Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 0 zobacz kto)

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Pomocne instytucje
Detektywi
Prawnicy
Psycholodzy
Poradnie rodzinne
Dodaj instytucję

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 61
Użytkownicy Online: Yorik, Romanos

Zarejestrowanch Uzytkowników: 13,381
Najnowszy Użytkownik: Kasienkamalenka
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Reklamy...
zrobiła to po latach ponownie
Jestem od 10 lat z jedną kobietą, która jest moją żoną. Pierwszy raz zdradziła mnie 5 lat temu - ,,bo się zakochała". Zakończyła romans. Zresztą to było bez sensu, bo facet był z drugiego końca kraju. Poszliśmy na terapię par. Starała się. Bardzo żałowała. Szybko wznowiliśmy pożycie, w każdym tego słowa znaczeniu. Było to ciężkie, ale wybaczyłem jej (gdzieś po 2 latach, a powiedziałem jej to po 3).
Potem doświadczyło nas dużo rzeczy z zewnątrz. Śmierć jej rodziców (rak). Śmierć naszego nienarodzonego dziecka. Wkręciliśmy się w spiralę in vitro. Nie wyszło, niemniej dziecko nie miało być żadnym klejem. Wylądowała na miesiąc w psychiatryku. Przez cały czas starałem się ją wspierać i troszczyć o nią. Ma zajebiście ciężki, introwertyczny charakter, ale pogodziłem się z tym i kochałem ją za to jaka jest. Ona potrafiła mi to wynagradzać.
Kupiliśmy piękny dom. W końcu zaszła w ciążę i urodziła się nam śliczna córeczka (bo jej matka jest posągowo piękną kobietą), która ma teraz 14 miesięcy. Pojawiły się nowe problemy. Generalnie dawaliśmy jednak radę.
Mojej żonie odechciało się jednak seksu (wiem tak się zdarza). Myślałem, że oszaleję, bo bardzo to lubię. Były przez to napięcia, kłótnie. 1- góra 2 razy w tygodniu robiła mi loda, raz na kilka miesięcy był sex, ale czułem, że się czasami zmusza. Miałem wyrzuty sumienia. Masturbacja pomagała tylko trochę. Wreszcie moja żona oświadczyła, że mnie kocha, ale nie da mi sexu i mam sobie znaleźć kochankę na jakiś czas. Skrzyczałem ją za to. Nie mógłbym tego zrobić. Ona potem powiedziała, że to był głupi pomysł, ale chciała dobrze. Poszliśmy do seksuologa, który powiedział żeby odpuścić, bo żona ma 3 nieprzepracowane żałoby (rodzice i dziecko).

I nagle coś się zmieniło. Zaczęliśmy się kochać intensywnie. Przestaliśmy się kompletnie kłócić. Poczułem, że to wreszcie to. Dotarliśmy się. Czułem się szczęśliwy. I się okazało, że znowu ma romans. Totalnie mnie to przybiło. Przyznam szczerze, że mam nawet myśli samobójcze. Prowadziła podwójne życie zostawiając pod moją opieką roczne dziecko. Trwa to 2 miesiące, a facet niestety mieszka blisko (40 km). Przeprasza, ale mówi, że to koniec, że nie byłem otwarty na jej potrzeby, nie słuchałem jej itd. Demonizuje nasz związek, pisuje go źle, a wiem, że taki nie był. Nie zamierza zrywać tej relacji, a ja nie chcę żyć w trójkącie. Myśli o naszym rozstaniu. Kocham ją nad życie, ale jednocześnie nie mogę na nią patrzeć. Wkrótce się wyprowadza z dzieckiem. Na razie do najętego mieszkania.
Wiem, że wielu uzna mnie za hipokrytę, ale chciałbym to ratować. Nie wyobrażam sobie życia bez niej i dziecka. Proszę ją, tłumaczę (wiem, może to i poniżające). Mam jakąś nikłą nadzieję, że może coś jeszcze przemyśli w odosobnieniu. Nie wiem tylko, czy ja mam na to jakiś wpływ. Czy ja powinienem coś zrobić, jakoś to rozegrać? Ona jest taka zawsze przekorna w kłótniach. Ale wiem, że się waha. Jakby tego nie robiła, to by nie wchodziła na strony o ratowaniu małżeństwa... Ktoś? Coś?
Komentarze
Strona 5 z 7 << < 2 3 4 5 6 7 >
Yorik dnia styczeń 18 2020 02:38:56
Griffin82, pięknie to ująłeś.

WG, zastanawiałeś się na czym konkretnie był zbudowany ten Wasz związek?
Od początku nie miał szans.

amor dnia styczeń 18 2020 06:57:23
WG
Powiedziałem, że mogę spróbować, ale osobno albo w dwójkę, a nie w trójkącie i musiałbym najpierw wiedzieć, że z tym facetem to koniec.

Klasyka ze strony zdradzającej osoby, odcinając liczysz na to, że to zmieni istotę problemu. Nie, nie zmieni smiley
Dopóki od niej samej to nie wyjdzie, to Twoje wymuszanie jej działania mija się z celem. Daruj sobie takie ruchy, nie mają głębszego sensu.

Nie masz na tą chwilę podstaw do wybaczenia.
Gdybyś miał starsze dzieci, miałoby to jakiś cel. Dawałoby Tobie i im jakąś tam szansę, by dociągnąć do ich pełnoletności. Albo przynajmniej zyskać jak najwięcej czasu, na rzecz jakiejś tam stabilizacji.
Sama tak zrobiłam, sporym kosztem własnym i osobiście jestem zadowolona z tej decyzji, bo dla stabilności bytu dzieciaków i zabezpieczenia sobie zaplecza, było warto.
Znam jednak cenę tego ruchu, stąd nigdy nie doradzałabym go przy małym dziecku, jeśli nie ma ku temu sensownych zasadności.
Ponieważ to zwyczajnie strata wielu lat z własnego życia i bardzo często jedynie przedłużanie agonii.
Musisz więc bardzo starannie obliczyć zyski i straty. Biorąc jednocześnie pod uwagę zmianę własnych emocji i uczuć w czasie. Nie wyrwiesz z siebie tego co się stało.Nie ma możliwości zmiany konsekwencji zdrady. Możesz je jedynie na swoje cele ukształtować. W jakimś tam ograniczonym zakresie.
A i wieloletnia praca nad związkiem pod okiem psychologa pokazuje co najwyżej na czym ten związek się opierał. To jednak wielokrotnie nie ułatwia powrotu do bliskości.
Im bardziej się będziesz poświęcał, tym wyraźniej z czasem będziesz widział dysproporcje. I pełną egoizmu niemotę po drugiej stronie.

Przyjrzyj się dokładnie temu co ona Ci mówi:

nie czułam się przy tobie kobietą

Ty masz być odpowiedzialny za to co ona czuje? Zobacz jakie to nierealne oczekiwania i bełkot. Tylko ona jest władna zadbać o swoje poczucie wartości i to co odczuwa. A szantażuje Cię, byś koło niej tańczył, aby ona czuła się dobrze? Możesz zostać baletmistrzem, niczego to nie zmieni.

wiem, że mnie dotykałeś, przytulałeś na wejściu, ale czułam jakby to był kawałek drewna.

Ciebie obciąża za to, że jest drętwa i niczego nie czuje lub potrzebuje skrajnie silnych emocji, by poczuć cokolwiek?

wiem, że mógłbyś to zmienić, tylko teraz byś sobie stawiał zadania do wykonania. Odhaczał w zeszycie. To nie byłoby szczere.

kolejny komunika o braku akceptacji dla Ciebie takim jakim jesteś

tak, tak było, czułam się przy tobie zajebiście, czułam, że zaspokajasz moje wszystkie potrzeby. To było dawno. Tak, tak wiem, że się nie zmieniłeś. Ja się zmieniłam.

Ona się zmieniła? Nie, nie zmieniła się. Zaspokoiłeś jej potrzeby, pojawiły się inne. Ty jesteś od zaspokajania jej wszystkich potrzeb? A gdzie w tym jesteś Ty? Gdzie w tym są TWOJE potrzeby? Z jakiej racji i na jakiej podstawie ona zakłada, że Twoją jedną potrzebą, jest bieganie za jej potrzebami?

dziecko, dziecko, dziecko. Tylko to powtarzasz. Mam być z tobą tylko dla dziecka? Co? Uważasz, że zrobiłam też krzywdę dziecku? Nie, nie wiem, jak to jej kiedyś wytłumaczę.

Ty nie masz prawa do własnych fascynacji, a ona tak? Dorosła kobieta jest aż tak niedojrzałą egoistką , że nie potrafi wziąć odpowiedzialności za dobro swojego dziecka?

- potrzebuję emocji, one dają mi ,,power". Tak, pamiętam na ile imprez jeździliśmy razem. Tak, było super. To było dawno. Teraz nie chcę się z tobą bawić. Jesteś sztywny. Nawet nie umiem z tobą tańczyć. Co? Kiedyś tańczyliśmy razem i było super? Nie rozśmieszaj mnie. Kiedy to było. Wiem, że możemy teoretycznie gdzieś jeździć razem. Wiem, ale to byś traktował jako zadanie do wykonania, jako odhaczenie w zeszycie. Nie wierzę, że byłbyś w tym szczery.

Ona potrzebuje wyjątkowo silnych emocji by odczuwać cokolwiek, a to Ciebie nazywa sztywniakiem i drewnem?

jakie tymi możesz zapewnić emocje co? Pójście do kina? Spacer w inną stronę niż ostatnio?

Jakich to potrzebuje emocji? Braku stabilności i życia w niepewności? To czemu sobie ich nie zapewnia, tylko Tobie? Ty takich potrzebowałeś? Czym na co dzień zajmuje się znudzona życiem niunia, że emocji jej brakuje?

tak pamiętam jak bardzo chciałam dziecka. Ty znowu o dziecku. Chciałam stworzyć rodzinę, tak. Nie wiem. Może się pomyliłam. Nie zakładałam, że to tak się potoczy. Może się nie nadaję do rodziny.

Chciała, ale jej się odechciało. Nie widzi tego, że to czego ona chce, to uciekać od odpowiedzialności i żyć życiem bezmyślnego zwierzątka?

jesteś ,,człowiekiem w ramce" i nie wychodzisz z tej ramki. Tak powiedziałam ci kiedyś, że jesteś ,,mieszaniną rozsądku i szaleństwa", ile to było lat temu?

Kolejny komunikat, że "jesteś za mało szalony". Paradoks, od osoby, która sama niewiele odczuwa i potrzebuje walnięcia młotem by odczuć cokolwiek. Pytanie, nie chroniłeś jej przypadkiem, przez całe życie, od konsekwencji jej działań i związanych z nim emocji?

jak mam jakiś pomysł na coś (dodatkowa praca MLM) to zamiast powiedzieć ,,spróbuj, zobaczymy jak będzie", to mi podcinasz skrzydła i mówisz ,,ale jak ty to sobie wyobrażasz", potrzeba mi kogoś kto mnie uskrzydla

Własne lęki przerzuca na Ciebie i zarzuca Ci, że Ty je generujesz. Nic byś nie podważył, gdyby była pewna tego czego chce.
Po co jednak się mieszasz? Znowu chcesz ją chronić przed nią samą? Masz niedojrzałą gówniarę, ale jak ona ma dojrzeć, jak robisz wszystko za nią i nie pozwalasz popełniać własnych błędów na których by się uczyła i jakie generowałyby jej te poszukiwane przez nią emocje?

WG dnia styczeń 19 2020 15:59:58
Amor

Dzięki za bardzo cenne wsparcie

Yorick

WG, zastanawiałeś się na czym konkretnie był zbudowany ten Wasz związek?
Od początku nie miał szans.


Nie bardzo rozumiem takie postawienie sprawy. Albo pytasz, ja odpowiadam i stwierdzasz, że nie miał szans albo stwierdź, że nie miał szans i nie pytaj, a napisz czemu.

Jeśli już miałbym się zastanowić nad twoim pytaniem. Jestem w kropce. Wszystko, co uważałem za podstawy naszego związku zostało przez nią ,,oblane pomyjamir1; i zdezawuowane - ,,to było kiedyśr1;.

Generalnie przez pierwsze kilka lat jechaliśmy na jej doktrynie w stylu r11; ona z patologicznego domu, po patologicznym związku, znalazła mnie, czyli normalnego faceta, takiego, który nie pije, zapewnia spokój. Nazywała mnie ,,mieszaniną rozsądku i szaleństwar1;, czyli, że niby rozsądny, ale nie nudziarz. Twierdziła nawet (tak mi wielokrotnie pisała), że to Bóg tak sprawił, że na mnie wpadła.

Ona, typ introwertyczki, ze skłonnością do melancholii, smutku. Czasem trudno na wstępie ją polubić. Małomówna, nieuśmiechająca się, nie przepadająca za ludźmi. Zamykająca się w sobie. Potrafi gdzieś pójść do ludzi i się do nikogo nie odzywać. Pytanie całego świata do niej to - ,,stało się coś?r1;. Jeśli ktoś zagaja rozmowę, odpowiada jednym zdaniem. Ma bardzo wąskie grono koleżanek.
Zyskuje w oczach ludzi po bliższym poznaniu. Wtedy wychodzi z niej melomanka, osoba doradzająca, osoba, której ludzie chcą się zwierzać, bo jak mało mówi, to więcej słucha. Opowiada wtedy o koncertach, filmach, książkach, tańcu, fitnesie o ty, że lubi wyszywać. I wtedy ludzie zaczynali za nią szaleć.

Może to się wydać całkowicie bezwartościowe teraz, ale bardzo się podobaliśmy sobie nawzajem i innym ludziom. Ona pomimo swojej niedostępności jest bardzo kobieca, atrakcyjna. Wielu mi tego zazdrościło. Jej koleżanki nierzadko zarzucały ją tekstami o wartościowym mężu, przystojniaku. Tak wiem, - co z tego. Ale podbudowywało to moje ego.

Ma pierdolca na punkcie swojej niezależności, tego, że ktoś ją będzie wsadzał w jakieś role społeczne, co lekko ocierało się o feminizm, a było pozostałością po singielskich czasach.

Mam podobny charakter co ona (choć na pewno jestem bardziej otwarty) i wydawało mi się, że to nas jakoś łączy, choć bywało trudno. Wstydziłem się za nią nie raz (nierzadko przed rodziną, gdy potrafiła się do nikogo nie odzywać).Generalnie jednak z czasem miałem to w dupie. Wydawało mi się, że ona jest trudna, ale ja ją rozumiem. Ja jestem dla niej dobry, ona dla mnie. Powiedziała mi kiedyś o swoich melancholiach ,,czuję się czasem taka słabar1;. Ja ją głaskałem i czułem się potrzebny.

Była jednak i jest jedna zasadnicza sprzeczność w jej charakterze. Imprezy. Raz na jakiś czas (na kilka tygodni) jeździła na jakieś specyficzne, muzyczne imprezy. To był jej świat. Tam miała swoich znajomych. Tam wszyscy ją uwielbiali. Nie było tam w niej nic z introwertyka. Zawsze myślałem r11; ok. r11; no problem. Ja mam swoje wędkarstwo kilka razy w tygodniu, ona swoje imprezy.

Związek opierał się nie na jakiejś zaborczości uczuć, - jesteś tylko mój, moja. Mieliśmy nasz wspólny świat: wakacje, eventy, wyjazdy, filmy, spacery, sex, znajomi, planowanie przyszłości i swoje światy, do któryś siebie zapraszaliśmy. Było w tym związku dużo wolności.
Ja brałem ją czasem na ryby i oglądała ze mną mecze piłki nożnej, ona zapraszała mnie na te imprezy i było git. Naprawdę.
I nagle wszystko pękło przy pierwszej zdradzie. Facet był poznany na tych imprezach. Był z drugiego końca Polski, bo też jeździła czasem z koleżankami na drugi koniec Polski na te imprezy. O tym dramacie i terapii już pisałem. Generalnie jednak wyciągnęliśmy lekcję, że małżeństwo ma się co do zasady bawić razem, nie ma bezgranicznego zaufania i koniec z imprezami z noclegami. Chcesz r11; jedź, jedźmy i wróć, czy wróćmy na noc.
Potem był ciężki okres wybaczania i kolejna doktryna na kilka lat: czyli:
- ona się stara i bierze naprawę na swoje barki adorując mnie
- ona zjebała i robi codziennie porządek w swojej głowie,
- ona była naiwna, głupia, wszystko zrozumiała, zaczynamy od nowa
Potem była doktryna nieszczęść zewnętrznych: in vitro, 3 śmierci bliskich jej osób i psychiatryk. Wyraźnie mówiła rodzinie, że ma we mnie wsparcie. Było to ciężkie, ale czułem się potrzebny, choć dostawałem rykoszetem. Wydawało mi się, że spaja, umacnia nas cel r11; dążenie do posiadania dziecka i na tym to się opierało.
Co było potem r11; już napisałem na wstępie. Gwoli ścisłości , ja mam 34 lata, żona 38, choć wygląda na dużo młodzą.

I na tym mi się wydawało opierał się nasz związek.
l

amor dnia styczeń 19 2020 19:59:38
Z definicji wolność to sytuacja człowieka, który kieruje się wyłącznie swoją własną wolą.

Biorąc jednak pod uwagę doświadczenie Haynesa nad wolną wolą (które ma udowodnić i dla wielu udowadnia jej brak), to wybory zależne są i tak od tego czym się karmisz. Od tego co "nieświadomie wkładasz w swoje nieświadome".

Sytuacja w której każdy silnie żyje swoim światem, o ile jest daniem jakiejś tam wolności, to w sytuacji gdzie nie masz wymiany doświadczeń i przynoszenia "tego co najcenniejsze z doświadczeń dnia codziennego, do wspólnego gniazda", wielokrotnie bardziej oddala niż zbliżą.
Kluczem jest więc obecność i wymiana. Ona istnieje, pod warunkiem budowania wspólnego świata, świata wspólnej intymności. I nie o seks w tym chodzi, tylko zdecydowanie szerszy zakres.

Piszesz o rzeczach bardzo zewnętrznych, waszym zewnętrznym trybie funkcjonowania, w niby wolności. Niewiele o tym, czym się wymienialiście. Ani słowa o Waszym intymnym świecie, tak jakby nie istniał. Przykładowo: Wiesz np. za czym konkretnie tęskniła, czym było to "coś" obecne w tej jej "singielskich czasach"? Jaka stoi za tym jej potrzeba?

Wstydziłem się za nią nie raz (nierzadko przed rodziną, gdy potrafiła się do nikogo nie odzywać).Generalnie jednak z czasem miałem to w dupie.

Jak rozmawialiście o tym?
Mówiłeś o tym, że się wstydzisz za jej zachowanie i z czego to u Ciebie wynika, bez oskarżania wzajemnego, a z wnikliwym dojściem przyczyn dlaczego tak czujesz?
Mówiła o tym co sprawia, że tak lekceważąco zachowuje się względem Tobie bliskich, co w takich momentach odczuwa i z czego to u niej wynika?
Daliście sobie prawo i wolność do tego, by każdy odczuwał po swojemu?
Daliście sobie wolność do mówienia rzeczy trudnych i niewygodnych? O tych, które rozdzielały i budowały cegiełka po cegiełce mur i oddalenie.
O tym co zostało wrzucane w to ''nieświadome''?
Skupialiście się na samopoznaniu przez poznanie wzajemne? Zbliżaniu zamiast oddalania?

Potrzeby nie znikają tylko dlatego, że o nich nie mówimy, przez wzgląd na szkodliwe przekonania, czy destrukcyjne nawyki myślowe. A to własnie zaspokojenie własnych potrzeb, jest podstawą zbudowania dobrego związku opartego na bardzo solidnych fundamentach.
Wiesz i potrafisz zdefiniować, jakie konkretnie potrzeby tkwiły za takimi Waszymi zachowaniami i odczuwaniem?

Dopiero poznanie prawdy na swój temat, otwiera nas na poznanie prawdy drugiego. Pozwala zrozumieć swoje i wzajemne potrzeby, marzenia, czy pragnienia. Na życie w zgodzie z sobą i zaprzestanie wewnętrznej wojny. Zezwala na to dopiero pełne zaakceptowanie tego co masz w sobie. I w dalszej kolejności w drugim.

Wolność w związku zaczyna się tam, gdzie nie musisz się obawiać zrzucania przy drugim skorupek ego. Nie musisz się obwarowywać fałszywą tożsamością by czuć się bezpiecznie. Nie musisz się obawiać, że druga osoba "wejdzie z brudnymi butami do ogrodu Twojej duszy".
I masz pewność, popartą licznymi potwierdzeniami, że będzie przy Tobie obecna w Twoich najbardziej przerażających (Ciebie i ją) lękach.

Ta zewnętrzna o której mówisz, jest jakimś tam wstępem. O tyle niebezpiecznym, że może być i rozjazdem.
I najczęściej, gdy nie ma, jak to nazywamy tutaj na zetce "magnesików",czy dobrego dopasowania, to jest rozjazdem.



dirty dnia styczeń 19 2020 20:43:00
Emocjonalnie wydajesz się mocno uwikłany w ratowanie bez podstaw, za wszelka cenę. Rozumiem bo wielu z nas tak miało i ma jednak- czytając co piszesz ponawiam pytanie gdzie zgubiłeś siebie?
Dlaczego zgubiłeś (a może nigdy nie byles) siebie ?
To pytanie jest bardzo istotne z punktu widzenia Ciebie właśnie za 10 lat ?
Nie istotne staje się wtedy czy bedziecie razem czy nie - bo to pytanie powoduje, ze zaczniesz szukać w sobie odpowiedzi jak wchodzisz i tworzysz relacje, w których się zagubiłeś ... w której się rozpuszczasz, stajesz tłem ...
Budując na tej podstawie czy to czy nowe - Ty jako tło wcześniej czy później będzie generowało ten sam schemat.

Yorik dnia styczeń 19 2020 23:01:04
Nie bardzo rozumiem takie postawienie sprawy. Albo pytasz, ja odpowiadam i stwierdzasz, że nie miał szans albo stwierdź, że nie miał szans i nie pytaj, a napisz czemu.

Schematy postrzegania rządzą naszym życiem.
Nie można było Ci napisać wcześniej, wyślizgał byś się, przekonań i klasycznych "doktryn" byś nie podał smiley Nawet pewnie nie widzisz, że opisałeś kompletną nierównowagę w związku; aż się chce zapytać, co wnosiła oprócz seksu i problemów w których mogłeś się wykazać przed samym sobą?
Tak bardzo byłeś zajęty polerowaniem zbroi i dopieszczaniem swojego rumaka, że nie zauważyłeś kiedy przestało to robić wrażenie?;
To może być trochę przerażające, ale uszczęśliwiałeś kogoś na siłę, bo to Ty potrzebowałeś się wykazać. Zaspokajałeś swoje potrzeby. Ona z tego oczywiście korzystała i czasami doceniała;
Czy wasz wspólny świat nie był bardziej Twój a ona jako introwertyczka się dostosowywała tłumiąc w sobie to co jej nie pasowało?;
Jak wyglądał ten wasz świat ?
Wstydziłem się za nią nie raz (nierzadko przed rodziną, gdy potrafiła się do nikogo nie odzywać). Generalnie jednak z czasem miałem to w dupie. Wydawało mi się, że ona jest trudna, ale ja ją rozumiem.

Rozumiałeś ? Wieczne "wycofanie" i obojętność rozumiałeś?
Czemu nie wyglądało to tak ?:
To był jej świat. Tam miała swoich znajomych. Tam wszyscy ją uwielbiali. Nie było tam w niej nic z introwertyka.

Oczywiście nie wiesz czemu ?
To w końcu na czym ten związek był zbudowany? Na Twoim Ego, jej wygodnictwie i korzyściach z tego płynących?

WG dnia styczeń 20 2020 21:18:21
Yorick, Amor,

Myślę, że dużo prawdy w waszych słowach. W sumie mógłbym teraz sobie przypominać i dawać przykłady, że jednak czymś się wymienialiśmy z tych naszych światów i była intymność i było tego nawet dużo i było to fajne. Zaraz pojawia się jednak kontr -myśl na - ile to było moje, kolorowe widzenie świata.

Z nowości.

Żona najęła mieszkanie, ale codziennie pojawia się jakaś ,,sytuacja", która sprawia, że jednak się nie wyprowadza. Nie nalegam i z nią nie gadam.

Jak wracam z pracy to w ogóle na nią nie patrzę, jak do niej mówię - ,,dziecko kiedy dostało jeść?", to też nie patrzę. Nie robię tego po złości. Po prostu za dużo przykrych uczuć.

Chyba kończy mi się etap niedowierzania, a zaczyna czas ,,opanowanego wkurwu". Nie wiem co będzie następne i nie wiem, czy to dobrze.

Siedzimy przy obiedzie w niedzielę. Ona nagle do mnie - czy może jechać do kina. Roześmiałem się szyderczo w myślach i tylko wzruszyłem ramionami. Zaraz jednak dałem się wciągnąć w jakąś gierkę i spytałem gdzie i na co. Odpowiedziała. Próbowała zagaić rozmowę pieprząc coś, że ma zadanie (że niby od tego jej psychologa? - nie wiem?), żeby popracować nad komunikacją ze mną. Nie podjąłem tematu. Powiedziałem tylko (szczerze), że po ostatniej rozmowie z nią poczułem się jak gówno.

Potem jej jednak wykrzyczałem - ,,jedziesz do kina?! Przecież kino jest dla sztywniaków, dla kawałków drewna. Co to ze emocje?! Kino?"

Z kina wróciła nadzwyczaj szybko, ale przecież nie będę ją przesłuchiwał. Ku mojemu zdziwieniu, dzień później podeszła do mnie, gdy miałem dziecko na ręku.

ona - chciałam powiedzieć, że nie byłam w kinie. Pojechałam. Stanęłam w kolejce, ale zabrakło biletów i wróciłam. (wtf)

ja (skonsternowany i...zobojętniały) - i po co mi to mówisz?

ona - chciałam powiedzieć, że kino jest ok. (wtf)

ja - i po co mi to mówisz?

ona - to mam mówić, czy nie mam mówić? (wtf)

Pobawiłem się potem trochę w inwigilatora. Dokopałem się znowu do jej psychologicznych notatek. Przepisała jakiś mądry wierszyk, czy cytat jak to strasznie niedobrze, jak ktoś w związku nie chce rozmawiać...... O kurwa.

Zmieniłem tapetę na laptopie z zachodem słońca i żoną w tle na zdjęcie powierzchni Wenus z radzieckiej sondy Venera. Piękne jest pieprzenie o kobiecości tej planety, tak ładnie błyszczącej już po zmroku. A w rzeczywistości trujące wyziewy, giga ciśnienie, temperatura do 400 stopni, znikome światło i surowa, skalista pustka. Piekło... o tak.

Żyję dalej, dzień po dniu.

Yorik dnia styczeń 21 2020 00:08:43
W sumie mógłbym teraz sobie przypominać i dawać przykłady, że jednak czymś się wymienialiśmy z tych naszych światów i była intymność i było tego nawet dużo i było to fajne. Zaraz pojawia się jednak kontr -myśl na - ile to było moje, kolorowe widzenie świata.

To na ogół jest wolny proces. Każde poszło w swoją stronę. Gdyby to było skokowo, było by zauważone. To tak jak z wolno podgrzewaną żabą, nie zauważy kiedy będzie na stole;
Ciężko zmienić swoje przekonania, zwłaszcza zakorzenione w Ego, bronią się do końca na każdym etapie.
Ktoś się śmiał, że jak facet zastanie żonę z innym w łóżku i jak jest opanowana, to uwierzy, że to był tylko callanetics lub ogrzać się trzeba było, bo lepszych samców w okolicy nie ma i nie będzie smiley;
No może Brad Pitt, ale by jej nie chciał, a jeśli nawet, to można by się kumplom chwalić, kto żonę przeleciał i kogo ostatecznie wybrała smiley

Chyba kończy mi się etap niedowierzania, a zaczyna czas ,,opanowanego wkurwu". Nie wiem co będzie następne i nie wiem, czy to dobrze.

http://www.zdradzeni.info/forum/viewthread.php?forum_id=4&thread_id=2680&pid=76632#post_76632
to też, ostatnia strona:
http://www.zdradzeni.info/forum/viewthread.php?forum_id=4&thread_id=1118&pid=76607#post_76607

trujące wyziewy, giga ciśnienie, temperatura do 400 stopni, znikome światło i surowa, skalista pustka. Piekło... o tak.

No i tak właśnie wygląda uszkodzona Wenus po Venerze smiley
Uważaj na Marsa smiley

Ladaco dnia luty 07 2020 01:42:43
Przechodzenie przez zmianę:
1. Zaprzeczenie
2. Opór
3. Eksperymentowanie
4. Zaangażowanie
Przy przechodzeniu między fazami skaczesz np. miedzy 2 a 3. Raz tu raz tam, aż w końcu zostajesz na 3 i z żadka wracasz do 2 a potem wcale.

Pomagam jak mogę.smileysmiley

Komentarz doklejony:
ech zobaczyłem, że masz podobny materiał w linku.
To w takim raie polecam TOsmiley
https://tiny.pl/t6mz1
tylko ostrożnie. Wnioski mogą dać zdrowo w kość każdemu facetowi. smiley
Lektura obowiązkowa dla młodych mężczyzn.smiley

WG dnia luty 20 2020 12:32:28
Miesiąc po wyprowadzce żony. Poradźcie proszę, czy dobrze teraz postępuję. Ale najpierw co u mnie.

Pierwszy tydzień samemu w domu, to jakieś piekło. Wpadłem w jakieś lęki, obsesyjne myśli o żonie, po filmie w kinie (bo chciałem zrobić coś dla siebie) wpadłem w histerię. Piosenki z radia to żałość i płacz. Pojawiły się u mnie realne myśli samobójcze. Dusiły mnie wyrzuty sumienia, że to ja zainicjowałem jej wyprowadzkę.

Próbowałem ćwiczyć, robić jakieś remonty w domu, cokolwiek. Pomagało na krótką metę. Poszedłem w końcu do psychiatry i dostałem antydepresant. Podziałało. Nie skasował mi smutku, ale wyłączył żałość i myśli samobójcze. Czuję się lepiej.

Zacząłem stosować coś na kształt metody 34 kroków. Z żoną widzę się co najmniej 3 razy w tygodniu, przy okazji moich kontaktów z córką. Nie ukrywam, że przed każdym spotkaniem czuję napięcie.

Z początku nawet na żonę nie patrzyłem. Potem zaczęliśmy gadać, przy okazji tych widzeń o dziecku. Potem o pierdołach, co tam słychać itd. Maksymalnie tak godzinę gadamy. Czasem jakiś spacer. Nie poruszam tematu nas. Nie wychylam się. Ona też nie. Nie pytam o jej romans. Jest spokojnie, ale takie jakby wyczekiwanie, kto pierwszy pęknie.

Problem w tym, że jak się robi miło, serdecznie, to jakaś część mnie mówi mi - ,,W.G. ty głupku, nie rób tak, bo zaraz sobie film nakręcisz, że jesteście znów parą i będziesz cierpiał".

Żona żali mi się jaka to jest wykończona psychicznie opieką nad dzieckiem w najmowanym mieszkaniu. Mam dylematy, czy np. pomagać jej więcej, jako dobry ojciec, czy być wyrachowany, bo to są konsekwencje jej decyzji. Suma sumarum wychodzi z mojej strony jakieś pośrednie działanie.

Kiedyś przyszedłem do dziecka, ona z mega spuchniętą twarzą, jak to określiła - ,,Płakałam wczoraj nad swoim życiem,... przyjdzie taki czas, że usiądziemy i pogadamy". Nie dałem się wciągnąć w tę gadkę. Może to mało chrześcijańskie, ale pomyślałem ,,Dobrze ci tak silna niezależna kobieto".

Co do jej gacha. Złamałem zasadę 34 kroków, bo też chciałem wiedzieć na czym stoję. Ale czy wiem? Okazało się, że ta relacja ma formę typowo satelicką. Żona oddaliła się od niefajnej, ale stabilnej i bezpiecznej ziemi. Jest teraz w kosmosie, duszno jej. Nadal wzdycha do księżyca, ale jest teraz w kompletnym rozkroku rozdarciu. Przestrzeń kosmiczna ją dusi. Nie wie co ma zrobić, ryczy jest rozbita i wie, że księżycowi może się skończyć cierpliwość. Księżyc też jest w korkociągu. Chce się wycofać, żeby sobie wróciła na ziemię, potem pierdoli, że będzie czekał, aż ona się zdecyduje gdzie chce być. Niech tak się duszą.

Na razie nie chcę podejmować żadnych kroków, poza spokojnym podejściem do sprawy. Czekam na rozwój wypadków. Skupiam się na córce, której mi bardzo brakuje. Bardzo bardzo wolno wracam do tego co lubię - czytanie książek.

Co o tym myślicie?

Strona 5 z 7 << < 2 3 4 5 6 7 >
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Reklama Zjawy i demony
www.parapsychologia.zjawa.com
Zdrada po 10 latach!
Zdrada po 18 latach
Zdradziłam i po tym dowiedziałam się że on wcześniej to zrobił
Zdrada po 10 latach małżeństwa
Zdrada po 17 latach zwiazku
po 25 latach ...a jednak
po 35 latach - mąż się zakochał (nie we mnie)
Zdrada po 18 latach
Czy to powinien być koniec po 8 latach ?
Zdrada po 23 latach małżeństwa a 25 znajomosci
Gwałtowna zmiana po 10 latach
Wracam po latach.
Zdrada dowiedziałam się po 2 latach
zdradzona po 14 latach
Porzucona po 8 latach wydaje mi się, że to zdrada
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Ma innego jestem nap...
Zalamana
Najlepszy przyjaciel...
Zdradziła mnie z Kuz...
42 lata razem, kogoś...
nie wierny partner i...
Zdrada - brak juz siły
Poradźcie Podłej Zdr...
Czy po raz kolejny s...
Badoo
Jestem kochankiem
Już nie zaufam żadne...
Recydywa, co robić d...
Czy zemsta i zniszcz...
Jak wrocic do swiata...
Zabił mnie ...
Jak mam to odebrac?
Dowiedziałem się kil...
Kłamstwa
Zona pod przykrywką
Nóż w sercu
Nie daje rady
Kolejny zdradzony
Żona i stado murzynów
A taka grzeczna i po...
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Romanos
27/03 13:50
Ja natomiast dodam, zeby byc ostroznym, ale nie popadac w paranoje tudziesz w myslenie "magiczne" i cos z pewnoacia ichroni nas przed zachorowaniem. Nienuchroni i predzej lub poNiej kazdy cz

Archiwum
Reklamy
Masaż Kęty
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info