| ona_83 | 16. Styczeń |
| siaczek1991 | 16. Styczeń |
| Aterluna | 16. Styczeń |
| jupik89 | 16. Styczeń |
| milki | 16. Styczeń |
Rognar | ![]() |
Anetastp | ![]() |
Landexpzglosy | 00:17:21 |
Julianaempat... | 01:00:52 |
Edek_2 | 01:00:59 |

Chciałem opisać to jak najkrócej, ale tak aby nie pominąć wszystkich istotnych szczegółów. Wyszło jednak dosyć długo. Ale, do rzeczy, chronoligcznie:
Ja widzę następujace opcje:
1) zostawić tak jak jest - mając świadomość ze tam wiele się dzieje pod dywanem (zasada czego oczy nie widzą) - jesteś na to gotowy?
2) zostawić żonę - jesteś na to gotowy chyba nie?
3) drążyć temat ale umiejętnie musi sama dojść do wniosku co traci
Przygotować wyjście awaryjne - dla własnego dobrego samopoczucia
Twoją żonę tylko bardzo solidny wstrząs może obudzić z pięknego snu,. Inaczej będzie kłamać i niczym ćma krążyć wokół świecy aż wasze małżeństwo spłonie.Ona przekroczy nieprzekraczalną granicę ,albo Ty dojdziesz do krańca wytrzymałości psychicznej.
Teraz żona uważa że nie robi nic złego a twoje kolejne ostrzeżenia traktuje jako czcze gadanie potem idzie z Tobą do łóżka i jest OK.
Wiem,to trudne,ale postaraj się być konsekwentny.Jak coś już powiesz to dotrzymaj,
Ciebie też urabia dupa, żebyś myślał, że jest super między wami.
Cytat
Ma żonę i 2 dzieci. Ale dla mnie to żaden argument. Podobno po paru dniach od imprezy przyznał się żonie, a ona miała z tym taki luz, że była zdziwiona, że w ogóle jej o tym mówi. Moja żona miała też okazję ją poznać. I z tego co mówiła, dziwne jest aby nie miała problemu o imprezę, bo z relacji mojej żony ona też bywa zazdrosna. Np teksty typu, "oo, masz nową koleżankę, młodszą od nas" itp. bo zapomniałem dodać, on jest o parę lat starszy ode mnie, a o jeszcze więcej od mojej żony i żona sama mówi, że on przechodzi kryzys wieku średniego
Cytat
Jedyne co mnie pociesza, to że moja żona nie pije alkoholu ze względu na antydepresanty, które bierze. Ale marne to pocieszenie, bo do tego może dojść i na trzeźwo przy kolejnej imprezie.
Swoją drogą, z ekipą z pracy, kilkuosobową, robią sobie małe integracje co jakieś 2 miesiące. Raz zabrała na nią swoją siostrę, to byłem spokojny. Drugi raz (niecałe 2 tygodnie temu?) też mieli takie spotkanie. Tylko tym razem z relacji wynika, że była grzeczna. W tym tygodniu zbliża się natomiast znowu oficjalna, duża integracja całej firmy... Nie muszę chyba mówić, jaki lęk to we mnie budzi
Cytat
2) zostawić żonę - jesteś na to gotowy chyba nie?
3) drążyć temat ale umiejętnie musi sama dojść do wniosku co traci
Przygotować wyjście awaryjne - dla własnego dobrego samopoczucia
Na opcję 1 i 2 nie jestem gotowy. A co masz na myśli jako wyjście awaryjne w opcji 3?
W piątek, w dniu jej następnej integracji, mam jeszcze konsultację u psychologa, liczę że jakoś mi pomoże ułożyć to w głowie albo przygotować się mentalnie na następstwa tej kolejnej imprezy...
1) Rozpisz swoje mocne i słąbe strony z twojej i perspektywy żony.
2) Gdzie masz największe przewagi, co zona może stracić?
3) Zacznij budować relację z innymi kobietami (np. na różych forach) - pozwoli ci to lepiej zrozumieć i podniesie samoocenę że nie tylko żona jest na świecie i że możesz się podobać innym
4) Przemyśl scenarisz rozstania - mam nadzieję że do niego nie dojdzie - ale musisz być przygotowany i mieć plan na wypadek katastrofy.
Wszystko nie tak.
Przede wszystkim złość kierujesz nie tam gdzie powinieneś.
Ten gość niczego nie jest Ci winien, niczego nie przysięgał, w przeciwieństwie do żony.
Druga sprawa; naprawdę szantaż w postaci myśli samobójczych?
To dopiero jest manipulacja.
Pokazujesz tylko dodatkowo swoją słabość.
Czy tak zachowuje się facet, do którego żona chce z własnej woli wrócić a nie być przymuszona?
Naprawdę myślisz, że szantaż na dłuższą metę zda egzamin?
Zastanów się kogo chcesz mieć u swego boku, kobietę która Cię kocha i szanuje i jest z Tobą z wyboru czy kobietę,która jest z przymusu albo poczucia winy, w które ją próbujesz wpędzić.
Poszukaj jaj i postaw sprawę na ostrzu noża jak przystało na prawdziwego faceta a nie zniewieściałego chłopca.
P.S. Chciałbyś na miejscu żony wrócić do kogoś kto jest tak słaby i ma jej do zaoferowania jedynie szantaż emocjonalny?
Czy tak zachowuje się głowa rodziny?
NIE!
Głowa rodziny bierze sprawy w swoje ręce.
Facet, który jest głową rodziny nie pozwala przekraczać granic a jeśli zostanie ona przekroczona to wyciąga konsekwencje.
Facet, który jest głową rodziny jest stabilny emocjonalnie,silny, sprawczy, stanowczy, konkretny i nie da sobie wejść na głowę.
Jeśli taki się staniesz wtedy możesz myśleć o ratowaniu związku bo ona zauważy w Tobie wartość, której kobieta pragnie - mieć silnego faceta obok.
Twoje aktualne zachowania przypominają raczej bunt pięciolatka tupającego nóżkami. Przez takie labilne zachowania stajesz się jeszcze bardziej nieatrakcyjny i mocniej wpychasz ją w ramiona tego drugiego utwierdzając ją w tym, że dobrze robi.
Chcesz ją odzyskać to najpierw odzyskaj siebie i swoją męskość!
Człowiek czuje się tak, jakby stał przed murem i nie widzi możliwości, żeby czymkolwiek go skruszyć. Nic nie działa.
U mnie było trochę odwrotnie, zaczęło się od zdrad fizycznych, było hardcorowo. Trzynaście lat temu mąż zdradzał mnie z koleżanką, która, jak się okazało była w ciąży. Nawet zaprosił ją na wspólną imprezę, i chciał, żebyśmy się zaprzyjaźniły. Po krótkim czasie znalazła się następna, z którą nawet był gotów mieć dziecko, bo o mały włos nie wpadła. Nie wiem jakim cudem dałam się namówić, żeby wrócił. Poszliśmy na terapię. Jedną, drugą… Skończył się seks, pisanina została. I ta pisanina jakoś się rozrosła do kilku nawet kobiet. I znowu była następna kochanka, ale ja złożyłam pozew. Poszłam na terapię, bo byłam wykończona psychicznie. I znowu jakimś cudem wróciłam, uwierzyłam w szczerą chęć poprawy, w to, że to nałóg, że on chce z tym walczyć…
Niestety, do dnia dzisiejszego mój małżonek nie widzi nic złego w korespondencji z koleżankami. Tak samo zwierza się ze wszystkiego co robi, wysyła śmiechowe memy, nawet do moich koleżanek, które też twierdzą, że to nic wielkiego.
Człowiek ma wrażenie, że to może z nim jest coś nie tak, skoro wszyscy inaczej do tego podchodzą.
Jestem po dwóch terapiach w ciągu 2 ostatnich lat, bo również nie chciało mi się żyć i miałam epizody depresyjne.
Jesteśmy w separacji prawie 1,5 roku, nie mieszkamy ze sobą. Nie mogę zabrać się do pozwu, bo jeszcze mam taaaki żal, że jak zaczynam go pisać to ryczę. Ale wiem, że już nic nie uda się zmienić, bo mój małżonek ma tak skonstruowany mózg, że nie jest w stanie postawić się w mojej sytuacji. Nic go nie powstrzyma przed korespondencją z innymi babami, ani nic mnie nie przekona , że to normalne.
W moim przypadku, kubeł zimnej wody w postaci pozwów, jak widzisz , nic nie zdziałał. Jestem przekonana, że jeżeli współmałżonek jest w stanie robić takie rzeczy, o których ten drugi mówi, że go ranią i tym, bardziej, jeżeli odbija się to na zdrowiu, to związek nie ma sensu. Ile jeszcze wytrzymasz?
Wazne jest, zeby zdradzacz otworzyl oczy na to, ze jego zachowanie jest nieakceptowalne przez jakby sile wyzsza, czyli nasza meska nature, co daje skutek wlasnie w zjazdach emocjonalnych, depresji, myslach samobojczych. To ma byc obudzenie, otrzasniecie sie ze zlych nawykow, bo - nie oszukujmy sie - nie kazdy ze zdradzaczy jest zly do szpiku kosci, chce siac bol i cierpienie wokol, byle tylko zaznac szczescia samemu. To przekrzywione zwierciadlo rzeczywistosci, choc oczywiscie my nie wszyscy tutaj mamy zyciowe przyklady na to. Nie chce sie rozwodzic naf tym, czy to pech, srodowisko. okazja, zbieg kilku czynnikow itd itp, ale tylko zostawic dziure w tym wycinku spoleczenstwa, ktora nazywa sie ludzmi, ktorzy sie pomylili z roznych przyczyn: glupota, egoizm, hedonizm (wierzmy w to, ze to nie sa cechy nabyte, ale zdobyte doswiadczenia, ktore trzeba wypalac naszymi kontrdoswiadczeniami, ktore w swojej ekspresji i przekazie naprawde maja szanse unaocznic zdradzaczowi jego blad, wywolac szok, doprowadzic do przemiany - niekoniecznie wielkiej, niekoniecznie spektakularnej, ale glebokiej. bo spowodowanej emocjami, a co najwazniejsze z psychologicznego punktu widzenia - zainicjowanej jego wlasnymi przemysleniami, ktore kazdy czlowiek uwaza za najistotniejszy argument).
Autorze - ciagnij ten watek i obserwuj, bo wnioski musisz wyciagac szybko, "live" ze tak powiem. Tlumacz zonie, ze to nie szantaz emocjonalny, tylko pokazanie na zywca, do czego doprowadza taka niezdrowa operacja na waszym zwiazku, jak wciaganie do waszej wspolnej relacji kogos innego. Ona to ma widziec, ona to przetworzy, a po wynikach jej postepowania ocenisz, czy Ci to pasuje, czy nie, czy sie wciagnela w empatie, czy tylko sie przestraszyla, ze nie chce miec Cie na sumieniu. Tego nikt nie wie, sam bedziesz mogl ocenic. Ja trzymam kciuki, ale jest jeszcze duzo pracy, zona ma duzo scenariuszy do przecwiczenia lub przemyslenia, bo wejsc na zla droge zawsze latwo, tylko nie kazdy chce z niej potem zejsc, skoro tam tak latwo i przyjemnie.
Ja tymczasem kompletnie nie zgadzam się z Twoim punktem widzenia.
Czym innym jest oznajmienie żonie, że to co robi nie jest akceptowalne i nie będzie tolerowane a dla samego autora jest bolesne a zupełnie czym innym jest próba przekonania jej do pozostania z nim za pomocą wyrachowanej manipulacji jaką jest straszenie samobójstwem.
Nawet jeśli jego stan emocjonalny jest dziś faktycznie na takim poziomie że takie myśli miewa to absolutnie nie powinien ten argument paść w rozmowie dwóch dojrzałych ludzi.
Znów dość mocno upraszczasz słowo "silny facet".
Silny nie oznacza takiego, który tłumi emocje czy też ich nie wyraża. Wręcz przeciwnie. Potrafi je w sposób wyważony wyrażać a ponadto jest odporny na stres, umie sobie radzić w trudnych sytuacjach i podejmować konkretne decyzje pod presją.
To nas właśnie odróżnia od płci pięknej.
Kobiety to istoty emocjonalne.
A to my mamy być tą ostoją, która nawet w kryzysowych sytuacjach zachowa spokój i opanowanie i podejmie konkretne decyzje.
I wcale powyższe nie wyklucza tego, że czujemy się zranieni, oszukani i że nas to boli.
Kobieta podświadomie będzie chciała zawsze takiego faceta.
Ona nie chce swojej emocjonalnej kopii.
Od tego ma koleżanki.
Od tego ma męskie przyjaciółki.
Facet jako partner ma być jak głaz.
Gotowy odejść jeśli łamane są raz za razem jego zasady i wartości.
To uznaję jako siłę faceta.
Ja w zachowaniu autora nie dostrzegam męskich zachowań w tych kryzysowych sytuacjach tylko przyjaciółki z penisem, która zdesperowana błaga emocjonalnie o uwagę.
Żona autora robi sobie z niego żarty. Po co ma pisać, że stary straszy mnie samobójstwem. Może też kiedyś wykorzystać to przeciwko autorowi. Jeden telefon do służb i autor będzie załatwiony.
Mnie otrzeźwiło by napewno dobry opierdol, spakowanie i wystawienie za drzwi, info do rodziców i znajomych.
Rozmowa z jego żoną to bardzo dobry pomysł, powinna wiedzieć co się dzieje w jej małżeństwie. Mieć szansę zdecydować co z tym zrobić.
Ps. Nie trać życia dla kobiety, która być może nie będzie płakać.
Pomyśl o dzieciach i osobie.
Cytat
z jakiego powodu takie myśli. przecież z całego tego przydługawego elaboratu z chorobliwym analizowaniem i skupianiem się na sobie, nie doczytałem wszystkiego ale gdzie tu jest jakiś dobry albo chociaż cień powodu do wbicia samobója? Autorze masz coś ze sobą nie tak, może jesteś przewrażliwiony, może po chowie bezstresowym - takie wychowanie czyli chronienie dzieci przed stresem powoduje że zamiast się uodpornić na bodźce stresowe potem mają problem ze wszystkim wszystko je niszczy i sprowadza do parteru. tworzą się zwyczajnie, słabe jednostki. kawałek dupy i to co wyprawia to nie powód do wbijania samobója, litości.
Co do depresji też ciekawa sprawa. skoro powód tej depresji jest jasny - jest to zachowanie partnerki, to jaki lek to wyleczy? W chorobie chodzi przecież o eliminację przyczyny? Nic innego nie ma głębszego sensu. Ogólnie dziwna ta choroba, skoro wywołuje ją zachowanie drugiej osoby. magiczna przypadłość którą tylko psychologg wyleczy...
Hitler najechał Polskę, okupował - ludzie cierpieli przez to nie tylko fizycznie także psychicznie. Czy dzisiejsi psychologowie zaleciliby im terapię farmakologiczną a może rozmowę? Cokolwiek by nie zrobili czynnik stresogenny(Hitler w kancelarii 3R) nie zostałby tymi metodami zlikwidowany. W przeciwieństwie do nich, którzy w owym czasie nie mogli hitlerowi nic zrobić, autorze masz wachlarz możliwości wobec swojej partnerki... a na początek dobrze byłoby się od niej nieco odwiązać i zaczerpnąć łyk świeżego powietrza.
Jako że moja żona też zmaga się z depresją, raczej oczekiwałem tu zrozumienia z jej strony. Nie był to szantaż i nie było tu gróźb "jak odejdziesz to się zabiję". Ten rodzaj myśli, który mam to raczej myśli typu "a gdyby przejechał mnie TIR to może w końcu by ktoś zrozumiał co traci". Powiedzenie o tym że nachodzą mnie takie myśli, i to w dodatku bez mojej kontroli, miało na celu uzmysłowić jej, że moje problemy z psychiką nie są byle czym.
Nie chcę dyskutować na temat co to znaczy męskość, siła, bycie twardym itp, bo to osobny temat. Polecam poczytać Jacka Masłowskiego. Sam zresztą dołączyłem do męskiego kręgu, żeby pracować nad swoją męskością i uważam że otwarcie się na wyznawanie swoich emocji i brak wstydu w okazywaniu chwil słabości jest bardziej męski niż ukrywanie tego i prezentowanie siebie z pozycji siły. Natomiast osobiście uważam, że postawienie żonie "ultimatum" on albo ja, było raczej twarde i myślę że w twoim mniemaniu można by je uznać za "męskie". Nie rozwijajmy dalej tego wątku, bo myślę że to będzie offtopic.
TrzechzCzech - przyczyn depresji jest wiele, to nie tylko tak, że zdrada ją wywołała.
Żona wróciła po pracy od razu do domu i na spokojnie odbyliśmy rozmowę. Zgodziła się na terapię par i postanowiła, że przestanie z nim pisać. Usunęła całą konwersację (myślę że nie chciała bym przeczytał więcej niż widziałem), ale powiedziała też że nie będzie odczytywać jego wiadomości i że oznajmi mu, że ta relacja zaszła za daleko i muszą to zakończyć.
Czy tak będzie? Czas pokaże. Daję jej ostatnią szansę, jeśli za parę tygodni znów będzie z nim pisać, bo nie będzie mogła się powstrzymać, to... To znaczy że warunki tego co ustaliliśmy nie zostały spełnione i będzie trzeba się rozstać, bo nie interesuje mnie związek gdzie jest facet na boku
Cytat
A to jest jakaś wyrocznia czy jak?
Widzisz, przeczytałem mnóstwo książek o relacjach damsko męskich, ale nic nie dało mi tyle co doświadczenie w tych relacjach, nie jednej relacji.
To o czym piszę wynika z doświadczenia a nie lektury.
Cytat
A ja myślę, że to Ty kompletnie nie rozumiesz o czym ja do Ciebie piszę mimo, że napisałem jednoznacznie co mam na myśli.
Tak silnie wypierasz to co niewygodne albo udajesz?
Cytat
Kompletnie nie czytasz ze zrozumieniem.
Nie wiem skąd takie wnioski wyciągasz bo na pewno nie z mojego tekstu. Gdzie ja napisałem, że rozmowa o emocjach jest zła? Wskaż proszę to zdanie.
Napisałem wręcz przeciwnie, proszę:
Cytat
Nie manipuluj moimi wypowiedziami.
Czytasz wybiórczo tylko to co Ci pasuje pod swoją tezę.
Opacznie rozumiesz moje słowa na temat tego co uznaję jako siłę mimo, że napisałem to dość klarownie.
I tak, w dalszym ciągu uważam, że zachowujesz się jak kobieta.
Od początku tak się zachowywałeś.
Robiłeś jakieś awantury zazdrości o spotkania z kolegami zamiast postawić wyraźnie granicę, która jest nieprzekraczalna.
I to według Ciebie jest przejaw czego? Twojej silnej męskiej ramy?
Twojego wysokiego poczucia własnej wartości?
Wyjaśnij mi proszę definicję męskości na Twoim przykładzie skoro przeczytałeś jak rozumiem Pana Masłowskiego. Chętnie podyskutuję.
Żeby było jasne, zrobisz i tak co zechcesz. To Twoje życie i Twoje wybory.
Nie jest moim celem atak Ciebie a tylko próba otwarcia oczu na inne spojrzenie. Tylko tyle.
Ja tylko dzielę się tym co przeszedłem a byłem dokładnie w tym samym miejscu kiedyś, w którym aktualnie jesteś Ty.
#jacksparrow - posłuchaj poczciwego!!!! Rób, co radzi!!!
Cytat
Zgadza się. Naturalnym odruchem obronnym zawsze będzie ratowanie relacji za wszelką cenę. Wszyscy taki błąd popełniliśmy.
Tymczasem wynika to z niczego innego jak lęku.
Lęk nami kieruje.
Dopiero jak ktoś tę drogę przebędzie to wie, że takie zachowania jeszcze bardziej są destrukcyjne dla relacji.
W takich sytuacjach jedyną możliwością aby spróbować uratować relację jest po prostu odpuszczenie, puszczenie wolno zdrajcy i zajęcie się sobą. Jeśli wróci - to Ty się zastanowisz czy jest jeszcze co ratować, ale tym razem na Twoich warunkach, jeśli nie tzn. że od początku nie było czego ratować.
Autorze,
Cytat
Paradoksalnie chcąc zawalczyć o relacje najlepiej jest… nie walczyć.
Więc jeśli chcesz realnie zawalczyć to daj się jej wykazać.
Role Ci się mieszają.
Nie chcesz kończyć relacji, ale nie dostrzegasz, że tak naprawdę ona już jest zakończona i to jednostronnie przez nią.
Jakie są motywy Twojej walki?
Jaki efekt końcowy tej walki by Cię satysfakcjonował?
Dodam jeszcze,że kobiety kochają emocję.Moim zdaniem jesteś ewidentnie zbyt delikatny w stosunku do żony.Popełniasz błąd większości mężczyzn.Traktujesz ją jak damę a z tych sms wynika, że ona pragnie "łobuza" a nie słodkiego misia.
Gdybyś to lepiej rozegrał to już dawno byłoby po sprawie.Na początku wystarczyłoby zadzwonić do Kowalskiego i zapytać czy chce żebyś go odwiedził
Wiem,że to co napisałem jest bardzo płytkie i infantylne na wielu poziomach,ale wiele kobiet niestety ma takie myślenie...Nie można obrażać się na rzeczywistość
Cytat
Tylko, że tu nie chodzi o wskazanie konkretnych działań i wepchnięcie autora w jedyną słuszną drogę a o ogólną postawę, która (stawiam dolary przeciwko orzechom) w dłuższej perspektywie pociągnie finalnie te relację tylko w dół.
I taki też był mój przekaz, proszę:
Cytat
Czyż nie?
Krytykujesz moje wskazówki jednocześnie informując, że Ty zachowałbyś się inaczej. Wyczuwam niespójność.
Jednak widzisz ja nie napiszę, że Twój post jest nieporozumieniem i pomyłką bo masz prawo do takich odczuć a wyczuwam, przez Twoją nieharmonijność, że jesteś jeszcze dość mocno zagubionym człowiekiem.
Według mnie to co u Ciebie się dzieje to "powolne gotowanie żaby"
Na chwilę obecna pokazałeś swojej pani że jest na piedestale i właśnie z niego na Ciebie patrzy. Bez niej nie istniejesz, jesteś niczym, jesteś przekonany że pokazując jej że ona jest najważniejsza będzie to odwzajemniała.
Nigdy w życiu to tak nie działa
U mnie od zdrady minęło 12-13 lat , nie patrze już tak często na przeszłość ale w tym czasie solidnie pracowałem nad sobą, 12 lat po rozwodzie mogę powiedzieć że nie kochałem siebie, nie dbałem o siebie, była tylko moja "pani " i tylko ona się liczyła
No cóż na błędach się uczymy, byle ich ciągle nie powtarzać.
Zadbaj o siebie i dzieciaki, stwórz dystans do swojej żony, może więcej zobaczysz.
- nadal nie twierdzę, że zastosowałem szantaż emocjonalny, uważam że sprawę postawiłem wystarczająco stanowczo. Konkretnie, cytując, to powiedziałem żonie że albo z nim zrywa kontakt albo ma wypierdalać z mojego życia bo nie potrzebuje związku, w którym kobieta musi sobie coś "uzupełnić" u innego faceta. Wspomnienie o depresji i myślach samobójczych omawiałem także z psychologiem na terapii (mój ostatni post był w dniu terapii, ale przed sesją), wydaje mi się, że tu ani nie było intencji brania na litość, ani nie było żadnej groźby, typu jak mnie zostawisz to się zabiję - to naprawdę nie w moim stylu. To ja mówiłem, że ją zostawię.
- Mimo tego, mocno wziąłem do siebie rady Poczciwego i pozostałych osób - przez ten tydzień zdystansowałem się do żony. Już dzień po tej całej sprawie, po powrocie od psychologa, gdy szykowała się do wyjścia na imprezę firmową, postanowiłem żadnych emocji nie okazywać, aż żona zwróciła się do mnie "jesteś dziwnie spokojny". Bo istotnie byłem, wiedziałem że jeśli zrobi coś nie tak, to zmarnuje swoją ostatnią szansę. Rano następnego dnia sama zaczęła mi zdawać relację, zapewniając że bawiła się z koleżankami, on co prawda był obecny, mieli kontakt, przebywali w jednym gronie, ale trzymała go na dystans. Powiedziała też, że odbyła z nim rozmowę na temat zakończenia relacji, ale chciała ją zachować dla siebie i nie zdradzać szczegółów. Na to wszystko zareagowałem obojętnie, nie chciałem okazywać emocji. Od tamtej pory skupiłem się na sobie - treningi, rozmowy z przyjaciółmi, skupienie na dzieciach, a nie na niej. Nie prowokuję seksu, nie wspominam o nim, szczerze to w ogóle nie mam na niego ochoty z nią, po tym co tydzień temu w jej telefonie wyczytałem.
- na terapię jeszcze nie poszliśmy, ale uważam jąza konieczną, jest to jeden z moich warunków ratowania relacji. Nie będzie chciałą na nią pójść, to nawet jeśli zerwie z nim całkowicie kontakt, ja z nią nie będę. I tym razem to nie ja bedę podejmował kroki, szukał terapeuty itd. Ona ma pokazać, że jej zależy, ona ma zawalczyć, udowodnić mi, że to ja się dla niej liczę, przemyśleć to i poszukać kogoś. Powiedziałem, że skoro nawaliła, to niech naprawia, czemu to ja mam naprawiać jej oszustwo/zdradę/jakkolwiek to nazwać?
- Powiedziałem jej wprost, że w żaden sposób nie przyjmę jej argumentów, że niby to ja w jakikolwiek sposób jestem winny sytuacji. Żadne argumenty o zaniedbaniach z mojej strony, czy "braku atencji" itp nie mają dla mnie znaczenia. To osoba zdradzająca jest winna, a nie ofiara. Nawet jeśli nie byłem idealnym partnerem (a kto nim jest? nie ma takich!), to jej zachowanie nie jest adekwatne do tego. Nie tędy droga.
- na razie wygląda na to, że z nim nie pisze. czy zaczęła tę znajomość bardziej maskować, drugi telefon, usuwane rozmowy itp? możliwe, biorę to pod uwagę, nie mam na razie do niej żadnego zaufania w tej sprawie. Jeśli za jakiś czas będą znowu podejrzenia, rozważę kwestię keyloggera w jej telefonie lub jakiejś innej formy kontroli, tak aby się nie zorientowała.
- Jeśli jej zachowania i działania będą prowadziły relację w dobrą stronę, będę powoli dawał jej kredyt zaufania. Na razie na to za wcześnie.
Wrócę za jakiś czas i opowiem co u mnie słychać. Dzięki za wszystkie rady
Cytat
Prawie wszystkie granice przekroczone , została tylko jedna - seks
Nie dlatego ze są kobiety - moja była żona że jej wystarcza zainteresowanie, podziw komplementy ...jednym słowem motylki poprawiające dobre samopoczucie i ten przyjemny zawrót głowy trochę przypominający stan po lampce wykwintnego starego wina.
Panie kolego moim zdaniem jesteś pan jak najbardziej zdradzony emocjonalnie, a powtarzam to do bólu według wielu ekspertów zdrada emocjonalna czyni większe spustoszenie niż ta fizyczna.
Żona nie traktuje Cię poważnie czyli po partnersku czyli nie sklasyfikowała Cię jak kogoś do kogo można zwrócić sie z tą czy inną ważną z jej punktu widzenia sprawą
Z jakiejś przyczyny uważa że nie podołasz czyli szkoda Ci głowę zawracać a wynika to tez z faktu że nie od tego Cię ona ma wszak jesteś jej własnością
Seks uprawiacie powiadasz...
Wybacz ale są ludzie którzy seks traktują instrumentalnie
Tylko od wyrachowania człowieka zależy czy seks potraktuje jako okruchy które trzeba rzucić osobie z którą się jest w związku na zasadzie zapchaj dziury by zachować kontrole w związku...
Cóż rozumiem bardzo dobrze co przechodzisz wszak jestem praktykiem
Wiesz co jest w tym wszystkim najsmutniejsze moim zdaniem, ze ktoś taki jak my czeka i czeka i czeka i czeka na jakieś sensowne satysfakcjonujące zadośćuczynienie ....
Takie po którym odnajdzie spokój odbuduje zaufanie będzie odczuwał przyjemność kontaktu z żoną....
Nic takiego się nie zadzieje czekaj Tadka latka ewentualnie liczył dziad na cudzy obiad i głodny chodził
Nie chodzi tylko o to że zdrajca dokonując zdrady kieruje się samolubnymi pobudkami wynikającymi z braku szacunku do swojego partnera ...
Chodzi o to że zdrajca nie ma najmniejszego pojęcia o krzywdzie którą wyrządził
Co by nie powiedziała co by nie zadeklarowała jest to tylko frazes zwany pustym gdyż nie będzie wynikał z doświadczeń własnych
Rozumiesz szanowny kolego żona Twoje nie ma najmniejszego pojęcia o szkodach i spustoszeniach które sa skutkiem jej działań
Napiszę Ci powodzenia le z własnych doświadczeń wiem ze łatwo nie będzie
Cytat
Autorze to mi by już wystarczyło ,żeby wystawić Pani walizki.Czy to jest romans emocjonalny czy fizyczny nie ma teraz większego znaczenia.Jeśli ma sekrety z Kowalskim to mamy tutaj brak lojalności i jakąś formę zdrady.
Cytat
Twoja żonka coś tu kombinuje. Jakby jej zależało to by z Kowalskim nie miała tajemnic przed tobą.
Cytat
- Mimo tego, mocno wziąłem do siebie rady Poczciwego i pozostałych osób - przez ten tydzień zdystansowałem się do żony.
Wydaje mi się panie kolego, że te rady jak najbardziej moim zdaniem rzetelne, trafne pisane przez praktyków nie przyniosły Ci żadnego pożytku i nic z nich nie wyniknęło dla Ciebie korzystnego, a to dlatego że do nich się nie zastosowałeś. Jak byś się zastosował to by wiedziała, że jak swoim postępowaniem jeszcze pogorszy swój obraz w Twoich oczach to wasz związek wstąpi na cienki lód i nie będą to przelewki
.
Cytat
Cóż jasno z tej wypowiedzi wynika, że Twoja zona podjęła decyzje że na imprezę pójdzie nawet jak spotka się z agresją z Twojej strony - o czym to świadczy?
Wiedziała ze byłeś u psychologa i to z powodu jej nagannej delikatnie mówiąc postawy ...powtórzę o czym to świadczy
Z całym szacunkiem i z za przeproszeniem kobieta której zależy na facecie która go kocha i darzy szacunkiem spokojnie bez żalu darowała by sobie imprezę
Cytat
Dała Ci słowo honoru, że trzymała go na dystans?
Wyjaśniła Ci co też słowo dystans dla niej oznacza?
Możesz napisać jaki jest jej stosunek do Ciebie ?
Wiesz dlaczego za Ciebie wyszła ?
Dlaczego jest z Tobą?
Cytat
Nie obraź się ale czy Twoja żona przygotowuje się do roli w programie Śmiechu Warte?
Wiesz co to znaczy uderzyć pięścią w stół?
Dobrze CI radzę dla swojego własnego dobra poinformuj swoją jeszcze żonę, że po namyśle rezygnujesz z kuracji dla par tylko zamówiłeś wizytę u specjalisty, który wykona badanie wariografem, na którym zadane zostaną przez Ciebie przygotowane pytania.
Jakie dowie się na miejscu
Jak się zapyta dlaczego? To zaproś ją na forum albo daj jej do przeczytania Nie odszedłem, 22 lata później wciąż mnie żre.
Dlaczego tak Ci radzę
Niech poczyta wątek na samej górze w którym jeden z nas tzn zdradzonych opisuje co się dzieje z nim 22 lata po tym jak nie odszedł od zdrajcy
Poczyta o jego rozterkach, poczyta o emocjach o zgorzknieniu o tym jak zdradzony powoli traci sam do siebie szacunek
Może zrób sobie albo razem zróbcie tabelkę wasz związek za i przeciw wypunktuj lub wypunktujcie
Poczytaj też i sam co pisze jeden z nas i zastanów się czy warto?
Twoje małżeństwo jest przeszłością.
Fikcją, którą się karmisz.
Zaklinanie rzeczywistości na nic się zda.
Tracisz tylko najcenniejszy zasób jaki można mieć - czas.
O nerwach nie wspomnę.
Jesteś świetnie rozgrywany.
Szkoda tylko, że nie dostrzegasz tego i nie zrozumiałeś nic co zostało napisane powyżej.
Cóż, Twoje życie Twoje wybory.
Skoro Ci rola bezpiecznej przystani odpowiada to żyj w ten sposób.
Pracują razem? to już pozamiatana. I kwestia czasu.
Wiesz o tym, że codziennie się widzą. Z tą wiedzą nie da się żyć i na pewno nie da ufać. Znam to z autopsji, niestety. mój, już na szczęście, były mąż też pracował ze swoją kochanką .
Nie byliście na terapii czyli nie przerobiliście problemów w Waszym związku.
Zawsze już będziesz patrzył na nią prze filtr tej zdrady, tak jakbyś miał na nosie okulary z napisem na szkłach zdrada.
Zastanów się czy bardziej z żoną łączy Cię miłość czy raczej uzależnienie, poczucie wygody, niechęć do zmian.
Ja tez myślałam , że miłość zwycięży wszystko, ponad 30 lat związku. Dziś cieszę się, że jestem sama.
To że nie przyjmuje winny za stan waszego związku też mówi jaki ma do niego stosunek. Kompletnie nie szanuje ciebie twoich uczuć. Pierwsza rzeczą jaką by zaproponowała to zmiana pracy i zerwanie kontaktu z ,,kolega". Jeżeli żona przekłada relację z kolegą nad mężem do wasze małżeństwo nie istnieje. Powtarzam jesteś opcją. Dla opcji nie warto ,ale to Twoje wybory.
Macie rację, ze ona nie bierze odpowiedzialności za swoje czyny. Nawet chciała przerzucić odpowiedzialność na mnie. Bardzo bolesne teksty: gdybyś inaczej mnie traktował to bym nie musiała, albo inne. W zasadzie takie same jak wcześniej. Nie zgadzam się na taką narrację, że to niby moja wina. Co zrobiłem to zrobiłem, ale nigdy nie byłem niewierny. Ja to jej wyjaśniłem w taki sposób: moje błędy z przeszłości doskonale rozumiem, przyjmuję do wiadomości że ją kiedyś zraniłem i biorę za to pełną odpowiedzialność. Ale to było kilka lat temu, a tu i teraz to ona zniszczyła mnie i jeśli chce żeby z tego coś było, to musi się sama przed sobą do tego przyznać i wziąć ten ciężar na barki. Myśli o rozwodzie są coraz częstsze, zacząłem nawet czytać w necie jak się za to zabrać, jakie to koszty itd. powiedziałem jej o tym, że ultimatum było na serio i będę konsekwentny. Skoro nie chciała terapii, migała się od niej, to postanowiłem sam nas umówić na najbliższy wtorek. To ostatnia rzecz jaką zrobię w kierunku ratowania małżeństwa. Przyjdzie to przyjdzie i może zacznie się jakaś praca na serio. Nie przyjdzie? Cóż, wtedy będę wiedział że ze swojej strony zrobiłem już wszystko i zostanie już tylko rozstanie. Jest jeszcze trzecia opcja i poniekąd też dobry powód, dla którego zapisałem nas na terapię: że terapeuta pomoże nam się rozstać bez wojny. Na to też się przygotowuję.
I taka refleksja mnie naszła: za niecały miesiąc 8 rocznica ślubu i wydaje mi się że może być ostatnią. Ostatni rok, a w szczególności ostatnie pół roku, to po prostu przepaść w porównaniu z poprzednimi latami. Nikt mnie nigdy w życiu tak nie zranił. Próby życia z tym bólem są naprawdę za trudne. Nie chcę udawać że jest wszystko okej, a w głębi czuć się dalej zniszczony.
Trzymajcie mnie.
Cytat
Trzymajcie mnie.
Co ty człowieku wygadujesz? Terapeuci par często są mediatorami przy rozstaniach i naprawdę lepiej rozstać się w taki sposób, niż przez batalie sądowe.
Cytat
Tak, mogłem od razu odejść i już być singlem, to prawda. Ale uważam że byłoby to bez sensu. Zwykłe wycofanie się, bez próby naprawy. Bez zwracania uwagi na wspólną przeszłość. Nawet jeśli się rozstaniemy, to będę miał czyste sumienie, że ze swoiej strony robiłem wszystko żeby ten związek ratować. Powiecie że szkoda czasu? Z waszej perspektywy może tak, ale dla mnie nie. Dowody zdrady emocjonalnej już dawno mam. Zdrady fizycznej nie było, gdyby była to na nią dowody też już bym dawno miał. Nic więcej zbierać nie muszę, nie potrzebuję orzekania o winie itp.
Wrócę ponownie za jakiś czas by zdać relację jak idzie terapia. Choć szczerze nie wiem czy ma to sens, bo nawet jak terapia zadziała i wrócę za rok w szczęśliwym związku z tą samą żona, to pewnie i tak przeczytam tu, że naszego małżeństwa już nie ma
Mówisz ze dostajesz od nas w twarz. Nie masz wsparcia...
Otóż to jest właśnie to wsparcie.
Za jakiś czas to tak jak napisałeś wrócisz tutaj opowiiesz nam co I jak. Na 99 % opowiesz nam jak przez ten rok żona dalej robiła z ciebie idiote i będziesz miał pretensje ze nie dostałeś bomby na ryj. To nie jest kółeczko różańcowe. Tutaj cie nikt głaskać nie będzie. Obodzisz się tylko o wiele później. Cokolwiek sie nie stanie życzę ci aby jednak poszło po twojej myśli i rodzinka została w komplecie z demonami za sobą.
Powinieneś mieć nick samarytnanin bo do Jacka Sparrowa to Ci bardzo daleko.
Piszesz, że Cię krytykujemy i nie wspieramy.
Nie kolego, Ty nie oczekujesz wsparcia tylko poklepania po pleckach i utwierdzenia w iluzji, że wszystko będzie dobrze.
Nie to forum bo tutaj dostaniesz fakty i chłodną ocenę sytuacji na to co czytamy z Twoich wpisów.
A czytamy i słusznie wszyscy zauważamy, że Twoje małżeństwo istnieje tylko w Twojej głowie.
Siła Twojego wyparcia rzeczywistości jest niebywała.
Terapii to potrzebujesz Ty co najwyżej a nie Wy.
Twoja żona szacunku za grosz do Ciebie nie ma a Ty myślisz, że może jeśli bardziej się postarasz to ona pokocha Cię ponownie i będziecie żyć długo i szczęśliwe.
Chłopie kto Ci taką krzywdę zrobił w życiu?
Nieobecny ojciec czy dominująca matka?
Męskości w Tobie za grosz.
Wyobraź sobie w czasach prehistorycznych gdy facet wracając z polowania nakrył swoją kobietę w czasie gdy pokrywa ją inny samiec co zrobił? Błagał ją o terapię?
Czasy się zmieniły, ale ewolucyjnie mamy dokładnie te same potrzeby i oczekiwania.
Kobieta chce się czuć bezpiecznie przy silnym facecie, którego przepraszam za bezpośredniość w Tobie za grosz.
Jesteś mentalnym dzieckiem.
Twoje poczucie wartości w zasadzie nie istnieje.
Albo inaczej, istnieje, ale w 100% zależy od niej.
Powierzyłeś jej swoje życie, swoją wartość. Brak słów.
Tak jak jednak pisałem wyżej, Twoje wybory Twoje życie i Twój krzyż.
Myślę, że źle trafiłeś, powinieneś napisać na forum kafeteria albo netkobiety, wtedy dostałbyś to czego oczekujesz.
Ja się z tego wątku już wypisuję, szkoda mojego czasu.
Cytat
Cześć piracie.
Mówisz ze dostajesz od nas w twarz. Nie masz wsparcia...
Nie masz wsparcia?
Jesteśmy praktykami
Jesteśmy praktykami
Jesteśmy praktykami
Szanowny Panie Kolego
Wszyscy, ewentualnie większość z nas na tym smutnym forum doświadczyła na własnym ciele to co Ty doświadczasz
Podobnie jak Ty czekaliśmy, wybaczaliśmy, oczekiwaliśmy, mieliśmy nadzieję, pozwalaliśmy żeby ktoś żył na nasz koszt
Mało tego wielu z nas czuło się odpowiedzialnym lub współodpowiedzialnym za zaistniałą sytuację...
Tobie radzimy na bazie naszych doświadczeń jak wiele z tego co sami przechodziliśmy uniknąć
Nie jesteśmy terapeutami
Jesteśmy praktykami
Cytat
Ja wiem że dla was jedynym wyjściem jest wywalenie za drzwi od razu
Skąd ten wniosek ?
Proszę poczytać sobie jak w wątku Nie odszedłem 22 lata ....
Wręcz chóralnie radzimy autorowi pozostanie w związku...
Panie kolego kiedyś pisałem tak jak Pan
Też oburzałem się na ludzi z forum, brałem ich uwagi za atak na mnie
Twierdziłem że mnie nie rozumieją nie wspierają.
Cóż mój związek się rozpadł i to na gorąco czyli obejrzałem sobie filmik porno z moją byłą w roli głównej
Jeżeli ja Panu mogę coś doradzić to proszę poczytać sobie o samolubach ewentualnie tu gdzieś na forum jest ładnie opisana kobieta toksyczna.
Nie znajdzie Pan zrozumienia u żony tylko oskarżenia
Dlatego ze to jej ma być dobrze nie Panu - ona walczy o siebie -przyjdzie czas kiedy Pan to zrozumie bo będzie to coraz bardziej jaskrawe
Zapisał Pan was na terapie....
Rozpaczliwy ruch, który nie przyniesie nic dobrego gdyż na siłę nic dobrze nie wychodzi
Pan chce walczyć o związek żona nie - sam Pan o tym piszesz.
Cytat
@Oirb dnia 13.09.2025 07:29
Za jakiś czas to tak jak napisałeś wrócisz tutaj opowiiesz nam co I jak. Na 99 % opowiesz nam jak przez ten rok żona dalej robiła z ciebie idiote
Nie jestem jasnowidzem ale według tego co można przeczytać na tym smutnym forum zdrajcy działają metodycznie jakby ktoś ich zaprogramował do tego stopnia, że gdy się czyta kolejną zdradę to ma się wrażenie że to nie jest nowa historia, często jak by się czytało własną historię
Powtórzę
Według wielu ekspertów zdrada mentalna czyni większe spustoszenia niż ta fizyczna
Panie kolego masz Pan obok siebie samolubną egoistyczną kobietę, która Pana nie traktuje po partnersku
Partnera czyli kogoś kogo będzie traktować poważnie ona szuka
Pierwszy kandydat był zajęty i nie chciał dla niej burzyć swojego świata więc ograniczyła się do dowartościowania siebie, czyli potwierdziła u siebie że nadal jest na tyle atrakcyjna dla innych nawet zajętych facetów, by wyjść ,,potańczyć " z imprezy zakładowej do klubu
Czy na tym zakończy ?
Pozwolę sobie nie pisać dalej choć Pan się nie obrazi ale ja znam odpowiedź na to pytanie i to nie dlatego że znam Pana żonę tylko dlatego, że znam schemat i przerabiałem go na własnym żywym organizmie
Zadbaj o Siebie
PS
Cytat
Kobieta chce się czuć bezpiecznie przy silnym facecie, którego przepraszam za bezpośredniość w Tobie za grosz.
Nieładnie poczciwy nieładnie sam jesteś zdradzony i co nie jesteś silnym facetem ?
Myślisz ze ja nie jestem silnym facetem
Przeszło dziesięć lat czekałem na to by moja była żona dostrzegła że jednak jestem silnym facetem i wiesz co dostrzegła ba żałowała ale jak już było dla związku z nią za późno
Jedno nie wyklucza drugie
Autor chce ratować rodzinę i wyobraź sobie że ja go bardzo dobrze rozumiem, a to że robi błędy...wielu z nas robiło błędy i od tego jest to forum by te błędy wychwytywać moim zdaniem
Twojej żonie na związku nie zależy. Emocjonalnie dalej trawi ,,kolegę". Zabrałeś jej radość, motylki w brzuchu. Pisząc o odejściu od żony miałem na myśli kolegę żony. Gdyby zaproponował twojej żonie związek to ty byś był już singlem.
P.s Sądzę że poczciwy miał na myśli że jesteśmy słabi w momencie kryzysu w związku, gdzie zdradzeni próbują za wszelką cenę ratować związek gdzie zdradzacze mają na niego wywalone. Bez względu na to jak potoczy się twoja historia proszę napisz jak się zakończyła. Pamiętaj życzymy Tobie jak najlepiej
Nie oczekuję klepania po pleckach i przytulenia. Potrzebuję tu tego, żeby się wygadać i zostać zrozumianym. Nie potrzebuję rad i twojego podbudowywania własnego ego.
Żeby ktoś tego nie zinterpretował źle, bo podejrzewam, że poczciwy uzna, że obraziłem się jak dziecko i tupnąłem nóżką. Nie. Stawiam po prostu granicę, bo nie są mi potrzebne redpillowe wysrywy moderatora i nie życzę ich sobie pod moim adresem.
Dla kontrastu Runio i Radocha myślę że dużo lepiej rozumieją o co mi chodzi i was się czyta lepiej, sensowniej i człowiek nie czuje się atakowany. Na ten moment dziękuję, zobaczymy się za jakiś czas, zdam relację
Wywołałeś mnie do tablicy więc czuje się zobowiązany odpowiedzieć na Twoje emocjonalne wynurzenia niczym rodem z tanich romansideł.
Zatem krótko;
Cytat
Przypominam Ci, że umieściłeś swoją historię na publicznym forum, tym samym godząc się na osąd innych więc wybacz nie Ty będziesz o tym decydować kto i co będzie oceniać.
Cytat
Ciekawe czy przez Twoją naiwność widzi też szansę poprawy swojej sytuacji finansowej. Jak myślisz? To jest jej biznes...
Cytat
Jeśli jedna osoba mówi Ci, że jesteś koniem, zignoruj ją.
Jeśli mówią Ci to dwie, warto się nad tym zastanowić czy aby nie mają racji.
A jeśli mówią Ci o tym trzy to kup sobie siodło...
Chomąto do kompletu już masz uwieszone na szyi.
Cytat
Nigdzie nie napisałem o sile fizycznej. Nie imputuj mi czegoś czego nie napisałem. Uciekasz się do manipulacji nie mając merytorycznych argumentów. Typowe.
Zamiast zaprzątać sobie głowę panem Masłowskim poczytałbyś sobie o psychologii ewolucyjnej albo może nie bo zburzy Twój głęboko zakorzeniony iluzoryczny obraz siebie i Twojego "małżeństwa" Celowo użyłem cudzysłowie bo trudno nazwać małżeństwem coś czego zwyczajnie już nie ma poza Twoją głową.
Cytat
Tyle, że to nie jest koncert życzeń.
Granica powiadasz? A to dobre.
Szkoda, że nie potrafisz postawić granicy tam gdzie faktycznie ona powinna być postawiona. Zaiste zabawne
Cytat
Jestem praktykiem kolego a Ty desperatem i klaunem w oczach swojej żony i tylko dlatego, że nie potrafisz dostrzec swojej roli w układzie w jakim się znalazłeś śmiesz nazywać mnie toksycznym? Widzisz jednak nie obraża mnie to a raczej budzi politowanie.
A może dlatego, że za każdym razem gdy czytasz coś co jest niewygodne dla Twojego ego i wątłego poczucia wartości uznajesz to za toksyczne?
Wyjaśnij mi proszę szerzej jeśli potrafisz, na czym polega moja toksyczność.
Chętnie oddam się lekturze.
Tkwisz chłopie w iluzji, odpychasz od siebie niewygodne fakty, racjonalizujesz kurestwo, błagasz swoją panią o jeszcze jedną szansę, skamlesz o litość, żebrzesz o jej uwagę, aprobatę i akceptację a co najlepsze nazywasz to atrybutem męskości. Serio?
I najlepsze na koniec, chłop, który próbuje przekonać kobietę do miłości strasząc ją samobójstwem jednocześnie zarzuca innym toksyczne zachowania. Niezła projekcja.
Nie pogrążaj się chłopie. Choć nie wiem czy bardziej można.
Śmiech na sali.
Cytat
Drodzy forumowicze ratuuuuujcie.
Moderator mnie atakuje.
Daję Ci głowę, że rozumieją dokładnie tak samo jak ja.
Tyle, że nie piszą tego tak bezpośrednio jak ja.
I dlatego czyta się ich "lepiej" bo nie dotykają głęboko tego co tak bardzo boli a co jest niewygodne.
Tylko widzisz gdybyś nie był tak bardzo zabetonowany w swoim iluzorycznym świecie to dostrzegłbyś, że to nie o Twoją wygodę chodzi a wręcz przeciwnie. Tylko dyskomfort prowadzi do wzrostu i realnej oceny własnej sytuacji.
Zabawna a jednocześnie tragiczna jest Twoja przewidywalna reakcja na komentarze.
Klepiący po pleckach i utwierdzający w fałszywym przekonaniu - przyjaciel
Dotykający niewygodnej bolesnej prawdy - wróg.
Tylko, że póki co sabotującym to małżeństwo jesteś Ty sam nikt inny. Zrozumiesz w momencie jak położysz je do końca bo taką postawą nie widzę możliwości innego zakończenia.
Odpowiedzialność męska, na którą się powołujesz to również godność i honor, które są Ci najwyraźniej obce.
Kiedyś sam do takich wniosków dojdziesz bo widocznie jeszcze za słabo pierdol...łeś o podłogę.
Myślisz, że otaczając się murem i wypierając rzeczywistość pokonasz swój ból a Twoja żona nagle dostrzeże w Tobie skarb?
Myślisz, że jesteś szlachetny trwając przy kimś bez wzajemności?
Powodzenia.
Ja kupuję popcorn i czekam na dalszy ciąg tego melodramatu.
Zatem wszystkiego dobrego.
To forum raczej wyczerpało swoje możliwości wobec Twojej sytuacji.
Cytat
Ja jej nie proszę o litość, nie błagam jej o kolejne szanse, cały czas nie rozumiesz co mówię. To ja jej dałem ostatnią szansę, nie ona mi.
Panie kolego wybaczy Pan ale ja nigdzie nie widzę tzn nie mogę się nigdzie doczytać by Pan jej dawał szansę
W jaki sposób? tzn odnośnie czego Pan daje jej szansę?
Szansę daje się komuś kto chce coś naprawić, posklejać, poskładać
Pan będzie uprzejmy napisać, czy też króciutko choć opisać coś , no cokolwiek co by wskazywało, że pani żona chce naprawiać wasz związek
W Pana pisanku można doczytać się tylko i wyłącznie pobożnych wręcz wybaczy Pan naiwnych oczekiwań podbudowanych nadzieją, a to wydaje mi się za mało
Nie atakuję, mało tego jak zamieści Pan coś cokolwiek co będzie wskazywało na to, że żona traktuje Pana po partnersku, a wasz związek poważnie na serio, to w trybie pilnym to napisze ba tłustym podkreślonym drukiem
Jeszcze raz
Cytat
Za jakiś czas to tak jak napisałeś wrócisz tutaj opowiiesz nam co I jak. Na 99 % opowiesz nam jak przez ten rok żona dalej robiła z ciebie idiote
Dodam tylko że ani Orib ani poczciwy ani Koralina i inni nie jesteśmy jasnowidzami tylko praktykami znającymi od podszewki schemat czyli konstrukcję zdrajców
Cytat
Jeśli jedna osoba mówi Ci, że jesteś koniem, zignoruj ją.
Jeśli mówią Ci to dwie, warto się nad tym zastanowić czy aby nie mają racji.
A jeśli mówią Ci o tym trzy to kup sobie siodło...
Chomąto do kompletu już masz uwieszone na szyi
Na tym smutnym forum nie ma zamordyzmu a cenzuruje się tylko wulgarny nie merytoryczny spam.
Więc jeżeli ktoś z nas by dostrzegał jakąkolwiek szansę na to że Pana związek jest do uratowania to by chętnie to napisał
Oczywiście wielu z nas Pana rozumie, że chce Pan swój związek ratować, ale jak Pan będzie łaskaw uprzejmie zgłębić treści tego co piszemy ( wspierając Pana wszak jesteśmy po Pana stronie) to przeczyta Pan, iż naszym zdaniem szanse na uratowanie tego związku są cytując moją babcię -mizerne
PS
Cytat
Drodzy forumowicze ratuuuuujcie.
Moderator mnie atakuje.
Daję Ci głowę, że rozumieją dokładnie tak samo jak ja.
Tzn ja zrozumiałem że sugerujesz autorowi by swojej niewiernej dał klapsa w pupę
Ja dalem mojej zonie szanse i tez mialem pod gorke, tez dostawalem w twarz. Jestesmy dalej razem, wiec o mnie nie powiesz, ze tylko czekam, aby doradzic rozstanie. Patrze, co jest i postepuje adekwatnie, tyle. Bo sa rozne przypadki, rozne sytuacje.
Pewnie, ze Twoja terapeutka widzi szanse. Kazdy widzi, ja tez. To nic wyjatkowego. Tylko JAKIM KOSZTEM, pytam sie - i w tym rzecz, to byla ironia - ten moj poprzedni wpis, abys tak go odebral. Kosztem uciszania Ciebie i Twoich emocji, Twoich zalow ? Oczywiscie, ze mozna sie rozstac z mediatorem, ale na koncu i tak zawsze znajdziesz sie w sadzie, na rozprawie, gdzie i tak na boku moze wyplynac jakies niespodziewane gie, ktore zniweczy cala potulna ukladanke. Chodzi mi o to, ze nie zawsze jest czas na rozmowy o pokoju i uklady, kiedy nie masz zaleczonej rany. Odkladanie starych spraw, zamiatanie pod dywan tak czasto stosowane przez terapeutow dla jakoby dobra przyszlosci nie ma sensu i jest tylko przykladem zlego fachu i prostej (latwej) linii dzialania takich terapeutow, zamydlonej ladnie dla nazwania tego "strategia". Jestem na tyle stary, zeby wiedziec, ze do kazdego rozwiazania mozna dojsc kilkoma drogami, tylko pytania przy tym sa 2: jaka tego cena (powtorze sie) oraz czy technicznie, zeby nie powiedziec technokratycznie patrzac, czy rozwiazanie bedzie stricte samym dla samego siebie, czy ma byc tez element, ktory terapeuta pominie jako niewazny, a ktory jest wazny dla wiekszosci "zwyklych ludzi", jak wina, kara i moralny przyklad.
Przemysl.
Cytat
Europa też ma granicę a jednak Afryka wjeżdża jak do siebie, dostaje to co chce i robi co jej sie podoba bez konsekwencji za swoje czyny. Fajne te granice, takie teoretyczne na mapie. Rob tak aby tobie było dobrze. Za rok czy tam 2 lata wrócisz do nas. Chcesz ratować, ratuj. Chcesz uciekać to uciekaj. To twoje życie i twoj czas oraz zdrowie. My tu tylko prowadzimy rozmowy w toku. Program się skończy i wleci następny odcinek. Inna historia, inne szczegóły, inni ludzie, wszystko inne. Tylko schemat zdrady pozostanie podobny. Piracie powodzenia cokolwiek postanowisz
Cytat
Jestem w pełni świadomy, że są to osobne sprawy. Nie zgadzam się z narracją, że zostałem zdradzony przez to, że ją raniłem przez długi czas kiedyś. Albo że miała w dzieciństwie traumy, które po cichu liczyła że ja wyleczę. Ale mimo wszystko, faktem jest, że to były sprawy nieprzepracowane, przez które oddaliliśmy się na tyle, że zaszło to co zaszło.
W pewnym sensie mógłbym powiedzieć, że mojego małżeństwa nie było już dawno temu. Bo żona od dawna mnie nie szanuje. Wymagania, krytyka, wymagania i krytyka i tak w kółko. Ciągle poczucie winy, bo przecież wszystko moja wina. Ciągła narracja, że nie zasłużyłem na coś. Mogła mnie już wtedy zostawić, nawet przyznała się w ostatniej rozmowie, że miała takie myśli. Ale nie zostawiła, dała mi szansę. Mściła się swoim zachowaniem. Trwało to ileś lat, a ja chcąc to naprawiać, wpadłem w syndrom miłego faceta, bo chciałem naprawić każdy swój błąd i zadośćuczynić winy. Wpadłem w schemat, który w niczym nie pomógł, a tylko ostatecznie doprowadził do emocjonalnej zdrady. Bo potrzebowała w końcu adrenaliny, czegoś nowego, kogoś, kto nie będzie jej milutkim miśkiem do przytulenia i zaspokojenia jej potrzeb, tylko ją swoją osoba zainteresuje i zainspiruje.
Serio, drodzy państwo, ja to wszystko rozumiem. Że niepoprawne relacje z ojcem, a właściwie ich brak i jego nieobecność, wypaczyły moją męskość w okresie dojrzewania. Bo stąd po krótce wziął się kryzys męskości - kobiety uczą mężczyzn jak być miłymi grzecznymi facetami, dbającymi o nich. De facto takimi, za jakich by same nie chciały wyjśc za mąż. I sam się taki stałem po tym, jak pojawiły się dzieci.
Rozumiem także to, że popełniłem masę błędów po byciu zdradzonym, że w pierwszym momencie postanowiłem zacząć się bardziej starać. To był błąd! I to wielki! Bo to nie ja powinienem się starać i udowadniać, czy też przypominać jej, jaki potrafię byc i za co mnie pokochała. To ona powinna była mi udowodnić, że jej zależy na mnie. Pokazać że mnie kocha i że chce to naprawić. Tak jak pierwszego dnia po eskalacji z imprezą nie odzywałem się do niej i byłem na maksa wściekły, czuła się winna. Tak powinienem robić dalej, aż ona by zrozumiała błąd i zaczęła to naprawiać, a jak nie to by odeszła. A ja co zrobiłem? Jako miły facet nie chciałem wojny, i pierwszy wyciągnąłem rękę do dialogu. Ja naprawdę rozumiem ile błędów popełniłem po tym, jak to wypłynęło. I pracuję nad wyjściem z tego stanu, bo tego się nie da jednorazowo zamknąć, jest proces, który trwa i jeszcze potrwa. I być może macie racje, że dalsze trwanie w tym związku tylko przedłuża jego agonię, ale z drugiej strony są między nami też dobre chwile itd i nie chcę tego całkiem stracić. Chcę to uratować.
Zapewne mi nie uwierzycie, ale nie jestem już milutkim miśkiem, zajmuję się sobą, stawiam siebie na pierwszym miejscu, a nie ją. Nie okazuję czułości, nie walczę o nią na codzień. Ani myślę kupować jej kwiaty czy prezent z okazji zbliżającej się rocznicy ślubu. Mówię jej wprost, że musi o mnie zawalczyć. Tak naprawdę to o co się tak staram, to to żeby zrozumiała swój błąd i wzięła za niego odpowiedzialność. Gdy to zrobi, bedzie możliwe ratowanie związku. Póki co przez cały ten czas nie robi tego, albo stosuje półśrodki, wierząc że jak zawsze jej wybaczę, więc może macie racje, ze powinienem już to zamknąć. Ale dalej daję jej na to czas. I zobaczę gdzie zaprowadzi nas terapia. Po prostu liczę na to, że jeśli to samo co ja jej mówię, powie jej ktoś bezstronny, kto nas nie zna, kto spojrzy na wszystko z boku, to może wreszcie to wszystko do niej trafi, bo z moim zdaniem się już nie liczy. Ale może zrozumie i zacznie się liczyć. Jeśli nie - to będzie koniec. Trudno. Ale będę mógł to zakończyć z czystym sumieniem, że się starałem.
Tak się składa że akurat dziś mam sesję indywidualną, a jutro mamy sesję wspólną. Myślę że to się dobrze złożyło i może dzisiejsza terapia pozwoli mi się przygotować na jutro. Wiem jedno - postąpię po swojemu. I nie zamierzam dawać kolejnej szansy jeśli terapia nie pomoże, a ona nie zacznie dbać o mnie.
Cytat
My to rozumiemy.
Tylko pytanie podstawowe o czym to ma świadczyć?
Dlaczego nie bierzesz pod uwagę, że to może być gra?
Dlaczego jesteś tak łatwowierny i naiwny?
Czemu każdy drobny gest, każde słowo jej traktujesz jak pewnik?
Cytat
A tak serio, co Ty chcesz ratować i w jakim celu?
Zastanów się nad tym pytaniem na poważnie.
Serio warto poświęcić swoje życie dla:
Cytat
miłych chwil
Naprawdę tak nisko się cenisz?
Tyle tylko Ci wystarcza do szczęścia?
Czytając to co napisałeś w ostatnim poście jeszcze z większą stanowczością podtrzymuję to co napisałem wcześniej.
Cytat
Dlaczego jesteś tak łatwowierny i naiwny?
Czemu każdy drobny gest, każde słowo jej traktujesz jak pewnik?
Biorę pod uwagę, serio. Tylko znając ją tyle lat i jej zaburzenia psychiczne, prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest wg mnie niskie. Ona po prostu nie potrafi mówić o uczuciach ani przemóc się, żeby zmienić swoje postępowanie. Dlatego tak uparcie daję jej czas. Może błędnie, nie twierdzę że robię dobrze. Ale przynajmniej w zgodzie ze swoim sumieniem
Cytat
miłych chwil
Naprawdę tak nisko się cenisz?
Tyle tylko Ci wystarcza do szczęścia?
mówiąc miłe chwile mam na myśli całą naszą wspólną historię, to wszystko co się dzieje w międzyczasie, nawet teraz. Bo mimo że w środku mnie boli, to potrafimy żyć razem w zgodzie i spędać czas tak, że mogę zapomnieć o całym bólu.
Nie ma jednego bez drugiego.
Dlatego zapytałem co Ty chcesz ratować.
Zachowanie Twojej żony to ewidentny brak szacunku dla Ciebie.
I ok to pewnie wynika z jej zaburzeń osobowości, wzorców z rodziny pochodzenia.
Tylko zastanów się kim chcesz być w tym wszystkim?
Workiem treningowym?
Terapeutą?
Bo partnerem nie jesteś.
Ciągle jesteś w roli, która nie należy do Ciebie, nie jest Twoja.
To, że ciągnie Cię do niestabilnych emocjonalnie kobiet, bo ewidentnie dalej tego nie rozpoznajesz, że tak jest to Twoje zadanie.
Normalne związki tak nie wyglądają.
Dlatego zapytam jeszcze raz co ty chcesz ratować?
Cytat
Szacunku nie trzeba się uczyć okazywać, on jest albo go nie ma.
Chcesz mi powiedzieć, że jeśli ktoś mnie nie szanuje to mam go nauczyć okazywania szacunku? Dobre.
A jeśli ktoś mnie nie kocha to mam go nauczyć okazywania miłości?
Chłopie zejdź w końcu na ziemię...
Ja nie widze szacunku, więc uważam, że mnie nie szanuje. Ty też to widzisz. Ale jeśli ona twierdzi, że ten szacunek gdzieś tam jest, to może po prostu niech się nauczy go okazywać?
Ostatnio usłyszałem bardzo mądre zdanie w kontekscie mojej sytuacji, od jednego z facetów z kręgu. "rozwieść się jeszcze zdążysz". Uważam, że to święta racja. Na rozwód nigdy nie będzie za późno. A na ratowanie może niedługo już być za późno. Może już jest za późno i to o kilka lat. Ale próbę chcę podjąć, nawet jeśli się nie uda, niż potem mieć do siebie pretensje, że mogłem jeszcze czegoś spróbować, dać jej jeszcze czas itd.
Moja zona tez ma deficyty z dziecinstwa i tez problemy z szacunkiem, ktorego jej nie uczono. Napisze tez spojler, bo mialem dac tu update swojej sytuacji po latach, ale czasu na to nie znajduje, wiec tylko maly kawalek dla pokazania przykladu jakiego typu zachowania zona potrafi prezentowac: zabralem zone niespodziewanie na wykrywacz klamstw, tam podczas ustalania tresci pytania (co stanowi znaczna czesc calego spotkania) wybuchla. Zamiast opisu dam cytat, mniej wiecej tak to szlo: "zawsze to ja jestem ta zla, nie mam juz sily, wiem, ze zrobilam zle, ale ile mozna za to pokutowac" i takie duperele, pobeczala sie, , wymowa byla tego taka, ze zrobila z siebie ofiare, po czym wyszla do toalety, a ja spojrzalem na pania od wykrywacza, ona na mnie i wszystko bylo wiadomo, kto tu co probuje odwrocic, ale to tylko emocje i ocena przeszlosci, nie nowe fakty. Wykrywacz przeszedl, jestesmy razem, ale moje nastawienie jest takie, ze ja nie potrzebuje juz wcale zadnych dowodow na zdrade - wystarczy mi, ze sie zle bede czul w zwiazku, ze nie bede szanowany, bede obrazany, czy olewany - to sobie pojde wlasna droga i czesc. I tego punktu Ci zycze, zebys tez do tego wewnetrznie sam ze soba doszedl, niezaleznie od sytuacji, jaka masz czy bedziesz mial.
Na koniec mala dygresja: a co jesli sie okaze, ze terapia indywidualna kaze Ci odejsc od toksyka i ratowac siebie, a terapia par skupi sie na odbudowie zwiazku ? Ktorego terapeuty posluchasz ? Wiem, to pewnie ten sam terapeuta, a wiec w takim razie jak myslisz (nawiazanie do mojego pierwszego wpisu o jakosci terapii): czy kiedy terapeuta skapnie sie, ze ma tu jawny konflikt interesow, to czy to przemilczy i bedzie ciagnal kase na dwa baty, czy moze szczerze postawi sprawe ? Tylko uczulam, zeby slepo nie zawierzac kazdemu terapeucie, bo u nich zdarzaja sie - prawem serii, jak w kazdym fachu - lachudry i patalachy.
P.S. Moja zona widziala ten efekt upodlenia mnie na wlasne oczy, kiedy "wylala sie" moja reakcja na jej zdrade ponad dekade temu, wstrzasnelo to nia. Dotarlo do niej, ze to nie zwykly smutek, czy roczna depresja, tylko gleboki bol. Jesli Twoja tego nie zobaczyla, bo jakos "chciales trzymac poziom", to moze nie dotarl do niej przekaz slowny. Ja jestem zdania, ze tak, jak w kazdym odwroceniu przekonania przydaje sie terapia szokowa, tak zdradzaczowi tym bardziej tego potrzeba.
Cytat
na terapię indywidualną zacząłem chodzić jakieś 2-3 tygodnie po tym jak wszystko nabrało na sile i uczęszczam do tej terapeutki regularnie. Ona nie mówi ani że mam ratować, ani że mam to kończyć. Mówi ze sam muszę podjąć decyzję, pomaga mi przepracować ból oraz wspólną przeszłość. Na terapię par nie powinno się iść do terapeuty, który zna jedną ze stron, a tym bardziej pracuje z nią. To musi być ktoś kto na nas spojrzy świeżym spojrzeniem i nas nie zna. Tak więc terapeutka indywidualna zasadniczo wspiera mnie w emocjach, niezależnie od decyzji jaką podejmę, więc nie zajdzie tu raczej taka sprzeczność, o której piszesz.
A co do kontroli - zamówię bilingi z jej numeru (bo jest zapisany na mnie) i sprawdzę połączenia telefoniczne do niego i od niego. tyle na ten moment
Cytat
Cytat
vs
Cytat
Zrozum, że jej słowa nie mają znaczenia.
Powiedzieć można wszystko.
A ten kto ma wiele do stracenia tym bardziej.
Pomijam fakt, że zdrajca jest oszustem więc wymagać od niej prawdziwych słów to tak jakby mieć za złe tygrysowi, że Cie zje wchodząc do jego klatki.
Szacunku się nie zdobywa on jest albo go nie ma.
Jego się nie udowadnia słowami tylko czynami.
Cała postawa i nastawienie, działanie stanowi o szacunku a nie słowa.
Zacznij ufać swoim emocjom, swoim odczuciom i uczuciom.
Skoro wiesz i czujesz, że Cię nie szanuje to co jeszcze musi się wydarzyć abyś przyjął to za rzeczywistość?
Cytat
Zauważyłem, że masz problem z prawidłową interpretacją słowa pisanego.
Bo nigdzie nie dostrzegłem żeby ktoś napisał Ci wprost rozwiedź się.
Dostrzegłem tylko to co sam popieram, że biorąc pod uwagę nastawienie Twojej żony, brak szacunku (co jest podstawą jakiejkolwiek relacji międzyludzkiej już nie mówiąc o związku) a przede wszystkim Twoją postawę, Twoją naiwność, zaprzeczanie faktom, ucieczkę od brutalnej, ale jednak prawdy to i tak podąża tylko w jednym kierunku - definitywnego rozstania fizycznego bo mentalnie i emocjonalnie Was już dawno nie ma, niezależnie od tego jak bardzo ten fakt wypierasz ze świadomości.
Smutna prawda jest taka (smutna dla Ciebie), że póki co Twoja żona ma nad Tobą i Twoim życiem pełną kontrolę.
Oddałeś jej władzę emocjonalną nad sobą i swoim życiem.
Jesteś mentalnie do niej uwiązany i za cholerę nie chcesz się puścić niczym dziecko we mgle a ona to doskonale wie i czuje.
Dopóki będziesz zależny emocjonalnie od kogoś, dopóty nigdy nie zbudujesz niczego wartościowego i prawdziwego z nikim bo to nie tylko jest nieatrakcyjne dla drugiej strony, ale wręcz toksyczne.
Ten lęk przed utratą jest tak silny, że nie dopuszczasz do siebie nic co w jakimś stopniu zagrażałoby Twojemu ego.
Stąd ten silny mechanizm wyparcia, szukania w całym tym syfie pozytywów żeby tylko się złapać jakiejś nadziei mimo, że podświadomie czujesz w jak beznadziejnej sytuacji jesteś.
Stąd takie nerwowe reakcje na coś co dotyka Twojej rany głęboko.
Bo Ty jej nie chcesz dotykać. Ty się boisz tej konfrontacji.
Wolisz trwać w iluzji, żyć w ułudzie nawet gdybyś miał pełnić rolę mebla w tym związku. Nieważne. To jest tak paraliżujące dla Ciebie.
Paradoksalnie czujesz się bezpieczniej nawet w tym syfie, w którym aktualnie żyjesz bez szacunku i z jawną pogardą gdyż to po prostu znasz.
I ok możesz tak żyć, bo to Twoje życie.
Tylko proszę nie usiłuj nam wmówić, coś czego nikt poza Tobą nie dostrzega.
Tak po prostu nie wygląda normalny, zdrowy związek.
Piszesz Panie kolego że stosujesz się do naszych rad..
Dajesz słowo honoru?
Pan się nie obrazi ale naprawdę staram sie być użyteczny w Pana sprawie a przypomina mi to Syzyfowe prace i wcale nie dziwę się jeżeli ktoś z nas traci cierpliwość i Panu coś wygarnie
jacksparrow
Przecież z tego co piszesz nie widać u pani żony żadnej poprawy żadnego progresu nic
Nic Pan nie ugrał nic nie dokonał oprócz kilku miłych chwil...
Panie kolego czasem to i obcego kota się nakarmi
Cóż poczekam aż w tej szamotaninie. którą Pan nam tu prezentuje zobaczę jakikolwiek progres
Na tym forum to ja byłam tą złą .bardzo złą i na dokładkę jestem kobietą ,więc może mi bliżej do zrozumienia co siedzi w Twojej żonie.Na początku miała poklask i uznanie swoich kolegów.Ty wymusiłeś zmianę pracy i ona to straciła.Ona się na Ciebie zdenerwowała. Trafiła do nowej pracy i swoje potrzeby ,dotąd lokowane w kilku kolegach skoncentrowała na jednym. Też Ci się nie podobało,Nawet bardzo.Zdenerwowałeś żonę. Zrobiła się wredna i zaczęła się odgrywać. Pokazała że nic albo prawie nic dla niej nie znaczysz.A Ty się zacząłeś starać,naprawiać. Efekt znasz.
Teraz to Ty jej zacząłeś pokazywać że przestało Ci zależeć i pytanie na ile ona Ci uwierzyła i w całej tej opowieści Wasze dzieci pojawiają się marginalnie.Pytanie na ile żona uwzglednia je w swoich planach. A Ty?
Tak zupełnie teoretycznie.Gdyby "kolega" zadzwonił do Twojej zony że rozstał się ze swoją i teraz chce związać z nią.
Mimo że teoretycznie ich korespondencja ustała to czy nagle by nie odżyła? Czy Twoja żona już sobie chce odpuścić poszukiwania ,czy przy sprzyjających układach spróbuje z następnym "kolegą".
Szacunek? Trudno przed samą sobą zrewidować zasadniczo podejście do męża.Zwłaszcza ze przegapiłeś moment gdy poszła z kolegą na tańce.Wtedy była w niego bardzo zaangażowana.Był moment gdy mogłeś walnąć pięścią w stół i wymusić zmianę.Albo wywalczyć jej uwagę i dostrzeżenie Twoich uczuć ,albo rozwód.Wybrałeś trwanie w bagnie. Popełniłeś chyba wszystkie możliwe błędy które mogłeś zrobić.Czy coś zostało z Waszego małżeństwa? Niewiele.I Ty właściwie możesz tylko zdecydować o rozwodzie. Decyzję o tym żeby to uratować trzyma w swoich rękach zona..
Gdybyśmy żyli po 200 lat,to mógłbyś to ciągnąć jeszcze dalej,ale żyjemy krócej,Czy nie szkoda Ci czasu,życia przeciekającego przez palce?
Czy żona kiedyś nie zrobi jakiegoś skoku w bok przy jakiejś okazji? Nawet emerytkom w Ciechocinku się zdarza.Zwłaszcza jak mąż wszystko przełknie..
Cytat
Nie, nie, nie, to nie taki był początek tego. Miała kolegów z podwórka, których znała dłużej ode mnie, którzy sobie za dużo pozwalali na początku naszego związku. Nie byli to żadni koledzy z pracy, tylko jeszcze z dzieciństwa. Jak się poznaliśmy byliśmy studentami. Postawiłem granice i w 100% je uszanowała przez następne 10 lat. Zmiana pracy była jej własną decyzją, bo w poprzedniej pracy miała bardzo toksyczne środowisko, nic na niej nie wymusiłem.
Nowo poznany kolega był "ucieczką" od dram, jakie potrafią zgotować kobiety w sfeminizowanym miejscu pracy. Kłótnie, pretensje, plotki itp. to były rzeczy, które miała w poprzedniej pracy i dlatego stamtąd odeszła. W nowym miejscu pracy mogła se pogadać z facetem, który w dupie miał babskie dramy. I tak nawiązała z nim relację. Problemem było to, że relacja stała się zbyt bliska w mojej ocenie, i zagrażała naszej relacji. Faktem jest też, że wynikło to po części z tego, że się od siebie oddaliliśmy, wskutek wielu błędów po obu stronach. Ja chcąc naprawić błędy, na przestrzeni lat stałem się typowym "miłym facetem". Liczyłem że to nas zbliży, naprawi błędy, że coś w zamian dostanę. Tymczasem to tak nigdy nie działa, jeszcze wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy. Dlatego nadal chciałem naprawiać, bo liczyłem że jak się postaram, to jej udowodnię, że jestem coś warty itp. dopiero potem zacząłem jakoś wychodzić z tego syndromu miłego faceta.
Cytat
Mimo że teoretycznie ich korespondencja ustała to czy nagle by nie odżyła? Czy Twoja żona już sobie chce odpuścić poszukiwania ,czy przy sprzyjających układach spróbuje z następnym "kolegą"
Szczerze wierzę, że nie. Poszliśmy wreszcie na terapię. Widziałem jej łzy, jej płacz, jak tłumaczyła terapeutce że gdyby mogła cofnąć czas, to na żadną imprezę by nie poszła. Że zakończyła to, odbyła z nim szczerą rozmowę, o tym, że relacja ze mną jest dla niej ważniejsza. Słyszałem jak drżał jej głos gdy opowiadała o tym, że był moment, kiedy chciała ukryć przede mną fakt wyjścia na tańce z nim, ale wiedziała że kłamstwo ma krótkie nogi i się przyznała. Choć mi wcześniej wmawiała, że potraktowała to koleżeńsko i po prostu nie pomyślała wtedy o mnie. Że jednak czuła że coś jest nie tak, że przekracza jakąś granicę. Ale ostatecznie uznała że się od razu przyzna, bo nie chciała bym czuł się zdradzony, dlatego zapewniała wiecznie, że to tylko kolega, który nic nie znaczy, a tak naprawdę zagalopowała się w tym wszystkim, zarówno w pisaniu jak i czasie spędzonym z nim. I że to zakończyła, a w pracy jeżeli ma z nim kontakt, to jest ograniczony do niezbędnego minimum zawodowego.
Wiem, możecie powiedzieć że to gra, ściema, że nie można jej ufać. I może macie rację, ale jednak ją znam na tyle dobrze, że wiem, że ten płacz nie był udawany. Że idąc na tę terapię pokazała że jej zależy. A odwlekała terapię tyle czasu, bo najzwyczajniej wstydziła się tego co zrobiła i nie potrafiła się przemóc by się do tego przyznać obcej osobie i to jeszcze przy mnie.
Cytat
Cóż, postawiłem ultimatum - on albo ja. Albo on znika z jej życia, albo ona z mojego. I obowiązkowo terapia. Rzeczywiście przestali pisać. Czułem, i nadal czuję, że trwa okres próby. Czy nie wróci do tego. Po powrocie z urlopu miałem myśli czy za nim nie zatęskniła, czy wszystko nie wróci. Chciałem pogadać, ale zrobiło się rozdrapywanie rany. Zaczęła się znowu "bronić", stąd awantura. Więc postanowiłem być konsekwentny - jeśli faktycznie zakończyła z nim relację, to pójdźmy na terapię. No a co było na terapii napisałem wyżej. Uważam że jest to w końcu krok wykonany przez nią - otwarcie się na terapii, samo pójście na nią. To naprawdę wyglądało jak jej spowiedź. Gdy psycholog mówił jej to samo co ja, wyciągał moje wnioski i wyrażał je swoimi słowami, to było tak jakby w końcu ktoś do niej trafił. Z moich ust brzmiało to dla niej jak czcze gadanie, z ust obcej osoby miało to zupełnie inną moc.
Edit:
Pytałaś jeszcze o dzieci. To może za przykład podam co powiedziała. Zawsze gdy wyjeżdżam służbowo (a to jest u mnie standard bo mam jeżdżącą pracę), martwi się że coś mi się stanie. Że będę miał wypadek i nie wrócę, albo trafię do szpitala. To takie martwienie się na zapas, objaw zaburzeń lękowych. Gdy piszę, że wg nawigacji będę o 20, a jest 20:15 i mnie nie ma, a ja nie daję znać, że będę później, to w głowie zaczyna sobie wyobrażać jak opowie dzieciom, że taty już nie ma. Mówiła że raz był moment, że chciała to wszystko zakończyć, że czuła się na tyle silna by to zrobić. Ale potem zobaczyła jak wspaniałe mamy dzieci, jak dobrym jestem ojcem i jak dzieci mnie kochają, i nie potrafiłaby ich ode mnie odsunąć. Nie chce niszczyć naszej rodziny. Chce byśmy byli w komplecie. Że rozbita rodzina to nie rodzina. Martwi się o mnie nawet jak wyjdę do lidla, że potrąci mnie samochód i nie wrócę. Ona nie wyobraża sobie życia z dziećmi beze mnie. To są te rzeczy, o których mówiłem wcześniej, nie znacie szerszego obrazu, nie widzicie jej perspektywy. Ja się mogę wypowiedzieć tylko ze swojej strony. Co widzę, co czuję w danym momencie. A widzę, że mimo że długo nie podejmowała działań i nie potrafiła z tym gościem skończyć, że miała myśli aby zakończyć nasz związek, to nie chciała tego robić, bo nie chce tego związku kończyć. Serio, ja jej wierzę że mnie kocha. Na swój ułomny sposób, ale jednak. Głupie wzorce wyniesione z domu, by nie mówić o uczuciach, nie wyznawać miłości do rodziny, by krytykować, bo jej ojciec wszystko i wszystkich krytykował i nazywał debilami. Nie szanował i nie szanuje swoiej rodziny. Traumy z dzieciństwa, które teraz wylewa na mnie. To są wszystko rzeczy, które siedzą głęboko w jej psychice i to nie ona sama sobie to zrobiła. I wiem, że nad tym pracuje, bo nauczyła się mówić dzieciom, że je kocha. Bo na początku było to dla niej bardzo trudne. Zrozumcie szerszy obraz, naprawdę warto wziąć pod uwagę, że na tej szali jest też wspólna przeszłość, zobowiązania, to jak wspólnie wychowujemy dzieci, prowadzimy dom i nieźle nam to idzie. W jak wielu sprawach się dogadujemy i rozumiemy.
Cytat
Większość z nas miała tzw koleżanki czy też kolegów z podwórka czy też boiska czy też z osiedla
Były takie które się szanowało i były te inne
Cytat
Kolegów z podwórka ktoś musiał przecież zastąpić, najlepiej żonaty (wszak nie zawsze chodzi o budowanie nowego związku )
Jak w kawale kochanie z iloma facetami oprócz mnie spałaś?
z żadnym nikt oprócz ciebie nie dawał mi spać
Cytat
Szła na tą imprezę dziwiąc się że jesteś spokojny więc była gotowa iść tam nawet jakbyś wyszedł z siebie bo taką podjęła decyzję
Nikt normalny nie wychodzi by potańczyć i wypić lamkę wina ryzykując ostrą awanturę może jakieś komplikacje w swoim związku
Ryzykuje się tylko wtedy jak ma się pragnienia, a partnera ma się za nic koniec kropka ...
teraz badania europejskiej fundacji libertas odnośnie kobiet które zdradziły swoich partnerów
68% szczerze, żałowało, że na wskutek zdrady rozpadł się ich związek, zdradzając nie chciały budować nowego związku tylko emocji.
w następnej ankiecie większość kobiet, zdradzających swoich partnerów nigdy do tego się nie przyznała a te które się przyznały żałowały tego gdyż twierdziły że przyznanie się albo było przyczyną rozpadu związku albo obniżyło jego jakość.
Cytat
Skąd wiadomo ze to nie jest inwigilacja by mieć cię pod kontrolą?
Odpowiedzi na pytania
Czy łzy twojej zony są szczere?
Jak najbardziej wszak jak sama zadeklarowała
Cytat
Jej koledzy z podwórka, których znała zanim poznała ciebie zapewne nauczyli ją że co innego związek co innego nie zobowiązujący seks
Nie jest głupią kobietą więc nie próbuje być małpą trzymającą się dwóch gałęzi, zresztą bardzo w to wierzę nie szuka innego związku
Inny związek to inne zasady
Inny związek to inny partner, który przecież nie koniecznie będzie akceptował jej dzieci
Inny związek to niepewność wszak inny partner nie koniecznie musi dać się obwinąć wokoło palca i najdrobniejsza niejasność ewentualnie działanie nie zaakceptowane przez nowego partnera może zakończyć się powrotem do rodzinnego domu wszak wspólności majątkowej nie będzie, gdyż nowy partner wie że wiąże się ze zdrajcą
Cytat
Człowieku pisze do ciebie facet który przeszło 10 lat czekał na to ze jego zona nareszcie dojrzy w nim wartościowego poważnego faceta
Miałem szerszy obraz niż ty.
Czy na tym forum jesteśmy za rozpadem związku ?
Tylko wtedy jak widzimy schemat tylko i wyłącznie
Wydaje mi się ze albo kiepsko idzie ci czytanie albo nie masz czasu albo jesteś leniwy, to przepraszam jak to ma się do podejścia na serio
Zalecam przeczytać wątek nie odszedłem 22 lata ...
Przeczytaj do diabła i zobacz że wręcz chóralnie radziliśmy autorowi by dał szanse swojej zonie która przecież go zdradziła
chóralnie
Widzieliśmy chleb z tej mąki widzieliśmy ze jego zona się stara widzieliśmy że go wybrała i postawiła na niego i historia się nie powtórzy
W twoim wątku nie widać żadnej poprawy w zachowaniu twojej żony co najwyżej stała się bardziej ostrożna i przestała się przed tobą tłumaczyć
Powiedz dlaczego jej wierzysz że z imprezy zakładowej wyszli do innego klubu tylko zatańczyć jak mogli tańczyć na imprezie zakładowej?
Dlaczego?
No dlaczego?
Co słowo honoru ci dała czy na zmarła babcię przysięgała może słowo harcerza ?
Człowieku naiwny kto wychodzi na tańce z imprezy na której można potańczyć?
Pewnie jak by ci powiedziała ze wynajęli pokój hotelowy to byś uwierzył ze pili w nim herbatę albo książkę o krasnoludkach i śpiącej królewnie czytali
Zapytasz dlaczego ci powiedziała ze wyszli z imprezy zakładowej?
Powiedziała bo przecież przez tzw przypadek mogło to się wydać tzn to ze wyszli z imprezy i ona zamiast wrócić do domu poszła hm ten tego potańczyć
Dawno nic głupszego na tym smutnym forum nie przeczytałem
2. Sugerujesz, ze moja żona jest dupodajka, która ruchali koledzy z podwórka? "Tą inną", a nie tą, którą się szanuje?
3. Sugerujesz że wychodząc z nim na imprezę dała mu dupy?
Dla mnie też jest to nielogiczne, że wyszła z nim z imprezy, na której wszak mogli potańczyć. Jest dla mnie jasne, że kolega wyciągając ją miał oczywiste zamiary i niezrozumiałe czemu się zgodziła. Moim zdaniem chciała być tam bez świadków, była to ich "randka". Ale wierzę jej, że nie poszła z nim do łóżka. Gdyby chciała, to by to zrobiła, a nie zrobiła. Koniec. Kropka.
4. Teraz będziesz mi sugerował, że zaburzenia lękowe, które ma od kilku lat (co najmniej) to gra, żeby mieć mnie pod kontrolą? Prywatne wizyty u psychiatry, leki, psychoterapia, to wszystko by mnie kontrolować? Toż to absurd, który chyba tylko na tym forum by wymyślono. Że jej szczery płacz i łzy, to wszystko gra, by mnie zrobić w balona? Że przyznaje że chciałaby cofnąć czas i nigdy z tamtej imprezy nie wyjść, że była to jej najgorsza decyzja w życiu, to wszystko gra i mam jej nie wierzyć, bo ty tak uważasz? Dziękuję, to był mój ostatni post na tym forum
Cytat
1. Nie powiedziałbym, że on jej miał zastąpić starych kolegów z podwórka. Wszak minęło 10 lat i nie miała takich znajomości przez cały ten czas
Po pierwsze nie wiesz tego, po drugie przecież chęć zastąpienia deficytów takich czy innych pojawia się z czasem u jednych krótszym u drugich dłuższym
Cytat
Nie znam jej oceniam ją tylko na podstawie tego co dowiaduje się z twoich wypocin
Nie przeczytałem, że razem byli w zuchach, czy też w harcerstwie, ewentualnie w kółku różańcowym
Nigdzie też nie mogę przeczytać o wspólnym hobby
Nie doczytałem się też wspólnych zainteresowań np łodzie motorowe, czy też żaglowe, tylko o kolegach, o których napisałeś że : ,,za dużo sobie pozwalali " więc chyba nie chodziło o to, że zbyt wiele herbat w kawiarni w swoim towarzystwie wypili prowadząc uczone rozmowy
Cytat
Sugeruję, że z kolegą z pracy, z którym ma się zdrowe czysto koleżeńskie relacje nie wychodzi się z imprezy, na której dostępna jest możliwość by sobie potańczyć dlatego by sobie ten tego..... potańczyć
Wybacz, że mam bekę, ale z całym szacunkiem i z za przeproszeniem bez jaj
Jakby ci powiedziała, że zabrał ją na strzelnicę, do diabła, czy do biblioteki, czy na basen, no nie wiem na wieżę widokową, na skoki bungee kupił bym to, a przynajmniej nie naśmiewał się z twojej naiwności
Smaczku tej sprawie dodaje przecież fakt, że sam też lubisz tańczyć i wyjście byście sobie potańczyli wcześniej jej proponowałeś
Cytat
Koniec kropka.... Oczywiste zamiary miał nie tylko kolega, a to dlatego śmiem twierdzić najbardziej naiwny kumotrze z tego smutnego forum, bo do tanga to trzeba dwojga
Dwojga
Jeszcze raz do tanga trzeba dwojga
Ona wychodząc na imprezę realizowała swoje plany i nawet brała pod uwagę twój sprzeciw ba awanturę
Cytat
Jest coś takiego jak wariograf
Proponuję żebyś zaproponował jej badanie wariografem
Podaj powód taki jaki przyjdzie ci do głowy chyba, że pójdziesz za radą poczciwego, którego znam dość długo i nigdy nie widziałem jego komentarzy takich jak w twoim wątku
Raczej facet ma cierpliwość
Wariograf
Jak dała dupy to wystarczy, ze o tym wspomnisz a zagrozi rozwodem gdyż jak to mówi przysłowie na złodzieju czapka gore
Jak zgodzi się
To będzie oznaczać że większość, przeważająca większość uczestników zalogowanych na tym smutnym forum sie myli
Cytat
Zdrajca działa według schematu, a cofnięcie czasu jak najbardziej wpisuje się w ten schemat
Nie jak tak uważam tylko tak działa ten schemat, który zdążyłem bardzo dobrze poznać
Cytat
Marzenie ściętej głowy wynikające z naiwności, której skala jest trudna do oszacowania
Napiszesz napiszesz za kilka miesięcy, lat nie wiem, ba nie życzę ci, tego tylko jak już pisałem znam schemat i jestem jak wielu tu praktykiem
Cytat
W determinacji nie ma nic złego.
Ja to słowo w tym konkretnym przypadku zamieniłbym na desperacja.
Czytając tutaj widzę swoją historię .Męża który wierzy swojej żonie wbrew logice i nie dostrzega oczywistych sygnałów .Oraz żonę,kobietę która absolutnie nie zasługuje na zaufanie ,którym jest obdarzana. Aby doszło do długotrwałego romansu oprócz osoby zdradzającej,pozbawionej skrupułów i wyrachowanej,niezbędny jest nieco naiwny małżonek. Bo gdybym
dziś była związana na przykład z # Poczciwym ,mającym swoją dzisiejszą wiedzę, to mój romans zamiast trwać kilkanaście lat,trwałby kilka tygodni.(może).
Wszystkie wróbelki ćwierkają że coś w Waszym małżeństwie cuchnie,ale Ty z uporem godnym lepszej sprawy zdecydowałeś że
wszystko jest dobrze.Mój mąż też przez lata nie chciał zobaczyć w lustrze dorodnego poroża które mu zafundowałam.I wierzył z uporem godnym lepszej sprawy, że ma wierną żonę.Co najwyżej sam zrobił mały skok w bok i miał wyrzuty sumienia przesłaniające mu resztę Co prawda ,na moje szczęście, nie trafił na to,ani inne podobne forum.Bo tu są ludzie pozbawieni złudzeń. .
Ale jak widać nawet forum nie pozbawiło Cię złudzeń.Żyj więc szczęśliwie w jednostronnie otwartym małżeństwie.W końcu to dziś dość popularne.Tylko nie rób badań DNA bo może zaboleć.
Cytat
Nie obraź się ale mylisz się Twój mąż wiedział o porożu bo to zwyczajnie się czuje tak jakby Ci wyrosły drugie uszy i nie nosiłabyś dwóch tylko cztery
Widzisz wujek opowiadał mi o swojej znajomej z tzw czata
Pani miała piękną twarz i spore piersi więc na czacie z opcją kamerki robiła zwyczajnie za gwiazdę i przyjmowała hołdy zauroczonych widokiem.
Według wujka nigdy swojego męża nie zdradziła, a to dlatego, że po pierwsze zajmowała się dziećmi po drugie chodziło jej przede wszystkim o dowartościowanie, a według tego co mówiła wujkowi obawiała się też rozczarowania tego czy innego faceta który by zobaczył jej całą figurę
Chodziło mu o to, że jak jej facet wchodził do domu a ona była po czacie to za każdym razem była mniejsza lub większa awantura
Normalnie 10/10
Do tego stopnia było to zauważalne że zwróciła na to uwagę.
Te sprawy się czuje i nie tylko kobiety mające tą waszą słynną kobiecą intuicje faceci też to czują
Twój mąż jak wielu przeliczył co mu się opłaca, czy będzie lepiej mu samemu przynajmniej jakiś czas, jak przebiegnie rozwód, gdzie pójdzie mieszkać jak z finansami, może trzeba będzie np auto sprzedać i kupić jakieś używane, może letni domek itd
Wreszcie tak jak to było w moim przypadku, ze nie chciałem by mój syn był uzależniony od lepszego lub gorszego humoru obcego mu faceta wszak różnie z tym bywa i dlatego też miałem siłę by poczekać
Nie mam pojęcia co kieruję Twoim mężem ale zaufaj mi ze on wie że ma poroże.
By nie zaśmiecać wątku powiem tylko ze pirat też wie, że został zdradzony dlatego tu na tym smutnym forum wylądował
Wystarczy zresztą zerknąć na tytuł
Sam też pisze
Cytat
Czyli jak sama możesz się przekonać on zdaje sobie sprawę ze facet chciał bzyknąć mu żonę i nie ma z tym problemu by go o to oskarżyć, nie muszą ludzie z forum go o tym przekonywać przytaczać schematy itd on to wie zauważa może czuje
Żony broni ba część winy bierze na siebie
Sama widzisz wszak troszkę na forum jesteś ze to schemat
Ilu to zdradzonych broniło swoich zdrajców
No cóż pewnie jak by to nie było forum o zdradzie tylko kącik złamanych serc to pirat czułby się jak ryba w wodzie
Cytat
Ale to Europa zliberalizowała prawo azylowe i zachęca do przyjazdu na swój teren. Afryka tylko korzysta z otwartych bram. Bramy otworzyli nie Afrykanie, którzy powtarzam tylko korzystają - korzystają bo mogą - ale ludzie u władz z Europy, konkretni ludzie w konkretnych miejscach, konkretnych miastach na konkretnych stanowiskach którzy opracowali konkretne rozwiązania powodujące konkretne skutki. To nie Afrykanie są przyczyną. A strumień afrykańskiej migracji będzie trwał bez końca. Afryka kontynent który na początku 20 wieku miał około 150 milionów ludności ogółem. Dzisiaj jest to 1,5 miliarda ludności. Zwiększyli liczbę ludności prawie dziesięciokrotnie 100 lat. Prognozy pokazują na rok 2050 2 miliardy. Jeśli bramy Europy pozostaną otwarte to nic tych ludzi nie zatrzyma przed migrowaniem tutaj.
We wrześniu (o czym już pisałem) rozpoczęliśmy terapię. Żona deklarowała się, że zakończyła kontakty z kowalskim poza zwykłym zawodowym minimum. Nie pisze z nim, nie widuje się z nim. Nawet w pracy mówiła że on sam już jej nie zagaduje, a jakieś wyjścia integracyjne, które sobie robili wspólnie z ekipą kilkuosobową jakoś przestały mieć miejsce. Podczas terapii nasza relacja diametralnie się zmieniła. Przede wszystkim kłótnie zamieniły się w spokojne konstruktywne dialogi. Długimi godzinami potrafimy bez unoszenia się mówić o naszych emocjach, potrzebach, co nas boli, czego nam brakuje, za czym tęsknimy itd. Przełom września i października to był taki "miesiąc miodowy". Zrobiło się słodko i milutko, jak bysmy tworzyli całkowicie nowy związek. Żona zaczęła się zupełnie inaczej wobec mnie zachowywać, interesować moimi uczuciami, dbać o moje potrzeby. Drobne przysługi dnia codziennego jak wyprasowanie koszuli do pracy czy herbata rano, których dawno nie widziałem stały się w pewnym momencie standardem. Otwarcie dzielimy się swoimi refleksjami, bardzo dokładnie i szczegółowo omówiliśmy całą jej znajomość z kowalskim. Przyznała się co ją nakłoniło do tej relacji i co w niej odnajdywała. Przepracowaliśmy całą sytuację dosyć mocno i chyba już nikt z nas nie ma wątpliwości odnośnie jej relacji z kowalskim i naszej relacji małżeńskiej. Myślę, że można powiedzieć, że tamtego małżeństwa już nie ma, a zaczęliśmy nowy, lepszy związek. Wcześniej skupialiśmy się na obowiązkach, na sobie samych, na dzieciach, ale nie skupialiśmy się na relacji. Teraz tego błędu nie popełniamy. I widzę, czuję i jestem przekonany, że żona nie ma już potrzeby kontaktów z kowalskim, bo nasze małżeństwo wjechało na właściwe tory.
A kowalski? Już latem gdy mocno ograniczała kontakty z nim, mówiła mi że znalazł sobie w pracy nową "kochankę", w co nie wierzyłem ani trochę. W listopadzie okazało się, że jest to prawda (potwierdziła mi to jej koleżanka z pracy). Szybko znalazł sobie nowy cel, gdy moja mu powiedziała, że kończy z nim relację. Wpisuje się to w pewien schemat, bowiem z tego co mówił mojej żonie, miał już wcześniej taka "przyjaciółkę", tylko zakończył relację gdy miało dojść do czegoś więcej. Ja osobiście nie wierzę w jego słowa, sądzę że tam zapewne do czegoś doszło, a jesli nie to chciał żeby doszło i to wcale nie on zakończył relację. Ale nie ma to w tej chwili wiekszego znaczenia. Wniosek jest więc prosty: moja żona nie była pierwszą, ale też nie ostatnią jego "koleżanką/kochanką". Cała firma plotkuje i śmieszkuje na ich temat, tym bardziej, że wyszło że owa nowa koleżanka jest w trakcie rozwodu. Doszło tam nawet do przemocy fizycznej ze strony męża z powodu kowalskiego (sama się wypłakiwała w pracy).
Ciekawostka - pewnego razu byłem u żony w pracy i gdy wychodziłem korytarzem to kowalski mnie zobaczył i... pobiegł za mną. Doganiając mnie wyciągnął do mnie rękę i zagadał: "cześć, pracuję z twoją żoną jestem <imię>". Poczułem się jakby sobie ze mnie kpił, jakby zwyczajnie robił sobie jaja, albo próbował mnie sprowokować. Miałem ogromną ochotę mu przyjebać. Ale zamiast tego tylko na 2 sekundy spojrzałem na niego wymownym wzrokiem, po czym odwróciłem się i nie patrząc już na niego uścisnąłem rękę i powiedziałem swoje imię. Stanął jak wryty i już się nie odzywał ani za mną nie szedł. A ja spokojnie sobie wyszedłem.
Mieliście czas kryzysu Żona miała swój czas na swój skok w bok.
Załatwiliście to na swój sposób i nie warto w tym już grzebać,ale nie znaczy żebyś nie obserwował zachowania żony.
Kowalski okazał się typowym zakładowym podrywaczem.(ja bym mu ręki nie podała). Możliwe że jego żona akceptuje postępowanie męża bo jest to dla niej wygodne.
Pozdrawiam.