Bo mieliśmy kryzys
Dodane przez Deleted_User dnia Październik 07 2015 18:09:14
Parą jesteśmy od 5 lat. Poznaliśmy się, gdy byłam gówniarą, ale wiedziałam od początku, że on jest tym,z kim chcę być. Nasz związek od początku nie należał do łatwych -był to związek na odległość. Odległość może nie tak wielka, bo niecałe 200 km, ale dla ludzi uczących się w szkole średniej, to jak pół świata. W planach mieliśmy wspólne zamieszkanie, gdy ja skończę liceum (on jest parę lat starszy), jednak zaraz po mojej maturze coś zaczęło się psuć. On zaczynał się wycofywać ze swoich deklaracji, twierdząc że jakiś czas możemy pomieszkać oddzielnie, po co się spieszyć... po prostu wszystko go przerosło. Jednocześnie znalazł doskonałą pracę na miejscu, a ja... ja zaczęłam zajmować się sobą. Wcześniej nigdzie nie wychodziłam bez niego, potem jednak zaczęłam jeździć na koncerty, spotykać się ze znajomymi. Zaczęłam studia. Nie jestem typem imprezowiczki, nigdy więc nie znikałam na całą noc w klubach. Chciałam jednak pokazać mu, że jestem niezależna, że wcale nie czuję się źle z tym, że postanowił wstrzymać się z naszym wspólnym życiem. Odsunęliśmy się od siebie. Tydzień po tygodniu traciliśmy kontakt. Codziennie długie rozmowy zostały zastąpione przez lakoniczne sms-y. Aż w końcu, gdy któregoś razu postanowiłam powiedzieć szczerze co mnie męczy (wypomniałam mu również brak ambicji - rzucił studia, a mnie za moje wyśmiewał), usłyszałam: "nie jesteś już tak pociągająca jak kiedyś. Kiedyś doprowadzałaś mnie do obłędu". Po kilku dniach milczenia, doszliśmy do porozumienia. Sytuacja powtórzyła się dwa miesiące później, po tym jak wróciłam z koncertu. Jak miałam się więc zachować? On był chłodny, a ja czułam się przy nim nieatrakcyjna, niedoceniania. Zamykałam się przed nim, on zaczął uciekać przede mną. Oddaliliśmy się od siebie. Pod koniec roku akademickiego podjęłam decyzję o rozstaniu - wiedziałam, że dłużej nie zniosę takiej niestabilnej sytuacji między nami. Chciałam znowu czuć się naprawdę kochana i doceniana. Wiedziałam też jaki wpływ ma na niego nowy kumpel - koleś, który notorycznie zdradzał swoją dziewczynę. Wiedziałam, że to on go buntuje, że to on zabiera go na imprezy, z których wracają o 6:00 rano. Nie wiedziałam jednak, że podsycał w moim chłopaku zazdrość o mnie. Zazdrość, której nie okazywał. Był przekonany, że to ja go zdradzam, więc... on zaczął zdradzać mnie. Głupie, prawda? Jednak on się ocknął. Pewnego dnia zaczął mnie przepraszać za to, że mnie zaniedbał. Mówił, że nie pozwoli mi odejść, ze mnie kocha, że będzie o mnie walczył i zrobi wszystko, by między nami było znowu dobrze. Postanowił, że ze mną zamieszka. Wakacje spędziliśmy w całości razem. Było znowu jak kiedyś. Uczucie rozkwitło na nowo :) Byłam wniobowzięta! Aż tu nagle wiadomość od NIEJ. Ze szczegółami opisała jak on zdradzał mnie z nią od miesięcy. Wysłała wiadomości. Myślałam, że serce mi pęknie. Przyjechał najszybciej jak się dało. Z kwiatami. Odpowiedział na wszystkie pytania, łaczenie z tym ile razy to się stało. Cztery, nie licząc innych spotkań. Postanowiłam wybaczyć. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że dopiero odzyykaliśmy to, co zniknęło - czułość, miłość, zaangażowanie i intymność. Po drugie dlatego, że wiedziałam, że przed ostatnie miesiące byliśmy razem tylko oficjalnie - tak naprawdę każde z nas żyło swoim życiem. Po trzecie dlatego, że ja spotkałam się z kimś, kto kiedyś był dla mnie bardzo ważny. Mimo tego, że byłam nieszczęśliwa w związku, a między mną a tamtym chłopakiem ewidentnie iskrzyło, to nie spałam z nim. Nie byłam w stanie zdradzić swojego partnera. Miałam jednak poczucie winy. I na koniec - dlatego, że ta dziewczyna wcale nie żałowała. Ona znalazła radość w tym, by dostarczać mi kolejnych bolesnych dowodów, buntowała mnie na niego, a z kolei jego próbowała nadal zdobyć. A w dodatku szantażowała go od miesięcy, że jeżeli się z nią nie spotka, to ja się o wszystkim dowiem. Widziałam wiadomości. Odkąd się pogodziliśmy, on ją zwodził, odmawiał, aż w końcu laska pękła. Myślała, że mówiąc mi zdobędzie jego. Tak się nie stało Minął ponad miesiąc. I powiem szczerze, że gdy on jest obok czuję się cudownie. Ma ogromne poczucie winy i wiem, że mnie kocha. Walczy i stara się jak może. Wszystko jednak jest trudniejsze, gdy jego przy mnie nie ma. Wspomnienia wracają. Przypominam sobie ten rok, kiedy mnie zdradzał. Dlaczego piszę tutaj? Nie wiem. Nigdy nie udzielałam sie na forach. Ale wiem, że jest tutaj wiele osób w podobnej sytuacji i liczę na to, że ktoś potwierdzi, że kiedyś to przestanie boleć. Że kiedyś przestanę to rozpamiętywać. Nie zapomnę, wiem to. Ale chcę mu zaufać. Wiem, że cierpimy oboje - on nie może żyć z tym jak mnie skrzywidził. Nigdy nie zapomnę, gdy podczas mojego napadu płaczu mocno mnie przytulił, mimo tego że się wyrywałam, i płakał razem ze mną.
Rozszerzona zawartość newsa