Historia jak z telenoweli wenezuelskiej
Dodane przez mybijou dnia Grudzień 08 2017 21:03:27
Witam serdecznie. Od pewnego czasu śledzę forum, teraz zdecydowałem się na opisanie historii jaka wydarzyła się w moim życiu, w którą ciężko mi jeszcze teraz uwierzyć. Mam 40 lat w jednym związku od byłem od ostatniej klasy szkoły średniej, czyli 22 lata. Mam dwójkę dzieci w wieku 8 i 10 lat. Świat zmienił sie dla mnie o 180 stopni na początku sierpnia. Chociaż teraz przyznam że od jakieś czasu, pół roku, może dłużej widziałem, że w naszym związku źle się dzieje. Oddalenie od siebie, częstsze kłótnie o byle co, rzadszy seks i ogólnie wiało chłodem w związku. Nowa praca po półrocznym poszukiwaniu po wykopaniu z korporacji, której w duzej mierze się poświęciłem spowodowała że też że nie dokładnie odczytywałem sygnały Ale do sedna. W końcu rozmowa z inicjatywy A. podczas której dowiedziałem się że zdecydowała się zakończyć nasz związek i ze już mnie nie kocha przez wiele lat zdradziła mnie z wieloma facetami i teraz pękła i już dłużej nie może tego ciągnąć więc się rozstajemy. Szok i niedowierzanie z mojej strony to dopiero początek tej historii. Dla rodziny dalszej i bliższej, znajomych i przyjaciół byliśmy zawsze idealną parą.....Dla mnie największy ból i szok to jak na nasze rozstanie zareagują dzieci, zupełnie nieświadome problemu. Postanowiłem się wyprowadzić ze wspólnego mieszkania, wynająłem kawalerke w okolicy aby móc często spotykać się z dziećmi. Dzień w którym poinformowaliśmy dzieci to najbardziej koszmarny dzień w moim życiu. Gdyby wcześniej były kłótnie, rozróby, alkohol to inna sprawa. Dzieci kompletnie nie rozumiały sytuacji. A. w tym czasie okazała się osobą której zupełnie nie poznawałem. Kompetnie bez uczuć, bez emocji, na totalnym automacie. Przez te 3 miesiące dowiedziałem się następujących rzeczy. - od 3 lat spotykała się z facetem (nieregularnie z przerwami kilkumiesięcznymi - burzliwa relacja - on też rodzina i dzieci wielokrotnie podobno kończyli i wracali do relacji) Pierwsze spotkanie na konferencji 5 lat temu zakończone w seksem po alkoholu.... - po zakończeniu naszego związku chciałem dowiedzieć się wszystkiego czego nie wiedziałem. I teraz chyba tego żałuję. Okazało się że w ciągu 22 lat naszego związku ( mieszkaliśmy wspólnie 20 lat, ale tworzyliśmy związek partnerski, bez ślubu) A. miała łącznie 15 facetów. Zaczęło sie na studiach na 3 roku kolega z roku - przygoda na praktykach studenckich. Później jeden pan doktor wykładowca, kilka nocy. Kompletne ciosy - to wspólni koledzy, znajomi jeden nawet mój bliski. W sumie z trzema kumplami zakończyłem znajomość, dowiedziawszy się że 15 lat temu moja A. przespała się z jednym, drugim, trzecim raz dwa może trzy razy. Później byli koledzy z pracy. Łącznie znałem większość z tych 15 facetów, z którymi sypiała. Kompletny szok dla mnie to fakt że zupełnie nie znałem osoby, z którą żyłem całe dorosłe życie. Oprócz tego ostatniego, którego twierdzi że kocha, chociaż mówiła że w sumie nie wie czy mnie tez nie kocha jeszcze....wszystkie pozostałe zdrady, czy związki jeśli można je tak nazwać były krótkie, od 1 tylko seksu na wyjeździe integracyjnym po kilkumiesieczne zwiazki. Ale też podczas ostatniego tego najdłuższego 3 letniego związku też miała 3 facetów....I najwiekszy cios dla mnie - spotykała się na seks ( dwukrotnie) z bylym kolegą ze studiów kiedy była w ciąży z drugim dzieckiem....i to już w widocznej ciąży podobno.... Uprzedzę pytania - zrobiłem testy chłopakom, jestem ojcem. Po tym wszystkim co się dowiedziałem od A. zacząłem podejrzewać, czy ona czasami nie jest chora albo zaburzona psychicznie. Bo chyba nie jest to normalne zachowanie. Wiem, mogą pojawić się pytania, typu chłopie jak ty mogłeś tyle lat niczego nie zauważyć, nie można być takim ślepcem. I przyznam się do jednego. Raz odkryłem w 2009 roku jak dzieci miały 1 i 2,5 roku pewne poszlaki i A. przyznała się do niestosownej relacji ale nie do pełnej zdrady. I dosłownie błagała o wybaczenie i dałem się przekonać....małe dzieci...nie wyobrażałem sobie wtedy życia bez nich więc się pogodziłem z tym faktem. Z perspektywy czasu widzę jaki to był błąd. Doszedłem do wniosku że moja jak mi się wydawało miłość życia to jakby 2 osoby w jednym ciele. Dwie osobowości. Naprawdę jest dobrą dbającą o dzieci matką. Dla rodziny znajomych - super fajna otwarta koleżanka, pomocna lubiana w towarzystwie itp itd. Honorowy dawca krwi, datki na schroniska dla psów itp. Z drugiej strony patologiczny kłamca bez empatii dla mnie i przez 20 lat bez wyrzutów sumienia. Z opisu jej relacji wyłania sie osobowości 13 latki.... Może ta historia wydawać się niesamowita, ale niestety jest prawdziwa. Ja płacę za to wysoką cenę - depresja, ale zacząłem leczenie, jest światełko w tunelu, rozbita rodzina.... Właśnie też najprawdopodobniej tracę pracę....niestety nie byłem w stanie uciągnąć psychicznie. Jest jeszcze jeden pozytyw, wydaje mi się że przekonałem A. do tego że coś z nią jest jest w porządku i za moją namową rozpoczęła sesje psychoterapii u psychterapeutki, która jest dodatkowo dr. psychiatrii i seksuologiem. Wydaje się że zauważyła problem i chce zmiany swojego życia. W jednej z ostatnich rozmów przyznała coś przykrego też dla mnie....że nigdy nie była szczęśliwa zawsze czegoś szukała jakiegoś szczęścia. Nawet dzieci nie dały jej szczęścia nie mówiąc już o mnie. To tyle jeśli chodzi o moją historię. Jeśli ktoś będzie miał rady, uwagi, opinie, pytania chętnie odpowiem. Krytykę mojego zachowania też przyjmę na klatę byle konstruktywną :-)
Rozszerzona zawartość newsa