Konsekwencje ... i co dalej? [Myszata]
Dodane przez Deleted_User dnia Marzec 23 2017 12:03:05
Długo zastanawiałam się nad tym, czy opisać to co mi się przytrafiło. Sami oceńcie. Nie jestem osobą młodą. Od siedmiu lat jestem wdową. Prawie trzy lata po śmierci męża zaczęłam układać sobie życie na nowo z kimś innym. Wydawało się że to uczucie z obu stron. W rzeczywistości ... kilka miesięcy normalnego życia , a potem ... . Nie chciałam wierzyć plotkom. Nie sprawdzałam jego telefonu , mimo że ciągłe pisanie smsów powinno było dać mi do myślenia. Uważałam, że każdy związek powinien być oparty na wzajemnym zaufaniu i poszanowaniu. Gdy w końcu przyjaciółka poradziła mi abym otwarła oczy - zaczęłam dostrzegać zmiany w jego zachowaniu, coraz częstsze spóźnienia , to że już prawie nie wpuszczał telefonu z rąk, a nawet zaczął spać z nim pod poduszką. Któregoś dnia gdy robił coś na podwórku a telefon pozostawił w domu, złamałam swoje zasady i zaczęłam czytać jego wiadomości. To czego się dowiedziałam było prawdziwym szokiem. Nawet plotki , które słyszałam wcześniej wydały mi się wtedy bajkami dla grzecznych dzieci. To nie była jedna zdrada. I nie tylko z jedną kobietą. Gdy wrócił do domu i zobaczył że trzymam w ręku jego telefon , zaczął chaotycznie i nerwowo coś tłumaczyć .. że to nic nie znaczy, że to tylko taka zabawa , że nie chciał mnie ranić bo tylko mnie kocha, a te kobiety były tylko na jeden numerek, że w ten sposób tylko wyładowywał frustrację i dowartościowywał się jako facet. Bredził coś o tym, że to w dzisiejszych czasach normalne i że to nie powinno wpływać na nasz związek. Słuchałam go z coraz większym zdumieniem. Byłam jednocześnie załamana i wściekła. Nie potrafię określić tego co wtedy czułam do niego - miłość, nienawiść, żal, obrzydzenie .. wszystko jednocześnie. Wiedziałam że to koniec naszego dwuletniego związku. I tu dochodzimy do sedna tematu - konsekwencje. Wpadłam w głęboką depresję, a zdaniem psychiatry nawet w psychozę. Przez rok dochodziłam do siebie aby móc normalnie ( albo w miarę normalnie) funkcjonować. Przez ten czas nie byłam w stanie wykonywać nawet najprostszych czynności, nawet zrobienie sobie herbaty przekraczało moje możliwości. Zamykałam się w czterech ścianach, nienawidziłam jego i siebie. Z trudem zwalczałam myśli samobójcze. Ale nie to było najgorsze - powoli z tego wyszłam. Pozostało coś czego nie potrafię przełamać . - Kompletny brak zaufania do ludzi. Do wszystkich ludzi, choć do mężczyzn w szczególności. Dla niego był to pewnie tylko jeden z nieudanych związków , dla mnie coś co zrujnowało mi psychikę na resztę życia. Dziś już wiem, że zdrada nie tylko boleśnie rani - ona po prostu zabija. I co dalej? Żyć? Po co i jak?
Rozszerzona zawartość newsa