Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 0 zobacz kto)

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Pomocne instytucje
Detektywi
Prawnicy
Psycholodzy
Poradnie rodzinne
Dodaj instytucję

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 50
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 13,233
Najnowszy Użytkownik: Kabuz88
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Reklamy...
Bezsenność i potłuczone myśli
Zdradzeni w innych związkachPoznaliśmy się tak przez przypadek na jednym z wirtualnych czatów, było to wiele lat temu kiedy byłem jeszcze na studiach. Ona była nieco starsza, ale dobrze nam się rozmawiało, mieliśmy wspólnych znajomych z sieci i dość szybko się zaprzyjaźniliśmy. Znajomość z sieci wkrótce stała się realna, a po pewnym czasie z przyjaciół staliśmy się parą. Większość czasu naszego związku spędzaliśmy jednak z daleka od siebie, bo ona miała dobrą pracę tam gdzie mieszkała, a ja studiowałem na drugim końcu Polski i mogłem do niej jeździć jedynie co pewien czas.
Mieliśmy wiele wzlotów i upadków, ale uczucie jakie istniało w naszych sercach dawało poczucie stabilności i nadzieję, że nam się uda założyć rodzinę. Czas mijał, a my spotykaliśmy się od czasu do czasu na dłużej, pomieszkiwaliśmy ze sobą i zbliżała się pora podejmowania decyzji. Ja wkrótce skończyłem studia i chciałem zacząć życie z nią u boku. Rozmawialiśmy długo i wydawało się, że to będzie początek czegoś wspaniałego. Dostałem wtedy pierwszy raz po twarzy, kiedy usłyszałem słowa: "Teraz spokojnie możesz wrócić w rodzinne strony i poszukać pracy. Będziesz mógł sobie ułożyć wspaniałe życie." Oczywistym dla mnie było życie z nią, ale piętrzące się u niej problemy (głównie zdrowotne i z rodziną, która mnie nienawidziła i jej ciągle wypominała naszą znajomość) były przeszkodą, której nie umiała i bała się pokonać. A ja byłem daleko, nie mogłem jej obronić w każdym momencie, kiedy tego potrzebowała. Przez pewien czas starałem się walczyć o jej zmianę zdania, ale skończyło się tym, że się rozstaliśmy.
Wiedząc, że tracisz najbliższą osobę przez taki głupi powód jak niezadowolenie jej rodziny oraz brak wiary we własne siły męczył mnie długo. Nie mieliśmy ze sobą kontaktu przez kilka miesięcy i chociaż była to dla mnie męka poczułem niesamowitą ulgę, kiedy pewnego dnia się odezwała by zapytać, czy ułożyłem sobie życie i czy wszystko u mnie w porządku. Przyznaję, że z powodu euforii jaką poczułem z możliwości porozmawiania z nią aż byłem na siebie zły. Ale postanowiliśmy, że nie będziemy się od siebie odcinać, bo ona byłą mi najbliższą osobą, a ja byłem jakby nie patrzeć jej najlepszym przyjacielem. Rozmawialiśmy często, udało mi się pomóc jej wyprowadzić się od rodziców. Miała wreszcie własny kąt, chociaż było to w tej samej miejscowości co jej dom rodzinny. Wiem, że po rozstaniu było jej ciężko, być może nawet trudniej przechodziła rozstanie niż ja, ale stały kontakt telefoniczny, internetowy, nawet listowny ponownie rozpalił w nas tą potworną nadzieję, że będziemy razem szczęśliwi. I znów się starałem, jeździłem i zapewniałem ją o moich uczuciach i zbierałem się w sobie, aby ją 'zaskoczyć' oświadczynami. Pewnego razu kiedy byłem we własnym domu rodzinnym, podczas rozmowy telefonicznej zachowywała się bardzo dziwnie. Wiedziałem, że coś ukrywa i nie jest z tego zadowolona, że źle jej z czymś. Gnębiłem ją niemalże, aby mi powiedziała co się dzieje, ale nic nie wskórałem. I nie było to dobre, gdyż zawsze od kiedy się znaliśmy, mówiliśmy sobie wszystko. Postanowiłem jej zatem powiedzieć, że zamierzam oficjalnie odwiedzić jej rodziców i że tym razem nie będą mogli nas rozdzielić. Kolejny policzek: "Nie możesz. Oni nie wiedzą, że my cały czas mamy ze sobą kontakt." Myślałem, że mi serce pęknie, ale twardo brnąłem w to, bo każdy aspekt życia układałem sobie tylko po to, aby móc z nią być.
I znowu się oddaliliśmy od siebie. Staliśmy się dla siebie jakby 'starymi przyjaciółmi'. Chociaż to nie była prawda. Ona potrzebowała mnie, aby móc przeżyć z dnia na dzień i nie popaść w totalną depresję (bliski kontakt z rodziną nie służył jej dobrze, ale opiekowała się swoją ukochaną babcią i nie mogła się od nich odsunąć na zdrową odległość), a ja jak głupi (mam tego pełną świadomość) wysłuchiwałem jej żali i płaczy, pocieszałem i pozwalałem jej na dzielenie się ze mną trudami jej życia, sam przy tym wciąż miałem nadzieję. Spotykaliśmy się zawsze na wyjeździe, niczym na r16;neutralnym gruncier17;.
Jej babcia umarła. Uwielbiałem tą starszą kobietę, była jedyną osobą w całej ich rodzinie, która mnie lubiła, z którą (kiedy dopiero zaczynaliśmy być razem i jeździłem w ich strony swobodnie) mogłem porozmawiać i która popierała nasz związek i dobrym słowem wspierała kiedy wszyscy pozostali byli przeciwko.
Wiem, że to wydarzenie wstrząsnęło nią ponownie (moją ukochaną). Musiałem się dużo bardziej starać, aby nie spadła na samo dno i brałem na siebie jeszcze więcej żali i łez i do skutku zapewniałem o chęci pomocy, o moich uczuciach i prosiłem ją o to by stamtąd wyjechała. Ale to nie pomagało, a gdybym zrobił to po 'swojemu' to siedziałbym do tej pory w więzieniu za porwanie. Tak była tam zakorzeniona.
Namiętność gdzieś uleciała, ale uczucie wciąż istniało. Nie była to miłość paląca niczym letnie słońce, bardziej jak taki sentymentalny ciepły jesienny wiatr. Żyłem z dala od niej, z dnia na dzień chwytając się czegokolwiek i robiąc cokolwiek. Praca za pracą, jeździłem po prawie całej Polsce, by 'zaistnieć' i móc spokojnie rzucić wyzwanie jej rodzinie. Nawet tego nie doczekałem.
Często mi powtarzała, że chce abym był szczęśliwy, żebym ułożył sobie życie, ale wiedziałem, że to zawsze chodzi o mnie samego. A ona tkwiła w tym toksycznym środowisku i cokolwiek nie mówiłem i nie robiłem nie mogłem na niej wymusić by za mną poszła. Jak na osobę, która bezwarunkowo słuchała rodziców pomimo swej pełnoletności (bo już miała ponad 30 lat), dobrej pracy i własnego mieszkania nie potrafiła się od nich odwrócić i pozwolić mi wejść do swojego świata. Całkowite przeciwieństwo jej zachowania, kiedy byłem tuż obok niej.
Cierpieliśmy przez to oboje, ale za każdym razem kiedy chciałem się oddalić, żałowałem tych myśli i nie chciałem jej zostawiać na pastwę okrucieństw, jakie ją spotykały. Brałem na siebie r16;całe zło tego światar17;, tak mówiła mi siostra.
A lata wciąż mijały. I zbieg okoliczności sprawił, że ona sama zauważyła, że nie potrafi beze mnie żyć. A raczej bez kontaktu ze mną i wiedziałem, że jestem jej potrzebny, sam jej potrzebowałem niczym powietrza. Ale byłem już taki zmęczony, że bez sprzeciwu poszedłem za nią, kiedy półtora roku temu z radością mnie zaprosiła do siebie. Spędziliśmy na prawdę przyjemne chwile i po raz kolejny to żarzące się w głębi serca uczucie rozpaliło nadzieje na przyszłość. Ale musiałem wracać do siebie i chociaż utrzymywaliśmy kontakt telefoniczny ponownie dzieliły nas kilometry. Przeżywaliśmy coś na wzór nastoletniego zakochania, długie godziny wisieliśmy na telefonie, setki smsów itd., ale mnie zaczęło się układać, dostałem normalną pracę i zostałem uwiązany na pół roku bez możliwości urlopu,a co za tym idzie wyjazdu. Okoliczności się zbiegały na naszą niekorzyść i około września ubiegłego roku kiedy mijał rok od naszego ostatniego spotkania ja byłem już bez sił do walki, a ona z łagodnością zgodziła się byśmy ponownie zostali 'przyjaciółmi'.
Jak mogłem być jej przyjacielem, kiedy jedynie z nią chcę żyć? Myślałem, ale postanowiłem przeczekać ten okropny okres, podładować baterie. Mówiłem jej o tym, powtarzałem do znudzenia, że to wróci i jeszcze jej 'pokażę', że ją kocham jak nikogo innego. A okoliczności stawały się coraz okrutniejsze. W pracy rozwaliłem plecy. Rehabilitacja, lekarz za lekarzem, długi urlop zdrowotny. W dodatku mój dziadek, który mnie wychowywał w dzieciństwie został zdiagnozowany na złośliwego raka drobnokomórkowego i zaczęło się piekło. Jesienne piekło i uciekająca niczym krew z nogi mojego dziadka nadzieja. Jeździłem z nim po lekarzach, po szpitalach, a sam przy tym próbowałem podreperować swoje zdrowie i załatwiać sprawy. Rozmawiała ze mną coraz rzadziej i rzadziej. A kiedy już mieliśmy kontakt to nie mówiła mi wszystkiego tak, jak kiedyś. Była niekiedy oficjalna, a innym razem czułem, że jest jej bardzo ciężko w ogóle ze mną rozmawiać. Miała w dodatku kilka imprez rodzinnych tej jesieni, głównie ślubów, a ponieważ jej rodzinka skrupulatnie pozbywała się jej wszystkich znajomych i mieli monopol na jej osoby towarzyszące, przez wszystkie lata, kiedy się znaliśmy chodziła sama przez co była jeszcze bardziej wyśmiewana. "Stara panna. Nikt cię nie chce." I tak dalej. Wiem, że na te śluby postanowiła zabrać kogoś neutralnego. Padło na jej pewnego znajomego, który miał w sobie tyle emocji, co rdza na błotniku. Ale był pod ręką taki stały i dobry aż do znudzenia. Nie było między nimi żadnego uczucia, poza dobrym koleżeństwem, ale podczas jednego ze ślubów, jej rodzinka dała jej do wiwatu potwornie ją potraktowali. W dniu poprawin była cała zapłakana, a on tam był. Pocieszyć i przytulić. I niestety na tym się nie skończyło. Przez lata wyśmiewana i wyzywana od kurw otworzyła się na tego w sumie obcego człowieka i stało się.
Miała wyrzuty sumienia, czuła się źle. A ja byłem zajęty zdrowiem, pracą, którą traciłem oraz dziadkiem. Nie umiała mi tego powiedzieć. A ja potrzebowałem jej ciepłych słów. I potwierdzeń tego, że jestem jej najbliższy. Wiem o tym, miałem tego pełną świadomość.
Kolejny ślub w rodzinie miała z początkiem lutego obecnego roku.
I znowu go zabrała jako osobę towarzyszącą. Wiem, że to był błąd, bo on się zaangażował, a ona miała wyrzuty. Ale nocował u niej i kiedy jej rodzina jej dokuczała pomagał jej rozładować stres, w sposób jaki potrafił, czyli seks.
1 lutego rano, zmarł mój dziadek. Cały dzień spędziłem z babcią, aby się nie załamała. co chwila przyjeżdżał ktoś z rodziny nas odwiedzić (bo mieszkamy nie tak daleko od siebie), ale wieczorem po tylu godzinach wysłuchiwania żali i płaczy bliskich sam byłem kłębkiem nerwów, a nie mogłem sobie pozwolić na słabość.
Zadzwoniłem do niej późnym wieczorem, aby przekazać złe nowiny i posłuchać jej głosu. Słyszałem w słuchawce, że jest zajęta, ale mimo to poświęciła mi nieco czasu. Krzyczała na mnie, że powinienem pozwolić sobie na łzy i żal. Nie mogłem tego zrobić, bo kolejne dni zapowiadały się bardzo ciężkie, a na mnie spoczywał obowiązek czuwania nad spokojem. Tak, jak dziadek był solidny i niewzruszony aż do końca, na mnie liczyli wszyscy dookoła.
W dniu pogrzebu do ostatniej chwili czekałem na nią aż się pojawi. Na stypie byłem już wrakiem człowieka. W końcu prawie tydzień nie spałem i tłumiłem w sobie wszystkie emocje patrząc jak bliscy dookoła się rozklejają i szukają pocieszenia.
Nadszedł czas żałoby, a ja ruszyłem z dalszym leczeniem moich pleców. Dzwoniliśmy do siebie od czasu do czasu, ale ona była ciągle zajęta pracą (bywały takie okresy w przeszłości, to nie zwracałem na to uwagi). Ja opowiadałem jej o wszystkim, a ona mnie coraz mniej i mniej. Dawało mi to do myślenia. Wiedziałem, że coś się stało.
W poniedziałek wieczorem poprosiłem ją o dłuższą rozmowę. Śmialiśmy się jakby, nawet nieco żartowaliśmy i zacząłem r16;przesłuchanier17;. Słyszałem w jej głosie strach i żal, ale opowiedziała mi o tym, co się u niej wydarzyło. Wszystkie zaległości od momentu, jak poczuła się brudna przez to zdradziła moje zaufanie. A ja czułem jak coś we mnie pęka i po raz pierwszy od dawna popłynęły łzy. Nie dałem jej tego poznać, zapewniałem ją, że pomimo tego, że spała z innym w dalszym ciągu ją kocham. I wiem, że tak jest. A ona przez te wszystkie tygodnie od kiedy to zrobiła z tamtym dusiła w sobie emocje i pozwoliłem jej na płacz, na wyżalenie się ze wszystkiego co przede mną ukrywała. Nie mogąc powiedzieć jej nic innego zapytałem, czy skoro nie kocha tamtego i nie zamierza z nim być w związku to czy to oznacza, że ja mam jakieś szanse. A ona nie zadrwiła ze mnie tylko się ucieszyła.Rozmawialiśmy długo, ona od czasu do czasu płakała, a ja ją pocieszałem. Opowiadała mi o tym człowieku, a chociaż każde kolejne zdanie zadawało mi ból słuchałem jej i pocieszałem. Położyliśmy się spać do własnych łóżek, ale nie rozłączaliśmy się. Słuchałem jak zasypia, a później oddycha. Przez całą noc nie zmrużyłem oka i gapiłem się w sufit słuchając jej oddechu. W głowie miałem jednocześnie tysiące myśli i pustkę, a serce mnie bolało. Naprawdę bardzo bolało. Rozłączyło nas rano przymusowo, słaba bateria. We wtorek miałem niezwykle r16;szary dzieńr17;. Nie mogłem nic jeść, chodziłem po domu i nie potrafiłem nic zrobić. Wiem, co było tego przyczyną, ale nie umiałem sobie z tym poradzić. Rozmawiałem z przyjacielem, który kiedyś był w podobnej sytuacji (po 5 latach narzeczeństwa, jego narzeczona zdradziła go z jakimś bogatym bubkiem jak była na studiach a później w wigilię bożego narodzenia oddala mu pierścionek i powiedziała, że jest za młoda na wiązanie się z nim), 3 lata lamentował, a ja go pocieszałem i pilnowałem, aby nie robił głupot. Tak teraz on próbował zrobić to samo dla mnie tylko, że nie potrafił mi powiedzieć nic poza r0;Wiem, że tobie wyjście z tego bólu zajmie dużo mniej czasu niż mnie i sobie sam poradzisz.r1; A kiedy zapytałem go, czy uważa że te wszystkie lata moich starań i miłości do niej były stracone, odpowiedział jedynie, że r0;Nie były bez sensu, ale nic dobrego z nich nie wynikło. Zerwij z nią całkiem kontakt, a będziesz mógł przestać cierpieć.r1;
Dzień upłynął mi bezprodukcyjnie. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić.
Wieczorem zadzwoniła i znów rozmawialiśmy. Niby swobodnie, żartobliwie, położyliśmy się spać z telefonami przy uszach. I znów słuchałem jak zasypia.
Nie spałem w nocy. Spędziłem ją przy komputerze szukając pracy, którą ze względu na plecy mógłbym wykonywać oraz lekarzy, którzy mogliby pomóc. Zapisałem pół notatnika z adresami i telefonami.
A w środę od rana dzwoniłem. Po południu ponieważ znowu nic nie mogłem jeść czułem się strasznie pusty. Zadzwoniłem do siostry i z miejsca powiedziałem jej, że pękło coś we mnie i tym razem sam nie umiem sobie z tym poradzić. Kazała mi do siebie przyjeżdżać. Byłem u niej przed 18. Rozmawialiśmy do późnej nocy o wszystkim. I pozwoliłem sobie na pełną szczerość, a ona spokojnie (a czasem i nie) tłumaczyła mi, że sam sobie robię krzywdę, że w r16;morzu jest pełno rybr17;, że sam się uwiązłem do tego uczucia i dlatego tak cierpię, bo nie potrafię otworzyć oczu, że nie tylko ona istnieje i że są inne kobiety, które powinienem zauważyć. Wiem, że ma rację, ale nie potrafiłem jej powiedzieć, że to zrobię. W przeciwieństwie do przyjaciela powiedziała mi coś, co mnie prawie rozwaliło. Brzmiało to mniej więcej tak: r0;Nie możesz jej odtrącać i zerwać całkowicie kontakt. Ona jest przecież dla ciebie rodziną. Utrzymujcie kontakty, ale przestań się tak kurczowo trzymać tego uczucia. Od długiego czasu mam wrażenie, że zamknąłeś się w swoim małym świecie i nie dopuszczasz nawet myśli do siebie, że ktoś inny poza nią mógłby cię pokochać.r1;
I wiem, że siostra ma rację. I jestem jej bardzo wdzięczny za to, że mogłem z nią porozmawiać i że na swój sposób mnie pocieszała. Wypunktowała mi wiele aspektów mojego życia, które sam blokowałem zamykając się przed światem. I robiło mi się lżej na sercu.
Około 20 r16;onar17; zadzwoniła, ale przeprosiłem ją i poprosiłem, o rozmowę jak wrócę do domu. Siostra nie robiła mi wyrzutów, bo była przy rozmowie, ale nie przewidzieliśmy, że bardzo długo będę jeszcze u niej w domu.
Wróciłem ostatnim autobusem i zadzwoniłem od razu. Nie spała jeszcze, bo rozmawiała ze swoją przyjaciółką (w sumie to pseudoprzyjaciółką, bo tamta się odzywa tylko kiedy jej jest źle, albo potrzebuje pogadać). Rozmawialiśmy przez chwilę, a później poszliśmy spać tak, jak poprzednio. A ja kolejną noc nie zmrużyłem oka. I wielka gula rosła mi w gardle kiedy patrzyłem w sufit. Przewracając się z boku na bok wstałem i usiadłem do komputera. Chciałem poszukać czegoś co zaabsorbuje moje myśli. Skończyło się na oglądaniu bezmyślnych filmików na yoyubie. Szczerze powiedziawszy to nawet nie pamiętam co oglądałem, po prostu patrzyłem na migające obrazy.
We czwartek jak nastał dzień, po bezowocnej nocy przy komputerze zająłem się szykowaniem pokoju do malowania (jestem w trakcie odświeżania i malowania ścian w domu) oraz zadzwoniłem do kuzyna co mieszka za granicą. Zajęło mi to trochę czasu, a kuzyn strasznie nalegał, abym przyjechał do niego chociaż na kilka miesięcy, bo będzie miał dla mnie normalną pracę i nie będę musiał się tułać po Polsce. Wieczorem koło 19 zadzwoniła mi kuzynka, która mieszka niedaleko, czy z nią pobiegam. Zgodziłem się i tak minął mi cały dzień. Kiedy wróciłem do domu, usiadłem i poczułem jak czas ucieka mi przez palce.
Byłem zmęczony, niewyspany i coraz bardziej pusty. Napisałem do niej smsa, czy będzie chciała porozmawiać. Nie odpisała, nie zadzwoniła. Około 22 zacząłem się martwić, zadzwoniłem i okazało się, że zasnęła a ja ją obudziłem. Położyłem się wyczerpany do łóżka z telefonem przy uchu. Szybko zasnęła, a ja znowu gapiłem się w sufit. Po około dwóch godzinach wstałem i znowu trafiłem na youtuber17;a. Tym razem nie działało. Zacząłem wpisywać różne słowa w wyszukiwarkę i pewien tekst zwrócił moją uwagę. Tak trafiłem na to forum. Zalogowałem się i zacząłem pisać to wszystko. Z kolejnymi słowami przelewanymi przez klawiaturę na ekran jakby robiło mi się lżej. Coraz mniej chciało mi się spać.
Jest teraz już 3:30. Bolą mnie potwornie plecy i wiem, że jestem zmęczony, chociaż nie mam ochoty na sen.
Cała ta historia jest jakby bezsensowna. Wydaje się taka okrutna i nierealna, ale wiem, że to moja rzeczywistość. Wciąż kłuje mnie w sercu. Cały czas przychodzą do mnie myśli pełne nadziei. Tej samej nadziei, którą najprawdopodobniej jedynie ja pielęgnowałem przez te wszystkie lata. Że chcę z nią być. I co chwilę czuję dodatkowe ukłucie. Z każdym wspomnieniem miejsc, które odwiedziliśmy razem, gdzie byliśmy. Z każdym meblem w jej mieszkaniu widzę w moich myślach cień sylwetki. Sylwetki obcego. Z każdym wspomnieniem siedzenia na kanapie u niej, kiedy oglądaliśmy jakiś film albo odpoczywaliśmy przychodzi ciemna postać człowieka, do którego się przytulała płacząc. Na myśl o wspólnie spędzonych nocach w łóżku czuję przeszywający ból obecności innego. A ta sama ciemna postać zajmuje moje miejsce. I tak w kółko.
Nie potrafię zapomnieć. Nie potrafię żyć nie mogąc z nią porozmawiać. Nie potrafię nie czuć.
A wszystko co teraz czuję to żal wobec siebie, że nie byłem dostatecznie stanowczy i nie ratowałem jej przed jej rodziną. Złość na siebie, że byłem za miękki i nie dochodziłem do głębi problemów. Żal i smutek, rozgoryczenie i łzy pod powiekami, że jestem taki słaby i się prawie rozklejam teraz kiedy w myślach mam bałagan a w sercu morze krwi rozpaczy i bólu. Bo nie byliśmy r16;parąr17; formalnie. Ale poczułem się zdradzony.

Wszystkim którzy przebrnęli przez ten tekst: Dziękuję. Na pewno nie było to łatwe i przyjemne. Nie oczekuję pocieszenia i przyjemnych, czy nieprzyjemnych słów mówiących o tym, abym wziął się w garść.
Jest mi po prostu niesamowicie źle. Tak bardzo jak nigdy dotąd i nie wiem co ze sobą zrobić. Ale świadomość tego, że są gdzieś inni, którym życie wcale nie szczędziło, i którym jest, albo było dużo gorzej niż mnie teraz pociesza mnie samo przez się. To nie tak, że czerpię radość z bólu innych, tylko że od tej jednej małej zdrady przecież świat się nie zawali, prawda? To nie jest III wojna światowa, ani IV, czy V. To tylko jedno złamane serce.
Komentarze
Strona 2 z 2 < 1 2
Deleted_User dnia marzec 05 2016 12:16:19
Czytałem to i czytałem i powoli zasypiałem. Nudy na pudy! Powiem tylko jedno - oprócz "miłości" i kobiet jest na świecie naprawdę wiele rzeczy godnych uwagi. Nie szkoda ci człowieku czasu? Ale ty chyba po prostu lubisz być tak "romantycznie udręczony".
W zasadzie oboje jesteście siebie warci. Oboje bez wyrazu. Pomyśl, że za jakieś 50 lat już cię nie będzie, nie trać czasu. Zbieraj wrażenia i doświadczenia. Żyj a nie gap się w sufit jak jakiś głupek. smiley

Komentarz doklejony:
A tak w ogóle to ile masz lat i co to za "dysfunkcja", której wspomniałeś? Niestety bez możliwości uprawiania seksu większość kobiet w takim związku nie wytrzyma. One wcale tak bardzo się od nas nie różnią w tym temacie.

Nox dnia marzec 05 2016 13:21:09
..,, Takim wychował mnie dziadek. Jestem mu za to wdzięczny, bo ponoć jestem człowiekiem ze starej epoki. Od dziecka robiłem za odstresowywacz w rodzin....Takim wychował mnie dziadek. Jestem mu za to wdzięczny, bo ponoć jestem człowiekiem ze starej epoki Jeżeli o to chodzi, to jestem do tego przyzwyczajony i mało kiedy przez to cierpiałem.." a ja tu tego braku cierpienia raczej nie widzę.
Twój dziadek był z pewnością dobrym człowiekiem i na takiego cię wychował.
Być odstresowaczem nie oznacza .,, na mnie spoczywała rola przyjęcia na barki żali i smutku bliskich...."
Z twojego opisu wynika ze ten ból,problemy dublujesz/bo przecież nie możesz ich podzielić/ by je przeżywać.
Gdyby psycholog/domyślam się ze nim nie jesteś/ w ten sposób pomagał,wspierał pacjentów to musiałby wylądować w wariatkowie po kilku miesiącach pracy.Gdyby np.A.Dymna tak pomagała innym to musiałaby przepłakać całe życie a to pogodna osoba.
Gdybyśmy napisali ze płaczemy z tobą,za ciebie,nad tobą to pomoglibyśmy bardziej?
Wspieranie to szukanie sposobów pomocy,przytulenie ale i kopniak do działania.
Ani przepłakiwanie,ani zapijanie problemu nie pomaga bo...on nie znika.
Żeby kogoś zmotywować trzeba najpierw zmotywować siebie,pokazać że można,że da się radę,pokazać drogi do wyboru .Ale każdy musi sam podjąć decyzję którą drogę chce wybrać by kiedyś się z niej nie wycofać
Moze pozwalałeś jej wyżalać się,wypłakiwać bo to właśnie to był łącznik między wami.
Gdyby mówiła ci jak jest szczęśliwa,jak dobrze się jej układa,jak sobie dobrze radzi to byłoby ci żal ze w tym nie uczestniczysz.
Gdyby ona chciałaby być z tobą to najpóźniej po śmierci babci byłaby.
Toksyczna matka by jej nie zatrzymała,mieszkanie mogła zamienić na twoją miejscowość,praca może nie od razu ale by się znalazła.
Naprawdę myślisz że mając do wyboru wspaniałą pracę i samotne życie z jednej strony a ciebie,twoje zrozumienie ,związek partnerski,wybrałaby życie dla pracy?
Jeżeli bała się matki mogła nie zostawiać adresu,zaproponować wyjazd za granicę. W wieku 30+ można całe życie przeorganizować szczególnie jeżeli nie ma się małych dzieci.Ale trzeba chcieć,ty chciałeś....ona nie.
Ja ci życzę z całego serca byś na stare lata nie został sam ,byś miał przy sobie bratnią duszę.

Atrakcja dnia marzec 05 2016 16:48:09
Witaj, niełatwo się czytało Twój tekst, wcale nie dlatego, że ta historia jest smutna i nierealna jak to nazwałeś. Jest całkiem typowa i realna ale Ty piszesz wiele zbędnych pierdół. Więcej kwiecistych metafor niż konkretów, trudno się czyta coś co jest niekonkretne i nieprzejrzyste.

Myślę, że jesteś człowiekiem, który bardziej żyje w swojej głowie niż w swoim ciele.
Chyba rzadko kontaktujesz się z rzeczywistością.
Żyjesz swoimi wyobrażeniami, trzymasz się zdala od prawdy. Jednym słowem głowa w obłokach, stopami nawet nie dotykasz do ziemi (chyba właśnie dostosowałam się do Twojego stylu pisania smiley ).

Bujna wyobraźnia to dobra cecha. Tylko, że Ty nie żyjesz w bajce, w świecie utkanym z poezji i róż, tylko w rzeczywistości gdzie rządzą proste fakty.
Dziewczyna nie wie czy chce z Tobą być bo najzwyczajniej w świecie nie jest zakochana, nie zależy jej na Tobie. Traktuje Cię jak maskotkę, z którę może pogadać jak jej źle. Nie ma z jej strony większych uczuć ani planów na przyszłość z Tobą.
Teraz Twoja interpretacja powyższej sytuacji: ona jest zniewolona przez swoją rodzinę, Ty rycerz chcesz ją uwolnić, ona tego pragnie ale o tym nie wie. Żyją nadzieje w "WASZYCH" (!) głowach.
Niestety te wszystkie twory mają miejsce w głowie tylko TWOJEJ.

Kompletny brak kontaktu z rzeczywistością.

Szukasz tu zrozumienia, ale nie sposób zrozumieć Ciebie komuś kto jest zdrowy na umyśle i twardo stąpający po ziemi.

Mając styczność z Twoją historią czuję się tak jakbym spotkała człowieka, który odcina sobie nogę piłą. Użala się nad sobą, że noga go tak boli i krwawi. Ja pytam "dlaczego więc tniesz nogę piłą? Odłóż piłę, załóż bandaż, przestanie boleć", a taki człowiek na to "ale ja kocham piłę, piękny połysk jej metalu, anioł mi we śnie objawił, że przeznaczeniem tej piły jest ciąć mą nogę, nie mogę się uwolnić od przeznaczenia".

Tak samo absurdalny jest Twój własny wykreowany świat, w którym Ty żyjesz. Bo bynajmniej nie żyjesz w świecie rzeczywistym. Fakty interpretujesz jak Ci się podoba. Uprawiasz emocjonalny masochizm.
Mógłbyś żyć normalnie, cieszyć się życiem, robić normalne rzeczy. Ty tkwisz w zawieszeniu, w jakiejś utopii, którą sobie sam stworzyłeś.
Świat jest obok Ciebie, jak się nim zainteresuejsz to czeka Cię życie. Jak będziesz tkwił w swoich negatywnych wyobrażeniach i lubował się w zadawaniu sobie bólu emocjonalnego - nikt Ci nie pomoże. Wybór jest Twój.
Swoje myśli tworzysz Ty sam.

Yorik dnia marzec 06 2016 03:54:34
[..]nie przyszedłem tutaj dla żadnych gratyfikacji, czy czytania czyichś bluzgów, tylko dla świadomości i ewentualnego zrozumienia.
Uważam, że jak ktoś chce radzić innym w trudnych sytuacjach to poziom powinien jakiś utrzymywać. Co nigdy nie przestanie zadziwiać to fale hate'u internetowego.

Mógłbyś wskazać dokładniej te bluzgi i poziom, który Ci się nie podoba?
Właśnie pokazałeś jak odbierasz oceny niezgodne z Twoimi UROJENIAMI. Leczysz się?

Zataiłeś najistotniejszą rzecz i to całkiem świadomie, która zmienia sytuacje całkowicie; to nic innego jak manipulacja i dobrze o tym wiesz;
Przyszedłeś tutaj dla świadomości i ewentualnego zrozumienia ?
Nic nie zrozumiesz oszukując; Masz tą świadomość?
- Nie była ze mną dla seksu, nigdy tego nie robiliśmy, z powodów mojej wrodzonej dysfunkcji. Kiedy się spotykaliśmy głównie się przytulaliśmy, całowaliśmy itp. a w nocy zaspokajałem ją na inne sposoby. Oboje byliśmy powiedzmy, że 'czyści' w tej kwestii.

Ha, ha...genialne. Mała ideologia zbudowana na własny użytek. No tak, być czystym w tej kwestii to cel życia godny naśladowania. Zakonnice Cię wychowywały?

Będę brutalny, nie była z Tobą dla seksu bo być nie mogła choćby bardzo chciała. Naprawdę nie przyszło Ci do głowy, że była z Toba z litości? nie chciała Ci sprawiac przykrości mówiąc w prost niedomyślnemu człowiekowi, który sobie coś ubzdurał; była delikatna, nie chciała Cię ranić. Dała Ci tyle ile mogła, i tak bardzo dużo, a Ty tego nie doceniłeś, uczepiłeś się jak rzep psiego ogona z którym nie wiadomo co robić, żeby przypadkowo nie zdeptać.
Wiesz ile przyjemności daje ,,ostre rżnięcie" ? NIE!, ona to wiedziała i wie; trudno mieć jej za złe, że nie chce z tego rezygnować; nawet głupia, że czuła się winna wobec Ciebie; Zdrada w tej sytuacji to chyba coś oczywistego, o ile to była zdrada;
Chciałeś ją na siłę egoisto unieszczęśliwić ? Nie kopnęła Cię mocno w tyłek, bo nie miała sumienia; Czy mogłą być z Tobą uczciwa ? Nie wiem. Nie była od razu, a potem było coraz trudniej;

Załamania nerwowego z tego powodu dostajesz, czujesz się martwy?
Na własne życzenie; tylko Ty jesteś za to odpowiedzialny;

Naucz się traktować to co dostajesz od ludzi jako ofiarę z ich dobrej i nieprzymuszonej woli, a nie powinność po postawieniu ich w trudnej sytuacji, bo Ty tak sobie ubzdurałeś, rozkapryszone małe dziecko.
Ta mama z Tobą to już pewnie osiwiała;

Strona 2 z 2 < 1 2
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Nie znaleziono podobnych tytułów zdrady.
Reklama Zjawy i demony
www.parapsychologia.zjawa.com
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Podejrzenie zdrady
Byłem szczęśliwy
I co dalej...
Nie śpij, bo Cię okr...
Jak z tym skończyć
Zdradziła mnie żona ...
nie wiem co mam zrobić
Samotna Mama
wciąż głupia
Ratować to czy dać ...
Bezradna
Naiwność /Silent/
Zdrada po 17 latach ...
Zdradzona
rok po zdradzie nie ...
To było nieuniknione?
No to i moja historia
Zdradziłem wirtualnie
Historia jak wiele t...
ZDRADA NAJGORSZEGO TYPU
Zdradzona przez czat
Internet a zdrada......
Nie wiem co o tym ws...
Co dalej robic
Muszę bo się uduszę
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

isteata
06/10 22:27
Jeśli ktoś stosuje aż tak mocne zabezpieczenia (linie papilarne + hasło i nie jest szpiegiem z KGB czy CIA), to wszystko jasne, że ma wiele do ukrycia przed partnerem.

Archiwum
Reklamy
Masaż relaksacyjny
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info