Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 1 zobacz kto)
~ tata

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Pomocne instytucje
Detektywi
Prawnicy
Psycholodzy
Poradnie rodzinne
Dodaj instytucję

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 56
Użytkownicy Online: Rozalia

Zarejestrowanch Uzytkowników: 12,948
Najnowszy Użytkownik: Oszukana37
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Twoje miejsce
Reklamy...
zdradzony, załamany i co dalej?
Zdradzony przez żonęWitam serdecznie. Mam na imię Maciek i mam 38 lat. Mam cholerny mętlik w głowie, dlatego też odważyłem się na opisanie mojego kłopotu na forum. 19 lat temu poznałem dziewczynę, po około roku byliśmy parą. Związek początkowo był burzliwy, zrywałem z nią kilka razy (1-2dni) i wracaliśmy do siebie. Byłem bardzo zazdrosny o każda pierdołę. Każdy był młody, każdy popełniał błędy zarówno ja, jak i Kasia. Po około roku nasz związek nabrał barw i stał się "normalnym" związkiem (wiele rzeczy zrozumiałem które robiłem źle i wyciągałem wnioski). Minęły 3 lata jak byliśmy para, układało się nam bardzo dobrze. Nie potrafiliśmy bez siebie żyć. Wszystko chcieliśmy robić razem - dosłownie, spędzać ze sobą maksymalną ilość czasu (zarówno ja, jak i ona). Nie mieszkaliśmy razem. Zabierałem ze sobą kolegę z dzieciństwa do nich (mieszkała z rodzicami i bratem). Bywało tak, ze czasem byłem w pokoju jej brata (wspólne tematy, początki internetu itp) i w tym momencie mój kolega zaczął romansować z moją dziewczyną w pokoju obok. Trwało to około tygodnia a ja nie wiedziałem wtedy dlaczego mój kolega woli siedzieć w pokoju z moją dziewczyną i oglądać z nią filmy niż być razem z kumplami. Nie podobało mi się to. Zacząłem wypytywać Kasię czy wszystko jest ok, czy wszystko gra. Oczywiście zapewniała, że tak, że przecież mnie kocha i żebym nie wracał do chorej zazdrości sprzed 3 lat. Szczerze mówiąc czułem, że jednak nie wszystko jest ok i nabrałem podejrzeń. Kilka dni rozmów nie przyniosły skutków aż pewnego dnia powiedziałem jej, że chyba to wszystko nie ma sensu bo wracając do domu wieczorem z moim kolegą, dowiedziałem się kilku rzeczy. Zaczęła się zastanawiać, nie wiedziała jak sie ma zachować aż w końcu przyznała, ze zauroczyła się w moim koledze. Zapytałem czy do czegoś doszło miedzy nimi, odpowiedziała ze było całowanie i ogólne dotykanie ciała (powiedziała że przecież ja byłem za ścianą a za drugą byli jej rodzice). Postanowiłem zawalczyć o nasz związek. Kolegę pożegnałem do dnia dzisiejszego (powiedział jej, że ja mogę dla niego nie istnieć). Minęły kolejne 2 lata a nasz związek stawał się mocniejszy, stabilniejszy i dojrzalszy. Otworzyliśmy firmę. Wspólnie pracowaliśmy i wspólnie spędzaliśmy czas (oboje tego chcieliśmy - nikt nikogo do niczego nie zmuszał). Nie mieszkaliśmy jeszcze razem. Po roku prowadzenia firmy gdy szedłem po nią rano aby pójść wspólnie do pracy, zauważyłem od pewnego czasu, ze była gotowa dużo wcześniej niż na godzinę umówioną. Zaciekawiło mnie to i zacząłem mieć oczy szeroko otwarte. Nie trwało to długo bo po około tygodniu zauważyłem kątem oka jak jeden z naszych klientów "wysyła" jej buziaka w powietrzu. Wiedziałem, że coś tu nie gra. Zaczęły się kolejne poważne rozmowy z których nic nie wynikało. Zapewniała, ze wszystko jest ok i ze bardzo mnie kocha i nigdy by mnie nie zraniła. Pewnego dnia przyjechałem na firmę i powiedziałem jej, że wszystko wiem i jak ona chce budować przyszłość? (oczywiście był to blef). Po 10 minutach męki w ciszy przyznała się, że umawiała się rano na sex z tym facetem. Podjeżdżał po nią samochodem i jechali do lasu. Zrobili tak 4 razy. Stwierdziłem wtedy, że to koniec. Od razu pojechałem do niej do domu i zabrałem kilka swoich rzeczy które tam miałem. Rozstaliśmy się. Oczywiście chodziłem jak struty, każdy kąt w firmie przypominał mi moja dziewczynę, krótko mówiąc: męczyłem się. Pisała smsy, że zrobiła by wszystko aby cofnąć czas, że zrobiła źle, ze żałuje itd. Wszystko co robiliśmy dotychczas - robiliśmy wspólnie. Brakowało mi tego jak cholera ale jakoś dawałem radę do czasu, dopóki nie poprosił mnie jej brat o spotkanie. Zgodziłem się. Tłumaczył mi, że Kasia bardzo to przeżywa, że nic nie je, nie sypia normalnie itp. że według niego naprawdę szczerze żałuje i żebym zastanowił się nad tym czy nie spróbować, czy nie dać jej ostatecznej szansy. Zarówno on jak i jej reszta rodziny twierdzili, że młoda, że głupia, że może ciekawość, że bez ślubu itp. Te myśli zaczęły mnie dręczyć. Po tygodniu poszedłem do niej zobaczyć jak się ona czuje. Zobaczyłem, ze jest inna osobą, zero uśmiechu, smutek, podkrążone oczy - serce mi pękało widząc, że jednak cierpi. Po kolejnych kilku dniach postanowiłem, że jednak spróbuję. Kochałem ją bardzo mocno, powiedziałem aby zacząć wszystko od nowa, z czystymi kartami. Była wniebowzięta. Przefarbowała włosy (nigdy wcześniej tego nie robiła) bo twierdziła, że sama się sobą brzydzi. Po jakimś miesiącu zamieszkałem u niej. Prowadziliśmy dalej wspólnie firmę a nasz związek stawał się coraz lepszy. Pół roku minęło a na dowód tego, że kocham Kasię i nie chcę się "odegrać" postanowiłem, że się oświadczę. Był to dla niej szok bo było to nie spodziewanie, mega romantycznie - płakała jak mała dziewczynka, nie potrafiła w to uwierzyć. Bardziej szczęśliwej jej nie widziałem. Po kolejnym roku pobraliśmy się (kościelny i cywilny). Nasz związek miał bardzo trudne chwile które przeżyliśmy. Robiliśmy nadal wszystko wspólnie. Niejednokrotnie mówiłem: "idź do koleżanki pogadać" ale ona wolała jechać ze mną chociażby na ryby. W taki sposób staliśmy się nierozłączni. Nikt nie trzymał nikogo na siłę. Nikt nikomu nic nie narzucał. Zwyczajnie tak oboje chcieliśmy. Po jakimś czasie zapragnęliśmy mieć dziecko. Udało się! Kasia zaszła szybko w ciążę. Cieszyliśmy się jak małe dzieci. Nasze szczęście jednak nie trwało zbyt długo. Po 3 miesiącach ciąży okazało się, że nasza dzidzia umarła. Był to dla nas obojga szok. Leżenie mojej żony Kasi na oddziale, tabletki poronne, jej zwijanie się z bólu na łóżku. Nigdy tego nie zapomnę. Cały czas byłem przy niej. Niestety nie mogła poronić i zabrano ją na salę na zabieg. Po powrocie do domu wspieraliśmy się nawzajem. Pocieszaliśmy. Były to bardzo trudne chwile. Kasia powtarzała, że najważniejsze, że mamy siebie. Mijały kolejne lata a nasz związek był udany. Jedna sprzeczka na 2-3 miesiące trwająca 10 minut i wszystko wracało do normy. My nawet nie chcieliśmy się ze sobą kłócić. Gdzieś jednak pojawiał się strach przed nieudaną ciążą. Zaczęliśmy pomału popadać w kłopoty finansowe. Firma coraz gorzej prosperowała. Nie kłóciliśmy się nigdy o pieniądze, mieszkaliśmy u jej rodziców. Na utrzymanie nas nam wystarczało pomimo tego Kasia niejednokrotnie powtarzała, że może żyć biednie aby wspólnie ze mną. Powtarzała, że nie wyobraża sobie życia beze mnie a sprawy materialne ją nie interesują bo nie są dla niej najważniejsze. Wiedziała doskonale też o tym, że oddam za nią życie, że ją bardzo kocham (raz miała dowód - myślałem że tylko ona przeżyje (nawet się pożegnaliśmy) bo o sobie nie myślałem wcale. Jedyna myśl: zrobić wszystko aby ona przeżyła. Los chciał, że udało nam się obojgu przeżyć). Zbliżała się 9 rocznica naszego ślubu. Wtedy to podjęliśmy decyzję o zamknięciu własnej działalności. Po 15 latach wspólnej pracy poszliśmy do prywaciarza. Początkowo było fajnie, super, w końcu normalne zarobki. Po 6 miesiącach postanowiono nas rozdzielić. Ja pracowałem w jednej filii a Kasia w drugiej. Zyskała w moich oczach 100% zaufania. Nie myślałem o przeszłości. Byłem Kasi pewien, że jestem dla niej jedyny.  Pojawiły się poważne rozmowy miedzy nami o dziecku, o planach i w końcu o wyprowadzce (którą chcieliśmy od dawna). W sumie to ja zaczynałem te rozmowy. Kasia powtarzała, ze nawet jak nie będziemy mieli dziecka to najważniejsze, że mamy siebie. Po tym jak nas rozdzielono dowiedzieliśmy się, że zostaniemy za 3 miesiące zwolnieni (4 innych pracowników też - zwyczajnie brak zapotrzebowania). Pisaliśmy do siebie codziennie smsy, że damy radę, że mamy siebie, że znajdziemy pracę. Mówiłem jej, że tylko praca + umowa i staramy się o dziecko. Codziennie przed pracą były buziaki i słowa typu "kocham Cię", "Ja Ciebie też". Było wszystko normalnie do czasu aż przy mnie zadzwonił kolega z pracy do Kasi. Zachowywała się dziwnie, jak nigdy dotąd. Bardzo się zestresowała i wyszła z pomieszczenia żeby odebrać. W tym momencie wróciły do mnie wspomnienia (chociaż wmawiałem sobie, ze pewnie przesadzam). Znowu pojawiły się rozmowy z Kasią. Pisanie w czasie pracy do niej smsów czy aby na pewno jest wszystko ok. Pisałem jej, że ją kocham a ona odpisywała, że mnie tez kocha i że wszystko jest dobrze. Nie wiem dlaczego, ale przestałem jej wierzyć. Rozmowy trwały około tygodnia, męczyłem ją pytaniami, czułem, ze coś tu mi nie gra. Pewnego wieczoru Kasia leżąc patrzyła się na mnie. Ja ciągle pytałem, czułem, że coś się dzieje. Wypowiedziałem miliony słów aby mi wyznała prawdę o co chodzi (spokojnie bez krzyków itd) i wtedy Kasia powiedziała: "Ja nie chcę Cię już więcej ranić". To było dla mnie jednoznaczne. Pociągnąłem temat i powiedziała, że od 2 tygodni "kręci" z kolegą z pracy, że zauroczyła się, ze całują się w każdej wolnej chwili w pracy. Poczułem bardzo mocne zimno spływające od głowy w dół. Nigdy nie miałem takiego uczucia. W tym momencie 18 lat naszego związku (w tym 10 po ślubie) prysnęło jak bańka mydlana. Nie wiedziałem co robić. Po jakiś 30min zadzwoniłem do przyjaciela (przy Kasi). Powiedziałem o tej sytuacji, nie mógł uwierzyć. Dla wszystkich którzy nas znali (nie znali naszych przejść) byliśmy idealna parą. Dla wszystkich. W tą noc do samego rana pakowałem się. Gdy przyjechałem po inne rzeczy przed południem Kasi już nie było. Wzięła kilka rzeczy i wyjechała do innego miasta do tego faceta. Dzisiaj mija 2 miesiąc od tej sytuacji. Pojawiła się 2 razy w domu. Raz po kilka rzeczy, drugi raz po dokumenty. Nie utrzymuje kontaktu z rodziną. Dla brata powiedziała, żeby się nie wtrącał. Więcej się do niej nie odezwał i powiedział, że źle czuje się w jej towarzystwie. Z nikim nie utrzymuje kontaktu a jak rodzice do niej dzwonią to odpowiada sucho, stonowanie, stanowczo i czasem chamsko. Nie wiem, być moze dlatego, że wszyscy są po mojej stronie i nie rozumieją jej kroków. Starają się jej cokolwiek przetłumaczyć. Mam wsparcie teściów, mówią ze są za mną. Nie mogą pogodzić się z jej decyzjami. Nie utrzymuje kontaktów ze znajomymi, z rodziną, z nikim. Tak jakby cały dotychczasowy świat zamieniła na 1 obcą osobę. Pisałem do niej 3 smsy, 4 maile (ale ani razu nie wspomniałem o "powrocie" itd). Zadzwoniła do mnie raz i powiedziała, żebym ułożył sobie życie, żebym czymś się zajął i że nie chce się rozstawać w kłótni bo jednak przeżyliśmy razem 19 lat. Powiedziała, że będziemy mogli się spotykać i czasem pogadać jak będę tego potrzebował ale to za jakiś czas (nie teraz - teraz nie chce się spotkać bo twierdzi., że mam słabą psychikę). Pytałem w mailach i smsach niech mi tylko odpowie od kiedy tak naprawdę mnie nie kocha ... odpowiedzi nie otrzymałem żadnej. Czy ktoś z obecnych rozumie taką sytuację? O co w tym wszystkim chodzi? Bardzo to przeżyłem. Minęły 2 miesiące a ja nie potrafię zrozumieć, nie potrafię spać, nie potrafię na niczym się skupić. Schudłem 14 kg. Znajomi mnie zaczepiali bo myśleli że jestem poważnie chory. Wyglądałem jak kościotrup. Straciłem dach nad głową. Straciłem pracę po 2 tyg. Kasia ma 35lat i lubiła ostatnio wypić. Ja nie piłem wcale ale jej nie zabraniałem. Ostatnio piła często (min. 10 dni w miesiącu po 2-3 piwa wieczorem). Rozmawiałem z nią żeby nie przesadzała z piciem. Ja nie lubię - nie piję, nie czuję takiej potrzeby ale nigdy jej nie zabraniałem. Facet z którym teraz jest lubi wypić (nawet są podejrzenia znajomych czy nie jest już alkoholikiem). On mieszka z rodzicami - ma swój pokój. Słowa innych: nie jest urodziwy, ma trochę oszczędności bo za nic nigdy nie płacił (rodzice utrzymywali), zabawy i bardzo dużo alkoholu... Co o tym wszystkim myśleć? Jak takie coś można wytłumaczyć? Skąd taka nagła zmiana? PS W ten dzień w którym się przyznała normalnie rano pisała smsa że kocha, że już tęskni. Wieczorem zaś powiedziała mi, ze to przyzwyczajenie chyba, że się zauroczyła. Po kilku dniach powiedziała swojej mamie tylko tyle, ze jak zadzwoniłem przy niej do swojego przyjaciela i mu to powiedziałem to wtedy coś w niej pękło i niby już po tym nie widziała sensu ratowania naszego związku (tylko ja powiedziałem teściowej, że jakby chciała ratować to by zwolniła się z tej pracy i zerwała kontakty z obcym facetem a nie gadanie bo ja zadzwoniłem). Tak zadzwoniłem bo w jednej chwili straciłem dach nad głową (mieszkam obecnie u mojego przyjaciela). Ma ktoś na to wszytko jakieś rady? Może ktoś był w podobnej sytuacji? Czy ona może tego żałować? (znajomi stawiali, że wróci max za miesiąc - mija już drugi i wygląda na to ze jest jej tam "dobrze"). Po jakim czasie kobieta może żałować? Czy po 19 latach o wspólnych chwilach można tak po prostu zapomnieć? Kochaliśmy razem spędzać czas ale pomimo tego mieliśmy swoje własne zainteresowania. Szczerze mówiąc to ja mam kilka zainteresowań, Kasia mniej. Chodzi mi o to, że mieliśmy czas wspólny i czas dla siebie samego. Co dalej? Przepraszam, że tak dużo tego wyszło.

Komentarze
Strona 7 z 8 << < 4 5 6 7 8 >
Nick dnia listopad 06 2018 12:46:26
amor, smiley
Zaczynasz dyskusje która nadaje się do garażu.

Generalnie - można to ubierać w różne słowa, w zależności kto kogo opisuje i co chce wykazać .
Równie dobrze można by powiedzieć :
- nudny bo konsekwentnie dąży do celu który wspólnie wyznaczyli, jest i zawsze był typem introwertyka , ma wpojone zasady, światopogląd którymi kieruje się w życiu ale tez : na żądanie żony zerwał znajomosci , porzucił pasje i poświecił czas i energię dla rodziny pomagając albo wyręczając żonę , popadł w depresje po traumatycznym przeżyciu np zdrada żony.

Jedna rzecz to żonglowanie słowami , druga rzecz to obiektywna ocena siebie i śwagra, a trzecia rzecz to fakt , że to co jedna osoba oceni jako zaletę druga oceni jako wadę , a czwarta .... że wcale nie chodzi o wady czy zalety bo drugiej osoby to nigdy nie obchodziło a jedynie fakt że był - bo rozsądek podpowiadał ale tylko do czasu.

No a dodatkowo :kobieta zmienna jest smiley

Poza tym przestrzegam przed takimi ćwiczeniami wyszukiwania w sobie pierwiastków winy, bo może sugerować , że wystarczy usunąć je, zmienić a wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej rożki wroci na swoje miejsce.

Nie.
To może być pożyteczne ćwiczenie ale raczej w nowym związku z nowa (może nudną smiley ) kobieta niż z ta stara ( barwną ) .
Ale wtedy może okazać się , że lepiej wrócić do starych wad niż do nowych zalet. smiley

Są ważne rgeneraliar1; i mniej ważne cechy charakteru których lepiej nie zmieniać na siłe, po to żeby przypodobać się komuś .

mietek dnia listopad 06 2018 13:01:39
Moim zdaniem szukaj swojej drogi, dla nie ty nie istniejesz, skoro nie ma kontaktu to wasze lata wyrzucono do kosza, jak ty znajdziesz dla siebie droge, to do niej dotrze I ona zrozumie co traci

zalamany01 dnia listopad 06 2018 19:00:16
Dzięki wszystkim za to, ze czytacie (mimo tego że jest tego dużo) i staracie siemi pomóc itd.

dirty - nie jestem niestety napakowany ani też w 100% cholerykiem. Pokazałem kilka przykładów które według mnie świadczą o tym ze facet z jajami radzi sobie w każdej sytuacji w życiu i jest konsekwentny. (mam teraz sytuację z którą sobie nie radzę (lub średnio radzę) - ale czy połamana psychika może być przykładem odbiegającym od normy która wskazuje na faceta z jajami? Nie wiem, ocenę zostawiam...). Kolejna sprawa to to, że ja tego nie stwierdziłem tylko sama Kasia (przystojny?) w rozmowie telefonicznej i znajomi którzy go znają z widzenia (ich ocena). Kolejna rzecz którą mógłbym sobie zarzucić to to, ze być może zbyt długo zwlekałem z dzieckiem. Kasia marzyła o dziecku jak każda kobieta. Co prawda rozmów nie mieliśmy na ten temat (w sumie to ja zacząłem rozmowę na 1 miesiąc przed rozstaniem, że chcę). No i ewentualnie trochę codzienności i monotonni (4-5 dni takie spokojne w tygodniu). Resztę ... dirty, codziennie przed wyjściem do pracy słyszała: "kocham Cie". Dosłownie codziennie, patrząc się jej w oczy. Do tego buziak (czasem bez). Codziennie w pracy obustronne dzwonienie i wiszenie na słuchawce po 20min (kilka razy dziennie), codziennie dziesiątki smsów w pracy (obustronnie) ale tydzień przed naszym rozejściem było już ich mniej i Kasia nie miewała już tak podobno czasu żeby pisać lub dzwonić. Nie wiem...

Maja3 strasznie Ci współczuje smiley . Jej ojciec nie pił kiedyś (tylko okazyjnie jak każdy) - zaczął od około 3 lat mniej więcej (może nawet później). Co do powrotu - już taki powrót zaliczyłem i żeby się pozbierać i móc dalej z Kasią żyć nie obyło się bez kilku wizyt u psychologa. Samemu ciężka sprawa a po kolejnych takich wybrykach to chyba niemożliwe już jest (psychika). Hmm czy jestem rozsądny? Nie wiem... górę wzięły uczucia kiedyś i teraz cierpię podwójnie, wiec chyba nie jestem rozsądny. Druga strona medalu, tak, każdy ją ma ale jestem normalnym gościem. Poświeciłem dla Kasi swoje życie po przejściach... O jakich wiec "ciemnych" stronach można tu pisać? Że czasem się zdenerwowałem i powiedziałem 2 zdania głośniej? I ta kłótnia się na tym kończyła bo nie dyskutowaliśmy dalej bo "każdy miał swoja racje"? a po 10 minutach dalej się śmialiśmy (nieraz z tego co było przed chwilą). Ja nie chce sie wybielać czy coś i pisałem, ze potrafię przyznać się do winy ale właśnie tego nie mogę zrozumieć. Do tego mogę dodać jeszcze taką ciekawostkę, że 4 niezależne sobie osoby powiedziały mi że: "byłem dla niej za dobry", a jedna osoba mi powiedziała ze: "było zbyt kolorowo i cukierkowo". No ale to co? Bić się mieliśmy? Kłócić? Rzucać w siebie talerzami? Nie rozumiem... Komunikowaliśmy się normalnie. Ile to ja miałem "kłótni" a byle co (np torbę z zakupami położyłem nie tam gdzie trzeba bo tam brudno przecież) oczywiście afera, kłótnia, prawie łzy ... ale minęło 30min i słyszałem "przepraszam" , mam teraz złe dni i tak mnie jakoś nosi. Masa takich sytuacji. W drugą stronę też tak bywało (nie mówię, że nie) bo np byłem zmęczony lub jakiś poddenerwowany czymś i BABACH! Wkurzony coś powiedziałem, kłótnia...(w moim przypadku to 10min smiley ) i było już normalnie. Nie znam związku ani jednego żeby się kłócili i po 10 - 30 min razem już śmiali oboje a my tacy byliśmy. Bardzo duzo ludzi którzy nas zna, brała nas za przykład. Zawsze uśmiechnięci, szczęśliwi, weseli i niosący dobro. Zawsze. Bardzo dużo ludzi chciało się z nami spotykać (kawa, grill, wypady różne). Nawet jej kuzyn (jedna z najważniejszych osób w jej życiu a mimo to go źle potraktowała) po spotkaniu się powiedział mi, że to "inna" jakaś Kaśka. Zawsze była szczęśliwa, uśmiechnięta itd itd a teraz jak rozmawiał z nią 30 min to powiedział, ze ani razu uśmiechu, że jakaś taka poważna bardzo itd.

amor w tym sęk że od około 4 lat nasz związek nie stał w miejscu. Bardzo dużo osiągnęliśmy przez ostatnie 4 lata na różnych płaszczyznach (włącznie z osobistymi rozwojami).

Jeszcze mogę dodać taki fakt, ze powiedziałem dla Kaśki, ze spalę zdjęcia nasze (włącznie z ślubnym albumem) to się wkurzyła. No to powiedziałem przez tel: a co? Po co Ci one? Z nowym mężem chcesz je oglądać i się z nich śmiać? Na to ona zaśmiała się w słuchawce i powtórzyła dziwnym głosem: "nowym mężem heh". Generalnie stanęło na tym, ze stwierdziła ze zdjęć się nie niszczy - zostawiłem jej to. (90% zdjęć jakich posiada to nasze wspólne). No i tez się zastanawiałem po co jej to? Nie rozumiem wielu rzeczy ... Czasem mam wrażenie jakbym był w ukrytej kamerze lub przechodził jakiś test.

normalnyfacet dnia listopad 06 2018 20:13:46
Przedstawiasz takie fajne małżeństwo normalnie pozazdrościć r11; tylko czemu znowu Ciebie zdradziła i tym razem zostawiła? To jedno pytanie a drugie, czego Ty tak naprawdę chcesz? Bo teraz wygląda że ją i siebie bronisz i waszego małżeństwa. Tylko jeśli było tak fajnie to czemu jest tak źle?
Teraz rozkimiasz dlaczego ona tak się zachowuje, może teraz do niej dociera że nie samą wóda i sexem człowiek żyje. No ale skoro Ty już jej nie chcesz, to co to ma za znaczenie?

zalamany01 dnia listopad 06 2018 20:22:23
normalnyfacet ^ zwyczajnie odpisałem dla ludzi bo niektórzy stawiali znaki zapytania lub pytali o coś wprost. Z naszym małżeństwem było tak jak pisałem wyżej. Nic nie ubarwiłem, nic nie pomijam. Nie bronię przecież nikogo. Mam nic nie pisać? Nawet nie wiesz normalnyfacet jak ludzie reagują jak się o tym dowiadują. 90% z nich to robi przysłowiowego "karpia".

Komentarz doklejony:
I tak szczerze mówiąc co bym zmienił gdybym mógł cofnąć czas i poniekąd (znów) wziąć winę na siebie? Wiesz co bym zrobił? Nie ociągał się z dzieckiem. To tak naprawdę mogę stwierdzić, ze w tej kwestii być może za długo czekałem i losy być może by się inaczej potoczyły. Nic innego bym nie zmienił, nie miałbym czego. Zastanawiam się czasem nad tym czy ona nie jest np chora psychicznie ale przez tyle lat to przecież bym coś zauważył, cholera wie. Niektórzy mówią, że ona ma coś z głową...

poczciwy dnia listopad 06 2018 20:29:09
Autorze,

Jeden podstawowy błąd - nie analizuj jej zachowania, nie myśl o tym co ona teraz robi albo dlaczego robi bo to do niczego nie prowadzi a tylko nakręca niepotrzebnie emocje, karmisz je sam. Lubisz samobiczowanie? Odpuść trochę. Wiem, łatwo się mówi, ale zatroszcz się w tej chwili maksymalnie o siebie, znajdź sobie jakieś zajęcie. Według mnie oczywiście to co się wydarzyło ma ogromne znaczenie w przeciwieństwie do mojego przedmówcy, chociażby po to aby na przyszłość wyciągnąć wnioski. Jednak na dogłębną analizę przyjdzie jeszcze czas. Teraz dbaj o to aby po prostu lepiej się czuć.

Komentarz doklejony:
Piszesz, że nie ociągałbyś się z dzieckiem. Myślisz, że to cokolwiek zmieniłoby? Jeśli tak to tylko chwilowo. Chciałbyś być weekendowym tatusiem a dziecku zafundować niepełną rodzinę?
Ten tekst z dzieckiem świadczy o tym, że faktycznie strasznie jeszcze błądzisz. To nie zarzut. Nie da się kochać za dwóch.

zalamany01 dnia listopad 06 2018 20:40:14
Ehhhh, przepraszam, jestem rozsypany jakiś. Nie chce do niej wrócić ale nadal ją mam w sercu i to się ciągle odzywa. Trudne to myśląc, że nie ma opcji, nie ma powrotu, nie ma zmiłuj a jednocześnie tęsknota, zmartwienie i uczucie które nie gaśnie. Nie chce nikogo tu przecież denerwować czy coś bo nie po to jest ten portal stworzony. smiley

Zahira dnia listopad 06 2018 21:20:49
zalamany,

jak ludzie reagują jak się o tym dowiadują. 90% z nich to robi przysłowiowego "karpia".


Jacy ludzie? obchodzi cię co myślą inni?
Blisko mnie mieszkało małżeństwo 28 lat razem,jej mąż miał nockę,w nocy podjechał bus zapakowała potrzebne rzeczy, i żona mu wyjechała na drugi koniec Pol.Uciekła do faceta o 12 lat młodszego a ona ma 50 smiley można zrobić karpia co? pozornie udane małżeństwo,wszędzie chodzili, jeździli razem, śliczny piesek,bo dzieci nie mieli,zostawiła wszystko i odeszła od niego po 28 latach wspólnego życia,ale nikt nie wiedział co się dzieje w tych 4 ścianach,umiał bić żeby śladów nie było smiley
Idealizujesz swoje małżeństwo,które z boku jak każde inne wygląda na idealne,ludzie są zdziwieni robią karpia,a ci ludzie co? materacem u was byli? Dlaczego uciekła,to wie tylko ona,masz prawo do żalu,do odchorowania tego,już raz to przerabiałeś, jeszcze ci mało? za chwilę nie będziesz żył a wegetował,utkniesz w roli ofiary i niech wszyscy mnie głaskają i się litują,jaką krzywdę mi wyrządzono smiley
Zerwała się ze sznurka,i niech wszyscy pocałują ją w głębokie poszanowanie,robi co chce jest wolna,obrała nie właściwą drogę,ale ty nie jesteś odpowiedzialny za jej brak rozsądku,to jej życie i jej przyjdzie za to zapłacić,no chyba że jesteś tak dobroduszny i cały ciężar weźmiesz na siebie, tak jak robiłeś dotychczas by Kasia nie cierpiała smiley
Obserwując zachowania niektórych facetów,zastanawiam się jakim, cudem się uchowali.smiley

amor dnia listopad 06 2018 21:29:15
amor w tym sęk że od około 4 lat nasz związek nie stał w miejscu. Bardzo dużo osiągnęliśmy przez ostatnie 4 lata na różnych płaszczyznach (włącznie z osobistymi rozwojami).

to nie był wpis do Ciebie, tylko taki luźny kontrast dla zobrazowania, że każda wada może być i dobierana jako zaleta w zależności od okoliczności;
wiec nie ma co się porównywać z kochankami; są zwyczajnie inni;
te nasze porównania, których dokonujemy w pierwszym okresie, wynikają z naszego spadku wartości po zdradzie, bo zdrada ostro nam daje po poczuciu naszej wartości; ale to tylko tyle; ani oni nie są gorsi, ani my; po prostu są inni;

okres akceptacji tego co się stało, ten w jakim jesteś, jest jednym z najtrudniejszych do przejścia; ale on minie; tak jak radzono Ci dobrze powyżej, zajmij się teraz sobą, zapielęgnuj siebie w taki szczególny sposób; zatroszcz się o siebie;
siebie pielęgnuj, a nie ten ból i trudne wspomnienia;

dirty dnia listopad 07 2018 08:23:33
Ja nie stawiam tezy, ze Ty lub kochanek Twojej żony to facet bez jaj? Raczej trochę dopowiadam, prowokuje do wejścia głębiej.
Porównania z kochankiem, w każdej płaszczyźnie to ślepy zaułek bo jak taki brzydki to ?? Stad moje pytanie chcemy znaleźć jakieś odpowiedzi poszukajmy tam, w nim, jasne będzie dużo udawania i pozorów.
Co do wizji idealnego związku, a może prowokacyjnie jaj - nasz Ty choleryku 😉-, a ja bym pogmeral przyboierwszej zdradzie. Masz nałożone różowe okulary i jak dla mnie trochę idealizujesz ta Wasza reakcje. Teraz wręcz mam obawę ze jutro splodzisz dziecko i na kilka lat będzie spokój.
Wybaczysz na miękko i dajesz prezenty swojej wybrance za zdrady. Tłumaczysz ja bo za nim poprosi już jej wybaczyć lub tylko pozornie ma ponosić konsekwencje. W wersji głaskania po głowie - jesteś za dobry, w wersji ostrej brakuje konskewncji w działaniu potocznie może jaj (spokojnie nie Ty jeden na to cierpisz, z tego da się leczyć).
Przełącz się na tryb ubrudz się - bo jak glaszczesz siebie, żonę i Wasze małżeństwo - to rzekłbym ideał prawie... tylko sie ciągnie jakoś dość mocno, w trybie zakop pod dywan.

Strona 7 z 8 << < 4 5 6 7 8 >
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Reklama Straż Fałkowice
www.osp-fakowice.bulok.info
Zdradzony
Zdradzony chyba na wlasna prosbe.
życie toczy się dalej...
...i co dalej? (vol. 2)
...i co dalej?
Nie wiem jak żyć dalej
Co dalej....
Zdradzony przez dziewczynę którą kochałem
i dalej nic
Zdradzony
Zdradzony już albo prawie
zdradzony przez dziewczynę w 2 letnim związku
Konsekwencje ... i co dalej? [Myszata]
Nie wiem co dalej
Rok czasu zdradzony przez żonę
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Potrzebuje porozmawi...
Jak się zemścić?
zdradzony, załamany ...
nie.do końca zdrda
Moje życie z patolog...
Znów
Odszedł
Nadziej na lepsze
Zdradzony chyba na w...
Nie radzę sobie - po...
Prezent na 10 roczni...
Kolega z pracy. Brat...
Zdradzony
Stara się ale ja mu ...
Zdrada?
Wojowniczka
Zdradzona poraz drug...
Zdrada czy dać druga...
10lat razem i...
Mąż zdradzał mnie z ...
Chce zdradzic
Odszedł do starszej ...
Zdradziła mnie dla z...
Zdradzona i wciąż os...
Nie spodziewal sie...
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Mariusz69
02/11 22:09
/join Awaria2

Archiwum
Reklamy
Depilacja
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info