Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 1 zobacz kto)
~ leon_123

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Pomocne instytucje
Detektywi
Prawnicy
Psycholodzy
Poradnie rodzinne
Dodaj instytucję

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 24
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 12,551
Najnowszy Użytkownik: dk1981
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Twoje miejsce
Reklamy...
...i co dalej?
Zdradzona przez mężaWiadomo nie znalazłam się w tym miejscu z czystego przypadku.
Witajcie jestem kobietą zdradzoną (chodź milej było by mi witać się w innych okolicznościach, no cóż stało się...)
A stało się to w poniedziałek (pieprzone spolecznosciowki i fb ). Odkryłam wiadomości męża z laska z którą pracowali swego czasu razem, treść wiadomości no cóż...napiszę tak, brakowało mi tylko popcornu bo nie wierzyłam, że mój mąż zna takie teksty, przecierałam oczy ze zdumienia. Po moim powrocie z pracy do domu istny cyrk, miał godzinę na spakowanie się i aut. Oczywiście prosił, błagał, ale w tamtym czasie myślałam, że go dosłownie zabije. Mamy dzieci. Małe dzieci (12-lat i 6-lat). Od tamtej pory bywa w domu codziennie (jest u dzieci) za każdym razem prosi, przeprasza, błaga, kaja się, zapewnia że kocha, że nigdy więcej, że tylko ja i nikt inny, płacze, a nawet klęczy.
Wiecie co... ja od poniedziałku nie jem, nie śpię...mój świat dosłownie prysł, coś co wydawało mi się nie do ruszenia, coś co było mega mocne i trwałe okazało się zwykłą iluzją, mrzonką, mydlana bańką. I tak kocham go, bo przecież nie przestaje się kogoś kochać ot tak sobie, to się boję cholernie się boję, bo to diaska zawsze zdrada kojarzyła mi się z winą obydwojga małżonków, a robiąc przez ostatnie nieprzespane noce mój rachunek wyszło mi, że ja byłam za dobra, poprostu skubany miał wszystko podane na tacy (wszystko).
Mam totalny mętlik w głowie i najgorsze są te noce gdzie proszki nasenne dają sen tylko na max 4 h i te myśli od których wariuje. Dobrze, że są dzieci, dzięki nim mam siłę funkcjonować, rano zwlec się z łóżka i iść do pracy, która też stała się moim ukojeniem.
Podpowiedzcie mi...bedzie lepiej? Wiem, że to jest jest kwestia indywidualna...ale sami wiecie dobra rada, lub dobre słowo, każde słowo...to jest dużo (nikomu o tym nie mówiłam).
Komentarze
Strona 2 z 6 < 1 2 3 4 5 > >>
devi dnia luty 13 2018 14:28:45
Dziękuje za każdą odpowiedź, za żwawą dyskusję pod moim bądź co bądź doświadczeniem do którego nigdy nie dążyłam, a zapewne którego nigdy nie chciałam dla siebie, swoich dzieci. Moje poczucie wartości, oraz tego co dotychczas budowałam zjechało w dół, bardzo mocno w dół.

Ale po kolei.

msz post tytułowy został napisany tydzień temu, było to bardzo świeże. To był okres tych nieprzespanych nocy, tych nocy o których nawet teraz gdy je wspominam jest mi po prostu źle. Szukałam różnych odpowiedzi gdziekolwiek. Wiem, głupia jestem, bo przecież w internecie można znaleźć wszystko i nic. Trafiłam i TU czytałam niektóre Wasze opisy, odczucia, doświadczenia. I któregoś wieczora czułam potrzebę, że muszę to wywalić, poczułam, że to miejsce jest odpowiednie, w końcu tu są ludzie w podobnych sytuacjach lepszych lub gorszych, lecz podobnych. Ci którzy stoją po jednej i po drugiej stronie barykady. Ale zmierzając do Twojego wpisu, tak, jasne w sobotę wzięłam wino, poszłam do znajomej (ufam jej i zna nas obydwoje), wywaliłam to z siebie (2 butelki wina + picie na smutno = kolejne życiowe doświadczenie, którego nigdy więcej nie chce). Tak, zrobiło mi się lepiej, takie oczyszczenie, pozbycie się żółci która przez 6 dni ulewała się ze mnie. Nie wydaje mi się abym trąbiła "o tym" na prawo i lewo. Jestem z natury bardzo skrytą osobą, nie lubię rozmawiać o sobie (dziwne prawda? że internet daje taką śmiałość, tą anonimowość).

dirty "sprowadził się" czyli wrócił do domu (wiem, niby oczywiste, a jednak to co wydaje się być czymś prostym, jest najbardziej skomplikowane). Tylko wiesz co? To już nie jest to samo, dla mnie całe to wydarzenie, to doświadczenie bardzo mnie zmieniło. Stało się coś, co całkowicie zmieniło moje podejście do wszystkiego, do mnie samej oczywiście również. Zauważyłam, że stałam się obojętna, smutna, czuję się jak bym tkwiła w próżni. Jakbym stała z boku i obserwowała. Była obserwatorem, a nie uczestnikiem. Najgorsza jest moja niewiedza. Kurcze, ja dosłownie nie wiem nic. Zawsze byłam osobą ogarniającą, uśmiechniętą, zaradną i gdy wywalali mnie drzwiami to po cichaczu wślizgiwałam się oknem...a teraz? Teraz ta niewiedza i te niewiadome powodują, że ja głupieje. Wrócił w niedzielę, mamy dziś wtorek...to są tylko 2 dni (tylko czy aż?) a ja nie potrafię, po prostu nie potrafię przejść do porządku dziennego. Bo do diaska, przecież stało się, zrobił ze mnie kaktusa, osobę która ma w sobie multum większych i mniejszych kolców. Od 17 lat jesteśmy razem z czego 13 lat po ślubie, przez ten czas budowaliśmy sobie tą wieżę (nasz związek, nas) jasne, nie każdy klocek pasował, co niektóry miał jakieś braki i nie każdy był idealny, lecz wspólnie dążyliśmy do tego aby ona stała na mocnym gruncie, ciągle ją budując. I co? I jebut! Jednego dnia budzisz się rano, dajecie sobie buziaka rano przed wyjściem do pracy (jak co dzień), a za godzinę czasu tego nie ma. Okazuje się, że to wszystko jest wyimaginowane. To boli, właśnie to boli, że żyjesz z kimś, kogo wydaje Ci się, że znasz, a tak naprawdę nie wiesz o nim nic.
Piszesz o rzeczach materialnych. Czy w nich jest sens? Nie. Bycie z kimś (dla mnie) jest bezwarunkowe. To jest ta bezwarunkowa miłość. To zjednoczenie dusz, to poczucie bezpieczeństwa, to bycie ze sobą ponadto, to są gesty, to są błahostki, to jest pielęgnowanie siebie nawzajem, podlewanie wspólnej roślinki jaką jest związek, aby ona nie zwiędła, aby nie uschła. I na bank tu nie chodzi o prezenty. Nigdy nie ruszały mnie wybujałe prezenty, po prostu nie lubię ich. I gdyby on mi teraz stanął z tym biletem na Karaiby, trzymając w drugiej dłoni nową torebkę, wyśmiałabym go i zamknęła mu drzwi przed nosem.
Między nami psuło się od 2 lat. Od 2 lat zaczęłam od niego czuć obojętność. Wiecie jak to jest? Na bank znacie to uczucie. Przez dwa lata rozmawiałam z nim o tym, mówiłam mu, że nie jestem szczęśliwa. Że między nami się coś wypala. Że on się poddaje. Że nie walczy o mnie, o siebie o nas. Przez dwa lata wszystko sama kleiłam, sama próbowałam aby to trwało, abyśmy my trwali. Ok. 1,5 roku temu pierwszy raz odkryłam wiadomości tej dziewczyny do niego, gdzie pisała mu, że za nim tęskni. Był wkurw mega wielki. Ale oczywiście co? Powiedział, że nie...że to ona chce i ona w ogóle go nie interesuje i przecież on kocha tylko mnie, no i oczywiście abym się nie martwiła, ze to tylko taka tam koleżanka z pracy. I teraz analizując przez ostatnie dni to wszystko, ja nie wiem ile to trwało, czy miesiąc, czy dwa (tak jak on to mówi) czy rok, czy dwa (czyli od momentu kiedy między nami zaczęło się psuć). Mój mąż zaczął bawić się w Kolumba i zaczął odkrywać nowe lądy. Nowa świeżość, nowe to "coś". Wczoraj gdy rozmawialiśmy (tak, teraz rozmawiamy bardzo dużo) powiedziałam mu, że nie dawał mi żadnego sygnału, ani tym bardziej nie powiedział mi wprost że tego właśnie chce. Że tego właśnie oczekuje. Że za tym właśnie tęskni. Tym bardziej, że za każdym razem, gdy sama otrzymywałam różne propozycje, na bieżąco mu o tym opowiadałam. Wiecie tak z uśmiechem, że o przyszedł i sobie pomyślał ktoś tam, że może coś tam, a jednak nie może. Kurde przecież każdy ma swój kręgosłup moralny.
A nasze zejście co znaczy? Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Może będę w stanie odpowiedzieć Ci na to pytanie za kilka dni, za jakiś czas. Dziś nie umiem, przepraszam.

Myslaca widzisz nikt nie jest idealny, bo nie o ideały chodzi. Nie interesuje mnie życie przewidywalne i nudne (ideały z tym własne mi się mocno kojarzą z przewidywalnością i nudą) to tak masz rację, on nawalił, na całej linii nawalił. Rozwalił mój świat w drobny maczek.
Dokładnie, masz rację, identycznie mu powiedziałam. Gdybym ja o tym się nie dowiedziała, mogło by to trwać jeszcze bardzo długo. Bo nie było momentu w którym on sam któregoś pięknego dnia wrócił do domu, spojrzał na mnie i sam w duchu powiedział sobie "kurde co ja robię? mam żonę, dzieci, po co mi to?" nie, nie było tak. On w to wchodził całym sobą. Skreślił nasze małżeństwo w momencie kiedy zaczął z nią regularnie pisać i nie była to wymiana zdań typu: co u Ciebie? W tej poniedziałkowej rozmowie ona opisywała mu swój sen erotyczny z nim w roli głównej (domyślcie się jego i jej tekstów). A bo nie wiecie...ich relacja nie zakończyła się na wymianie wiadomości, całowali się. Tyle wiem od niego. Czy to jest prawdą, czy poszli dalej, nie wiem. Jedno jest pewne on się nie ocknął i nawet jeśli się ze sobą nie przespali to wnioskując po treści tej poniedziałkowej wiadomości, do tego by doszło wcześniej czy później. Chce jeszcze zaznaczyć, że gdy pisałam post pisząc w nim, że chłopak miał wszystko, tyczyło się to również alkowy, tu również miał wszystko...

carlos widzisz, zawsze uważałam, że jeśli małżonkowie, partnerzy zaczynają się zdradzać, jest to wina obydwojga. I tak ciągle tak myślę. W końcu kij ma dwa końce, prawda? Tylko hmm, jakoś nie potrafię, nie umiem tego znaleźć w sobie. Nie chce tu wyjść na jakąś nieskazitelną matkę polkę, bo nią nie jestem (oj nie). To moimi jedynym mankamentem było poświęcenie się, poświęcenie się jemu, dzieciom. Zatracenie się im tak na 200%, porzucając swoje "ja" po drodze. Wszystko robiłam dla nich, nic dla siebie. I najwidoczniej wbiłam go w poczucie świadomości, że on może wszystko, nawet bawić się w Kolumba i w odkrywanie tych nowych lądów. To też jest złe. Wiem to. Tylko widzicie, jeśli dwie osoby się kochają, to to jest takie naturalne, dziś widzę, że ja kochałam bardziej. On zawsze wykręcał się pracą, czy czymś tam innym. Kiedyś mu powiedziałam, że jeśli są dwie osoby i jedna tylko walczy, a druga jest bierna i tylko bierze to z tego nic nie będzie...i co on z tym zrobił? Właśnie to co zrobił...odkrył nowy ląd.

Myslaca dnia luty 13 2018 15:44:35
Devi, dobrze że piszesz, wylewasz żal, analizujesz i próbujesz zrozumieć. To pozwoli Ci nieco posegregować emocje i nieco uporządkować myśli.

Masz rację, że jesli dochodzi do zdrady, to winę ponoszą obydwie strony, tylko czy na pewno? Nie ma ideałów, kazdy zwiazek z czasem napotyka trudności, mniejsze lub większe, ale każdy. Czy wtedy jedynym rozwiązaniem jest zdrada? Czy tylko zdradą można dać odpowiedź drugiej stronie, że przestaje się być szczęśliwym? Czyba nie, choć można zdradą wytłumaczyć sobie wszstko; zdradziłem, bo druga strona była niedobra, albo za dobra, za dużo mówiła, albo za mało, była zbyt troskliwa, albo nie troszczyła się wcale, itp. itd.

Nie szukaj winy w sobie, bo tylko popadniesz w jeszcze głębszy kryzys i depresję. Przyjdzie na to czas. Spróbuj też nie obwiniać w czambuł męża, zdobądź się na oderwanie od tego wszystkiego. Wiem, że to łatwo mówić, ale jesli nie nabierzesz dystansu, to nie ocenisz dobrze ani siebie, ani jego.
Dlatego pisałam o odsunięciu się od niego, nie wałkowaniu tematu, nie prowokowania jego kajania się i przepraszania Ciebie. To już niczego nie zmieni, nie spowoduje, że tamto zniknie i w realu i w Twojej głowie.
Teraz musisz sama ze sobą dojść do ładu, ocenić czy stać Cię na wybaczenie, zbudowanie od nowa relacji z mężem, teraz już innej, bo bardziej świadomej braków jakie w nim odkryłaś.
Na to potrzeba czasu i spokoju. Łatwo nie będzie, ale jest to możliwe. Tylko myśl teraz bardziej o sobie, a nie o tym by znów się poświęcać. Nie myl wciąz kilku rzeczy, w tym ciągłego dawania z siebie 200% ze szczęsciem drugiej strony. Jak widzisz, nie zawsze w związku dostaje się tyle ile się daje. Cała sztuka umieć to przeliczyć i nie dopuszczać by saldo było niekorzystne.

Trochę czasu potrzebujesz, by ochłonąć. Tymczasem pisz. Jak widzisz, Twoje problemy nie pozostają bez echa i nie jesteś z nimi sama.
smiley

msz dnia luty 13 2018 16:05:26
Cześć Devi...Na wstępie powiem Tobie, że ja nie zostałem zdradzony i nie zdradziłem..Przeszperałem chyba wszystkie fora i szukałem relacji pewnej osoby typu zdradziłam, bądź jej męża zdradziła mnie, by dowiedzieć się że być może wie - itp...nie istotne...dałem sobie czas do końca lutego by coś z tym zrobić bądź nie robić nic...piszę to byś wiedziała kto Ci daję radę...ale powiem Tobie jedno...mam niemal identyczne podejście do związku jak Ty...ofiarowuję siebie w całości jako Mąż, Ojciec i kochanek...oczywiście nie zapominam o sobie, ćwiczę, wyjeżdzam itp ale na pierwszym miejscu zawsze jest rodzina...liczę się ze zdaniem żony...ja jestem ekstrawertykiem Ty piszesz, że jesteś skryta, choć przyznam że po sposobie w jaki piszesz określiłbym Ciebie jaką osobę niezwykle asertywną i otwartą...tak samo jak u Ciebie moja rodzina jest dla mnie fundamentem nie do ruszenia i nie pozwolę jej ruszyć nikomu, mam to szczęści że moja żona choć ma zupełnie inny charakter myśli podobnie...chociaż tam wiadomo???smiley Powiem też Tobie szczerze, że jeżeli chodzi o zdradę to jestem bardzo restrykcyjny...może to wydawać się dziwne, ale uważam że łatwiej byłoby mi odejść niż zostać...i to nieważne czy to pocałunek czy seks, chodzi o sam fakt iż jak Ty to nazywasz zabawiała się w Kolumba...zawsze może przyjść i mi powiedzieć wszystko..naprawde wszystko...wie też że gdyby nawet raz skoczyła w bok to z szacunku do mnie ma mi powiedzieć...ja wiem że psycholodzy radzą by nie mówić jak się żałuje, ale ja uważam że nie wolno mówić gdy podejrzewa się że partner może wybaczyć...Moja żona niestety o to podejrzewać mnie nie może...oczywiście wiem że ludzie popełniają błędy i modliłbym się o to by móc z Nią żyć, bardzo bym chciał, ale nie wiem czy bym umiał...zawsze kibicuję każdemu związkowi który uporał się ze zdradą...Zawsze zachęcam by przy sprzyjających okolicznościach walczyć o rodzinę...czy tu na forum, czy w realu bo wśród znajomych tyle rozwodów - większość przez zdrady...Gdyby mnie zdradziła żona to chciałbym by moja historia wyglądała tak jak SmutnegoWesołka...ale nie wiem czy bym mógł...często słyszę, że: o żona się mu puściła a on został - frajer , owszem czasami frajer, ale najczęściej jest to akt niesamowitej odwagi i poświęcenia ...po co to piszę...A no po żeby Cię utwierdzić w przekonaniu że masz prawo czuć się niewinna... byś nie dała sobie wmówić winy...z przyczyną bywa różnie..sam często mówię że rozumiem że facet zdradził...rozumiem ale nie usprawiedliwiam...np żona za przeproszeniem odstawiła go od tyłka na pół roku to poszedł do koleżanki...rozumiem ale nie usprawiedliwiam...żona w tym przypadku jest winna temu że facet chodzi niezaspokojony...jednej pójdzie wtedy na basen, inny się rozwiedzie a jeszcze inny zdradzi...oczywiście można by teraz udowadniać dlaczego go odstawiła itp ..to nie ma sensu...nigdy nie pozwól wmówić sobie winy...zdrada jest zawsze decyzją...zawsze można podjąć inną...kolejna rzecz - nie mówiłem że trąbisz o tym na lewo i prawo, chodziło mi o to byś po prostu odważyła się z kimś porozmawiać...co widzę zrobiłaś...kolejna sprawa to fakty...co prawda ludzie potrafią pieprzyć w takich mailach i to musisz brać pod uwagę ale jak tego potrzebujesz to ustal jak najwięcej...wiem że zaraz pojawią się głosy po co Ci to wiedzieć...niektórzy poradzą sobie z tą wiedzą..najwyżej odejdą...nie pytaj o nic tylko wtedy gdy jesteś pewna że przy nim zostaniesz...i na Boga idźcie na terapię...czy teraz czy później ale idźcie...niech mu jakaś baba wyłoży że facet ma dbać o żonę, o dzieci a Tobie niech wyłoży że masz dbać o swoje potrzeby itp...
Chcę żebyś wiedziała, że chociaż mnie nie znasz zrozumiem każdą Twoją decyzję i będę kibicował Tobie bądź jak wybierzesz Twojej Drużynie - bo tym powinno być małżeństwo...pozdrawiam

dirty dnia luty 13 2018 17:08:33
Devi Wy jesteście na początkowym etapie klejenia.
Wychodzi na to, że jeszcze nie wiesz wszystkiego. Jeszcze nie było bezwarunkowego przyznania się do wszystkiego (być może nie będzie). Mam nadzieję że masz 100% pewność o tym, że romans się skończył.
Gdy pisałem o pokusach to jedną z nich było kupienie spokoju sprawami materialnymi. Te pokusy to stan w jaki wpadamy gdy zostaniemy skrzywdzeni poprzez zdradę i one utrudniają budowanie. To takie małe ostrzeżenie, które mimo że to początkowy etap (najbardziej bolesny i emocjonalny) już mają duże znaczenie. To na tym etapie popełniamy najwięcej błędów bo jesteśmy słabi, zranieni...
Na razie ogarniaj się po szoku, Twój świat się rozwalił (nawet jeśli był światem iluzji, wyobrażeń, marzeń) to potrzebujesz chwili by te najgorsze emocje opadły. Daj sobie czas na żałobę...
To co warto jednak zrobić teraz: to zsykaj pewności, że to koniec? odrzuć ideały, że się kaja i płaczę, sprawdź dla siebie (nie wiesz czy to tylko skok w bok czy długotrwały romans, jednak jak ktoś piszę półtora roku to budował już inny nowy wirtualny bądź realno / wirtualny świat). Może sam być rozerwany czego chce tak naprawdę. Lepiej rozczarować się teraz niż sklejać się za pół roku jak uwierzysz, że już ponownie jest piękniej.
Co do Waszych błędów... hm.. pewnie fakt, jak się jeszcze tak gotuje, trudno to analizować tak od razu... on jeszcze nie ma prawa głosu (wiadomo zawinił i teraz nawet racjonalne głosy zostaną zbite) ale ten moment nastąpi, powinien i to będzie proces... czy to, że widziałaś problem oddalania czyni, że jesteśmy mniej winni... (też mam to na sumieniu to widzenie i sygnalizowanie)?
Na siłę nikogo nie zmienimy nie zmusimy - to fakt... ale czemu się oddaliście, czemu mimo, że widziałaś stać Cię było wyłącznie na sygnały (czy można było zrobić coś więcej), przecież oddalanie to pierwszy sygnał rozpadu - który zawsze w dłuższej perspektywie prowadzi do trzeciej osoby do pary. Odpowiedź na to pytanie to dobrze by był proces Waszych rozmów... wielu poszukiwań i wniosków...

devi dnia luty 13 2018 17:32:25
Myslaca, nie mam czegoś takiego abym na każdym kroku mu wywalała, lub tudzież dowalała, że TO zrobił. To chyba nie tędy droga. Jak wspomniałam. Minęły dopiero 2 dni, od kiedy on jest w domu, od kiedy pozwoliłam mu tu znów wrócić. Pozwoliłam mu wrócić. Ale czy wybaczyłam? Nie, nie wybaczyłam. Noż kurde, to nie jest nie pomalowana ściana, lecz utrata zaufania budowanego latami. A z powodu nie pomalowanej ściany, nikt nikogo z domu nie wyrzuca. Zresztą dla mnie te sprawy przyziemne typu nie wbity gwóźdź, czy to pomalowanie ściany, czy inne domowe pierdoły nigdy nie były priorytetami, ani wyznacznikami udanego związku.
Był taki moment, gdzie wzięłam tą całą winę na siebie. Ale z drugiej strony w imię czego? Aby go wybielić? I tak szczerze powiedziawszy, już bardziej pasowałoby i ja miałam o wiele więcej ku temu powodów, abym zrobiła TO ja. Abym to ja poczuła ten dreszczyk.....tylko nigdy nie było mi to do niczego potrzebne, bo przecież w domu miałam kochającego męża.

msz, nie zrozumiałeś mnie. Pisząc, że jestem osobą skrytą, nie chodziło mi o to, że jestem cichą spokojną myszką siedzącą w kącie i bojącą się z niej wystawić noska, aby po nim nie dostać. Mój sposób pisania bardzo mocno mnie odzwierciedla, to ja, taka jestem. A to jak pisze i jakich słów używam i jak je dobieram, to moje myśli, które mnie tworzą. Pisząc, że jestem skryta, miałam na myśli, że nie obnoszę się z moimi problemami życiowymi, na swoimi koncie troszkę ich mam. I idealnie wiem, że tylko zaufane osoby są Ci w stanie pomóc. A czasami dusisz coś w zalążku. Więc w tym kontekście, napisałam to stwierdzenie, że jestem skrytą osobą.
Widzisz, też zawsze uważałam, jak Ty, że zdrada to zdrada. I nie ma szans, nie przebaczę, i pozamiatane, po związku, po małżeństwie. I co? I w momencie kiedy stajesz w takiej sytuacji, to co myślałeś, to jak uważałeś jak postąpisz nijak się ma z Twoimi poglądami i dotychczasowym spojrzeniem na świat. Jak to mawiają, teoria z praktyką nie idą w parze. Tak samo jest ze mną teraz. Ja nie wybaczyłam, ale pomimo tego co on zrobił, pomimo tego że wywaliłam go z domu, pozwoliłam mu do tego domu wrócić. I ja mu na chwilę obecną tego nie zapomniałam, ba! ja mu tego nigdy nie zapomnę (mam za dobrą pamięć), poza tym jestem kobietą, a wiadomo jakie są kobiety, od cholery i one już dzielą włos na czworo, tak samo jest ze mną. Mieszkamy razem. Rozmawiamy. Próbujemy dojść do podstaw gdzie to wszystko zaczęło się psuć. Tak, wziął całą winę na siebie, mówi że jest głupi. Że mając mnie, szukał nie wie czego. No ale znalazł. Znalazła go ona, i tak go urobiła, że dał się złamać. Tylko gdyby kochał tak jak teraz mnie o tym zapewnia....nigdy by nie dopuścił do takiej sytuacji. To są wybory, to są pokusy. Albo z nich korzystasz i żyjesz ze świadomością upokorzenia siebie i całego swojego dotychczasowego życia. Albo nie korzystasz i żyjesz w zgodzie ze sobą.
Obłęd, co nie? Totalny mętlik.

Komentarz doklejony:
dirty, tak masz rację. Podczas tego oddalania się zapalało mi się czerwone światło, gdy widziałam jego obojętność, jego wycofanie. To gdy mówiąc do niego o na o naszym związku on siedział patrzył na mnie i nie mówił nic, kompletnie nic. Tylko po moim mówieniu tego tego i tamtego, on zawsze mi mówił, powtarzał jak mantrę "tak masz rację, zmienię się". A ja co? A ja głupia wierzyłam, że on to zrobi. Dwa lata dawałam się mamić, karmić tym jego "tak masz rację", a oprócz tego nie mówił nic. Godziłam się na to. Wiem o tym. Jednakże wierzyłam, a może bardziej chciałam wierzyć, że to nastąpi, kiedyś nastąpi. Tymczasem, on odpychając mnie powtarzając stały tekst, który stał się dla mnie niczym jak lek kaszel, angażował się w nową znajomość.

Myslaca dnia luty 13 2018 18:12:42
Devi:

Pozwoliłam mu wrócić. Ale czy wybaczyłam? Nie, nie wybaczyłam. Noż kurde, to nie jest nie pomalowana ściana, lecz utrata zaufania budowanego latami.


I to całe sedno! Nie wybaczyłas, nie wiadomo czy kiedykolwiek wybaczysz, czy zapomnisz.
Na to potrzba czasu, abyś umiała się z tym pogodzić i zaakceptować. Były już takie przypadki na forum, że para się schodziła, próbowali coś razem zbudować i po roku dziewczyna doszła do wniosku, że to nie ma sensu! Że męczy się i nie umie żyć ze swoim mężem po tym wszystkim, choć mąż ponoć starał się bardzo. Dopiero po roku poukładała to w sobie na tyle, żeby wiedzieć czego naprawdę chce.
Dlatego piszę do Ciebie o czasie, którego na pewno potrzebujesz, nie unikniesz tego. Dziś masz w głowie kociokwik, jak każdy któremu z dnia na dzień zawalił się świat. smiley

msz dnia luty 13 2018 19:03:01
Jasne że obłęd...wypowiadasz się w tonacji, która ogólnie jest mi bliska...co prawda ja nie mówię że to bym zrobił czy tamto, bo wiem jakie jest życie...mówię co jest dla mnie fundamentem i jak ważny jest kręgosłup moralny...i jeszcze raz podkreślam nie szukaj winy w sobie...mało tego na tej stronie ostatnio był wyświetlany artykuł o tym, że polowa facetów którzy zdradzili nie widzą winy w żonach...może twój mąż się do nich zalicza...ocenisz to sama...powiem Wam tylko jedno..tyle razy ile piszecie, że trzeba szukać winy( ba nawet nie winy ale przyczyny) w sobie tyle samo razy piszcie że być może tej winy w zdradzonym nie ma...taka jest prawda...a nawet jeśli ktoś się poczuwa do czegoś, to zdrada wg mojej oceny to nie skutek problemu tylko sposób jego"rozwiązania"...czy chore drzewo zawsze trzeba ściąć, chory ząb wyrwać itp wiem że idealizuje, ale nie widzę powodów by nie wierzyć, że po prostu jesteś dobrą żoną...trzymaj się Devi...

Myslaca dnia luty 13 2018 19:45:57
msz
powiem Wam tylko jedno..tyle razy ile piszecie, że trzeba szukać winy( ba nawet nie winy ale przyczyny) w sobie tyle samo razy piszcie że być może tej winy w zdradzonym nie ma...taka jest prawda...a nawet jeśli ktoś się poczuwa do czegoś, to zdrada wg mojej oceny to nie skutek problemu tylko sposób jego"rozwiązania"...


msz....
Bardzo mądre słowa.
Podpisuję się pod nimi obiema rękami.

carlos dnia luty 13 2018 20:35:31
Gdyby Devi miala obowiązek wybaczyć mężowi, gdy ten zrobi dużo w tym kierunku


Moim zdaniem nigdy nie ma obowiązku wybaczania....ale rozumiem Twój Myśląca skrót myślowy.

nie każde małżeństwo po zdradzie da się uratować, nawet mimo szczerych chęci obu stron.


Ależ oczywiście- jestem tego doskonałym przykładem

Nie robię też z Devi cierpiętnicy, tylko namawiam do głębszego wejrzenia w siebie, w jej uczucia do męża po tym, czego od niego doświadczyła.


Jak sama Myśląca piszesz na to potrzeba czasu. U Devi jest za to teraz cały wachlarz sprzecznych emocji od (ciągle) miłości po nienawiść. Wątpię aby w najbliższej przyszłości była w stanie zrobić swoisty "remanent".

Moim zdaniem to o niczym nie świadczy, przynajmniej na razie. Może tylko o tym, że mąż przyłapany na zdradzie chce i robi co się da, aby mu się upiekło.


Oczywiście dlatego napisałem że to tylko dobrze rokuje. Nic więcej. Zawsze może wystąpić sytuacja w której operacja była udana, ale pacjent zmarł.

Także postawa Devi nie jest jednoznaczna, bo sama mówi o tym, że ma mętlik w głowie i nie jest pewna słuszności swojej decyzji.


To samo napisałem wcześniej.

nie mieli żadnych problemów przed zdradą, przynajmniej takich, które byłyby widoczne dla niej czy sygnalizowane przez męża.


Mi (jak i większości chyba osób z tego forum) również wiele rzeczy się wydawało.

Jednak czasami zdrada nie wynika z problemów, a z zupełnie innych powodów, na które zdradzony nie ma większego wpływu, lub nie ma go wcale.


Tak czasami osoba która wydała się być naszą opoką i najlepszym przyjacielem okazuje się skończonym degeneratem i kanalią. Problemem jest tylko to, czy my wcześniej tego nie widzieliśmy z kim jesteśmy? Czy też nie chcieliśmy widzieć? Albo co gorsza zbudowaliśmy fałszywy obraz naszego partnera.

nie zgadzam się z tezą, że każda zdrada wypływa z problemów w zwiazku, choć zdecydowana większość jednak takie ma podłoże. Jest to temat rzeka i można dyskutować w nieskończoność, a tego nikt nie chce, przynajmniej w tym watku.


I na tym polega wymiana poglądów na tym forum. Możemy się ze sobą nie zgadzać i przedstawiać swoje odmienne poglądy.

Czy każdy ma obowiązek nadstawiać drugi policzek, gdy dostal wystarczajaco silny cios za pierwszym razem i boli tak, że trudno go zapomnieć


Ok. Nie ma żadnego obowiązku....lecz czy umiejętność wybaczenia drugiej (wciąż lub niegdyś ukochanej) osobie jest równoznaczna z nadstawianiem drugiego policzka?

Carlos, zrobiłes bardzo dogłębna analizę mojego wpisu, ale nie był on skierowany do Ciebie, tylko do Devi. Kierowałam się w nim tym, co czułam czytając jej post, nie Twój, więc siłą rzeczy możesz się z nim nie zgodzić i mieć inne zdanie. Trudno, żebyśmy po tym, co każdy z nas przeszedł, mieli jak jeden mąż jedno stanowisko i jedną pod sznurek opinię o tym, jak żyć "po". Każdy z nas swój dramat przeżył po swojemu i inaczej dziś patrzy na wiele spraw.


Rozumiem to doskonale. Spoko smiley

Pozdrawiam i trzymaj się ciepło Carlos.


Również pozdrawiam i życzę tego samego Tobie Myśląca smiley

dirty dnia luty 13 2018 23:03:51
w kwestii przyczyny to trochę dyskusja (wina to faktycznie niezbyt trafne określenie dla zdradzonej osoby na etapie krwawienia tuż po wyjściu zdrady na wierzch), w której akademicko trochę się zgodzę a jeszcze bardziej nie 😉.

Jasne ze zawsze ktoś dla sportu może coś zrobić mimo, ze ma ideał w domu i jest tak pieknie i cudownie - tylko czy ktoś ma Ideał ?

Zaryzykuje stwierdzenie, ze jak znam trochę par z ciężarem zdrady i te z życia prywatnego i forumowego - to w każdej były przyczyny, jasne symptomy. Ba ale zdecydowana większość ich nie dostrzegala czasem nie dostrzega, bo żyje w bance idealizacji. Nawet po zdradzie są przekonani o swym bajkowym obrazie rzeczywistości w jakim żyli najczęściej obok siebie ale nie razem...

Zawsze jest jakaś przyczyna czegoś ?
Jak chcesz coś w życiu zmienić to musisz nazwać problem, zdiagnozować przyczynę, odpowiedzieć pytanie dlaczego tak jest. Nie nazwana/ nie zbadana sprawa nie wymaga zmiany. Jak nie dopuścisz do siebie prawdy również o tym, ze coś nawaliłeś Ty czy ja - to co uda się cokolwiek posklejać w relacji idealny zdradzony miś/ misiowa i ten zły winny wszystkiemu zdradzający potwór / potworka 😉. (Bosze jakies słowotwórstwo dziś tworze 😉 ).
Jeśli problemem jest wyłącznie zdrada to pozostaje kastracja lub zakucie w dyby i co szczęśliwy związek już będzie? Można jeszcze ubić kochanka / kochankę - w większości w roli gwałciciela występują bo nasze potwory są jakby mniej winne wtedy.
Oczywiście bywają przypadki gdzie przyczyna jest tzw. szukanie wrażeń i ktoś się puszcza bo ma syndrom kulturalnie mówiąc łatwej pani lub szybkiego pana... jasne jak zyjemy ileś lat z ta osoba to wypadało by zadać sobie pytanie czemu tak szybko się puszcza; może niski poczucie wartości, może sportowiec / sportsmenka lub jakies zaburzenie lub zwykla chuć. Może i z nami kiedyś szybko się puścił w wir namiętności lub zaczął od zdrady - ale z nami się nie liczy, a już wyciąganie wniosków z tego to zapewne duży błąd. 😉

Mimo wszystko w dyskusji akademickiej oddaje głos za szukaniem przyczyn czy chcesz zostać czy odejść - warto pogmerac dowiesz się gdzie przespałeś, kiedy przestaliście odrabiać zadanie domowe, a życie powiedziało sprawdzam... ( wena jak nic dziś mnie ogarnęła 😉 )

Strona 2 z 6 < 1 2 3 4 5 > >>
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Reklama Polska Lewica
www.polska-lewica.lepiej.info
Nie wiem jak żyć dalej
Co dalej....
i dalej nic
Konsekwencje ... i co dalej? [Myszata]
Nie wiem co dalej
Jak poprowadzić to dalej po zdradzie
Zdrada, co dalej?
Co robić dalej, jak żyć.
nie wiem co dalej
Co począć dalej
Dla tych co pytają „jak żyć dalej?”
Poradzcie mi jak sobie dalej radzic
Zdradził i nie wie co dalej
Zdradzony i co dalej...
Zdradzona.. i co dalej? :(
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
zdrada żony po 14 la...
...i co dalej?
po wszystkim
Smsy. Nie wiem co o ...
Ja ZARĘCZONA, on ŻONATY
oszukana przez 10 lat
Pomocy - po roku od ...
dziwny mąż
I mnie to trafiło, l...
Kiedy to nastąpi
Mistrzyni manipulacji
Prosze o rade
Zdrada partnera
4 lata po zdradzie, ...
Wątpliwości a może n...
Konsekwencje zdrady ...
Zdradziłam po 2 tygo...
Mam dość
jak wygląda rozwód?
12 lat wyciete z życia
zdradzona
Zdradzona, chce spró...
czy mozna wybaczyc.....
Byłem naiwny
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Zahira
15/02 08:36
pit, single świętują cały rok. smiley

Archiwum
Reklamy
Depilacja
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info