Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 0 zobacz kto)

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Pomocne instytucje
Detektywi
Prawnicy
Psycholodzy
Poradnie rodzinne
Dodaj instytucję

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 48
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 13,166
Najnowszy Użytkownik: Vanbahl
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Twoje miejsce
Reklamy...
Równowaga w dawaniu i braniu - czemu jej zabrakło?
Zdradzony przez partnerkę/dziewczynęZnaliśmy się od lat. Mamy dobrą, ciekawą pracę (ona zajmuje się kulturą, ja historią). Jest prawniczką po aplikacji, w jednym z najciekawszych urzędów zajmujących się kulturą, filmem itp. Poznaliśmy się 10 lat temu, razem robiliśmy wspaniałe rzeczy w jednym ze stołecznych NGO-sów. Potem straciłem pracę, byłem przez jakiś czas poza miastem, w którym nadal teraz mieszkam. Byłem załamany, nie chciałem wracać z powrotem w rodzinne strony, z których przyjechałem.


Ona w tym czasie miała tzw. spokojne życie z rodzicami (teraz ma 30 lat i... nadal mieszka z nimi dla wygody), cały czas się uczyła, uczyła, uczyła... (wtedy była jeszcze na studiach). Była ambitna, tak jak ja, bardzo nam to wzajemnie imponowało. Ale wówczas, z dnia na dzień zniknęła z mojego życia.


Jak to się stało? Otóż któregoś dnia zadzwoniła do mnie jej matka (!!!!), z awanturą, wręcz wyzwiskami. Okazało się, że córeczka, niezadowolona z jakichś wydarzeń w naszej znajomości, poskarżyła się mamie jak małe dziecko... A matka zadzwoniła z agresją, znając i podając w rozmowie ze intymne szczegóły naszego życia i kończąc rozmowę: "Żegnam pana ozięble"... Osłupiałem, nigdy wcześniej nie spotkałem się z takim zachowaniem czyjejś rodziny... (potem niestety, znowu tak...) Powiedziałem jej co się stało od razu roztrzęsiony przez tel.; sam nakrzyczałem potwornie nie mogąc się opanować - odpowiedzią było jej zniknięcie z dnia na dzień. Miała wtedy 21 lat...


Minęły 4 lata, miałem w tym czasie różne znajomości, ją - cały czas w tyle głowy. Ona nie szukała ze mną kontaktu. A ja myślałem, co robi, co myśli, czy "zdobywa szczyt", na którym jej zależało. Nie miałem jej aktualnego telefonu. Nagle napisała e-maila z prośbą o spotkanie. Nie pytałem zbyt wnikliwie, co było, co się z nią działo. Ale dowiedziałem się, że ukończyła w międzyczasie prawo, studiowała w szkole filmowej. Pokazała mi podczas spotkania konspekt scenariusza na jedno z zaliczeń, powiedziała, że tylko ja mogę go przeczytać - i że myślała o mnie. To był scenariusz o dziewczynie zapatrzonej w mężczyznę: mentora, interesującego, inteligentnego, będącego dla niej wzorem pracy i miłości... Myślałem wtedy, że to o mnie - poczułem, że los chciał, żebyśmy się spotkali ponownie. Okazało się, że tak naprawdę spotykała się wtedy z innym, że to był tekst o nim, o jej niespełnionym do niego uczuciu (on miał wówczas kryzys ze swoją dziewczyną, ją tylko uwiódł seksualnie, wielokrotnie to jeszcze ponawiał). Po tym spotkaniu... znowu zniknęła na jakiś czas. Ja byłem wówczas w związku, złym związku, który się rozpadł na początku 2012 r.


I wtedy, świeżo po rozstaniu, napisałem do niej. Zaczęliśmy się spotykać, bardzo szybko poszliśmy do łóżka ("byłam ciekawa" ) powie mi po latach, kilka miesięcy temu). Cóż, ja jednak myślałem o tamtym wydarzeniu trochę inaczej. A ona, tak przed laty życzliwa i oddana, teraz zaczęła być od początku obojętna, często agresywna, zazdrosna o całe moje życie, o mój stały związek z poprzednią dziewczyną (tamten facet, nie licząc mnie, "wcześniejszego", był jej pierwszym chłopakiem). A po jakimś czasie okazało się, że spotykała się dalej jednocześnie i ze mną i z tym facetem (pracował z nią w instytucji, w której ona jest do tej pory) - zdradziła mnie kilka miesięcy po naszym ponownym nawiązaniu kontaktu (po jakimś czasie się do tego przyznała, zresztą bez jakichś specjalnych wyrzutów sumienia).


A ja ... natychmiast wybaczyłem (choć nie zapomniałem, wielokrotnie pytałem, dlaczego mnie tak potraktowała - choć wiedziała, że mój poprzedni związek także zakończył się zdradą...). Wierzyłem w te 10 "naszych" lat (z przerwą), we wspólne priorytety - byliśmy tak samo ambitni, w wielkich trudach doszliśmy do czegoś: pokonywaliśmy ostracyzm środowiska, w którym się dorastało, studia, przyjazd do Warszawy, praca, ważne, ciekawe, wspólnie robione rzeczy, zainteresowania.... Książki, filmy, intelektualne rozmowy..... Wspaniały seks.


Zorientowałem się jednak, że ona mnie przyciąga i odpycha. Jestem naiwny - myślę o sobie, jak pewnie wszyscy - myślałem więc, że ma gorsze dni, zły charakter. Była zimna, znikała, wracała, znowu znikała. Jeździła do Brukseli, Paryża, Aten w delegacje z pracy ("uciekałam od Ciebie" - powie mi przed zerwaniem, miesiąc temu). Ja zostawałem... Czułem się coraz bardziej zaniedbany i niekochany.


Sam pragnąłem dawać czułość, ciepło domowego ogniska - nie tylko intelektualizm, ambitne zadania, rozmowy o książkach i filmach. Mam od 4 lat swoje mieszkanie, przygotowywałem je sam, w wielkim trudzie, do życia we dwoje.... Po tylu trudach uwierzyłem, że ona jest "nagrodą" za wszystkie cierpienia, wyrzeczenia. Że ocaleliśmy dla siebie.


Ale ona nie rozumiała wielu rzeczy - trudu samodzielnego utrzymania mieszkania na kredyt, konieczności bycia w pracy, która służy do spłaty kredytu; temu, że od lat poszukuję innej (bardzo chciałem pracować np. w miejscu gdzie ona - starania od lat nie dają rezultatu). Sama była wyjątkowo rozpieszczona - miała dom, rodziców "na miejscu" - wszystko podtykane pod nos; pensję, której nie musiała wydawać na czynsz i kredyt; diety z delegacji (które stanowiły wg mnie spore nadużycie pracodawcy), obiadki u rodziców (u mnie nawet nie umiała sprzątnąć po sobie ze stołu). Potrafiła odłożyć kilka tysięcy miesięcznie, a ja większość pensji musiałem i muszę nadal przeznaczać na życie....


I teraz akcja przyspiesza... Od roku uczyła się drugiego języka obcego - francuskiego (zna oczywiście angielski). Była to pozornie neutralna czynność. Okazało się, że planowała wyjazd do Brukseli - najpierw na staż (dwutygodniowy - odbył się w czerwcu); teraz okazuje się, że planuje się ubiegać o kolejny dłuższy staż (półroczny: marzec-lipiec 2015), a nawet (podobno) startować w konkursie o pracę (w instytucji unijnej).


Jej obowiązki służbowe sprawiły, że jeździ tak czy inaczej cyklicznie do Brukseli. Poznała tam kogoś, kto tam jest (pracuje) - niewykluczone że był inspiracją dla niej, pomagał jej od dłuższego czasu (?) w dalszym planowaniu.


I finał historii: w lipcu br. cała grupa tych czerwcowych stażystów (z różnych krajów, w tym, gdzieś tam, ON) - umówili się na tygodniowe wakacje w Portugalii. Powiedziała mi, że jedzie sama, że "już podjęła decyzję i koniec dyskusji". Za moimi plecami kupiła bilet, mnie mówiła że to tylko "projekt wyjazdu", a już w międzyczasie spakowała walizkę. Osłupiałem! - nie wiedziałem, czemu odpycha mnie znów do tego stopnia. Wyjechała mimo moich błagań, żeby się opanowała, że nie może cały czas przekraczać kolejnej granicy lekceważenia i egoizmu w naszej relacji. Wydzwaniałem do niej, gdy była tam, w Porto. Mówiła, że "jest na wakacjach i nie może rozmawiać", wyłączyła na tydzień telefon, włączała tylko czasami (wyświetlały mi się wówczas tzw. monity). Pisałem sms-y, dzwoniłem, błagałem - pytałem, czemu znów mnie odpycha.


W dniu powrotu pojechałem po nią niezapowiedziany na lotnisko - to było miesiąc temu. Przyleciała po 6 godzinach mojego czekania (nie wiedziałem nawet, którym przyleci samolotem...). Powiedziała, że "nie chce mnie tu już widzieć", że nie kazała mi przyjeżdżać. Że nie chciała wracać, że chciała tam zostać. Była umalowana, wystrojona.... Szczęśliwa na twarzy. Wściekła, krzycząca w drodze z Okęcia aż do Dworca Wschodniego w Warszawie, że tak od razu "ma mnie na głowie", czego nie planowała po miłym, bardzo miłym jak się okazało, pobycie w Portugalii.


Powiedziała, że chce być zdobyta przez kogoś, kto ma pomysł na siebie. Że ja wg niej "już go nie mam", że miałem kiedyś, 10 lat temu w NGO-sie, gdzie razem współpracowaliśmy. Po kilku dniach okazało się że wracała już z jego objęć. Zapytałem wprost czy ma kogoś, czy kogoś poznała - najpierw kilkukrotnie zaprzeczała. Ponownie zapytałem - nagle powiedziała, że... tak. "Nie chcę cię oszukiwać" - dodała (jaka dobra i wyrozumiała, prawda?...) - a tak naprawdę oszukiwała mnie co najmniej od roku i planowała wyjazd ucząc się fransuskiego (jest potrzebny w Brukseli na większości stanowisk unijnych)......


Po tej rozmowie po raz drugi i w takim samym jak kiedyś stylu - zniknęła bez wyjaśnień i jakiegokolwiek pożegnania. Nawet się nie spotkała ze mną, by przeprosić, podziękować za wspólny czas... Jeszcze kilka razy dzwoniłem, pisałem, błagałem o spotkanie. Odpisała mi: "na pewno zadzwonię". Nie zadzwoniła już. Nawet się nie pożegnała ("nie mogę się oszukiwać, że nie jestem w nim zakochana " - powiedziała w ostatniej rozmowie, gdy błagałem jeszcze ostatkiem przyzwoitości własnej, żeby się z nim nie wiązała; że to tylko wakacyjny romans, który prawie zawsze jest iluzją i kończy się rozwaleniem wszystkiego za cenę kilku chwil wakacyjnej iluzji... Pocieszyła mnie jeszcze na koniec: " O nic się nie bój. Teraz jestem sama [!], zastanawiam się, bo nie wiem co mam zrobić. Bądź spokojny". I to było kolejne, ostatnie już kłamstwo, bo zablokowała mnie na Skypie, przestała odpisywać i więcej się nie odezwała.


Do samego końca nie wiedziałem, że grała przede mną cały czas - jeszcze w Portugalii zapewniała mnie, że jestem najważniejszy, że nikogo nie zna tak wartościowego jak ja; że mnie kocha, że zamieszkamy razem, że już niedługo wraca, żebym na nią czekał (pisząc to i mówiąc, już była wtedy z nim...).


Uzmysłowiłem sobie dopiero na końcu, że nigdy mnie nie kochała. Byłem wypełniaczem jej czasu między jej delegacjami, lekcjami języka itp. Sam w tym okresie załamałem się (różnymi wydarzeniami w pracy, ale przede wszystkim jej zachowaniem: skrajnym egoizmem, olewaniem, spotkaniami, gdy chciała seksu, znikaniem, wykrętami, chwilami stabilizacji, zrywami nienaturalnego okazywania miłości, by powrócić do olewania itd., itd.). Przestałem dbać, inwestować w siebie jako partnera i człowieka, coraz bardziej skołowany jej sprzecznymi zachowaniami, uzależniłem się od jej "psychofażości"...


Teraz dopiero, gdy sprawę zacząłem badać "po fakcie", okazało się że JUŻ OD ROKU przygotowywała się do wyjazdu na dłużej do Brukseli ("chcę się rozwijać a nie siedzieć u Ciebie na balkonie" - usłyszałem na końcu). Jak powyżej pisałem, przez 3 lata wydzielała mi czas, spotykaliśmy się tylko wtedy, gdy ona chciała, między jej kolejnymi szkoleniami, wyjazdami. Wstydziła się przed kolegami-prawnikami w pracy, gdy przyszedłem do niej na stołówkę na obiad... (pracujemy niedaleko siebie, 10 min. autobusem). W łóżku musiało być tylko tak, jak ona sobie życzyła (lubiła), choć myślała, że tego nie zauważę... Godziłem się (dlaczego??? dlaczego???...).


Gdy byliśmy razem u mnie (a nie miała ochoty się wyprowadzać z wygodnego domu rodziców i darmowych obiadków, choć w maju skończyła 30 lat...) - siedziała przeważnie cały czas w fotelu, czytając gazety i oglądając TVP Kultura. Prawie nic w domu nie robiliśmy wspólnie, nigdy sama nie zaproponowała pomocy przy czymkolwiek, lubiła być obsługiwana. Ja latałem z herbatą przed jej fotel i telewizor, po jakimś czasie wkurzony wymusiłem na niej (jakiś czas nawet działało...), żebyśmy razem robili cokolwiek - posiłki itp., PO TO ŻEBY BYĆ RAZEM, ROBIĆ WSPÓLNIE COŚ RAZEM, CIESZYĆ SIĘ CODZIENNYMI CZYNNOŚCIAMI..... Godziłem się na wszystko, bo tak bardzo ją sobie wyidealizowałem. Bo była dla mnie uosobieniem wieloletniej tęsknoty, czegoś, czego nie potrafiłem odnaleźć nigdzie indziej i w nikim...


Teraz, przez ten miesiąc od rozstania, przeczytałem wszystko o socjopatii, przeczytałem "Dwie głowy", nawet horoskopy (ona jest, z mojego punktu widzenia, niestety - bykiem; ja - wagą). Włosy stanęły mi na głowie. Wszystko się zgadza w 100 %, także z opisem socjopaty ("psychofaga" wg książki).


Ona grała cały czas. Zaspokajała się przy mnie seksualnie i kulturowo (wreszcie, jak sama mówiła, "miała chłopaka jak jej koleżanki", po latach siedzenia u rodziców "z nosem w książkach"). Nie zwróciło mojej uwagi, że wydobywam z takiej "sytuacji społecznej" osobę prawie 30-letnią...


A poza tym jeszcze miała: seks z tamtym facetem (nic na początku nie wiedziałem), ucieczka w pracę (zawsze ważniejszą niż nasze spotkania), planowanie dalszej kariery (za moimi plecami - też nie wiedziałem) i KŁAMSTWA, nieustanne kłamstwa o naszym wspólnym życiu. ("Mówiłam ci to co chciałeś usłyszeć" - powie mi, gdy błagałem o przyjazd do mnie, tuż przed jej "wakacjami" - oczywiście nie przyjechała, już myślała o tamtym, nowym człowieku z Brukseli...).


Ja też jestem ambitny, ale nie niszczę ludzi i ich miłości z tego powodu, że chcę się "rozwijać". Nigdy bym nie wyjechał za karierą, gdybym miał do stracenia UKOCHANEGO CZŁOWIEKA. Gdybym wiedział, że to go zrani, że zniszczy zaufanie i uczucie. Zabrałbym ją ze sobą wszędzie.


A ona zawsze miała swój świat. Pomyliłem to z miłością, usprawiedliwiałem ją. Bo sam nigdy bym tak jej nie potraktował. I nigdy nie spodziewałem się, że taki będzie koniec tej znajomości, przez nią i tylko przez nią zaaranżowany...


Opis zdrady przeniesiony z innego wątku.


JW

Komentarze
Strona 1 z 5 1 2 3 4 > >>
Deleted_User dnia wrzesień 05 2014 13:38:56
Marcin1900 dnia wrzesień 05 2014 11:53:28
Bardzo dobrze że napisałeś ale jest tego tak dużo że mój umysł dopiero trawi powoli te informacje. Ze swojej strony dodam że to straszne uczucie widzieć osobę od pierwszego dnia która jest zakochana i zmienia ją upływ czasu nie do poznania. W wielu zdaniach widziałem siebie samego bo też tutaj wszystkiego jeszcze nie opisałem.

MARIUSZK dnia wrzesień 05 2014 12:14:51
Przepraszam, że tyle napisałem - to co przeczytałem, zwłaszcza to zdanie "Wydaje mi się że nauczyła się brać i chce jeszcze więcej od kogoś innego." - to było jak nagłe uderzenie, potworne uderzenie w mózg. Przeważnie nie zawalam nikogo nadmiarem informacji. Ale to jedno zdanie, które opisało wszystko, po tylu dniach koszmaru i po 3 latach samooszukiwania się... Ten rodzaj potwornego upokorzenia, że źródło egoizmu się wyczerpało i zaraz znalazło się następne. Nigdy nie spodziewałem się że akurat ona to zrobi. Ale MYŚLI SIĘ PO SOBIE, przypisując swoją szlachetność partnerce i mając "klapki na oczach", czasem po to, by "chcieć być szczęśliwym" za wszelką cenę... Jestem przerażony innymi tu opisanymi historiami, ponieważ tego typu opisy, jak Twój dotyczą przeważnie mężczyzn. Do mnie TEŻ nie dociera, że TAK potrafi zachować się nie facet, a d z i e w c z y n a....

rekonstrukcja dnia wrzesień 05 2014 12:33:47
Mężczyźni, którzy kochają za bardzo... U kobiet to się leczy. Może Wy koledzy załóżcie sobie taką małą grupę wsparcia. Przykre jest to,co Was spotkało. Z drugiej strony jednak myślę, że nie uzależnilibyście się od swoich kobiet tak bardzo, gdyby one były na równi z Wami zaangażowane w Wasze związki. Widocznie ich chłodna postawa działała jak silny magnes i motywowała Was w sposób ponadprzeciętny do dalszych starań. MARIUSZK od tylu lat byłeś lekceważony jako partner, a z tego co piszesz wynika, jakbyś się uwziął , że koniecznie musisz być akurat z tą i żadną inną. Nie brałeś pod uwagę, że zwyczajnie do siebie nie pasujecie? Że przez te wszystkie lata ona się zwyczajnie dusiła w tym związku ? Po tym, co napisałeś troszkę to wygląda tak, że na siłę próbowałeś ją do siebie przekonać i chyba niestety ciągnęła ten Wasz związek bardziej z litości do Ciebie. Ona jest byk, to ambitny i pracowity znak zodiaku. Ale nie ma w sobie ani jadu , ani chęci dążenia po trupach do celu. Jest zasadniczy, ale też mimo wszystko potrafi się liczyć z innymi i nie jest typowym egoistą.

Piszesz o niej , klasyfikując ją jako psychofaga. Myślę , że jesteś w błędzie. Psychofag to taki egocentryczny, złośliwy i zaburzony squrwielek/ka, który krzywdzi dla samej radości sprawiania komuś bólu.

Marcin1900 dnia wrzesień 05 2014 12:53:40
Trzeba to jakoś przeżyć tylko nie wiadomo jak. Bo gdy znowu wróci ta osoba i rozstawi nam nogi to myślę że długo nie będziemy się zastanawiali i mając tego całkowitą świadomość znowu zrobimy sobie nadzieję i wrócimy do punktu wyjścia.

MARIUSZK dnia wrzesień 05 2014 13:21:23
rekonstrukcja - to nie do końca tak... Nie napisałem wszystkiego, bo mi po prostu wstyd. Ona mnie zatrzymywała przez te 3 lata też, gdy mówiłem że jej zachowanie jest nie do wytrzymania... Że potrzeba równowagi w dawaniu i braniu. Raz w tym czasie przestałem się z nią spotykać z mojej inicjatywy - to ona prosiła, błagała o powrót. Mówiła że jestem najważniejszy i że mnie kocha. Wielokrotnie mówiłem jej, że człowiek, który kocha, jest jednak nieco inny w traktowaniu partnera... Przepraszam jeśli może uraziłem w kwestii oskarżania płci, czy cech znaku zodiaku. W jej przypadku to jednak było NAZBYT egoistyczne. Chodzi o konkretną sprawę, nie o cechy, których natężenie rozkłada się różnie w każdej sytuacji...

Pisałem, że ja też jestem bardzo ambitny i pracowity. Ale empatyczny, altruistyczny jednocześnie. Dlatego mnie to kręciło. to mi w niej bardzo imponowało, jej pracowitość - chodziło tylko o proporcje i zainteresowanie partnerem!!!!! O skrajny egoizm, którego nie da się wytłumaczyć pracowitością i ambicją! O nic więcej... Dlatego chciałem z nią być mimo tych trudności, bo nigdy nie spotkałem kogoś jednocześnie (!) tak podobnego do mnie, jak ona...

Marcin1900 - To, co napisałeś, nie wyczerpuje tego, co czuje człowiek, który nadal KOCHA (może rzeczywiście bardziej niż powinien), a jest manipulowany przez osobę przyciągającą i odpychającą. Tu też może przydać się słowo: "proporcje"...

rekonstrukcja - 2 tygodnie przed ostatnim wyjazdem zapytałem ją, co się w niej tak naprawdę stało: za pierwszym razem, gdy zniknęła z dnia na dzień bez słowa i co się dzieje teraz - powiedziała, że ona nie umie być kobietą "zachowującą ciepło domowego ogniska", że nikt jej nie nauczył. Że jeśli coś jest zbyt bliskie - ona robi coś podświadomie żeby to zniszczyć. Że ucieka od bliskości, bo jej nie rozumie. Że musi mieć cały czas nowe impulsy i atrakcje, że to silniejsze od niej.

Mówiłem jej wielokrotnie, że tak się nie zachowuje osoba, która twierdzi, że kocha. Że jak pozna kogoś kogo pokocha naprawdę - będzie wiedziała jak się zachowywać naprawdę. W ostatniej rozmowie, gdy już było jasne że jej romans wakacyjny (?) się wydał, powiedziała - "miałeś rację"... Tak, przepraszam, że kochałem za bardzo. Myślałem, że każdy z nas ma wady. Chciałem z nią być nie "za wszelką cenę", ale za to kim jest, mimo swojego zachowania i traktowania mnie.

rekonstrukcja dnia wrzesień 05 2014 13:40:38
MARIUSZK, nie ma za co przepraszać. Trzeba pomyśleć, czemu Ciebie ciągnie do takiej kobiety, która ewidentnie pokazuje , że zależy jej na Tobie. Przecież to nie ważne co mówiła, ważne co robiła.

MARIUSZK dnia wrzesień 05 2014 13:56:03
rekonstrukcja - Ja to już wiem, ale teraz... Nikomu wcześniej nie pozwalałem się tak traktować. Mówiłem jej że żadna z wcześniej znanych mi dziewczyn tak się nie zachowywała. Ona przepraszała ("wiem, że jestem takim parszywkiem", mówiła) i obiecywała że będzie inaczej. Po jakimś czasie okazywało się, że znowu jest tak samo, albo nic się nie okazywało... W "Dwóch głowach" i nie tylko tam, znalazłem nawet opisy tego, jak ona, w naszym związku, się tłumaczyła ze swoich czynów... Nie rozumiałem tych tłumaczeń, ale brałem je za dobrą monetę. Myślałem że skoro wraca, to znaczy, że też chce "ulepszać" związek a nie czekać na "lepszą okazję" do "rozwoju siebie samej" (oczywiście teraz wiem, że się pomyliłem...). Nie piszę więcej, bo to nie jest mój wątek. Ale słowa Marcina "Wydaje mi się że nauczyła się brać i chce jeszcze więcej od kogoś innego." wstrząsnęły mną. Zawsze wierzyłem, że mogę się chronić przed takimi ludźmi - z jej strony nie spodziewałem się ani manipulacji, ani kłamstw zagrażających całej znajomości...

W tym konkretnym przypadku pozwalałem jej zatem na więcej, niż komukolwiek, nie tylko przez uczucie, także przez ogromny mój sentyment do czasów, w których kiedyś się poznaliśmy. Do naszej wspólnej pracy, zainteresowań. Tak, chciałem JĄ bo uważałem że jesteśmy jak dwie krople wody (tylko nie w czynach, jak zauważyłaś...). Wiem, że refleksja przyszła za późno (a może jednak w porę?...)



Przeniosłam również komentarze.
Wątek umieściłam w nowym miejscu pod nickiem autora, ponieważ ze zrozumiałych względów, nie powinien znajdować się w historii innego usera.
Jeśli w opisie zdrady chciałbyś coś zmienić/dodać, służę pomocą.

Deleted_User dnia wrzesień 05 2014 13:43:37
Jakichwiele - Dziękuję...

lenagemini dnia wrzesień 05 2014 14:04:24
MARIUSZK
Chyba za bardzo kochałeś, ale przynajmniej CZUŁEŚ, a nie udawałeś i kalkulowałeś. Dla mnie to nowość, nie wiedziałam, że mężczyźni też są zdolni do małych i większych poświęceń dla dobra związku. Choć faktycznie, wygląda to na dość toksyczną/jednostronną relację...

Bardzo Ci współczuję, bo to tyle lat...U mnie było podobnie, tylko krócej. Jego doktorat/kariera były najważniejsze. Też uciekał od bliskości. Nic nie robiliśmy razem w domu, ex nie umiał się cieszyć zwykłym życiem. Potrzebna mu była adrenalina, nowe wyzwania, alkohol. Ja też jestem dość ambitna/energiczna, ale na pierwszym miejscu stawiałam nasz związek... Bardzo to wszystko boli. Dobrze, że jest to forum.

Deleted_User dnia wrzesień 05 2014 14:36:29
lenagemini - Mam nadzieję, że każdy, kto jest zdolny do poświęceń dla drugiego, zostanie za to doceniony, a nie ukarany w tak okrutny sposób. To wielka zaleta, żyć dla drugiego, dojrzale, w równowadze... Po tak niespodziewanej stracie pojawia się chęć usprawiedliwiania za wszelką cenę niegodnych czynów. Czynów, do których samemu nie byłoby się zdolnym, choć to ta druga osoba raniła naprawdę. To nie do uwierzenia, co człowiek jest w stanie obie wmówić...

Pamiętaj, jak silny jest/bywa związek ludzi dla których ważny jest UMYSŁ, nie tylko codzienne życie ("potrzebny mi jest towarzysz"
, tak pisał Schulz, prawda?...). Ale właśnie wtedy trzeba szczególnie uważać; bo tak naprawdę bez uczucia, książki, doktorat, wszystko inne - nie cieszy, wszystko staje się wcześniej czy później, pustym znaczeniem. Tylko do czasu można się cieszyć, choćby i największymi osiągnięciami, samotnie.

Są jednak obok nas ci, którzy uważają/wybrali inaczej, nie wiem w wyniku czego; może nie dorośli, sami nie doznali tego co bezmyślnie i przykładnie czynią innym... Ty już wiesz, jak to jest, choć to nie Ty skrzywdziłaś. To właśnie jest cenne, może najważniejsze. Nie wszyscy tego wokół nas się jeszcze nauczyli, a niektórzy może nie nauczą się nigdy.. Pozdrawiam Cię najserdeczniej smiley

overandunder dnia wrzesień 05 2014 15:58:10
Może nie będzie to zbyt miłe - według mnie problem leży nie w niej ale w Tobie. To Ty pozwoliłeś żeby Ciebie nie szanowała, Wybaczyłeś zdradę, ona cię olewała - wybaczałeś.

Kopnij ją w tyłek. A jak się odezwie - zezwij od szmat. Być może jest to wartościowa i pracowita osoba. Ale Ciebie to ona ma w ****. Warto sobie to uświadomić.

Deleted_User dnia wrzesień 05 2014 18:22:59
Równowaga w dawaniu i braniu - czemu jej zabrakło?


...bo na to pozwoliłeś, MARIUSZK smiley Po prostu.

overandunder dnia wrzesień 05 2014 18:37:16
Zaniedbałeś kwestię przemocy w rodzinie smiley

Deleted_User dnia wrzesień 05 2014 20:52:53
To nie była żadna psychofażka, tylko zwykła dziewczyna, która dzięki pracy, zdolnościom itd. osiągnęła coś w życiu. To raczej typ karierowiczki, kobiety bardzo niezależnej i twardo stąpającej po ziemi. Może z czasem, gdy coraz więcej osiągała przewróciło jej się z lekka w głowie, ale tu nie chodzi o zaburzenie psychiczne albo osobowościowe. Ona po prostu chce wygodnie i dobrze żyć.
Prawdopodobnie na początku waszej znajomości byla zupełnie inną osobą, z czasem zaczęła jednak zmieniać życiowe priorytety- chyba pieniądz i wysoka pozycja zawodowa oraz społeczna mocno ją pociągnęły.
Ty zacząłeś więc jawić się tej dziewczynie, jako minimalista, jako facet, który będzie ściągał ją w dół, że wyląduje jako zmęczona życiem, garami, dziećmi i biedą kobieta. Chyba nie o taką wizję życia jej chodzi- dlatego poszukała sobie, jej zdaniem, lepszego od Ciebie.
Wcześniej jednak , zanim to nastąpiło, zwyczajnie przestała Cię kochać i poważać- przez jakiś czas byłeś wygodny, było też przyzwyczajenie, przywiązanie i może ona stała długi czas na rozdrożu. Ona od dawna była poza związkiem, podczas gdy Ty tkwiłeś w nim po uszy. W końcu przycisnąłes ją do muru i wtedy powiedziała Ci wprost, że nie jej z /Tobą po drodze.
To okrutne i bardzo dla Ciebie przykre, ale ja żadnej psychopatii, socjopatii czy czegoś równie uroczego w tej kobitce nie widzę.
Zaboli Cię to bardzo, ale ja powiem Ci bez ogródek- ta kobieta najzwyczajniej w świecie już dawno temu przestała Cię kochać, nie byłeś dla niej żadnym wyzwaniem i przez swoją służalczość, głupie oddanie straciłeś w jej oczach autorytet, jako mężczyzna. Dlatego właśnie ona Ciebie nie chce, a Ty zamiast dopisywać sobie sto ideologii na temat jej zdrady i odejścia pogódź się z przegraną i zrozum, że wszystko to masz dokładnie na własne życzenie.
wyciągnij wnioski ze swoich błędów i nigdy więcej nie bądź dla nikogo takim podnóżkiem, bo nadgorliwość, to pierwszy stopień do piekła.

Komentarz doklejony:
Nie, to inaczej leciało.
Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu, a ciekawość, to pierwszy stopień do piekła- sorry więc.
Tak czy siak odpuść sobie tę kobietę (a zresztą i tak nie masz innego wyjścia) i zacznij żyć swoim zyciem i niech ono będzie równie wartościowe, jak i Ty jesteś wartościowym oraz fantastycznym facetem.

Deleted_User dnia wrzesień 06 2014 10:54:57
Bardzo dziękuję za komentarze. Mam poczucie, że trochę pasują do tej sytuacji, ale "czuję", że trochę też nie. Nie staram się wypierać i zaprzeczać, chcę zrozumieć. Prawdy o sobie i o niej się nie boję, dlatego szukam. Naturalnie, pamiętam więcej zdarzeń, sytuacji, ostrzegawczych (jak je teraz oceniam) zdarzeń, niż tu opisałem - jak pewnie każdy z tu obecnych. Może nie napisałem jeszcze ściśle tego, co czułem przy tej dziewczynie. Jakiś podświadomy niepokój, poczucie zagrożenia (ale nie męczącego, permanentnego, raczej takiego trochę "z oddali"smiley, nie dającego się przy tym niczym wytłumaczyć na pierwszy rzut okaz. A jednocześnie nie czułem, że nie jestem przy niej "partnerem", że nie dorastam. Czułem się na równi. Nie czuliśmy się "gorsi" wzajemnie, pod względem intelektu, w większości spraw i dyskusji mieliśmy te same poglądy.

Co do kariery - ja też długo "szedłem do przodu", teraz to trochę przyhamowało (z różnych powodów, może się trochę "zmęczyłem"smiley. Ale nie czuję, że miałbym tylko chodzić po mieszkaniu, gotować i koniec. Nigdy czegoś takiego ani ja jej nie proponowałem ani ona mnie.
Więcej: to ona mnie pocieszała z powodu zastoju (jak uważam) moich spraw zawodowych. Mówiła o modzie na "slow", dużo o tym czytała. Sama starała się także "nie przemęczać", to nie jest agresywna karierowiczka! Nie miałem też poczucia, że moje ambicje, są krańcowo inne, bądź na antypodach jej ambicji. Tak jak pisałem wcześniej, imponowało mi to kim ona jest i do czego doszła. Ona twierdziła, że ja jej też imponuję. Że moje trudności są przejściowe.

NA PEWNO jednak czułem i potwierdzam: lekceważenie, jakąś dziwną (niezrozumiałą dla mnie wobec tego co pisałem powyżej) obojętność. Cały czas jej egoizm, zajmowanie się jej sprawami, najważniejszymi. Szliśmy do kina, gdziekolwiek, gdy ona miała czas, byliśmy u mnie, tylko gdy miała czas pomiędzy swoimi zajęciami. Tych zajęć było za dużo, naprawdę za dużo w sytuacji, gdy się chce budować bliską relację z innym człowiekiem.

2 tygodnie przed ostatnim wyjazdem zapytałem ją, co się w niej tak naprawdę stało: za pierwszym razem, gdy zniknęła z dnia na dzień bez słowa i co się dzieje teraz - powiedziała, że ona nie umie być kobietą "zachowującą ciepło domowego ogniska", że nikt jej nie nauczył. Że jeśli coś jest zbyt bliskie - ona robi coś podświadomie żeby to zniszczyć. Że ucieka od bliskości, bo jej nie rozumie. Że musi mieć cały czas nowe impulsy i atrakcje, że to silniejsze od niej.


Mono - Jak można zinterpretować powyższe zachowanie (przekleiłem cytat z własnego komentarza)? Ja cały czas jestem ambitny, prowadzę organizację pozarządową, cały czas inwestuję w siebie (choć obecnie nie w tak spektakularny sposób jak ona). Czy to "okazja czyni złodzieja" (sprzyjające warunki w jej pracy, łatwe pieniądze, zawodowe zwyczaje dające wg mnie złudzenie jakiejś "elitarności" itp.)? Czy każdy kto nie zachowuje się tak jak ona, miałby być "minimalistą"? Czy ja jestem minimalistą, bo chciałem z nią spędzać więcej czasu niż to co mi wydzielała (myślę, że to przecież normalna i naturalna potrzeba....)?

nie byłeś dla niej żadnym wyzwaniem i przez swoją służalczość, głupie oddanie straciłeś w jej oczach autorytet, jako mężczyzna.


zacznij żyć swoim zyciem i niech ono będzie równie wartościowe, jak i Ty jesteś wartościowym oraz fantastycznym facetem.


Co w tej sytuacji, w zestawieniu tych dwóch opinii, oznacza "wartościowe życie"?.... Ona mówiła, że nie zna nikogo takiego jak ja, że jestem najważniejszy. Czy każdego się zostawia po zużyciu, gdy pojawia się "lepsza perspektywa"? Przecież chyba większość tu obecnych ma jednak nadzieję, że nie?

Bardzo wstrząsnęła nią ostatnio (w maju) lektura książki Zadie Smith "Londyn NW". Ja dopiero teraz dokładnie przeczytałem tę książkę. Jedna z bohaterek (prawniczka, a jakże) jest żywcem zdjęta z niej. Nawet argumenty, złe najgorsze zdania, które padły w naszej ostatniej rozmowie, w jej krzyku, gdy jechaliśmy z lotniska. były z tej książki, były słowami i myślami tej bohaterki (wiem o tym dopiero teraz po przeczytaniu). O co tu chodzi? Czy można tu cokolwiek cytować, by było to jaśniejsze?...

Komentarz doklejony:
overandunder - jaką przemoc w rodzinie miałeś/aś na myśli?... Nie wiem, do czego to odnieść.

Deleted_User dnia wrzesień 06 2014 11:12:39
Mariuszku, ja rozumiem, że Tobie wygodniej byłoby przyjąć wersję, że miałeś do czynienia z psychofażką i że dlatego ona tak z tobą postąpiła. Ty wolisz taką wersję, bo dzięki temu nie czujesz się, jak ostatni frajer i matoł. To może przydaje Ci, W Twoim odczuciu, rzecz jasna, jakiejś wyjątkowości, oryginalności itd. Ty w ten spsoób próbujesz dowartościować się w swoich oczach. Bo skoro aż tak dałeś się przerobić, to kim Ty w takim razie jesteś, prawda? Tobie o to chodzi. Dlatego właśnie upierasz się, że ta kobieta była psychofażką.
Dobrze, że szukasz, czytasz i drążysz, ale nie zapędzaj się tak w tych swoich poszukiwaniach, bo gdy Ty znowu poświęcasz coś dla niej (czas, zaangażowanie i swoje myśli), ona aw tym czasie żyje sobie wesoło swoim życiem i nie rozpamiętuje w prawo i w lewo Twojej osoby. Ty dla niej jesteś rozdziałem zamkniętym- ona dla Ciebie ciągle jest żywa.
Zamknij po prostu ten rozdział i zwyczajnie pogódź się z tym, że ktoś najpierw Cię kochał i poważał, a potem przestał, bo coś tam.
Skończyło się, bo tak widocznie miało być.
Zacznij żyć swoim życiem i nie zawracaj sobie głowy kimś, kto nie docenił Ciebie, nie zrozumiał i za Twoje nad wyraz dobre serce oraz intencje zapłacił kopem w tyłek.
W przyszłości bądź bardziej rozważny i tyle.
A nawet jeśli ona jest jakąś psychofażką, to przecież tak naprawdę dzisiaj to bez znaczenia.
Ona poszła dalej- Ty też tak zrób.

Strona 1 z 5 1 2 3 4 > >>
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Reklama Straż pożarna Bełchatów
www.ospbelchow.bulok.info
Sama nie wiem czemu pisze
czemu sie nie przyznaje?
czemu to tak boooli.....?
zagubiona równowaga
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Nie wiem co robić
zdrada tuż po roczni...
Mąż zdradził i twier...
Zdrada po 10 latach ...
Zdrada
rozpadam się
Czy to zdrada ?
Zdradzony z 5 faceta...
Zdradzona
Zdradzony
Jak zyc?
Proszę o radę
Niewierna
Co dalej?
niekończąca się hist...
Zdrada po 17 latach ...
Zdrada Narzeczonego
Czy to już zdrada??
Zdrada emocjonalna a...
Intercyza,umowny pod...
Zdrada
To już koniec małżeń...
Zdrada na stare lata ;)
po 35 latach - mąż s...
Co dalej robic
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Yorik
08/06 23:40
Opisz sytuację przez Nawigacja > Dodaj zdradę.

Archiwum
Reklamy
Depilacja
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info