NIE ROZUMIEM
Dodane przez kinia25 dnia Październik 17 2010 17:25:48
Witajcie, Moja historia nie kwalifikuje się do żadnej kategorii. Jeszcze nie, bo nie wiem co myśleć, nie wiem co się dzieje. Najlepiej będzie jak zacznę od początku.. Dwa miesiące temu zaczęłam pracę w nowym miejscu i tam go poznałam. Początkowo unikałam go, bo słyszałam plotki że ma żonę i dziecko, ale bardzo mnie do niego ciągnęło..Wysoki, przystojny brunet z poczuciem humoru i ujmującym uśmiechem, skryty. Mówili o nim, że nie rozmawia o życiu prywatnym, jest poważnym facetem. Pewnego dnia napisał do mnie maila i tak się zaczęło.. Wymiana poglądów, żarty, rozmowa o gotowaniu..zaprosił mnie do siebie, razem przygotowaliśmy kolację, winko i rozmawialiśmy, odprowadził mnie do domu. Tak zaczęły się nasze spotkania. Powiedział mi że jest po rozwodzie i ma córkę która mieszka z byłą żoną. Nie lubił mówić o przeszłości, widocznie była bardzo bolesna. Mieszkał od pół roku w mieszkaniu należącym do jego siostry, było tam mnóstwo jej rzeczy. Pamiętam że podczas pierwszej wizyty zaintrygowało mnie to co zobaczyłam w łazience- oliwkę i płyn do higieny intymnej, ale nie byliśmy razem więc nie pytałam.. Nasze spotkania stały się intensywne, super spędzało się czas razem, dużo rozmawialiśmy, uśmiechał się. Często mówił że bardzo mnie lubi, że gdy przychodzę problemy zostają za drzwiami, uśmiechał się..W końcu nawet zostawałam u niego i razem jeździliśmy do pracy.. Jednak nie był to związek, podkreślał że związku nie chce, przynajmniej nie na razie, że to ograniczenia itd, ale że nie ma innej, po prostu nie chce się spieszyć..Mówił coś innego i pokazywał coś innego. Jego zachowanie, gesty dawały mi nadzieję, bo dbał o mnie. Bardzo się otworzył, zaczął więcej opowiadać o przyszłości. Aż tu nagle pewnego dnia po pracy zupełnie niespodziewanie dostałam od niego smsa o treści "Przestaniemy się spotykać, po weekendzie przyniosę tobie twoje rzeczy". Wmurowało mnie, bo ostatnie dni były cudowne, nie wiedziałam o co chodzi i do tego takie załatwiania sprawy przez smsy.. Za chwilę przyszedł kolejny: "Miła z ciebie dziewczyna ale ja już nie chcę się spotykać" i na dobitkę: "Nic nie obiecałem.Mówiłem że nie szukam nikogo.Nic nie deklarowałem.Niczego od Ciebie nie wymagałem.". Moje oczy zalały się łzami, nie zrobiłam i nie powiedziałam niczego złego więc czemu...Czemu w taki sposób..Następnego dnia rano przyszłam do pracy..Pod biurkiem znalazłam reklamówkę z moimi rzeczami..Nie mogłam zebrać myśli, próbowałam pracować, gdy nagle usłyszałam za mną "Cześć Kinga". Przyszedł. Oparł się o ladę, smutny, jakby przybity i zapytał "Jak się czujesz?". Odpowiedziałam "Chyba widać" (noc płaczu i podpuchnięte oczy..). "Nie uśmiechasz się"-odpowiedział. "Uśmiechałabym się gdybyś to inaczej załatwił, wybrałeś najgorszy możliwy sposób". Patrzył na mnie jakby coś czuł, chodził za mną. "Lepiej już idź"-powiedziałam to dwa razy, bo oczy zalewały mi się łzami. Poczekał chwilę i poszedł. Wrócił po raz drugi skanować dokument który był mu do niczego niepotrzebny (widocznie szukał wymówki), szukał kontaktu wzrokowego, ale go unikałam, znów odczekał chwilę i poszedł. Za trzecim razem chciał wejść ale stała u mnie koleżanka, cofnął się. Może ktoś z Was mi powie o co w tym wszystkim chodzi.. Skoro postanowił mnie wyrzucić w tak perfidny sposób, dlaczego nie jest konsekwentny, dlaczego szuka kontaktu ze mną? Chodzi o inna kobietę czy to zwykły lęk przed zaangażowaniem pchnął go do tego? Gdy zapytałam o powód stwierdził :"bo to szło w niewłaściwym kierunku". Nic nie rozumiem. Wiem tylko że jest mi bardzo przykro, cierpię bo za nim tęsknię, było mi z nim cudownie. Nie rozumiem dlaczego tak postąpił, a muszę go widzieć codziennie w pracy. Proszę pomóżcie mi zrozumieć..
Rozszerzona zawartość newsa