niekończąca się historia
Dodane przez Poi dnia Czerwiec 03 2019 20:21:50
Historia długa więc postaram się w telegraficznym skrócie. Jesteśmy małżenstwem 8 lat , dwójka dzieci. Dzieci z trudnościami - jedno zaburzone na terapi, drugie na rehabilitacji. Mąż za granicą od 2 lat. Wrzesień 2018 - mąż przyciśnięty do muru mówi że nie czy kocha , czy chce być ze mną . Że za mną nie tęskni, że rozmawiamy tylko o pracy i dzieciach. Że kiepsko gotuje i że miałam kiepską prace. Musi pomysleć. Ja płacze , szlocham , przepraszam za to że żyje i za co się tylko da . Udaje mi się wyprosić czas dla nas do lutego - wiem postapiłam tragicznie. Młodsze dziecko miało wtedy 3 miesiące. Październik- przyjeżdża - skala i beton . Wydaje się totalnie obojętny, nie zainteresowany mną ani dziećmi . Nie chce ze mną rozmawiać. Wyjeżdża a ja odkrywam jego nadmierną aktywnośc na whatsapie . Dlugie godziny aktywne godziny. Mój mąż który z nikim nie gada.. Listopad - mąż wycofuje się z dania nam szansy on musi pomyśleć . Wtedy po raz pierwszy jego nastawienie zmienia się na wrogie . Wtedy jeszcze nie wiem że mnie okłamuje - w Polsce był dwa dni wcześniej niż w domu... Początek grudnia - wypijam flaszke wina i zbiera mi się odwaga. Pytam o komunikator - przyciśnięty mówi że tak jest przyjaciółka od rozmów. Rozmawia z nią o wszystkim , także o mnie.. Ale że to nie zdrada i nie są razem. Pytam czy będzie z nią rozmawiać . Mówi ze nie. Ledwo wychodzi z domu - łączy się komunikatorze. Co wieczór jest to samo. Święta - święta osobno, przed sylwestrem wraca do pracy - ma wrócić na sylwestra, ale wpada mi w ręce dowód że był w Polsce. Mówi mi że to nie jest temat do rozmów. Oprócz tego że faktycznie był i że się z nią widział nic więcej się nie dowiedziałam. Rozdzieliliśmy finanse i zażądałam jego wyprowadzki. Powiedział że ok - ale jest do dziś. Styczeń - Teściowa miesza mi w głowie że to na pewno wszystko moja wina. Pisze do niego maila że może nie wszystko stracone. Zero odzewu. Luty - Nic się nie zmienia , on dalej przyjeżdża do domu, ja boje się odezwać . Ma zmienne zachowania - fochy, lekceważenie , agresja. Dziś wiem że w lutym pojechał do niej na 3 dni . Widzę ze nic się nie zmienia , dowiaduje się o jego eskapadach do polski - mówię sprzedajemy mieszkanie i się wyprowadzam. Marzec - nagle okazuje się że nasze kłopoty finansowe to moja wina. Ogólnie nagle wszystko jest moją winą. On chce rozwodu. Ja zaczynam terapie. Dzwoni że natychmiast zaraz mam sprzedać mieszkanie. I moge iść sobie mieszkać do kawalerki ( z dwójką niepełnosprawnych dzieci ) Zaczynam myśleć, trochę bardziej rozsądnie. Mówię że zmieniłam zdanie. Chce zatrzymać mieszkanie. Dla dzieci. On mówi że nasz związek nie ma sensu i że próbuje mnie o tym przekonać , odpowiadam że ja go do kaloryfera nie przywiązałam. Może ode mnie odejść kiedy chce. Zjawia się 3 dni póżniej w domu i... zachowuje się noramalnie. ani słowa o rozwodzie. Dziś wiem że pomiędzy tymi epizodami był w Polsce. Nie w domu. Kwiecień - zmiana frontu. Przyjeżdża i znowu ze mną nie rozmawia. Święta osobno. Stosuje bierną agresje. Nie wytrzymuje i po flaszce wina mówię co o nim myśle i tej całej sytuacji. Informuje go że jak znajdę pracę ma się wynieść. Nie bierze mnie powaznie- nie dziwie mu się . Traktuje mnie coraz gorzej. W Polsce również byl dwa dni wcześniej niż w domu. Generalnie na dzień dzisiejszy jestem przekonana o separacji. Nie mogę znosić też jego ciagłego wpadania do domu jak do hotelu , bez uprzedzenia i jego stosunku do mnie, do dzieci. Dzieci praktycznie go nie interesują. Nie utrzymuje z nami w ogóle kontaktu gdy jest w pracy . Nasze małżeństwo też nie było cukierkowe. On piotruś Pan, ja DDA . Weszłam w rolę jego matki, nie umiem stawiać granic . Mam problemy z emocjami i lękiem przed odrzuceniem - pracuje nad tym chodzę na terapie. On - jakoś się zrobi, jakoś się rozwiąże. Zapominał o wszystkim i wszystkich. Robiłam za niego . Główny problem w związku - brak komunikacji. Mój szanowny ucieka od problemów zamiast je rozwiązywać, zwykle przestając się odzywać ( w drugiej ciąży zamilkł na 5 tygodni ) . Ja zaś dusze w sobie wszystko długo udając że jest ok, potem wylewam żale... Chciałabym zakończyć ten etap, ale wciąż żyje jakąś chorą nadzieją . Cięgle nie umiem ruszyć naprzód ...
Rozszerzona zawartość newsa