Jak zyc?
Dodane przez rysio77 dnia Czerwiec 04 2019 20:37:28
Witam. Z moja partnerka bylismy razem od 8 lat. Pare lat temu wyjechalismy za granice. Zaczelismy wszystko od nowa. Dom , nowe otoczenie, znajomi. Z biegiem czasu zaczely pojawiac sie przyzwoite pieniadze. Partnerka zawsze uwazala mnie za inteligentnego, przystojnego goscia bedacego wartosciowym czlowiekiem. Gdy zaszla w ciaze przesiadywala w domu. Po urodzeniu dziecka tak juz zostalo. Tyralem jak wol dbajac jedynie o posiadanie pracy i pomoc przy dziecku.Za namowa tesciowej spalem w osobnej sypialni a partnerka z dzieckiem. Nie wiedziec czemu bylo tak przez 2.5 roku.Dom calkowicie zdominowany przez dziecko. Dodam iz nie posiadam zadnej rodziny i w momencie narodzin dziecka poswiecalem kazda wolna chwile na spedzenie czasu z corka. Partnerka twierdzila ze jestem dobrym czlowiekiem i super tata. Dziecko przepadalo za mna. Z czasem zaczela sie depresja. Zaczely sie zale. Wyszukiwanie powodow do klotni. Odreagowywanie na mnie swego przemeczenia i frustracji.Przymykalem na to oko sadzac ze minie. Po powrocie z pracy partnerka uciekala od razu na gore poswiecajac czas na odpoczynek od dziecka.W weekendy coraz czesciej postanawiala spedzac czas sama zostawiajac nas z dzieckiem sam na sam od rana do wieczora. Moje propozycje spedzenia czasu w trojke lub spedzenia czasu wieczorem razem zawsze napotykaly sprzeciw argumentujac to przemeczeniem i tym ze mozesz isc sam ja mam dziecko caly czas przy sobie. W pewnym momencie partnerka postanowila zaczac umawiac sie z kolezankami. Ufalem jej. Wyjscia zaczely sie coraz czesciej. Po rozmowie z tesciowa uslyszalem ze corka tez ma prawo zyc i odsapnac. Wyjscia stawaly sie coraz czestrze a na moj wyraz zaniepokojenia zawsze slyszalem zebym sie nie martwil , ze ona potrzebuje zlapac powietrze. Po pewnym czasie zaczely sie proby wywolywania awantur na sile, okazywanie mi pogardy. Krytykowanie mojego wygladu, zanizanie mojej wartosci. Potrafila w progu gdy wchodzilem z pracy mowic mi ze smierdze lub sugerowac ze jestem brudasem. Czulem ze trace rodzine, jedyna rzecz ktora mialem na swiecie.Po pewnym czasie zaproponowala mi separacje na zasadzie odpoczynku od siebie. Nie chcialem sie na to zgodzic , mialem zle przeczucia. Zaczela coraz czesciej wychodzic zachowujac sie nie jak 36 letnia matka malego dziecka ale jak jakas nastolatka. Potrafila chodzic po domu sluchajac muzyki z telefonu na caly glos. Dodam iz przed narodzinami dziecka bylismy bardzo blisko i nigdy tak sie nie zachowywala. Manifestowala mi swa obojetnosc. Caly czas wolny spedzalem jedynie z 3 letnim dzieckiem a ona byla gdzies tam obok. W koncu ponowila probe rzekomej separacji nie pozostawiajac mi wyboru, musialem sie wyprowadzic. Jak sie pozniej okazalo na jednej z dyskotek poznala faceta mlodszego od siebie o 5 lat. Ja majac ukochana rodzine bywalem w sumie kazdego dnia z wizyta teskniac za dzieckiem. W lodowce juz pare dni po wyprowadzce znajdowalem piwa i inne nietypowe rzeczy. Na pytania o te rzeczy odpowiadala ze kolezanka zostawila. Jakis czas pozniej odkrylem ze ona ma romans z tym facetem.W rozmowach podkreslala klamiac iz jak musialo byc zle skoro woli byc samotna z dzieckiem w pustym domu. Wzbudzala we mnie poczucie winy. Zalamalem sie na powaznie. Caly swiat runal. Staralem sie z tym pogodzic jakos. Dodam iz cale zycie to ona byla o mnie szalenie zazdrosna mimo iz nie dalem jej powodow do zazdrosci. Na krotko przed poczatkiem kryzysu zapewniala mnie ze nigdy mnie nie zostawi. Prosila nawet bym mniej pracowal bo my juz mamy oszczednnosci. Dala mi poczucie zludnej stabilizacji zyciowej. Gdy juz zaczalem sie przyzwyczajac do mysli to zaraz po walentynkach zaproponowala iz mozemy sprobowac byc razem. Niestety oferta przestala byc aktualna gdy goscila swoja mame ktora nigdy mnie nie lubila.I znowu wrocilismy do punktu wyjscia. Nasze relacje byly poprawne , czasem nawet bardzo dobre. Twierdzila iz juz sie z nikim nie spotyka i czas pokaze mooze kiedys wrocimy do siebie. Bawila sie mna. Grala na uczuciach. Bylem na kazdy telefon bo wiedziala ze tesknie, ze dziecko za mna teskni. Bylem niesamowicie zwiazany z corka. Jakies 3 tygodnie temu przed wylotem do polski napominala o wspolnej przyszlosci w polsce, o tym ze zobaczy czy teskni dajac mi pewna nadzieje. Zapraszala tez do polski twierdzac iz wrocimy razem. Pewnego dnia dzien przed jej wylotem dziecko szalenie chcialo zebym zostal i spal z nia. Nastepnego dnia mialy leciec na miesiac. Ona odmowila. Jak sie pozniej okazalo wieczorem zobaczylem faceta pukajacego do drzwi.Zastanawiam sie jak mozna kogos tak oszukiwac. Jak mozna kogos zapraszac na wspolny urlop do polski by ponownie lub caly czas go zdradzac. Tym razem zabolalo 100 razy bardziej niz na poczatku. Ze sprawa sie rypla powiedziala twardo ze nie moja sprawa z kim sie widuje i ze odcina sie ode mnie. Jest juz 3 tygodnie w polsce a ja z dzieckiem widzialem sie moze raz na komunikatorze. Dziecko non stop pyta czemu nie przylece. Przezylem takie zalamanie ze 3 tygodnie lezalem chory w lozku. Doszla jakas infekcja , antybiotyki itd. Probowalem porozmawiac z jej rodzina. Bezskutecznie. Jak sie okazalo jej rodzina wierzy swiecie ze bylem leniem, nierobem i nie poszanowalem rodziny. Zastanawiam sie czy zawsze tak jest ze obwinia sie druga strone? Dlaczego ona oczernila mnie tak do swojej rodziny? Zeby sie wybielic? Pytam bo w glowie mi sie to nie miesci. Tyle ile wlozylem w ten zwiazek, pracowalem, okazywalem serca. Dla nich jakbym umarl. Czy to jest normalne zachowanie? Przeciez wszystko co wiedza to od corki to czego dowiedzieli sie przez telefon. Czemu nikt nie dal mi przedstawic swojej wersji ?
Rozszerzona zawartość newsa