Porzucona po 8 latach wydaje mi się, że to zdrada
Dodane przez Porzucona8l dnia Kwiecień 15 2018 19:16:38
Witam. Przepraszam jeżeli moja historia jest dosyć chaotycznie napisana. Jestem nowa na forum jednak chciałam podzielić się swoją historią, być może osoby obce będą miały inny punkt widzenia. Nie wiem czy jest to odpowiednie forum, ale może wy mi rozjaśnicie coś w głowie. Niestety nie umiem odpuścić. Właśnie zostałam porzucona przez swojego długoletniego partnera. Poznaliśmy się jeszcze w szkole średniej gdy ja miałam 17 lat a on 18. Pierwsza prawdziwa miłość, wszystkie pierwsze razy razem, wakacje, wyjazdy, imprezy itd. Tak rozpoczęła się nasza wspólna przygoda. Przetrwaliśmy aż do soboty 3 tygodnie temu, gdy wrócił z całonocnej imprezy, przespał się i oznajmił, że już mnie nie kocha, i nie chce ze mną żyć. ale chce nakreślić sytuacje od kiedy zaczęły się problemy. Wspólnie zaczęliśmy mieszkać 2 lata temu, przeżyliśmy burzliwa kłótnie po której stwierdziliśmy że nie możemy dłużej ciągać się tyle lat więc wprowadził się do mnie wszystko wyglądało pięknie były zapewniania o miłości, wspólne życie rozmowa o ślubie itd. on dostał nową dobrze płatną prace i zyskał nowych kolegów.. po roku wspólnego mieszkania wydarzyła się przykra sytuacja gdyż musieliśmy opuścić swoje gniazdko na czas remontu postanowiliśmy wspólnie, że zrobimy remont poddasza żeby było tylko nasze i żeby zaoszczędzić pieniądze on miał z powrotem przeprowadzić się do rodziców i ja do rodziców. Przyznam że gdy podjęliśmy te decyzje zaczęłam mu bardzo ufać co się na mnie zemściło. Czas tego remontu bardzo się przedłużał miał trwać max 5 mc niestety przeciągnął się do 8 w między czasie wszystko wybieraliśmy wspólnie itd. niestety po 5 mc. po świętach i sylwestrze coś zaczęło robić się nie tak. Musze dodać że, mój były partner poświęcał bardzo dużo swojego czasu na przebywanie tam i robienie pewnych rzeczy własnymi rękoma. Nagle zadzwonił do mnie i powiedział, że on już nie ma siły jest zmęczony tym wszystkim więc odpowiedział jedyne co mogłam, że już kończymy jeszcze miesiąc i możemy się wprowadzić. Niestety przestał już brać czynny udział w tym remoncie i nagle przestał mieć ochotę się ze mną widywać. minęły 2 tyg. po czym wkurzona zapytałam czemu się tak zachowuje i mnie unika to mi powiedział, że pogubił się w swoim życiu brakuje mu stabilności, nie ma mnie na codzień, że prawdopodobnie się ode mnie odzwyczaił i musimy się zastanowić czy tęskni. OK histeria z mojej strony, że jak on tak może po tym wszystkim czego się podjęliśmy mnie zostawić .. minęło parę dni napisał że jednak chce zacząć wszystko od nowa. Spotkaliśmy się powiedział, że podjął się tego wspólnie ze mną i chce to kontynuować mówiłam mu, że jeżeli jest ze mną nieszczęśliwy niech od razu mi powie. Nie powiedział zaczął naciskać na wspólną przeprowadzkę, więc ja z dnia na dzień już byłam spakowana i zaczęliśmy wspólne życie " od nowa". Jego zaczęcie od nowa trwało równy miesiąc nie wiem po co ze mną chciał zamieszkać, nie powiedział czego oczekuje być może chciał sprawdzić z która będzie mu lepiej. Pierwsze 1,5 tyg było wspaniałe cieszyliśmy się niesamowicie, do pierwsza wyjścia z kolegami byłam trochę zła, że nie minęły nawet 2 tyg a on już idzie zamiast cieszyć się nami ale ok, poszedł wrócił powiedział że był u kolegi w domu co później sie okazało było nie prawda. Zaczął szczędzić czułości, czułam że coś jest nie tak niby był ale jak by go nie było... minęły 2 tyg. znowu poszedł z kolegami i coś nie dawało mi spokoju i okazało sie że słusznie wyszło, że bawi się świetnie z klubie, oczywiście napisałam mu sms coś w stylu miłej zabawy w klubie już nawet nie pamiętam napisał mi tylko " co z tego ", i tu wracamy do tego co napisałam wcześniej, że wrócił nad ranem. Po przebudzeniu stwierdził, że ja jestem nienormalna, że to moja wina że nas związek się rozpadł bo nie było mnie obok niego ,on ma już mnie dosyć, że życie ze mną to koszmar, żadna inna dziewczyna nie czepia się o wychodzenie do klubów, że nie kocha mnie od ponad roku, i bardzo się cieszy że nie ma ze mną dzieci a gdyby teraz miał mieć to by kazał usunąć ;/, - takich słów doczekałam się po oddaniu 100% siebie a ja chciałam tylko, żeby przestał chodzić i szukać wrażeń bo przecież mamy juz obowiązki. Przyjęłam te słowa wielkim szokiem nawet nie wiedziałam co mam powiedzieć. Dalej to już tylko pakowanie i wyjście z domu, na drugi dzień wrócił i nawet w oczy nie był w stanie mi spojrzeć i zabrał rzeczy do końca. Dałam mu dwa tygodnie po czym napisałam ale on w dalszym ciągu nie chce ze mną rozmawiać uważa, że nie ma o czym, pisał mi tylko że w nim już nic nie ma i żebym przestała mu mówić jak ma żyć .... po tygodniu zaczęłam przegląd stronę jego klubu i znalazłam że bywał tam regularnie co dwa tygodnie przez okres 2 mc a mnie okłamywał, mamił że był gdzie indziej albo że jest w domu ostatnimi czasy wszędzie zabierał ze sobą telefon nawet pod prysznic więc coś mi nie grało. Podejrzewam, że poznał nowa dziewczynę, i już wcześniej mnie zdradził, na jednej ze swoich imprez z kolegami ale nikt mi nie chce nic powiedzieć każdy mówi " nie wiem" nawet jego mama to dla mnie zapewnienie że ma kogoś i boli mnie fakt że może to być dla niego ta jedyna. Nie rozumiem nie da się udawać tyle lat miłości a mi się wydaje że byłam tylko zabawką w jego rekach dopóki nie spotka tej jedynej. A te słowa bolą oddałam mu 8 lat swojego życia z myśląc ze to ten na zawsze.... Jestem w totalnej rozsypce, nie umiem sobie z tym poradzić nie rozumiem jego zachowania zostawił mnie całkiem sama z kredytem i nic go nie interesuje.. Jestem przerażona dalszym życiem, nie mogę spać, nie mogę jeść, ciągle o nim myślę i o tym w którym momencie przegapiłam sygnały nie mam nikogo nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niego był ze mną zawsze...
Rozszerzona zawartość newsa