#
poczciwy | 00:59:24 |
Aga104 | 01:13:48 |
Crusoe | 02:19:40 |
JamesTon | 03:52:59 |
Landexpzglosy | 11:46:26 |

Piszę ponieważ mam problem w sobotę znalazłam u mojego narzeczonego gazety porno , a najgorsze jest to że będąc ze mną też je kupuje , rozmawiałam z nim ale powiedział mi że to są stare, ale ja też znalazłam z tego roku te gazety nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć :( strasznie mnie to zabolało , boje się że może zacząć mnie zdradzać :(
To nie będzie ani szczególnie krótki, ani szczególnie naszpikowany emocjami tekst ponieważ za wiele ich we mnie nie zostało... więcej w tym chaosu i niedopowiedzeń ale może ktoś odnajdzie w tym coś dla siebie.
Może zacznę od początku. Na 1 roku studiów w Krakowie poznałem kobietę-anioła. Nasze spotkania, rozmowy, wspólne chwile sprawiały że patrzyłem na wszystkich dookoła jak na ludzi, którzy mogą jedynie zazdrościć Nam tego szczęścia. To było naprawdę COŚ. Mieliśmy swoje problemy jak każdy, Jej ojciec schizofrenik i ledwo wiążąca koniec z końcem mama nie byli oparciem, to raczej my dla nich. Wiadomo jak to u studentów, pod względem finansowym było ciężko, z wielu rzeczy rezygnowaliśmy ale liczyło się tylko to, że mamy siebie i damy radę z każdą przeszkodą. Mieszkałem w akademiku, Ona z rodzicami ale już wtedy wiedzieliśmy że chcemy być razem, tylko nie mogliśmy sobie pozwolić na to finansowo. Ciągłe pomaganie Jej rodzicom i do tego oszczędzanie na przyszłość nie pozwalało na to. 5 lat studiów zleciało, a My wciąż byliśmy niemal idealni, wiedziałem że to jest właśnie to...
I wtedy nadeszła decyzja o przeprowadzce do miasta, z którego pochodziłem bo akurat tam znalazłem pracę. Postanowiłem jakiś czas pomieszkać w domu z mamą i siostrą dopóki nie odłożę reszty kasy na mieszkanie. To miał być rok... miała do mnie żal, że nie mieszkamy razem. Ale dla mnie to była tylko kwestia czasu. Zresztą oświadczyłem się i w tym dniu kiedy to zrobiłem czułem się cholernie szczęśliwy. Po 5 latach bycia z kimś wciąż tak szaleńczo kochać to coś niezwykłego... Widywaliśmy się co weekend i nie było tak żebyśmy odpuścili siebie nawzajem. Przynajmniej nie ja... Kilka miesięcy później w narastającym rozgoryczeniu i pod wpływem alkoholu dziewczyna przekroczyła pewne granice na imprezie na którą poszła z koleżankami...nie wszystkie, a jednak. Całowanie się z kimś i dotykanie w sposób w jaki dotykać mogłem Jej tylko ja to było dla mnie zdecydowanie za dużo.
Przestała wtedy być dla mnie świętością i coś we mnie umarło. Do teraz obwiniam się za to, że miałem ambicję mieć coś więcej w życiu, że zamiast pójść na łatwiznę i wynajmować mieszkanie liczyłem na to, że odłożę na kredyt i kupimy własne, że pozwoliłem Jej ten rok mieszkać z rodzicami...
Ale wybaczyłem, zapomniałem, w środku byłem już inny a mimo to chciałem tylko Jej.
Wprowadziła się do nas (do mnie mamy i siostry), to miało potrwać tylko trochę bo naprawdę niewiele Nam brakowało do zrealizowania swoich planów. Niestety zamiast skupić się na Nas i Naszym życiu wciąż jedną nogą tkwiła w domu i utrzymywała rodziców... a między Nią a moją rodziną rodziły się coraz to nowe spory, zresztą ja sam też w końcu będąc między młotem a kowadłem ulegałem temu...
Wyprowadziliśmy się po roku i zamieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu. Jedynym efektem tego mieszkania z rodziną były popsute relacje i świadomość, że nie mamy wsparcia z żadnej strony. A ja nie miałem nawet wsparcia z Jej strony. Przestałem wierzyć w to, że można osiągnąć wszystko czego się chce, bo zawsze znajdzie się ktoś kto Ci w tym przeszkodzi. Ale jakoś radziłem sobie z tym. Nawet zaczęliśmy planować ślub, wszystko zaczęło wychodzić na prostą. A może było tak dlatego, że usunąłem uczucia, marzenia i myśli na bok... licząc na to, że uda mi się kiedyś wrócić do tego co było...
2 miesiące przed ślubem popełniłem chyba największy błąd życia, jedyną rzecz za którą Ona miała prawo stracić wiarę we mnie. Spotkałem kilka lat młodszą dziewczynę, wszystko potoczyło się lawinowo. Widzieliśmy się tylko raz i to wystarczyło. Kochałem się z nią i zapomniałem na chwilę o tym wszystkim co ważne. Przyznałem się. Ślub odwołaliśmy... wyprowadziłem się na jakiś czas z powrotem do rodziny i w tym czasie dziewczyna odegrała się na mnie 2 razy umawiając się po prostu z 2 różnymi facetami i robiąc to za każdym razem na 1 randce. Spłynęło to po mnie bo nic już nie czuję tak jak kiedyś. Właściwie to poczułem się jeszcze bardziej winny, że doprowadziłem kobietę swojego życia do takiego stanu, w którym jest JEj wszystko jedno. Nie odegrała się na mnie tylko skrzywdziła siebie i do końca straciła do siebie szacunek. W końcu emocje opadły na tyle że poczuliśmy potrzebę powrotu... tylko teraz przez ponad miesiąc wypomina mi moją zdradę, wypytuje o szczegóły i zadręcza się tym. Tak jakby kochała i nienawidziła mnie jednocześnie. I to wciąż trwa. Żyjemy przeszłością zamiast próbować patrzyć przed siebie. Nie wiem czy jest sens to ciągnąć i czy niekończące się chore rozmowy coś Nam dadzą, już prawie w to nie wierzę, w to że jest dla Nas ratunek. Czasem myślę, że wolałbym jakieś byle jakie związki oparte na fizyczności, nie mam problemu z kobietami i myślę, że nie zostałbym sam. Nie boję się tego, boję się pustki w środku i oczekiwań innych ludzi. Nie umiałbym się tak zaangażować i nie wiem czy umiem zaangażować się w ten "stary" związek ponownie.
Wciąż się o Nią martwię, o to że zostawię ją samą sobie. Przez ten cały czas wszystko było na moich barkach... i wiem, że Ona nie poradzi sobie tak po prostu i że będzie Jej dużo ciężej.
Jednym słowem sytuacja bez wyjścia.
Najgorsze jest to, że jesteśmy młodzi, mamy perspektywy, ja wierzę w swoje i w Jej możliwości, a zachowujemy się jak ludzie u schyłku życia...
Nie mam pojęcia co będzie dlatego i jak postępować ale czuję, że jestem o krok od złamania swojego i Jej życia...
Chciałbym umieć spojrzeć na to z boku, obiektywnie, znać jedyne słuszne wyjście ale czy takie istnieje??
Wasze problemy przyjąłbym z radochą.Dlaczego ? Bo zazwyczaj Wasze żony się kajają i chcą naprawić związek.Moja nie.Może opiszę co i jak bo potrzebuję rady.
Trzy dni temu żona zakomunikowała mi że mnie zdradziła.Mało tego , że ma zamiar zacząć nowy związek.I nie byłoby w tym nic dziwnego , gdyby nie to , że chce dalej mieszkać ze mną i z dziećmi w naszym domu , mamy udawać przed dziećmi że nic się nie zmieniło.Ona zaś będzie sypiać z nim.Nikomu mamy nie mówić i udawać że małżeństwo trwa.Mamy to robić dla dobra naszych dzieci.Wiem , że ona je kocha , ja też.Twierdzi , że nie potrafiłaby im powiedzieć.Co robić? Czy ktokolwiek z Was tak miał ? Czy da się to wytrzymać ? Czy takie coś może się udać? Dodam , że żona twierdzi że oddaliliśmy się od siebie i że mnie nie kocha.Ja nigdy jej nie zdradziłem , choć ona nie wierzy.Uważa , że pewnie kogoś miałem(było inaczej - zachlałem z kolegami bo przesadziłem - wróciłem o siódmej rano).
Podobno jej nowy facet zgadza się na takie coś.On jest samotny.Czy to trochę nie dziwne ?
Boli mnie to wszystko.Ona podobno się w nim zakochała.Powiedzcie kobiety czy w wieku 35 lat można się zakochać jak nastolatka i robić takie rzeczy ? Jeśli ma być szczęśliwa w takim układzie to niech będzie...
Proszę o rady , czy widzieliście lub przeżyliście takie coś ?
Ślub z mężem braliśmy z wielkiej milości która trwa do dziś-lecz ja od kilku lat spotykam się z innym.
Musze wspomniec że męża tygodniami nie ma w domu.Na poczatku myslałam że to sex a raczej jego brak zmusil mnie do tego by spotykac się z innym lecz od sexu zaczelo się uczucie dość gorące i nie moge zrezygnować z żadnego z nich-meczy mnie ta syłyłacja klamstw-ale nie mogę sama z tym sobie poradzic:(
Witajcie
Pomóżcie!!!
Mam podejrzenie-niestety nie pewne, ale na 99%- że mój chłopak mnie zdradził.
Tzn. nie wiem czy mogę tak to nazwać ...
Po prostu spotkał się pare razy z dziewczyną na piwo...
Ale o co mi chodzi .... otóż spotkała się i stwierdził na tej podstawie, że CHCE TYLKO MNIE. ŻE TAKIEJ DRUGIEJ JAK JA NIE MA NA ŚWIECIE!!! jesteśmy razem 5,5 roku , mamy o 25 lat ... On ma tendencje do kłamstw :(
Proszę o rady!!!!!!!!!
Mój chłopak pojechał na praktyki nad morze.. wiadomo jak to nad morzem dużo pięknych opalonych ciał, niestety pogoda tez dopisywała. Pojechałam do rodziny w okolicach,czasem się widzieliśmy, wydawało mi się przez cały wyjazd ze wszystko jest ok. umówilśmy się ze raz on raz ja będziemy do siebie przyjeżdżać, zgodził się.. jednakostatni raz przyszedł mu z wielkim trudem.. nie odstępował tel na krok.. Gdy byliśmy osobno pisał ze tylko śpi i leży na łózku.. Sam? :( tego nie wiem do tej pory.. Wracalismy razem ale juz nie było tak samo, zero czułości, zainteresowania, bliskości.. na koniec sie pokłóciliśmy. Wiem ze po powrocie kontaktował sie z nia a ona z nim, choć wypierał sie,, niektórych rzeczy nadal sie wypiera choć wiem ze było inaczej.. dzwonił do niej z drugiej karty. Jak mam mu uwierzyc ze nie zdradził mnie skoro juz mnie oklamuje? pomóżcie.. wiem, że moja historia moze być dla Was zdradzonych przez mężów i żony juz błaha, ale dla mnie to ciężkie przeżycie:(
moja historia jest bardzo smutna, byliśmy bardzo kochającym sie małżeństwem moj mąż pracował w firmie budowlanej w naszym mieście, żyliśmy szczęsliwie, do szczęścia brakowało nam tylko dziecka o które bardzo sie staraliśmy, po 13 miesiącach starań zaszłam w ciąże, wielka radość. W styczniu br mój mąż zaczoł jezdzic w delegacje, i tu zaczeły sie problemy,wracał raz na miesiąc do domu ,zmienił sie nie widać już było tej miłości, tesknoty, był oziębły, niedostępny zamyslony, nie chciał rozmawiac ze mną na temat swojego zachowania.Wiedziałam doskonale że cos sie dzieje złego,ale mój mąż nadal bagatelizował całą sytuacje. W kwietniu br a dokładnie 1go kwietnia po raz pierwszy zdradził mnie nie przyznał sie do tego, wybaczyłam mu ze wzgledu na fakt że nadal bardzo Go kochałam. W nie długim czasie a dokładnie 2 tygodnie po pierwszej zdradzie juz przestał sie kryć,zaczoł wyłanczać telefon,nie odbierał jak dzwoniłam nie pisał juz miłych sms-ów był pewny że jak przebywa na delegacji w innym miejscu ja sie o niczym nie dowiem ale wiedziałam ze ma kogoś, i wkońcu 30 kwietnia br zadzwonił i powiedział MIEDZY NAMI KONIEC ZDRADZIŁEM CIĘ KOLEJNY RAZ rozpacz ,załamanie jak to możliwe że tak poprostu konczy małżeNstwo,przecież w maju ma sie urodzic nasz syn??? odszedł zostawił mnie na 3 tygodnie przed porodem. w maju pojawił sie u nas w domu bez wyjaśnień, bez słowa przepraszam bez niczego spakował swoje rzeczy i poprostu wyszedł, załamałam sie całkiem całą noc płakałam na drugi dzień pojechałam na porodówke po 3 dniach meczarniu urodziłam zdrowego,pięknego syna mąż nie pojawił sie u nas w szpitalu, nie odebrał nas ze szpitala,nie interesuje sie naszym losem wogóle, (nawet na chrzest naszego synka nie przyjedzie powiedział to otwarcie ze nie ma czasu na przyjazd na chrzest,podejrzewam ze ta jego nowa partnerka zabroniła mu spotkań z dziecmi
)Wiem że mieszka z ta sama kobietą z którą mnie zdradzał i z jej 2 dzieci, a własnego syna nie kocha a jej dzieci ubustwia jest to bardzo przykre . Jest mi strasznie zle bez Niego, tak bardzo skrzywdził mnie i nasze dzieci, tęsknie nadal za nim. Obecnie jesteśmy w trakcie rozwodu to ja złożyłam pozew o rozwod mimo że bardzo Go kocham nie mogłabym ani nie potrafiłabym być z Nim dalej nie po tym co mi i naszym dzieciom zrobił
Witam podejrzewam że mój mąż mnie zdradza ze swoją siostro cioteczną my mamy dorosłe dziecko ona też jest mężatko ma dzieci. Wcześniej nie utrzymywali żadnych kontaktów dopiero od 6 lat rozkwitła miłość rodzina mój mąż wyjeżdża do nich w odwiedziny jeździ po nią gdy chcę odwiedzić rodzinne strony bo ona jest biedna i niema czym przyjechać nic nie pomaga gdy się na to nie zgadzam stawia mnie przed faktem że ona przyjeżdża. Gdy rozmawiam z nim on nic złego w tym nie widzi mówi ze niema żadnego romansu ale ja w to jakoś nie wierze. Przeczyłam jej SMS do niego to niebyły SMS nic nieznaczące. Jest załamana po 20 latach wspólnego życia które były dobre a ktoś wchodzi z butami i wszystko niszczy. Zwróciłam jej uwagę jak ona może się tak zachowywać i kokietować to odpowiedziała że nic takiego nie robi czy z kuzynem nie wolną jej porozmawiać na różne tematy.
Witam! kilka tygodni temu dowiedzialem sie ze zona calowala sie z kolega z ktorym byla na spacerze z dziecmi! On ma dziecko my mamy 2 chlopcow 2lata i 1rok! pojechali sobie na spacer sami z dziecmi bo ja musialem sie uczyc na pewien egzamin! pozniej okazalo sie ze calowali sie na tym spacerze on nie potrafil zlozyc wozka moja zona chciala mu pomoc i jakos tak wyszlo ze sie przytulili i zaczeli calowac! dowiedzialem sie od jego zony bo sie jej przyznal! a moja zona jeszcze tydzien temu zastanawiala sie czy nie odejsc nim sie jeszcze dowiedzialem a teraz twierdzi ze mnie kocha a to byla tylko chwila zapomnienia a odejsc chciala bo sie bala przyznac! jestem z nia 6 lat mamy wspolny dom i najwazniejsze Dzieci! Jestem juz po jednej zdradzie mojej ex partnerki ktora skonczyla sie ciezkim zalamaniem psychicznym i gleboka depresja z ktorej dlugo sie leczylem poniewaz bylem bliski proby samobojczej! a teraz znowu sie to powtarza! Pomozcie co mam zrobic zostac z nia i sprobowac zapomniec mimo iz jej juz nie ufam czy odejsc i zostawic wszystko co mam? boje sie ze jak juz zaczela z pocalunkami to za jakis czas moze zrobic cos gorszego!? bo podobno to raz zdradzil zrobi to znowu! co mam zrobic boje sie kolejnego zalamania ktorego jestem bliski! Nigdy bym sie po niej tego nie spodziewal! Prosze o jakas rade bo nie moge sobie z tym poradzic! Nie chce odejsc bo cos do niej jeszcze czuje i kocham dzieci ale nie chce tez przechodzic tego od nowa i wiecznie zyc w strachu ze to moze sie powtorzyc!
Przepraszam, ze czesciowo skopiowałam post, ale moze teraz w koncu go ktos przeczyta!
I znowu to samo, gorzej!! teraz jest gorzej mama nie ma juz sily. To wszystko wystarczylo na kilka miesiecy. Mama jst zalamana nawet chce sie targnac na zycie. Nie wiem jak jej pomoc.... Ma pracownika socjalnego ktory kazal sie jej wyprowadzic z domu chetnie bym ja zabrala ale musi byc na miejscu, przesluchuja wszystkich do sprawy wiec musi mama czekac. Tato tylko szyderczo drwi, ze i tak z nim nie wygra a sasiedzi - milcza boja sie wtracic i co teraz?? Obdukcje sa i to tyle dowodow. No i ja.. czy to wystarczy?? Tato wozi koiete ktora przesluchuje ludzi na policji, on wpaja jej ze mama jest psychicznie chora,a ona go szkoli i rozpowiada po calym miescie jaka to moja mama jest chora... Jak z nimi walczyc?? Czy oni sa ponad prawem?? Czy daznie do prawdy jest tak ciezkie? Czy moge jeszcze jakos mamie pomoc?? Kobieta powiedziala mamie ze za to co jej robil grozi do 5lat wiezienia. A on znowu ja gnebi, mama boi sie nawet cos jesc i pic jak on jest w domu. Tato pracuje w policji do wszystkich uzywek ma dostep!!! Mame boli zoladek od trzech dni. pila tylko kawe nie baczac na tate(tzn stawiala ja gdzies na oknie to w pokoju i filizanki nie pilnowala) i juz sie zaczyna znowu on za wszelka cene chce ja zgnebic. Powiedzial do niej ostatnio: "nawet konia jest latwiej zabic niz babe" Jak udowodnic to w sadzie skoro na zewnatrz tato bije pokladami spokoju i opanowania. Cicho rozmawia i przemysla wszystko co mowi. Gdy sa sami slysze tylko epitety z jego strony juz tego nie moge sluchac, Mama powiedziala ostatnio : ja chyba sie juz przyzwyczailam do tych kopniakow, plucia, bicia i ponizania. Juz moze mnie zabic ..... !!!!!!! Gdy mowie do mamy zeby wyszla z domu i w nim nie siedziala caly czas, ona na to : nie bo jak wroce to znowu mnie pobije! Mama panicznie sie jego boi a on swoje spiewki, tylko urozmaicil jeszcze wiekszymi wulgaryzmami. Mamy cialo jest cale w siniakach!! obdukcje w koncu ma, wczesniejsze palila w piecu bo myslala ze TATO ZMONDRZEJE!! Tato czuje sie tak podbudowany i pewny siebie, ze az mnie przeraza! Smieje sie rowniez ze mnie mowiac: najwiekszy sad Wam nie pomoze!!Jej wstyd przed wszystkimi jest bardzo silny do tego strach...Co robic jak pomoc??