nie wiem co myślec
Dodane przez jurek11 dnia Październik 17 2010 09:05:28
W skrócie opisze moją historie. Moja żona nigdy nie miała ze mną łatwo, byłem zasdrosny, nie angazowałem sie w zycie rodziny tak jak powinienem i wogóle moje zachowanie z perspektywy czasu oceniam fatalnie. Ale zawsze ją kochałem i nigdy nie zdradziłem. Nasilenie moich humorów i pretensji nastapiło z chwilą gdy zmieniła prace i zaczeła jezdzić co m-c na spotkania firmowe, byłem zawsze zasdrosny. po około roku zaczałem zauważac że dużo rozmawia z kolegą z pracy, ja w tym czasie potrafiłem z nią nie rozmawiać przez dwa tygodnie "ciche dni". Na moje uwagi zawsze odpowiadała że tak dużo rozmawia ale to tylko kolega, spokojny, żonaty i wogóle spoko facet. Wiedziałem że ona mu się bardzo podoba bo jest atrakcyjną kobietą, i przecież to tylko facet. Ze spotkania firmowego w listopadzie 2008 wróciła jakby troche inna,zaczeła pilnować telefonu. Przez cały grudzień było między nami zle, bez seksu rozmowy tylko "służbowe". Przed świętami pojechała na spotkanie opłatkowe wróciła po dwóch dniach. Widziałem w jej oczach że coś jest nie tak, wiedziałem to, jestesmy małżeństwem 19 lat i mamy trójke pociech, znam ją troche. Swięta przebiegly super, było miedzy nami wspaniale, ba ja zdałem sobie sprawe że zle postepuje i obiecałem jej że ten nowy rok będzie bez kłótni i obrażania się. W połowie stycznia 2009 zacząłem otrzymywać dziwne telefony, pokazałem ten numer żonie, powiedziała że go nie zna i nie wie o co chodzi. Ale coś mi tu nie grało sprawdziłem telefon żony i okazało się że na ten numer dzwoniła i odbierała połączenia. Powiedziałem jej o tym, odpowiedziała że to numer żony tego kolegi i ona sama nie wie o co jej chodzi. Miałem dość tych zagadek i przy żonie wysłałem sms do niej i do kolegi że chce się z nimi jutro spokać i porozmawiać. Zona nie spała calą noc, rano dokładnie 15 stycznia 2009 o godz 6 powiedziała mi "zdradziłam cie z nim na wyjeżdzie" moje życie w tym momencie sie skonczyło. Była bardzo nie przyjemna i atakowała mnie, wyciągała wszystkie złe rzeczy które jej zrobiłem. Była inna to nie była moja żona. Wieczorem opowiedziała mi wszystko już na spokojnie. Mówiła że myślała że ja już jej nie kocham(mogła tak myśleć). Bardzo duzo ze sobą rozmawiali telefonicznie, ona zwierzała mu się ze swoich kłopotów w domu a on był tym który wysłuchał i pocieszył. Wiedziała że mu się podoba, zbliżyli się na spotkaniu listopadowym, bardzo dużo rozmawiali, pierwszy raz złapał ją za ręke. To było 30 Listopoada po powrocie jeszcze dwa razy spotykali się w grudniu przed wyjazdem opłatkowym. Były to spotkania w połowie drogi miedzy m-c zamieszkania, dzieli ich 200km. Spotkania a samochodzie, pierwsze pocałunki, wyznania. Zbliżał sie termin spotkania opłatkowego i jak mi powiedziała dostała od niego sms z propozycją seksu na tym spotkaniu"teraz tak sie to załatwia". Więc ta zdrada nie była nie zaplanowana. Pojechała, on już tam czekał i zrobili to o 12 w południe w pokoju hotelowym. Mieli jednak pecha, moja żona mieszkała w tym pokoju z koleżanką i ona ich nakryła.Żona narobiła takiego wrzasku że słychać ją było w całym hotelu, o wszystkim dowiedział się ich szef i odbył z nimi poważną rozmowe. Boże matka trójki dzieci, jak ona musiała się czuć. Wróciła do domu, było ok, ale w niedziele 21 geudnia zaczął do niej wydzwaniać ON, wyszła z domu żeby z nim porozmawiać. I co się okazało on o wszystkim powiedział swojej żonie i to właśnie ona chciała z nią porozmawiać. On powiedział swojej żonie że się zakochał i chce być z moją żoną, Oczywiście moja żona(tak mi powiedziała), przeprosiła ją i powiedziała że z nim nie chce być. A ja żyłem sobie w tym czasie w nieswiadomości. W styczniu wróciła do pracy i do dnia przyznania sie utrzymywała z nim kontakt bo jak mówiła było jej go szkoda !. Nie wiem jak facet po trzech tygodniach romansu chce zostawić zone, dziecko, nie wiem. Żona w dalszym ciągu jezdziła na te spotkania, on nie.Podobno nie utrzymywali kontaktu, nie wiem. Cały czas jej nie ufałem. Az nadszedł pazdziernik 2009, ma być spotkanie firmowe i on tym razem jedzie. Żona zgodnie z umową zostaje w domu. jedzie za to jej koleżanka. Coś mnie tkneło kupiłem dyktafon, wsadziłem jej w samochód i myśle ciekawe czy po powrocie koleżanki coś o nim będą rozmawiać bo zawsze mi mówiła że tego tematu nie ma. I co sie okazało. koleżanka na tym spotkaniu dała mu swój telefon i moja żona z nim rozmawiała. Opowiadała koleżance wszystko, że była cała w skowronkach, że powiedziała mu że zawsze będzie go miała w sercu i będzie go kochać. Boże a ja to wszystko nagrałem. Nie chciała się do tej rozmowy przyznać, dopiero jak pokazałem dyktafon uległa. Bardzo mnie przepraszała, powiedziała mi że tak do niej tylko mówiła bo chciała wyjść z tego wszystkiego z twarzą.Nie wiem. To był pazdziernik 2009r. w grudniu zaczeły się sms do mnie od niego w których bardzo mnie obrażał z powodu mojego kontaktowania się z jego żoną(była załamana), moja żona nigdy nie odpisała do niego w mojej obronie, W końcu nie wytrzymałem i postarałem się go spotkać. Było to spotkanie bardzo krótkie, dostał to na co sobie zapracował i od tego czasu nie mam żadnych sms. Moja żona zapewnia mnie że bardzo mnie kocha i ja to widze. Ja też bardzo ją kocham i wiem że ją zaniedbywałem i nie szanowałem. Jednak czy ona go jednak nie kocha, nie wiem co o tym mysleć.
Rozszerzona zawartość newsa