dlaczego ja?
Dodane przez zrozpaczona13 dnia Grudzień 02 2017 19:01:51
Nigdy nie pomyślałalabym,że będę sie udzielać na takim forum....Kto jak kto,ale w moim 13letnim związku zdrada w ogolę nie wchodziła w grę. Z mężem znaliśmy się od czasów liceum, to byla nasza pierwsza miłość, to co nas spotkało bylo cudowne...Związek rozwijał się powoli, najpierw przyjażń, mnóstwo rozmów, spotkań a seks dopiero po 2 latach. Spowodowane to było jego chorobą zakaźną , którą udalo się w końcu wyleczyć.W łóżku zawsze było nam cudownie, mieliśmy podobne temperamenty i doskonale się rozumieliśmy. po 5 latach wzięliśmy bajkowy ślub i nadal było cudownie...Nie pamiętam momentu kiedy zaczęliśmy się od siebie oddalać,ale to był chyba okres kiedy mąż otworzył działalność gospodarczą. Oprócz pracy biurowej doszła własna dzialalność. Ja przez cały czas pracowałam jako pracownik administracyjny w urzedzie. Mąż coraz później zaczął wracać z pracy, coraz częściej się upijał i odsuwał ode mnie. Pojawili się nowi koledzy którzy strasznie mu doradzali w sprawie firmy, poza tym jego despotyczna mamusia, której zabrałam ukochanego synusia. Przestał się mnie radzić w sprawach firmy, słuchał kolegów i mamusi. Bolał mnie to i nie wiedzialam co się dzieje....Zaczął mnie oskarżać ze dzieci nie mamy, że kariera jest dla mnie najważniejsza, chociaż tak wcale nie było....Coraz częściej zaczął z nimi wychodzić na piwo, miałam wrażenie ze w towarzystwie innych rozkwita...W końcu przyszła moja choroba....Okazało się ze mam guzy w piersiach i jestem nosicielką genu BRCA1. Na szczęście okazało się że guzy nie były złośliwe ale w przyszłości jestem w 90% narażona na nowotwór piersi bądź jajników. Byłam tym przerażona, potrzebowałam wsparcia a mąż jakby nie mógł się odnaleźć w tej sytuacji, rzucił sie w wir pracy a ja zostałam z tym sama. Pamiętam jak dwa tyg. po mojej operacji poszliśmy na wesele , byłam pewna ze sie mną zaopiekuje a on bawił sie jak kawaler. szalał na parkiecie i pił do upadłego...wróciliśmy wtedy osobno...pozniej kłótnia, przeprosiny i w sumie co impreza to taki schemat. w końcu zaczęliśmy żyć wg, zasady razem a jednak osobno - oboje pochłonęliśmy się pracy, każde miało swoich znajomych i coraz trudniej nam sie rozmawiało... jednakże cały czas się kochaliśmy i trudno było podjąć decyzje o rozstaniu....i nagle bach jestem w ciąży..... Marzyliśmy o dziecku od dawna wiec radości nie było końca. myślałam ze znowu nam będzie dobrze, ze dziecko nas zbliży do siebie i w sumie na początku tak było. z każdym dniem było coraz gorzej.... przestał ze mną sypiać, nie jeździł na badania, nie dotykał brzuszka i w ogóle przestał sie nami interesować a na koniec wyprowadził do matki.....i zaczai pić.Boże co ja przeżyłam.....nie wiedziałam co sie dzieje....jeździłam do niego prosiłam, krzyczałam, chciałam wiedzieć o co chodzi a on nic..... pod koniec 6-go m-ca wylądowałam w szpitalu- zagrożenie poronieniem. leżałam 3 tyg i na szczęście nie urodziłam. odwiedzał mnie w szpitalu ale miałam wrażenie ze to nie moj maż, pytałam o co chodzi. żeby mi cokolwiek wyjaśnił. powtarzał, ze wiecznie go krytykuje a on sobie z tym nie radzi... Ja w szpitalu potrzebuje wsparcia a on sobie nie radzi i użala nad sobą. niby sie nami interesował ale swoja uwagę skupiał na sobie....po wyjściu ze szpitala wrócił do domu, ale nic sie nie zmieniło. postanowiłam przeczekać ze względu na ciąże...którejś nocy strasznie sie opił i zostawił na wierzchu telefon....jak zaczęłam czytać esemesy z jakąś niunia o 10 lat od niego młodsza to pękło mi serce....nie dość ze miał romans to ona również byla w ciąży.....termin tydzień po mnie.... wpadłam w szal zaczęłam wrzeszczeć a on głupio sie tłumaczył.....ze jednorazowa przygoda, ze ona do niego pisała bo nie radziła sobie z ciążą a on jej wielce pomagał..... a ja.........30 tc znowu szpital, skurcze i ból brzucha. chciałam umrzeć w tym szpitalu. zawalił mi sie caly świat, dlaczego ja???dlaczego mój maż tak mnie skrzywdził, mnie i nasza córkę?po 2 tyg wyszłam ze szpitala, obecnie 33 tc przykuje leki na podtrzymanie ale córcia walczy....pomimo tych stresów jest dzielna i podtrzymuje mnie przy życiu. On twierdzi ze żałuje, chce wrócić i naprawić wszystko ale ja nie chce go widzieć....jak osoba która kocha pod wpływem alkoholu robi takie rzeczy??był pijany i nie wiedział co robi tak się tłumaczy....Oboje znamy ta dziewczynę - młoda , zgrabna i chętna.... Bał się mi spojrzeć w oczy i dlatego tak uciekał, wiedział zę jak mi powie to z nami koniec. ona załamana ciążą on tez i tak zaczęli esemesować i nawiązała się miedzy nimi relacja. Najgorsze jest to,że ja to przeczytałam....dla niego to niby znaczenia nie miało, ze to ja jestem najważniejsza.....Tylko ze przez swoje zachowanie opuścił mnie w ciąży, pozostawił samą sobie z ciążą zagrożoną a oni mieli siebie....Uzalał się w tych esemesach ze jestem wielka pani, egoistka, że mam wygórowane wymagania i znęcam się psychicznie nad nim.Z kolei ona ideał - żadnych wymagań......Siedzę i piszę to i łzy mi płyną....Córcia wierci się w brzuchu. Teraz powinnam być radosna i z utęsknieniem oczekiwać na dziecko a jak jest....Boję się o nią, boję się że się załamię i nie dam rady urodzić...On mi pisze żebym mu dala szanse, że to naprawi,że się pogubił ale ja mu nie wierze....Tak się cieszyliśmy z tego dziecka a co on zrobił??Jak można tak skrzywdzić kobietę w ciąży?czasem jak mi pisze takie czułe smsy to mam ochotę napisać przyjedz, bo pragnę żeby nas przytulił, pragnę bezpieczeństwa i zapewnienia ze nie jesteśmy same...Po tylu latach taki cios i to w takim momencie. Wiem że nie jestem w stanie mu wybaczyć, ale teraz marzę o spokoju, ciężko nie myśleć o tym ale boję się o córkę. Mam nakaz leżenia ale jestem u siostry bo sama w mieszkaniu nie dałabym rady, chyba bym się zapłakała. on siedzi u mamusi, która i tak broni synusia.... Boję się bardzo się boje wszystkiego. Porodu, depresji, ze wkrótce w nią popadnę bo już sobie nie radzę z emocjami, później czy dam radę z takim maleństwem... Boże dlaczego ja??przecież kiedyś było nam tak dobrze.........
Rozszerzona zawartość newsa