wyjawić? /wiecznadepresja/
Dodane przez Deleted_User dnia 26.09.2017 19:08
Witam. Pisząc mam nadzieję, że ktoś pomoże mi podjąć właściwą decyzję. Jestem z moim partnerem około pół roku. Na początku byłam strasznie podekscytowana nim samym, jest cudowny, kulturalny, porządny, zajmujemy się tym samym - chłopak wymarzony. Jednak przeżywam od jakiegoś czasu problemy ze swoją osobowością. Zawsze należałam do osób mniej otwartych, nie potrafiłam z nikim stworzyć związku, żyłam w dziwnej nieświadomości ludzkich spraw. Mam 22 lata. W liceum byłam pół roku z chłopakiem, był również świetny ale nie potrafiłam w tym wytrwać. Byłam ślepo zapatrzona w innego mężczyznę nieosiągalnego, zajętego, starszego. On traktował mnie jako "jakąś tam opcję". Natomiast ja byłam na każde jego zawołanie. Każde. Jeszcze rok temu. (trwało to prawie 8 lat). Wracając... mam chłopaka. Myślalam, że to w koncu ten jedyny. Jednak strach przed dzieleniem swojego życia z kimś innym wziął górę. Pierwsza rozmowa pojawiła się dość szybko - halo! stop! nie spędzajmy ze sobą każdej chwili! Okej. Kolejna rozmowa po jakimś czasie - ja nie dam rady, to nie to. On jednak zaproponował poznanie mojej rodzinnej miejscowości najpierw. No i było świetnie. Wyjechałam za granicę do pracy. Tęskniłam za nim ogromnie. Przyjechał po moim powrocie. Było super. No i jak pojechał do domu, tak już nie chciałam się z nim widziec. Chłopakowi powiedziałam, że chcę odpocząc. Pisaliśmy ze sobą i tak codziennie. Jednak nie widzieliśmy się aż prawie 2 miesiące. Teraz wróciłam do miasta, w którym mieszkam i ja i on. (studia). Widzieliśmy się, było świetnie. Oczywiście był dystans, ale cały czas czułam, ze może da się to odbudowac. Po czym zrobiłam najgorszą rzecz na świecie. Byłam z przyjacielem (jedynym tutaj) na imprezie. Rock, alkohol, dużo alkoholu. Nie pamiętam drogi do domu. Pamiętam, że musiał mnie prowadzić. Stało się... wylądował u mnie w mieszkaniu. Nie był tak pijany jak ja. Pamiętam, że prosiłam go zeby poszedł do siebie. Obudziłam się wciąż pijana ( na szzęście bez niego). Później rozmawialiśmy, ten kretyn... (muszę się tak wyrazić!) był wielce załamany, że czuje się jak zabawka. Zna mojego chłopaka, miesiąc temu był z nim na piwie. Opowiadałam mu o wszystkim. Codziennie wspominalam o moim chłopaku. Wiedział, że jest nienajlepiej. Wiem, mam w tym ogromną winę. Czuję się ochydnie. Nie mogę spojrzeć na przyjaciela. Urywam z nim kontakt. Dodam, że na trzeźwo zdarzały mu się jakieś podchody ale w życiu bym go nie tknęła. Może piszę okrutnie.. ale nie mogę żyć z tą myślą. Czuję się brudna. Nienawidzę go. Uświadomiłam sobie, że kocham mojego chłopaka. On nie widzi świata poza mną. Nie wyobrażam sobie mu o tym powiedzieć. Jednak wiem, że nie zbudujemy niczego na kłamstwie. Nie należę do osób wylewających łzy, ale teraz nie mogę tego powstrzymać. Pracujemy razem z jego znajomymi. Poza nim aktualnie nie mam tutaj nikogo. Nie wiem, czy powiedzieć mu o tym, czy zachować to dla siebie. Nie wyobrażam sobie budzić się przy kimś innym.