| tomala | 14. Kwiecień |
| ankaK | 14. Kwiecień |
| Justyna_Sz | 14. Kwiecień |
| karol102 | 14. Kwiecień |
| madziara110 | 14. Kwiecień |
Jess | ![]() |
Landexpzglosy | 01:09:44 |
JamesTon | 01:09:47 |
Crusoe | 01:19:44 |
#
poczciwy | 01:58:32 |

Witajcie . Chętnie się wygadam i opowiem swoją historię , chętnie również przyjmę na klatę podpowiedzi co dalej powinienem zrobić. Jestem facetem lat 35 , od 10 lat w związku z kobietą . Mamy dwie córki 8 i 5 lat . Przyjaźniliśmy się przed związkiem i znamy się od zawsze. Sprawa wygląda tak , że od około dwóch lat kiedy moja poszła do pracy w pizzerii , zaczął się problem . Od około roku ze względu na to , że pracowała często w weekendy i święta my z dzieciakami często siedzieliśmy sami. Zaczęło Nam to doskwierać i od około pół roku zaczęła być intensywne rozmowy , aż w końcu przestaliśmy gadać na około 3 miesiące , wyłącznie w sprawach dzieci czy domowych. No i pewnego dnia chciałem jakoś to wyjaśnić , zaczęliśmy dyskusje i ona myślała że zmierzamy do końca związku . Po około 3 tygodniach , znajduje u niej w telefonie wiadomości z gościem z jej pracy , jak układa już sobie praktycznie życie z nim . Było też o zdradzie i ogólnie rozmowa jak z ukochanym. Tego dnia po długiej rozmowie ona stwierdza że chciałaby się spróbować czegoś innego w życiu , ale nie zostawi dzieci. Dochodzimy wspólnie do wniosku , że dla dzieci jesteśmy w stanie się poświęcić i żyć poprostu obok Siebie . Dodam że nigdy nie kłóciliśmy się przy dzieciach i one są naprawdę szczęśliwe . No i mijają jakieś dwa tygodnie odkąd dogadaliśmy się że żyjemy osobno w jednym domu. Ona tylko pracuje z tamtym kolesiem ( chociaż tutaj chyba jestem naiwny ) , nikt nie szuka nowych wrażeń i wychowujemy dzieci tak długo aż uznamy że czas na rozejście . Dodam że teraz kontakt mamy w miarę normalny , rozmawiamy o dzieciach itp. Trochę chaotycznie napisane , ale chciałem wyciągnąć jak najwięcej szczegółow. Mieszkanie w którym mieszkamy jest na mnie , dlatego ona może być poprostu grzeczna . Początek jest trudny i często mamy jakieś dogadania w nocy , ale chcemy zrobić to dla dzieci . Miał ktoś podobnie ? Był w stanie żyć obok Siebie dla dzieci ?
Już pomijam fakt, że takie życie to kompletny brak szacunku do samego siebie.
Ja nie dostrzegam kompletnie żadnych plusów takiego rozwiązania jakie przyjęliście.
Dla dzieci lepszym jest gdy rodzice są osobno, ale szczęśliwi.
Ty powinieneś dać im wzorzec prawdziwej silnej męskości a ona kobiecości.
Czy w takim układzie jesteście w stanie to zrobić? NIE.
Tylko pracują-- nie bądź naiwny. Troche za miękki jesteś, partnerka sie bzyka i wraca do domu jakby nic złego nie robiła.
Mogla pomyśleć wcześniej o dzieciach.
Jak będzie bezpieczny grunt do odejścia to zrobi to. Nie będzie patrzyła na dziećmi.
Ty mieszkając z nią, robisz sobie złudne nadzieję.
Powinniście najpierw spróbować terapia ,jeżeli chcecie prawidłowo wychować dzieci. Jeżeli terapia nie pomaga to lepsze jest rozejście niż tworzenie rodziny , gdzie dzieci nie widzą uczucia między rodzicami. Brak kłótni nie świadczy o zdrowych relacjach rodziców. Dzieci to zauważą. Prędzej lub później. Poczciwy i Julia mają rację. W związku jesteś nikim. Małżonce taka sytuacja pasuje. Ma emocje na boku, a spokojną przystań u ciebie. To nie rodzina , tylko jej proteza. Weź się w garść i zacznij działać. Jeżeli sam potrzebujesz terapia to z niej skorzystaj. Potrzebujesz pomocy, bo po tym co piszesz, sam chyba sobie nie poradzisz. Spokojnie napisz coś więcej o żonie i sobie. Po to tu jesteśmy. Może znajdziesz tu to czego szukasz? Nie daj się wykorzystywać, bo dla mnie to otworzyłeś małżeństwo.
Ona ma ojca alkoholika , już nie pijącego i raczej nie ma wpajanych zasad od dzieciaka.
Jest 5 lat młodsza ode mnie ( ma 30lat). Wychowaliśmy się i mieszkamy całe życie na jednym osiedlu. Nasz związek był raczej specyficzny , nie był usłany różami . Szybkie zajście w ciążę i ciągła walka o pieniądze i przetrwanie, ale jakoś dawaliśmy radę.
Szczerze powiedziawszy trochę boje się samotności i tego jak zareagują córki. Moja kobieta jest bardzo atrakcyjna i poprostu fajna na codzien . Ja jestem bardziej wycofany i wolę spokój .
Cytat
Tutaj upatrywałbym przyczyn jej gonienia za emocjami.
Spokojny i stabilny dom dla jej układu nerwowego jest zabójczy.
To paradoks bo tacy ludzie zazwyczaj pragną ciepła, którego nie otrzymali w dzieciństwie a jednocześnie nie potrafią go przyjąć sabotując relację.
Cytat
Cytat
To normalne, że każdy boi się zmian.
Trwanie jednak w swojej strefie komfortu w tym przypadku nic lepszego nie przyniesie poza rosnącą frustracją.
Chcesz być szczęśliwy z kimś musisz się nauczyć być szczęśliwym sam ze sobą. Nie ma innej drogi.
Dziś emocjonalnie uwiesiłeś się na żonie, nie istniejesz bez niej i ona to czuje a dodatkowo sprytnie wykorzystuje.
Jesteś dla niej za dobry jakkolwiek to zabrzmi.
Masz jakieś hobby, kolegów?
Coś swojego?
Do stworzenia dobrego związku niezbędna jest niezależność emocjonalna.
Znajomych też mam , chociaż akurat na tą chwilę nic o tej sytuacji nie wiedzą.
Właśnie odkąd stało się to wszystko i po kilka mocnych rozmowach, wiem że powinienem się odsunąć , złapać dystans , a ja jeszcze bardziej szukam kontaktu z nią , teraz dzieciaki chore to ciągle jest jakaś wymiana zdań czy wiadomości.
Myślę nad tym żeby namówić ją do zmiany pracy , może to lekko otworzyło głowę jej i Nam . Sam nie wiem jestem w kropce.
Najbardziej szkoda mi dzieci, które naprawdę widzą w nas cały świat i wiem , że naprawdę są szczęśliwe . Potem nigdy nie będzie już tak samo.
Żona prędzej czy później zostawi cię.Mimo tylu lata znajomości żona kompletnie cię nie szanuje. Ale dlaczego ma cię szanować skoro ty sam siebie nie szanujesz? Jest atrakcyjna? Szybko znajdzie wielu ruchaczy. Chcesz wychowywać nie swoje dzieci? Bo z tym trzeba się liczyć. Może przyplątać się z jakąś chorobą. Czy taka postawa to ochrona dzieci?
Jeżeli żona zacznie się bujać na " karuzeli" jaką opinią będziesz się cieszył w środowisku, a dzieci się nie dowiedzą?
Zadaj sobię pytanie. Czy ty chcesz ratować małżeństwo? Czy tak tak ma ono wyglądać? Czy twoja postawa ochroni dzieci i dostaną one prawidłowego wzorce wychowania.
Do tanga trzeba dwojga. Porozmawiaj z żona. Postaw granicę i zacznij mieć opcje.
Zacznij się rozwijać, czyli rób to co pchnie cię do przodu. Sport, literatura, teatr ,cokolwiek. Jak możesz poświęcić więcej czasu dzieciom, to zrób to. To inwestycja w przyszłość twoich relacji z nimi.
Jeżeli żona nie podejmie terapii i nie będzie chciała ratować związku, to sygnał że trzeba ratować siebie i dzieci. Dasz radę
Taka postawa jeszcze bardziej wpycha ją w ramiona kolegi.
Wiesz czym jest zasada niedostępności,niedoboru?
Dziś ona jest pewna Twojego trwania, bez względu na motywy takiej postawy.
Jedyne racjonalne wyjście to odsuń się emocjonalnie od niej.
Zajmij się sobą, swoim wzrostem, rozwojem, dziećmi.
Ona dla Ciebie od dziś powinna być przezroczysta!
To jedyna szansa na to, że zaczniesz być znów atrakcyjny w jej oczach.
Ale...jeśli zaczniesz to robić pod nią, nie będziesz w tym autentyczny to nic z tego nie wyniknie.
Ty po prostu świadomie dziś musisz zdać sobie sprawę, że tej relacji nie ma i tak się nastawić.
Atrakcyjność i szacunek to słowo klucz.
A Ty dziś nie jesteś dla niej atrakcyjny.
Jesteś pewniakiem, który niezależnie od jej zachowania będzie trwać. Tak nie odbudujesz również szacunku.
Zacznij stosować metodę 34 kroków, rób swoje i obserwuj cierpliwie z boku co się dzieje.
Szuka emocji, a ty jej ich nie dajesz. Znudzi się kolega z pracy będzie szukała ich u innego. Trafi na jakiegoś toksyka to będzie miała ich za natto.
Dzieci będą to wyczuwac, a na nich podobno wam zależy. Wyrządzicie tą postawą więcej szkody niż pożytku.
Chcę żona wolności, to jej ją daj. Ale nie twoimi kosztem.
Zacznij dbać o swoje interesy i interesy dzieci. One są najważniejsze. Możesz je przygotowywać do rozwodu poprzez terapię. Tobie też się przyda. W małżeństwie nie warto być opcją,z biegiem czasu stracisz szacunek nawet dzieci. Pokaż im męskie wzorce a nie uległego misia.
Jeżeli nie chcesz na tą chwilę rozwodu, to postępuj tak jak pisał poczciwy.
Trzymam kciuki.
Chłopie wystaw jej walizki( to jest Twój dom) I wyślij ją do kochanka
Walić w pracy to fajnie jest ale przyjąć matkę z dwójką dzieci to nie jest łatwa sprawa...
Powiem więcej albo ten typ jest zakochanym niespełna rozumu "beciakiem" albo to Typowy gracz który się Tylko bawi.Ona doskonale wie,że on jej nie przyjmie z dziećmi więc będzie Cię dalej wykorzystywać.Nie bądź frajerem.
Za dwa miechy będzie krzyżem się kłaść przed Tobą.Zaklad?
Cytat
Absolutnie nie!
Wyjdziesz na potrzebującego i oddasz swoje decyzje i życie w jej ręce.
Robisz swoje bez zwracania uwagi na nią.
Jeżeli zaniedba dzieci masz możliwość uzyskania opieki wyłacznej. Jak zostanie sama to może otrzezwieje , ale ty powinnaś być już daleko. Twoim obowiązkiem teraz są dzieci i tylko one. Małżonka podjęła decyzję, a decyzje rodzą konsekwencję.
Pokaż jej, że to ona więcej traci niż Ty. Oczywiście nie słowami a czynami i swoją postawą.
Po prostu musisz odwrócić dynamikę relacji co wcale proste nie będzie, ale możliwe.
To jedyna szansa na to, że zasiejesz w niej wątpliwość.
Doprowadź do tego, że to ona będzie chciała ratować Was a nie Ty,że jej bardziej będzie zależało.
Dopiero wtedy się zastanowisz czego Ty chcesz i czy w ogóle chcesz ją z powrotem.
Zaczęła angażować dzieci a to nie wróży nic dobrego dla ciebie.
Radzę zachować spokój,nie daj się sprowokować, żebyś nie dostał niebieskiej karty. Przygotujcie się na najgorszy wariant dla Ciebie. Poczytaj inne historie jak żona potrafiła załatwić ufnego męża.
Nagrywaj rozmowy z żona (dmuchaj na zimne) i polecam jak najmniej rozmów. Skonsultuj się z adwokatem . Zobacz jakie masz opcje.
Może kochanek wcale nie zamierzał ją " przygarnąć ''. Pozbawić się jak najbardziej, ale nic trwałego. Kobieta zamężna z dwójką dzieci jest fajna do pobzykania, ale na poważny związek to już chyba za dużo.
Metoda 34 kroków, jak najbardziej do zastosowania. Zabezpiecz swoje interesy i dzieci. One z kolei nie mogą być jedyną przyczyną ratowania związku, bo małżeństwa to na razie nie masz. Nie masz wierności, miłości i uczciwości ( szacunku). Masz otwarty związek. Jeżeli zależy twojej ,, żonie,, na Tobie, to daj jej się wykazać w działaniu i czynach. A to musi trochę potrwać. Ile, to zależy od postawy i działaniach twojej partnerki. Jeżeli szybko odpuści to znaczy że nie byłeś dla niej wiele wart. Znaj swoją wartość .
Jej działania mogą nie być szczere . Zawiodła, straciła twoje zaufanie.
Możesz przedstawić jej nowe warunki związku, np rozdzielczość majątkową. Pamiętaj że bycie opcją w związku, jest tylko stratą czasu. Chyba że chcesz być tak traktowany i to cię zadawala. Ale nie dasz dzieciom prawidłowych wzorców, i później nie bedziesz przez nich szanowany. Pamiętaj że w swoim zachowani masz być naturalny i pewny siebie. Na razie moim zadaniem, nie zmieniaj swej postawy. Jeżeli będzie chciała cię przekabacić sexem, to możesz to wykorzystać , jeżeli nie będziesz mógł bez niego wytrzymac. Ale bez czułości, na to musi sobie zasłużyć.
Dziś to ona musi się wykazać, musi zawalczyć i się postarać.
Zobacz co się dzieje, ona tylko trochę się otworzyła na Ciebie, zainteresowała i zaintrygowała ją Twoja zmiana a Ty już chcesz lecieć z nią rozmawiać a jakby tego mało już planujesz jak to będzie w przyszłości.
Nie, nie i jeszcze raz nie.
Nie wydarzyło się nic abyś popadał w taki hurraoptymizm.
Póki co nie masz żadnych podstaw do tego aby zacząć z nią gadać.
Cierpliwie rób swoje nie oglądając się na nią.
I to nie jest kwestia dni, tygodni tylko raczej miesięcy.
To jest dla Ciebie sytuacja czy jesteś dla niej ważny, czy tylko opcją. Od jej postawy i czynach, możesz ocenić co do Ciebie czuje.
Czytałem tu , na forum wątek podobny do twojego
Żona zdradziła męża ,tłumacząc się oddaleniem emocjonalnym męża od niej. Że źle czytała relację obojga na związek. Ale od godziny 0 stawała na,, głowie " aby uratować małżeństwo. Godziła się na wszystko co zaproponowała mąż i sama przedstawiła mężowi swojej propozycje na uratowanie małżeństwa. I trwała ta próba kilka miesięcy zanim odzyskała zaufanie męża. On od początku nastawiony na nie. Ona cały czas parła do przodu, aby związek uratować . Ale to nieliczne przypadki gdzie związek dało się uratować .
Jeżeli żona , przestanie walczyć to tylko upewnisz się że niewiele dla niej znaczyłes. Ale do tego trzeba czas. 2,3 tygodnie to stanowczo za mało, aby ocenić jej intencje. Zdrowy człowiek , umie się kryć, udawać 2,3 miesiące . Po tym czasie pokazuje siebie jakim jest. Masz mózg nie jest w stanie, tak długo trwać w udawaniu nie swojej osobowości. Chyba że jest się osobą zachwianą emocjonalnie.
A więc daj jej czas.
A ty co do niej czujesz? Uczucie czy tylko przywiązanie?
Pamiętaj zdrady tak szybko nie wyrzucisz z głowy . Ona musi być przepracowaną, a nie zamieciona pod dywan.
.
Ona to doskonale czuje i wie.
Ty nie powinieneś inicjować kompletnie żadnej rozmowy,
Ja rozumiem, że jest Ci ciężko, to naturalne.
Ale musisz zagryźć zęby i wytrwać.
Zajmij się czym, zajmij głowę, znajdź sobie jakieś hobby, wyjdź do ludzi, idź z kumplami na piwo. Po prostu zacznij żyć tak jakby jej nie było.
Poczytaj sobie historie tutaj na portalu to zobaczysz pewien schemat postępowania.
I w żadnym, ale to w żadnym wypadku postawa prosząca, błagająca, potrzebująca nie przyniosła efektów a wręcz przeciwnie-utwierdziła tylko kobietę, że dobrze robi bo ma obok kogoś kto jest od nie j zależny, nie mający innych opcji, jednym słowem słaby.
Jeśli faktycznie chcesz uratować jeszcze swoje małżeństwo to musisz być konsekwentny, stanowczy, konkretny i pewny siebie i pewny swojego.
Ona nigdy nie potrafiła rozmawiać o trudnych tematach?
I co z tego? To Twój problem czy jej? Dlaczego chcesz ją wyręczać? Albo przeskoczy swoje ograniczenia albo do widzenia i tyle. Nie Ty powinieneś się tym martwić.
Właśnie taka postawa doprowadziła Cię do tego miejsca, w którym dziś jesteś. Nie rób tego więcej.
Sypie jej się rodzina a Ty mówisz, że ona nie potrafi zdeptać swojego ego by to ratować?
To w takim razie po prostu nie masz czego ratować.
To są drobne czasem sprawy, ale to się dzieje.
Teraz ty siadasz do rozmowy z żoną. Przedstawiasz jej swoje granice. Ona akceptuje je bez uwag. To jej szkodzi. A później krok po kroku powoli je rozmontowuje. Będzie delikatnie je przekracza, a ty nawet nie zauważysz kiedy przegapileś moment w którym znowu znajdziesz się w bagnie.
Dlaczego? Bo gładko przeszła obecny kryzys i nic ją on nie kosztował. Nic nie straciła, nawet tego nie poczuła. Ty myślisz analitycznie. Dla ciebie czarne to czarne. Dla niej nie. Ona tam znajdzie masę innych kolorów.
Dlatego musisz być twardy. Pokazać że stać cię na jej stratę i możesz pójść dalej. Ona znajdzie wielu chętnych na bzykanie. Ale na poważną relację to już nie bardzo.
Tydzień na 7 dni. Masz 3 dni aby zająć się sobą. Fajnie że nasze dni dla dzieci. Zbudujesz relację z nimi która będzie procentować w przyszłości. Wielu ojców chciało by to mieć. A o zmianie pracy żony możesz pomyśleć w przyszłości.
Jeżeli chcesz iść na skróty, to zażądaj rozwodu. Zobaczysz reakcje żony, ale to opcją atomowa od której nie będziesz mógł się wycofać. Twoje wybory.
Cytat
My bardzo dobrze rozumiemy Twoje podejście, ale to Ty nie chcesz zrozumieć w czym rzecz.
Granic się nie komunikuje, je się stosuje i pokazuje!
I jak to sobie wyobrażasz? Zapytasz ją o to czy nie będzie przekraczać Twoich granic i ona odpowie tak. I co? Po sprawie?
Uznasz, że jest dobrze bo ona werbalnie zgodziła się na Twoje warunki? Naiwny jesteś albo całkowicie nie rozumiesz dynamiki relacji damsko męskich.
Nie słowa a czyny! Wykuj to sobie w kamieniu.
Cytat
Kolejny wielbłąd. Jakie nasze? Ty masz zmienić swoje życie a nie nasze. Jeśli Ty pójdziesz do przodu ona nie zostanie na to obojętna. Zrozum, że jej zachowania są wypadkową Twojej postawy.
Albo w trybie pilnym zmienisz tok myślenia albo skończysz finalnie jeszcze bardziej poturbowany i bez rodziny. Z taką różnicą, że stracisz tylko kolejne miesiące, może lata swojego życia na mrzonki, które Ty nazywasz ratowaniem.
Widzisz ja chciałbym przelecieć Dua Lipa. Nieważne czy ona będzie chciała, ale ja chcę.
Trochę tak wygląda to co piszesz z boku.
Ja chcę, ja odbuduję, ja zmienię styl naszego życia, ja zawalczę...
A co ona w tym czasie będzie robić?
Rozumiem, że leżeć i pachnieć?
Albo krzyczeć z rozkoszy w ramionach kochanka, w które jeszcze bardziej ją wypypchasz swoją postawą.
Opamiętaj się!
Jeśli mieszkanie jest Twoje to czas jej wystawić walizki.Rozmowa tylko w sprawie dzieci...Autorze Ty chyba nie znasz natury kobiet.Ona chce mieć opiekuna w domu i kochanka w pracy.Nie widzisz jak ona Tobą manipuluje? Zaraz usłyszysz,że ona to chcę być Twoją przyjaciółką a tak ogólnie to ona woli być sama bo seks ja już nie interesuje xD Tylko kobieta jest w stanie sobie tak to racjonalizować.Działaj!Nie daj się jej "wykastrować"
A co jeśli zakomunikuje Ci to co chcesz usłyszeć?
Jeśli chcesz wiedzieć na czym stoisz to właśnie się dowiedziałeś po jej zachowaniu w stosunku do Ciebie.
Po co Ci werbalne potwierdzenie tego?
I tak go nie dostaniesz bo będzie kluczyć.
Jeśli nie jest w stanie przeskoczyć takiego ograniczenia, że nie potrafi porozmawiać to chyba pora zrozumieć swoją wartość w jej oczach i swoją rolę w tym układzie jaki próbujesz jeszcze wzmacniać.
Ja swoje już napisałem. Nie zamierzam więcej. To Twoje życie i wybory.
Powodzenia.
Pokazać jej że życie bez niej jest możliwe. Później zajmujesz dziećmi i sobą. Rozwodu nie dostaniesz od ręki. Potrwa to jakiś czas. Jej postawa w tym okresie też będzie swiadczyła o jej stosunku do ciebie. Pozew możesz wycofać przed rozprawą, albo go dokończyć i zacząć związek na nowych zasadach. Jeżeli ona o ten związek będzie walczyła do końca.
Ale jak widzę cały czas, to się miotasz. Przyszedłeś na forum z zamiarem ratowania małżeństwa. A to wymaga czasu i odpowiedniej postawy od Ciebie. I nie daje pewności a tylko szansę. Ale to wymaga od Ciebie pracy. Twoja przemiana w związku ma być trwała a nie tymczasowa. Ma ona procentować na przyszłość, a nie tu i teraz. A zmiany nie następują szybko, jeżeli mają być trwałe. Pracuj nad soba. Bo społeczeństwo wykastrowalo mężczyzn. Masz być stanowczy i sprawczy. Dzieci też chcą widzieć w ojcu osobę decyzyjna i kierująca rodzina. Bo taka jest nasza rola. Widziałeś 2 kapitanów na statku?
Cytat
Masz teraz ostatnia szansę,żeby zakończyć ten związek na swoich zasadach.Najgorszą decyzją jest brak decyzji.
- czy wy jesteście małżeństwem ?
Piszesz autorze o niej jako o swojej partnerce i matce swoich dzieci ale nigdzie nie nazywasz jej żoną.Ewentualny brak ślubu nie zmienia nic w sprawie opieki nad dziećmi ale bardzo ułatwia i upraszcza rozstanie.
- czy Twoja partnerka ( żona ?) przyznała się do fizycznej zdrady i oboje macie świadomość z czym się mierzycie próbując cokolwiek w waszej relacji naprawić ?
Zdradzający zazwyczaj idą w zaparte że do niczego nie doszło (szczególnie kobiety świadome tego że my faceci demonizujemy fizyczny aspekt zdrady a bagatelizujemy ten emocjonalny )
- czy na czas tej nieformalnej separacji ( tego życia obok siebie dla dobra dzieci ) ustaliliście jakieś zasady - chodzi mi zwłaszcza o lojalność i wzajemną wierność ?
Nie wiem jak ona ale Ty na pewno nie jesteś ( i pewno nigdy nie będziesz !) gotowy na jakąkolwiek formę otwartego związku.Nie jesteś facetem który zniesie upokorzenie gdy jego formalna partnerka jawnie wychodzi z domu by spotkać się z boczniakiem.
Różnie tu doświadczeni forumowicze radzą - niektórzy wręcz zalecają by ten stan zawieszenia przeciągać w nieskończoność aż partnerka "skruszeje" - ja obawiam się że prędzej Ty się poddasz niż ona.Niestety - W ZWIĄZKU KARTY ROZDAJE TEN KTÓREMU MNIEJ ZALEŻY !
Twoja partnerka ma 30 lat - piszesz że to atrakcyjna kobieta.
Ja osbiście nie liczę na to że za kilka tygodni bądź miesięcy napiszesz że właśnię dostrzegłeś u niej 5 objawów choroby Kehrera. ????
Niewiedza o tym, ze Twoj zwiazek sie skonczyl. Skonczylo sie partnerstwo, skonczyla sie kobieta, ktora poznales i z ktora postanowiles spedzic reszte zycia. To juz NIE jest ta sama kobieta, ktora mowila Ci "tak", cokolwiek jej proponowales na poczatku.I niestety nie chcesz przyjac tego do wiadomosci, jak my wszyscy zreszta zaraz po wykryciu zdrady naszych drugich polowek. Mowie z doswiadczenia, bo pytasz praktykow o ich wiedze i ich przezycia.Jestes na etapie czesciowego wyparcia i negowania (chcesz walczyc - o co, o zwiazek, ktorego nie rozbiles ? chcesz walczyc za kogos, kto powinien to robic sam ?), podczas gdy powinienes mierzyc sie wlasnie z zaloba po utraceniu ukochanej osoby... tylko nie przyjmujesz do wiadomosci tego, ze jej juz nie ma, bo oczy mowia co innego. Nie, to tylko obraz i wspomnienia, a ta osoba jest teraz kims innym, przeszla przemiane, ktora przespales. Tego sie da odwrocic. To nalezy przepracowac. Poniewaz czasu nie cofniesz, musisz zaakceptowac zmiany, jakie zaszly - i w tym aspekcie przepracowanie oznacza akceptacje utracenia dotychczasowej partnerki w dotychczasowej formie, co ciagnie za soba koniecznosc pozegnania jej w swojej glowie. To jest wlasnie ta zaloba, o ktorej pisza psychologowie odnosnie zdrady, poniewaz ta osoba odeszla bezpowrotnie. Teraz mozesz z nia co najwyzej budowac cos nowego, ale nigdy ODBUDOWAC stary zwiazek, ktory juz sie rozlozyl. To jest roznica, ktorej byc moze nie wiesz. A roznica jest taka, ze aby zaczac cos nowego, musisz zamknac stare, inaczej posypie sie cala warstwa emocjonalna i zaczniesz brnac w coraz mocniej stresowe i irytujace sytuacje, ktorych przykladow wlasnie zaczynasz doswiadczac. Caly czas pisze z doswiadczenia - chcesz to bierz i korzystaj, a jak nie, to potem nie placz
Myslenie zyczeniowe, jakie nam tu serwujesz, polega tylko na wyobrazeniu sobie pewnej przyszlosci, ktora mialaby nastapic sama z siebie, bez ingerencji zainteresowanych. To tak nie dziala. Ta przyszlosc jest efektem pracy i dzialan, wiec zapomnij, ze ona nastapi, jesli partnerka nie wezmie sie do roboty. Ale uwaga - to na razie tylko teoria, bo w praktyce jest cala masa "didaskaliow", ktore juz sie wydarzyly, a o ktorych jeszcze nie gadalismy. Zdradzila, a Ty co.... przeprosisz, powalczysz, obiecacie sobie cukiereczki w nocy i to wszystko tylko po to, aby bylo dalej tak, jak bylo - tylko teraz z jej uwazniejszym ukrywaniem sekretow ? Pytanie: ile w stanie jestes wytrzymac jej wyskokow i skad wiesz, ze mozesz je zignorowac mentalnie ? Gdzie sa jakiekolwiek zasady, ze byla wina, musi nastapic kara ? Gdzie w tym wszystkim dzieci, ktora nasiakna niczym gabka waszymi zachowaniami i relacjami, o tym tez nie myslales, kogo i jak w takim tle wychowasz ? A moze Ci sie to podoba ? To jest - myslisz - wzorzec faceta, ktory przyciaga ukochana (podpowiem: spojrz
na obecna sytuacje, o ktorej juz pisales przeciez).
Piszesz, ze chcesz porozmawiac z nia o przyszlosci, jak to ma wygladac. No to ja Ci powiem, jak to ma wygladac, podziekujesz pozniej. Najpierw przekrec swoje myslenie o ratowaniu zwiazku, teraz jestes sam. Niech w glowie Cie troche poboli, ale to dobrze - zaloba musi przejsc. Przyjmiesz wersje minimum i od tej pory wszystko bedzie na plus, tylko pamietaj, zeby uwaznie dobierac te plusy. Na przyklad - jesli na chwile zapomnialbys o swojej kobiecie, wymazalbys ja z pamieci i wyobrazil sobie, ze jestem Twoim najlepszym kolega, ktory zadaje Ci jedno proste pytanie - jakbys na nie odpowiedzial ? Sluchaj, stary - podbija do Ciebie taka jedna laska, tylko ona ma dwojke dzieci i zdradzala swojego faceta, a na dodatek wie, ze masz mieszkanie - chcesz w to wejsc ?