśmy się rozstać. Ale on tego nie chciał. Bo jestem dla niego mimo wszystko nadal ważna i chce się ze mną zestarzeć. Było różnie, jego frustracje bo brak seksu, moje frustracje, bo nie czułam się 100% kobietą. Kiedy było już naprawdę słabo między nami, znalazłam przestrzeń do wspólnego funkcjonowania, powrót do czegoś co było kiedyś jego pasją, moją nie za bardzo. No ale trudno, czego się nie robi dla ratowania związku. Z czasem nawet ja znalazłam w tej pasji spore zadowolenie. Znowu zaczęło być lepiej między nami.... I żyli długo i i szczęśliwie? No nie, bo w grudniu 2016 po raz drugi zachorowałam na raka. Tym razem operacja, wyniszczająca chemia, radioterapia. A przez cały 2017 rok mój mąż przy mnie, znowu bardzo opiekuńczy, troskliwy, robi mi zastrzyki w domu, wozi na chemię, siedzi ze mną godzinami pod gabinetem lekarza i nawet powiedział że mnie kocha. No coś takiego. Ja kończę terapię i dostaję na uczelni urlop zdrowotny, jestem bardzo osłabiona, ale szczęśliwa, że dałam radę. A mój mąż za dwa czy trzy miesiące zaczyna się spotykać z kobietą. Kobietą 17 lat od niego młodszą. Ja nic o tym nie wiem, jestem szczęśliwa, że żyję, że mam tak dobrego męża. Jest naprawdę dobrze. Dwoje wspólnie starzejących się ludzi. Mnie po tych dwóch cholernych rakach psychicznie i fizycznie przybyło chyba z 10-15 lat, ale widzę, że on też się starzeję, coraz więcej zapomina. 3 dni temu zapomniał, że zostawił telefon w łazience, z SMS-ami na wierzchu, bo jeszcze nie zdążyły sie wygasić, a ja akurat tam weszłam. No to sobie poczytałam. Całą wymianę słodkich, czułych słów do niej. Główka ją akurat bolała, to się martwił, bo on jest bardzo troskliwy i opiekuńczy. [b]Kochani, pomóżcie! Co może zrobić taka starsza pani jak ja, żeby nie zwariować. Bo to, że umarł mój dotychczasowy świat jest pewne. [/b]Przez 3 dni i 3 noce czytałam wpisy na tym forum, dopiero dziś mogę na tyle ogarnąć ten chaos w głowie, żeby to napisać.
Rozszerzona zawartość newsa