Czy mam prawo schizować?
Dodane przez darek2345 dnia Luty 10 2019 11:07:46
Witam, mam 26 lat, partnerka 24 lata. Poznaliśmy się w połowie 2017 roku przez wspólnych znajomych lecz nic nigdy między nami nie było, nigdy jakos nie zwracałem na nią uwagi i ona na mnie też, spotykaliśmy się raz kiedyś w gronie a w 2018 w kwietniu stało się, od 18 kwietnia zaczęliśmy być razem, ja szukałem cały czas dziewczynę od dwóch miesięcy bo nie mogłem wytrzymać samotności, byłem sam do tej pory i nigdy nie miałem dziewczyny, ona nigdy nie miała chłopaka, dziewczyna jest trudnego domu od 13 roku życia do 22 była adoptowana przez rodzine zastępczą tzn była w tzw pieczy, gdzie jej nowi opiekunowie to fajne i pomocne małżeństwo, wychowują o ile się nie mylę siedmioro dzieci w rożnym wieku, ojciec bardzo w porządku da się z nim porozmawiać o wszystkim, moim zdaniem bardzo dobrzy ludzie. Do rzeczy.. byłem zagubiony pewnego dni postanowiłem sobie, ze moim celem będzie znalezienie dziewczyny bo nie mogłem wytrzymać, zalozylem profil na badoo, nawiązałem nowe kontakty, wcześniej miałem kilka koleżanek, zmieniłem się mocno, nowa fryzura, styl ubioru, dużo czytałem na temat kobiet na portalach uwodzicielskich, od długiego czasu chodziłem na siłownie, brałem udział w debiutach kulturystycznych, nie byłem i nie jestem jakos przesadnie napakowany bo waga lekka ale widać dość mocno ze trenuje i większości dziewczyn się to podobało, pisze to zeby zaznaczyć ze nie jestem jakimś pryszczatym gościem który nie potrafi sobie znaleźć dziewczyny bo przez te lata byłem jakos uprzedzony, nigdy nie potrafiłem zaufać, do tego czytając te rzeczy na tych forach zdałem sobie sprawę, ze na kobiety po prostu potrzeba psychologii... jeśli chodzi o zaradność życiową to nigdy nie narzekałem, potrafię dość godnie żyć, pracuje, mam samochód, chodze czysto i schludnie i mi nie brakuje lecz bogaty nie jestem zeby kobiety tzn jakieś szony mogły na to lecieć, z dziewczyna jestem 10 miesięcy, to było tak ze kręciłem z taką Kamilą ale była strasznie pojebana tzn tak się okazało w między czasie całowałem się z przyjaciółką, było wszystko oprócz seksu, ta przyjaciółka najprawdopodniej zdradziła swojego chłopaka, Niemca. Zarzekała mi się ze między nimi nic nie ma, uwierzyłem, jednak traktowałem to jako odskocznie, do 25 roku byłem prawiczkiem, prawictwo straciłem z tą kobietą z którą jestem, ona nigdy nie miała chłopaka, miała kilka kontaktów seksualnych ale tłumaczy się ze ją wszyscy ranili, ze była twarda i ich olewała choć ją to bolało bo każdy chciał seksu, dla jasności to- ona nie jest jakąś miss, jest przeciętna, ma trochę ciałka no ale cóż kocham ją, pracuje, sprząta, cały czas spędza ze mną, nie szlaja się po imprezach itd ale czerwona lampka zapaliła mi się bo miała przyjaciela z którym nie ma już kontaktu po moich awanturach, on sprzedawał niedozwolone środki, ona mu to trzymała w domu, znali się trzy lata ale nic między nimi nigdy nie było, jak zacząłem tam mieszkać to szybko zrobiłem awanturę ze wszystko ma zniknąć a ona ma skończyć znajomość z nim, po jakimś miesiącu awantur, skończyła znajomość, nie wiem co myśleć, ogólnie to czuje się jak psychol, było już tyle awantur, dokonałem najgorszego, naplulem jej w twarz po dwóch miesiącach związku bo po 12 dniach bycia razem, gdy odwiozłem ją do pracy, wchodząc na snapczata pokazało mi się ze jest gdzieś za miastem, to było 30 kwietnia, pracowała w restauracji jako kelnerka, w tym dniach była jakaś dziwna albo to ja byłem przewrażliwiony, zapytałem się jej a ona powiedziała ze to jakiś błąd i ze była w pracy, uwierzyłem jej lecz to siedziało w głowie dalej, później zacząłem ciagle wypytywać, robiły się awantury, ona ciagle płacz i krzyk ze ją męczę psychicznie i ze ona nigdy by nie zdradziła bo jej prawdziwa matka to zrobiła jak ona miała 5 lat i zostawiła ojca i poszła w cug olewając rodzine a zdradę widziała jako dziecko na własnych oczach, później przetrzepalem jej telelfon i w lokalizacji na Facebooku tez pokazało ze gdzieś była w jakichś dziwnych miejscach, tylko sprawa trochę dziwna bo wyglada jakby znikała z pracy dwa razy i wracała, było mnóstwo awantur o to, nigdy mi się nie przyznała, do dzisiaj jest to samo, naprawdę nie wiem kto by to wytrzymał.. ona jest ze mną dalej, najgorsze jest to ze pousuwala wszystkie rozmowy ze wszystkimi facetami, fakt przeglądałem jej telefon i łapałem za każde słówko i rozkminialem jak i co do kogo pisała, ona tłumaczy ze usunęła to wszystko żebym się nie przypieprzal i zeby się nie klocic bo ma dosyć, o tych wszystkich kłótniach wiedzą nasi wspólni przyjaciele, im również tłumaczy to co mi ze nigdy by mnie nie zdradziła, ze nie jest taka ze ją to meczy ze ją podejrzewam o to, byłem u psychologa, jednego z lepszych w mieście, opowiedziałem mu wszystko i Pani psycholog powiedziała mi, że mam stany lekowe i sam ze sobą problem i ze ona mnie kocha a ja schizuje, powiedziała ze to fakt ze porównując mnie do swojego przyjaciela to zrobiła źle, bo tak było, na początku związku mnie porównała kilka razy do niego, najgorsze było ze 7 maja on po nią przyjechał do pracy o 22:00 i ją podwiózł do domu, o to tez była awantura i wlasnie o tamtego razu nie wytrzymałem i robiłem zadymy, ona mi o tym powiedziała ze on ją podwiezie, podobno bała się wracac późno sama do domu i on już ją kilka razy odwiózł i traktuje go tylko jako przyjaciela z którym może o wszystkim pogadac i wyciągała go z jego związku w którym jego dziewczyna była mocno zazdrosna. Dużo by tu pisac naprawdę .. bardzo dużo bym mógł dodać sytuacji m, które były lecz pisałbym chyba cały dzień, nie wiem co myśleć o tym wszystkim, wiem chaotycznie to napisałem ale mam taki kipisz w głowie, dodam ze przez te 10 miesięcy się mocno zmieniłem na gorsze, gorzej sprawuje się w pracy, mocno ograniczyłem kontakty, nie trenuje, schudłem 6 kg, ciagle w stresie, kłócimy się często i związek jest toksyczny ale 99% klotni wywołałem Ja. Kilka razy złapałem ją jak była o mnie zazdrosna, ale to może taka gra ? Tylko po cholerę ona by ze mną mieszkała tyle czasu ? Praktycznie od początku związku, cały czas ze mną.. ?? Pomóżcie mi błagam, bo nie wiem czy to ja wszystko psuje przez ten strach czy co.. ona wie ze nie wybaczyłbym jej zdrady, zreszta zdarzyło mi się mocno płakać przez te kilka razy w klotni jak dziecko, milion razy pytałem o to, zawsze jest ta sama odpowiedź, aaa jeszcze jedno, raz ją wyzywałem o to całą noc, robiłem schizy pakowałem się i potem wracałem i wyrzuciła mnie z domu z torbami, tzn ja się wcześniej spakowałem, to było w sierpniu, czułem jakby w niej coś pękło, błagałem ją, świat mi się zawalił, na następny dzień wydzwaniała, przepraszała, płakała ze mnie kocha ale ja niszczę miłość do niej i ona czuje się jak szmata, spotkaliśmy się, wróciłem do niej po tygodniu, nie wiem co myśleć, mam ochotę zapaść się pod ziemie, kocham ją bardzo bardzo mocno ale nie wiem co robic a odchodzić nie chce .. a i oddam jeszcze jedno do tej sytuacji z tą lokalizacja i praca, pewnego dnia mnie mocno pojebalo i zadzwoniłem do szefostwa i potwierdzili ze była w pracy w ten dzień i nie wiem czy się zmówili czy to prawda...
Rozszerzona zawartość newsa