Reklamy...
Zobacz Temat
Zdrada - portal zdradzonych | Forum dla zdradzonych i zdradzających | Obok tematu
Autor "Rozwód" kościelny
poczciwy
Administrator Avatar Użytkownika

Postów: 236


Pomógł: 1

Data rejestracji: 25.08.17

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 21-05-2020 21:58
Znalezione w sieci:

Coraz więcej kościelnych rozwodów. ''Powodem są nie zdrady, a uzależnienia''

- Teraz bardzo wiele osób jest zupełnie nieprzygotowanych do małżeństwa. W tej chwili trafiają do mnie osoby, które podjęły działania rozwodowe już kilka miesięcy po ślubie. I nie są to już odosobnione wyjątki, a coś powszechnego - mówi Michał Poczmański, adwokat kościelny.

Panie mecenasie, bardzo często w ostatnich latach słyszymy o rozwodach kościelnych w kontekście kolejnych ślubów gwiazd i celebrytów. Czy naprawdę w tej chwili to jest tak popularne?

Owszem, spraw z roku na rok jest coraz więcej. Potwierdzają to również oficjalne statystyki publikowane przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego. Wciąż jest za mało adwokatów, pracowników sądów, a przez to są dość długie kolejki.

Jak długo trwa więc taki proces?

W tej chwili mówimy o czasie ok. 2-3 lat, choć od tego są wyjątki. Znam sprawy, które udało się ukończyć wyrokiem pozytywnym nawet w kilka miesięcy, ale są też takie, które z różnych powodów ciągną się 4-5 lat. Jednak wtedy nie zawsze z winy sądów kościelnych, a bardziej z niefrasobliwości stron procesowych.

To dość długo. Sądy cywilne działają chyba znacznie szybciej?

To zależy. W sądzie okręgowym sprawa rozwodowa może skończyć się na jednej rozprawie, a też może trwać latami. To zupełnie inna procedura.

Pytam, ponieważ niektóre gwiazdy znacznie szybciej zmieniają małżonków, nie zdążą z załatwieniem procedur kościelnych.

Rozumiem, że mówi pani pół żartem, pół serio, jednak faktycznie coś w tym jest. Mam mnóstwo spraw, gdzie decyzja o zawarciu sakramentu małżeństwa trwała znacznie krócej niż wybór winietek na wesele. Współcześnie bardzo wiele osób jest zupełnie nieprzygotowanych do małżeństwa. I nie mówię tylko o małżeństwie kościelnym, ale również cywilnym, czy po prostu o normalnym, stabilnym związku. W tej chwili trafiają do mnie osoby, które podjęły działania rozwodowe już kilka miesięcy po ślubie. I nie są to już odosobnione wyjątki, a coś powszechnego.

No właśnie. A z jakimi sprawami pan się mierzy na co dzień. Jacy ludzie do pana przychodzą, jakie mają problemy?

Moimi klientami są różni ludzie: znani aktorzy, politycy z pierwszych stron gazet, ale także murarze, informatycy czy nauczycielki. Wykształcenie czy zawód nie ma znaczenia. Znacznie więcej zwraca się do mnie za to kobiet. Występują one w podwójnej roli. Najczęściej chcą uregulować sprawy swojego małżeństwa, występują jako powódki. Jednak czasem kontaktują się ze mną nowe partnerki rozwodników. Chcą, abym pomógł ich partnerom, czy mężom rcywilnymr1; w doprowadzeniu do stwierdzenia nieważności małżeństwa. W takich sytuacjach bardzo często one są inicjatorkami, współpracują ze mną, zdobywają potrzebne dokumenty, a ich mężczyźni są nieco bardziej bierni, wykonują tylko polecenia kobiety i działają zgodnie z moimi sugestiami.

Czemu się tak dzieje, jaki one mają w tym interes?

Najczęściej są to młodsze kobiety, które nie zawierały nigdy ślubu i bardzo zależy im na oprawie: białej sukience, zaproszeniu gości, weselu. Czasami są to osoby wierzące, które nie chcą żyć w związku niesakramentalnym, ale tych jest jednak trochę mniej.

A z jakimi sytuacjami zgłaszają się do pana klienci? Co jest powodem rozwodu kościelnego?

Najczęściej jest to nieplanowana ciąża, zdrada lub jakieś uzależnienie. W przypadku nieplanowanej ciąży, szczególnie, gdy kobieta pochodzi z małej miejscowości, nie ma społecznej akceptacji, aby nie zawarła ona ślubu z ojcem dziecka. A zdarzało się nawet kilka razy, że do poczęcia doszło podczas drugiego lub trzeciego spotkania tych osób. Nie ma więc mowy o tym, że znali się w jakimkolwiek sensie. Ich decyzja wynika tylko i wyłącznie ze źle rozumianego społecznego obowiązku albo z przymusu najbliższej rodziny. Czasem mam do czynienia też z tym, że kobieta, która nie ma pracy, ani wykształcenia, żadnych perspektyw na życie, godzi się na ślub, bo to jest jedyne rozwiązanie dla niej. Mężczyźni często decydują się na ślub wbrew własnej woli, aby stanąć na wysokości zadania i zapewnić dziecku pełną rodzinę. Szczególnie, gdy sami pochodzą z rozbitej rodziny. Jednak bez miłości nie da się dla tego dziecka stworzyć nic trwałego, wiec w końcu to małżeństwo i tak się rozpada. Jest to kwestia pojawienia się pierwszych drobnych problemów.

A jak jest ze zdradą? Czytałam, że ona nie może być powodem unieważnienia małżeństwa?

Faktycznie tak jest. Zdrada, jako taka, sama w sobie nie jest bezpośrednią przyczyną do wydania wyroku za nieważnością sakramentu małżeństwa. Jednak bardzo często z czegoś ta zdrada wynika, z czymś się to wiąże. Zdarza się, że ktoś zawierając małżeństwo miał już jakąś drugą, równoległą znajomość, której np. sprzeciwiała się rodzina, taką prawdziwą miłość, która nie mogła być zrealizowana. Wybrano więc małżeństwo z rozsądku. Wtedy można zastosować przepisy o wykluczeniu wierności/jedności małżeńskiej albo przepisy o symulacji całkowitej.

Bywa, że zdrada wynika z tego, że ktoś jest chory i uzależniony od seksu, hiperseksualizm może być przyczyną do stwierdzenia nieważności małżeństwa, tak samo jak i inne uzależnienia.

Właśnie, uzależnienia. Tych podobno w sądach kościelnych jest najwięcej?

Zdecydowanie, ale też dlatego, że mamy bardzo długą listę uzależnień, które powodują niezdolność do wykonywania istotnych obowiązków małżeńskich. W Polsce prym wiedzie oczywiście alkoholizm, który w niektórych środowiskach jest powszechny i widoczny gołym okiem. Jednak coraz częściej do tego dochodzi narkomania, lekomania. Zdarza się również hazard, który dotyka zarówno tych biednych, jak i bardzo bogatych. Dość często mam też do czynienia z emocjonalnym uzależnieniem od rodziców.

Nawet w przypadku osób dorosłych?

Dokładnie. Taka nieodcięta pępowina, czy jakby powiedział biegły psycholog r11; osobowość zależna jest dość częsta. Wynika bardziej z wychowania, relacji rodzinnych, jakie były obecne w domu od małego, w mniejszym stopniu jest to uzależnione od wieku.

OK. Sporo już wiemy o rozwodzie kościelnym. Ale ile to wszystko kosztuje. Widziałam wpis na forum, gdzie ktoś pisał o kwocie 50 tys. zł. Ile kosztuje rozwód kościelny?

Zdecydowanie dużo, dużo mniej. Nie wiem skąd jest ta kwota, ale musielibyśmy wszystkie możliwe koszty zsumować i kilka razy przemnożyć. Sądzę, że w wielu sprawach nie wolno ufać temu, co czytamy w Internecie. Wujek Google często nie podaje prawdy, tak w przypadkach medycznych, jak też prawnych.

Koszty procesu o stwierdzenie nieważności małżeństwa możemy rozbić na kilka składowych. Przede wszystkim koszt przygotowania skargi. Średniorynkowa stawka to ok. 1500 zł brutto. Zwykle w zależności od poziomu skomplikowania sprawy, renomy jaką reprezentuje adwokat kościelny, czy zakresu zlecenia. Jeśli poza przygotowaniem skargi będzie trzeba wystąpić do jakichś urzędów, czy sądów o wydanie w imieniu klienta potrzebnych dokumentów to oczywiście stawka honorarium wzrośnie. Jednak przy sprawach łatwiejszych honorarium to może być niższe.

Kolejny punkt to koszty sądowe. Każdy sąd kościelny określa swoje warunki w tym zakresie. Zwykle jest to stała opłata rzędu 1500-2000 zł. Jednak bywa, że sąd pyta petenta o jego zarobki i określa koszty sądowe proporcjonalnie do możliwości finansowych powoda.

Poza tym w wielu sprawach występuje biegły sądowy. Najczęściej może to być psycholog, ale bywa, że w sprawę angażowany jest psychiatra lub seksuolog. Wszystko zależy od okoliczności sprawy. Koszt takiej ekspertyzy to ok. 350-500 zł.

Dodatkowo, na życzenie klienta adwokat kościelny może go reprezentować. Tu stawki są bardzo różne w każdej kancelarii. Zależą przede wszystkim od samej sprawy i zakresu czynności: ilości podstaw prawnych, ilości świadków. Często ważne jest to w ilu diecezjach będzie prowadzona sprawa. Bywa, że w jednym mieście jest przeprowadzone przesłuchanie powoda, w innym pozwanego, a świadkowie zeznają w dwóch kolejnych diecezjach. Wtedy jest sporo zachodu z dojazdami do konkretnych sądów. Na ogół honoraria adwokatów kościelnych nie różnią się zbytnio od średnich stawek adwokatów cywilnych.

Jak widać, koszty te są znacznie niższe niż te, o których pani powiedziała na początku.

W 2015 roku papież Franciszek ułatwił procedury. Jak to wygląda jeśli chodzi o unieważnienie małżeństwa 2020?

Zgadza się, w tym roku mija 5 lat od wprowadzenia zmian związanych z Mitis Iudex Dominus Iesus. Myślę, że te zmiany korzystnie wpłynęły na przebieg i tempo procesów o stwierdzenie nieważności małżeństwa w Polsce. Umożliwiono składanie skargi w miejscu zamieszkania powoda, co jest ważne szczególnie wtedy, gdy strona pozwana i tak nie bierze udziału w procesie. Zrezygnowano również z obowiązkowej drugiej instancji. To spowodowało, że Trybunały mają więcej czasu na sprawy w I instancji, a sama sprawa trwa o 6-12 miesięcy krócej.

Niestety nie ma w Polsce zbyt wielu spraw prowadzonych w procesach skróconych (processus brevior), czyli jak często nazywają to dziennikarze w procesach 45-dniowych. Myślę, że wymagania odnośnie tych procesów są dość wysokie, nie zawsze jest to możliwe do zrealizowania. Są dwa podstawowe kryteria: oczywistość sprawy oraz udział drugiej strony. Często, nawet jeśli sprawa mogłaby być uznana za oczywistą, to brak jest drugiej strony w procesie. Jednak nie uważam, że to jest zły przepis, czy zła jest jego interpretacja. Jest to szansa w wielu sprawach, aby zakończyć proces ekspresowo. Sama materia jest na tyle delikatna, że należy to traktować jako wyjątek, a nie regułę.

Pana Kancelaria Kanoniczna przygotowała infografikę zawierającą schemat procesu, którą publikujemy pod artykułem. Jest to taki rozwód kościelny krok po kroku. Czy może Pan powiedzieć kilka słów o unieważnieniu ślubu kościelnego, jak to przebiega?

Tak, opracowaliśmy taką pomoc już jakiś czas temu. Realnie pomaga ona naszym klientom zrozumieć proces i jego poszczególne elementy. To schemat standardowego przebiegu procesu o stwierdzenie nieważności małżeństwa. W poszczególnych przypadkach może się to nieco różnić, jednak rdzeń zawsze jest ten sam. Nie w każdym procesie będzie powoływany biegły sądowy. Jeśli nie ma tytułu przy udowadnianiu którego potrzebujemy eksperta, wtedy nikt nie występuje o wydanie takiej opinii.

Generalnie proces o stwierdzenie nieważności małżeństwa zawsze zaczyna się od złożenia skargi powodowej, czyli pozwu. Ten początek jest bardzo ważny, więc nawet, jeśli sami przygotowaliśmy prośbę o stwierdzenie nieważności małżeństwa, to dobrze jest ją najpierw sprawdzić u adwokata kościelnego. Koszt jest niewielki, w naszej Kancelarii Kanonicznej to ok. 200 zł, ale mamy wtedy pewność, że wszystko jest dobrze.

Po złożeniu skargi powodowej sąd przeprowadza kilka czynności weryfikacyjnych i zaczyna zbierać materiał. Zwraca się na przykład do parafii o wydanie różnych dokumentów dot. samego ślubu lub prosi proboszcza parafii zamieszkania strony czy świadka o wydanie świadectwa kwalifikacji r11; czyli opinii na temat danej osoby.

Następnie przechodzimy do przesłuchań: najpierw przesłuchuje się strony, a później świadków. Oczywiście wszystkie przesłuchania odbywają się osobno, aby uniknąć jakichkolwiek zbędnych emocji. Na sali może być jedynie adwokat kościelny, jako pełnomocnik strony. Zeznania trwają do 2 godzin, odpowiedzi są spisywane do protokołu z przesłuchania.

Następnie, jeśli jest to wskazane odbywają się konsultacje z biegłym sądowym. Zwykle jest to psycholog, seksuolog albo psychiatra. Zależy to od okoliczności sprawy i tego, co chcemy udowodnić.

W międzyczasie strony mogą składać dowody w postaci dokumentów, czy nagrań. Są ona załączane do akt sprawy.

Gdy skończy się etap instrukcji, czyli dowodzenia, wtedy akta są oficjalnie publikowane, strony mogą się zapoznać z tym materiałem i odpowiedzieć, jeśli coś się nie zgadza, lub czegoś brakuje.

Następnie mamy do czynienia z głosami końcowymi. Najpierw wypowiada się Obrońca Węzła Małżeńskiego. Jest to ktoś podobny do prokuratora, który z urzędu broni ważności małżeństwa. Przedstawia on swoje uwagi. Następnie strony procesowe mogą przedstawić swoje Głosy obrończe. Gdy to się wydarzy sprawa przechodzi w stan wyrokowania. Trzech sędziów zapoznaje się z materiałem dowodowym i głosuje nad wyrokiem w sprawie. Wyrok może być, co do zasady r11; za nieważnością małżeństwa lub za jego ważnością. Ta druga sytuacja ma miejsce wtedy, gdy sędziowie stwierdzą, że nie zebrano wystarczającego materiału, aby obalić domniemanie prawne. Wtedy nic nie zmienia się w sytuacji prawnej stron, choć od takiego wyroku można się odwołać.

A czy trudno jest uzyskać rozwód kościelny?

Bardzo trudne pytanie. Najwięcej zależy od samej sprawy. Istotne są dowody, które możemy przedstawić. Czasem spotykam się z problemem braku dowodów. Sama sprawa wydaje się dość łatwa, jednak przy braku świadków, czy innych dowodów niejednokrotnie jestem zmuszony odmówić współpracy.

Czy ma na wyrok wpływ, w którym sądzie kościelnym składamy skargę?

Na pewno tak. W różnych sądach różnie się pracuje. Ale też dzięki oficjalnym danym przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego można określić, jaka skuteczność jest w każdym sądzie. Są sądy gdzie liczba pozytywnych wyroków sięga 85-90%, a są sądy kościelne, gdzie wynosi ona 40-50% jedynie. To są jednak tylko statystyki, liczy się ta jedna, konkretna sprawa.


"To ludzie ludziom zgotowali ten los.."
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor
RE: "Rozwód" kościelny
Wścibski Gość
Nadistota

Avatar Użytkownika

Postów: Bardzo dużo
Data rejestracji: Od zawsze
Dodane dnia 29-10-2020 23:44
Reklama
Góra http://www.zdradzeni.info/ Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: "Rozwód" kościelny
poczciwy
Administrator Avatar Użytkownika

Postów: 236


Pomógł: 1

Data rejestracji: 25.08.17

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 22-07-2020 08:05
"Unieważniłam ślub kościelny. Mąż szukał na mnie haków, księża go wyśmiali"

W pozwie napisał, że zapomniałam odebrać sukni ślubnej z pralni i jestem feministką, więc nie nadaję się na żonę r11; tak mój mąż prosił Sąd Metropolitalny, by stwierdził nieważność naszego małżeństwa. I rzeczywiście, kościół ją stwierdził, ale z winyr30; mojego męża i teściowej r11; wspomina Anita.

Ta miłość, to był piorun sycylijski r11; kliknęło od pierwszego wejrzenia. Dosłownie kliknęło, bo poznali się na przez internet. Tinder, czy Sympatia? Tę kwestię utajniamy, na prośbę bohaterki tego tekstu.

Ślub wzięli po roku znajomości. Gdyby przeczytali rPsychologię miłościr1; Wojciszki, wiedzieliby, że to była jeszcze faza ostrego pożądania i strzałów hormonów, które zalały mózg jak amfa i morfina razem wzięte. Generalnie wzięli ślub na totalnym haju. A potem przyszła proza życia.
Hallelujah, Ave Maria i Golec uOrkiestra

Anita i Wojtek (imiona również zmienione) dobrali się na zasadzie kontrastu. On introwertyk, ona r11; artystka, skrzypaczka. Ślub wzięli w górskiej kaplicy r11; skromny r11; tylko ksiądz, rodzice, świadkowie i 20 znajomych. Za to oprawa była z rozmachem, no i też romantyczna r11; grali koledzy Anity z orkiestry, dogadali się też z muzykami z góralskiej kapeli. Była więc i klasyka r11; "Ave Maria" Schuberta, marsz Mendelsona, ale i rHallelujahr1; Cohena, rŚcierniskor1; Golec uOrkiestra, rPrawy do lewegor1; Kayah i Brgovića. Tydzień po weselu wystartowali z krakowskich Balic w podróż poślubną. Wylądowali w Lizbonie. Klimaty jak z filmów Wendersa, skrzypiące tramwaje, spacer nadbrzeżem, zapach portowego miasta. Magia. Przerwana pierwszym zgrzytem. Ona chciała siedzieć w tawernie i gapić się na lokalsów, a on zwiedzać z przewodnikiem Pascala w ręce.

Drugi zgrzyt r11; telefony od mamy. Jego, nie jej.

r11; Teściowa zadzwoniła, gdy jeszcze ich noga nie postała na płycie lotniska. Dosłownie r11; schodziliśmy po schodkach z samolotu. Pytała mojego męża, czy nie przewiała go klimatyzacja.
Kocham Cię, chcę mieć z Tobą dom i dziecko

To, że jej facet jest uzależniony od mamy, były widać już na starcie. Zaślepiona miłością, a raczej seksem, przegapiała sygnały hurtowo.

r11; Po pierwszej randce Wojtek napisał mi maila: rKocham Cię. Chcę mieć z Tobą dom i dzieckor1;. Potraktowałam to jako komplement, zresztą faceci dotąd szybko dawali mi znać, że wiążą ze mną plany na długo, więc się nie zaniepokoiłam, że chłopak nadaje za szybkie tempo r11; opowiada Anita. r11; Napisał też, że zbuduje dom r11; bliźniak. Druga połówka miała być dla jego mamy, bo będzie musiał się nią kiedyś zaopiekować na starość. Mama Wojtka była wtedy singielką po "50", więc sprawa wydawała mi się odległa. I wydawało mi się też urocze, że facet jest taki rodzinny r11; wspomina Anita.

Na ślubie kolejny zgrzyt r11; teściowa składa Anicie życzenia chwilę po wyjściu z kościoła. Brzmią tak: rCo ja teraz zrobię bez swojego Wojtusia?!r1; .

Uznałam, że to przegięcie, pożaliłam się potem mamie, ale powiedziała, żebym była wyrozumiała dla teściowej, jest samotna, a Wojtek jest jedynakiem, więc nic dziwnego, że są zżyci r11; opowiada Anita.

Dzień po ślubie teściowa pierwszy raz rmdlejer1; w centrum Krakowa. r11; rMama dzwoniła, prosiła, żebym przyjechał zmierzyć jej ciśnienie. Zasłabła pod Sukiennicami. Musiała usiąść na chodniku, nie doszła do ławkir1; r11; mówił mi mąż. Byłam przerażona. rO Boże, nikt nie wezwał pogotowia?! Siedzi na ulicy?!r1; r11; krzyknęłam. Ale Wojtek powiedział, że już jest w domu r11; doszła do samochodu, wsiadła i przejechała ponad 100 km r11; mieszka pod Krakowem. Wkurzyłam się, palnęłam: rNiepotrzebnie cię straszy. Skoro dojechała sama, to nic jej nie jestr1;, za chwilę tego pożałowałam, bo mąż spojrzał na mnie, jakbym chciała zabić mu matkę. Zganiłam się w myślach za nietakt i cynizm r11; mówi.
Teściowa chciała jechać z nami na urlop

Co wiedziała o mężu przed ślubem? Niewiele. Że jest inżynierem (zawód zmieniony na prośbę bohaterki tekstu - red.). I że pochodzi z inteligenckiej, katolickiej rodziny. r11; Ja też z takiej pochodzę, tylko, że nie podkreślam tego, jak Wojtek, który ze trzy razy wtrącał w jakiejś rozmowie, że rmoja rodzina jest katolicka z dziada pradziadar1;.

Czwarty zgrzyt. Pół roku po ślubie mieli spędzić pierwszy wspólny urlop od czasu podróżny poślubnej, ale ta była tylko przedłużonym weekendem, bo nie mogli zgrać grafików w pracy. r11; Mój mąż oznajmił, że jego mama chce pojechać z nami. W pierwszej chwili myślałam, że to żart. Mąż mówił, że też wolałby być sam ze mną, ale że mama nie ma z kim jechać, jej koleżanki już wykorzystał urlopy, no i że jego mama rmówiła, że chce poznać lepiej swoją synowąr1;. Postawiłam się wtedy i pojechaliśmy sami. Tylko, że przez cały pobyt nad morzem na ekranie komórki Wojtka parę razy dziennie pulsowały czerwone serduszka r11; znak, że dzwoni jego mama r11; mówi Anita.

Pojechali do Juraty. Wojtek mówił, że zna tam super miejscówkę, klimatyczny pensjonat. Anita oponuje, uważa, że to miejsce dla podstarzałych lowelasów w kabrioletach, którym dają się wyrywać dziewczyna z nadmuchanymi ustami i nadmuchanym biustem.

rTo wspaniały przedwojenny kurort!r1; r11; przekonuje teściowa. Anita żartuje, że wojna dawno się skończyła, ale ani Wojtek, ani teściowa nie kupują jej żartu.

Pierwszy dzień w Juracie. r11; Otworzyła nam drzwi właścicielka pensjonatu i powitała nas mniej więcej takimi słowami: rWitam panie Wojtku! Przygotowałam panu ten sam apartament co zwykle, najlepszy! W to lato z dziewczyną, już nie z mamą?r1;. Myślałam, że padnę.

Okazało się, że mój mąż spędzał tu każde wakacje razem z mamą. Od ponad 10. lat. W nocy nie mogłam zasnąć, sprawdzałam, czy rmałżeńskier1; łóżko to po prostu jedno wielkie, czy może dwa zsunięte. Okazało się, że dwa. Zastanawiałam się, czy były rozsunięte, gdy przyjeżdżał tu z mamą. Pierwszej nocy nie było seksu. Mąż spał wtulił się we mnie. I nie byłam pewna, czy on przytulał się bardziej jak niemowlak do mamy, czy jak do kochanki. Przypomniał mi się obraz Fridy Kahlo, jak karmiła piersią własnego męża miniaturowych rozmiarów. W czasie tego wyjazdu, a trwał dwa tygodnie, kochaliśmy się tylko 2 razy. Nie wiem, czy to ja wysyłałam takie odstręczające sygnały, czy może mąż w miejscu, gdzie tyle czasu spędzał z mamą, poczuł się aseksualnie. Tak czy siak, wtedy jeszcze nie wiedziałam, ale to był początek końca mojego małżeństwa.

Po powrocie do Krakowa zaczęły się kłótnie. Poleciała cała seria. O wszystko. Mąż zaczął drażnić Anitę wszystkim, tak jak i teściowa. Zaczęła mieć na męża i jego mamę alergię. A oni na jego.

r11; Nie miałam pojęcia, że do mojego męża był nie tylko inteligencki i katolicki, ale i totalnie patriarchalny. W pierwszą rocznicę ślubu usłyszałam od Wojtka coś w stylu:

rMam żonę, a życie mi się nie zmieniło. Wciąż sam sobie sprzątam, piorę, prasuję i robię herbatęr1;. Zaczęłam krzyczeć, że jest pie*dolonym patriarchalnym du*kiem. Wrzeszczałam: rJestem Twoją żoną! Ale nigdy nie będę matką ani służącą! Znasz moją definicję żony? To najlepszy przyjaciel i kochanka w jednym. Przyjaciel, który skoczy za Tobą w ogień i namiętna kochanka, ale taka, która nie rzuci Cię, gdy zostaniesz impotentem. Choć tym drugiem to już się właściwie stajesz!r1;. Wojtka zamurowało. Wyszeptał powstrzymując płacz: rNie szukam przyjaciela ani kochanki. Chciałem mieć żonę! Nawet mama mówi, że Ty nie masz instynktu kobiecegor1;.

Wojtek żali się mamie, że z Anitą ciągle się kłócą. A ta pociesza go: rNie martw się, znajdziemy ci nową żonęr1;. r11; Powtórzył mi to, potem przeprosił, powiedział, że miał nadzieję, że mną wstrząśnie, i że zrozumiem, że on też cierpi. Nawet próbowałam, ale nie na wiele to się zdało. Nasz kryzys był już dramatyczny r11; wspomina Anita.

rUnieważnię z tobą ten cholerny ślub kościelny, po ch*j go w ogóle brałem. Nie wiem, czy w ogóle są przesłanki do unieważnienia ślubu kościelnego, bo seks mieliśmy, małżeństwo zostało skonsumowane. I nie ukryłaś przede mną schizofrenii, alkoholizmu, ani bezpłodności... Ale mama mnie pociesza, że wszystko można załatwić. Znalazła przez internet prawnika, który powiedział, że za 10-20 tys. podejmie się sprawy, i że powinna być prosta. Pochwalił się, że dzięki niemu jeden klient miał uznane za nieważne już dwa małżeństwa, ma trzecią żonę r11; wreszcie udanąr1; r11; Wojtek podekscytowany opowiadał Anicie o swoich, a bardziej jego mamy, planach.

r11; rKatolicy z dziada pradziada, a ślub chcecie unieważnić?!r1; r11; roześmiałam się. Ale Wojtek tylko wzruszył ramionami. Katolik nie katolik, to nie ma nic do rzeczy. A zresztą ty i tak nie chodzisz do kościoła w niedzielę, Wielkanoc i Boże Narodzenie to twoje dwa wyjścia w roku, więc co cię to obchodzi r11; powiedział mi mąż r11; opowiada Anita.

W ciągu najbliższych tygodni Anita w skrzynce znalazła awizo.

r11; Sąd metropolitalny pytał, czy zgadzam się, że moje małżeństwo rzostało nieważnie zawarte, bo ona z przyczyn natury psychicznej nie mogłam podjąć obowiązków żonyr1;! r11; myślałam, że oszaleję. Czytałam jakiś paranoiczny rakt oskarżeniar1;, czułam się, jak bohater rProcesur1; Kafki.

Na messengerze Anita wysłała zrzut tego pisma kościelnego niemal do trzech koleżanek. Ewa, najbliższa przyjaciółka nie wyświetliła. r11; Wytrzymałam dwie minuty i zadzwoniłam, wykrzyczałam jej te rewelacje. Spotkałyśmy się natychmiast w Caffe Nero pod moim domem, przeszukiwałyśmy internet, żeby przeczytać co się da o rozwodach kościelnych. Okazało się, że to nie żaden rrozwódr1;, bo w kościele katolickim, inaczej niż w protestanckim, rozwodów nie ma. Są tylko rstwierdzenia nieważnościr1;, czyli ustalenie, że małżeństwo było nieważne w momencie zawierania r11; wspomina. Dlatego w procesie chodzi tylko o to, by zbadać wszystko, co było przed ślubem. Stwierdzić, czy nikt nie zawarł małżeństwa pod presją, I czy obie strony miały dojrzałą osobowość. I były świadome, na co się piszą r11; małżeństwo to nie tylko przyjemności, ale ciężka harówka, obowiązki i wierność aż do śmierci.

Na stronie jednej z parafii, która rwyskoczyłar1;, jako ta, która zajmuje się rduszpasterstwem trudnych małżeństwr1;, był kontakt do księdza, który pracuje w Sądzie Metropolitalnym właśnie i bierze udział jako biegły w procesach o stwierdzenie nieważności.

r11; Dwa tygodnie później pojechałam do kościoła, w którym miał dyżurować ten ksiądz. Wątpiłam, czy go zastanę. Podejrzewałam, że to taki rdyżurr1; tylko w grafiku, a jak przyjadę, to pocałuję klamkę. Bo to był dyżur dwa razy w miesiącu, między godz. 18 a 20 r11; wspomina Anita.

Budynek klasztorny przy kościele, mroczne korytarze. Na ich końcu gabinet, w którym dyżur ma mieć ksiądz r11; ekspert od ślubów kościelnych nieważnie zawartych.

Ciemny pokój, ciemne drewno, regały aż po sufit wypełnione starymi książkami, wiele w skórzanych okładkach. Za wielkim biurkiem siedział stary, siwy ksiądz, w okularach. Zapytał, z czym przyszła. Opowiedziała całą historię małżeństwa, żaliła się na absurd, w jakim się znalazła. Na to, że mąż i teściowa postanowili się jej pozbyć.

r11; Powiedziałam, że dostałam to chore pismo z Sądu Metropolitalnego, i nie wiem, co mam robić. Bo boję się, że oni zapłacą jakiemuś prawnikowi, który za kasę zrobi ze mnie wariatkę, i oprócz rozwodu efekt będzie taki, że mnie ubezwłasnowolnią, mąż zabierze mi kasę i wpakuje do psychiatryka r11; wspomina Anita.

r11; Ksiądz zaczął mnie uspokajać. Zadał mi trochę pytań. Głównie o to, co było przed ślubem. Ile się znaliśmy, jak zachowywał się Wojtek, a jak jego mama. Czy z nią wtedy mieszkał, czy często miał kontakt. Rozpłakałam się i zaczęłam przypominać sobie jedna po drugiej mega przykre rzeczy. I te wszystkie chwile, gdy teściowa wbijała mi szpilę, albo gdy mój mąż dowalał mi ewidentnie pod jej wpływem. Było mi wstyd, że tu ksiądz, a ja zamiast epatować chrześcijańskim miłosierdziem i wybaczeniem, zieję jadem i nienawiścią do teściowej r11; wspomina Anita. r11; Gdy się popłakałam, ksiądz podsunął mi paczkę chusteczek. Przez głowę przemknęła mi myśl, że jestem w gabinecie terapeuty, jakiegoś starego psychoanalityka w typie Freuda, nawet chciało mi się z tego śmiać r11; opowiada.

Ksiądz przeczytał pismo z Sądu Metropolitalnego, oddając je jej uśmiechnął się, powiedział, żeby się tym nie przejmowała.

r11; rTo małżeństwo rzeczywiście było nie ważnie zawarte. Ale nie z twojej winy dziecko. Twój mąż jest patologicznie związany ze swoją mamą. Gdyby przepracował to na terapii, byłaby dla Was szansa. Ale prawdopodobnie jest tak zapatrzony w siebie i przekonany o twojej winie za rozpad waszego pożycia, że tego nie zrobi. A to on ma tak silną więź ze swoją matką, z rodziną pochodzenia, że nie jest w stanie stworzyć prawdziwej więzi z inną kobietą r11; z żoną. A przecież jest napisane, że mężczyzna opuści swój dom i zostawi rodziców i złączy się z kobietą tak mocno, że staną się jednym ciałemr1;. Dodał, że jeśli mój mąż nic z relacją z mamą nie zrobi, to jego kolejne małżeństwa też będą nieważnie zawarte r11; wspomina Anita.

r11; A najlepsze było na koniec r11; powiedział: rNie martw się dziecko. Dla ciebie lepiej, że się rozstaniecie. Takie związki to gehenna dla kobiet. Wiele już się podobnych historii od kobiet w tym pokoju nasłuchałemr1; r11; mówi Anita.

Wspomina, że wychodząc z tego spotkania czuła totalną ulgę, jakby dostała skrzydeł. Że pozbyła się poczucia winy za rozpad małżeństwa, bo choć widziała absurdalne zachowania teściowej, winiła się za to, że nie była wobec niej r11; samotnej kobiety, bardziej wyrozumiała, cierpliwa, tolerancyjna.

Czekał ją teraz proces z Sądzie Metropolitalnym. r11; Pocieszenie starego księdza to jedno, ale zmierzenie się w sądzie z mężem, teściową, sądem kościelnym, świadkami, których, jak powiedział mi ksiądz, mój mąż będzie musiał powołać, przerażało mnie r11; opowiada Anita.

Przesłuchiwana była w budynku sądu przez kościelnego notariusza. r11; Odpowiadałam na chyba ze 100 pytań! r11; mówi. To było choćby to:

Jak się poznali;
Jak wyglądała pierwsza randka;
Czy coś w zachowaniu Wojtka ją zaniepokoiło;
Czy rozmawiali o tym, jak widzą wspólną przyszłość;
Czy poznała jego rodzinę, przyjaciół i jakie zrobili na niej wrażenie;
Czy zauważyła, żeby Wojtek miał skłonność do nałogów;
Czy któreś z nich mówiło, że nie chce mieć dzieci;
Czy współżyli seksualnie przed ślubem;
Czy Wojtek w seksie przymuszał ją do czegoś;
W jakich okolicznościach odbyły się oświadczyny;
Czy zgodziła się szczerze, czy raczej czuła, że potrzebuje czasu na decyzję, ale krępowała się powiedzieć rnier1;;
Czy często się kłócili;
Na jakim tle najczęściej wybuchały kłótnie;
Czy mieszkali ze sobą przed ślubem;
Jak dużo czasu spędzili ze sobą przed ślubem;
Czy mieli okazję do wyjazdów, na których mogła zaobserwować, jak je mąż zachowuje się w warunkach innych, niż codzienne;
Czy zachowywał się odpowiedzialnie;
Czy dzielił się z nią wszystkimi obowiązkami domowymi, czy były takie, których unikał i liczył na to, że ona się niemi zajmie;
Czy nie przejawiał patriarchalnych zwyczajów, czy jego poglądy nie naruszały godności kobiety;
Czy rozmawiali o tym, jakie małżeństwa tworzyli ich rodzice;
Czy to były podobne domy, czy przeciwnie r11; wyrośli w innych systemach wychowawczych;
Czy mąż dużo czasu spędzał z kolegami;
Ile czasu spędzał na rozrywkach, czy mu towarzyszyła, czy wolał być wtedy sam i np. godzinami grał w gry przy komputerze;
Jak często widywał się ze swoją mamą;
Czy zauważyłam, żeby miał skłonności do hazardu
Czy mąż stosował przemoc, i czy dopuścił się przemocy przed ślubem;
Czy był wobec niej agresywny werbalnie, wulgarny;
Czy rozmawiali o tym, czy w małżeństwie będziemy praktykować wiarę katolicką;
Czy rozmawiali o tym, ile chcą mieć dzieci, czy od razu po ślubie, czy później, a także o tym, jak chcą je wychować?

r11; Pamiętam tylko część, było tego dużo więcej. Naprawdę, w porównaniu z tym, ile zadano mi pytań, rozwód cywilny, to krótka piłka r11; mówi Anita.

Do tego doszło jeszcze badanie przez biegłego psychologa. Rozmawiał osobno z nią i z Wojtkiem. Inaczej niż w sądzie cywilnym, wszystkie przesłuchania odbywały się osobno.

r11; Nie spotkałam się w sądzie ani razu z moim mężem, ani ze świadkami, których powołał. Wielka ulga! Jak czytałam, co mówili o mnie, roznosiła mnie wściekłość. Ja nie powołałam, żadnego świadka, bo było mi wstyd, nie chciałam mieszać w to wszystko wspólnych znajomych. Mąż próbował ich wciągnąć, odmówili. Powołał trzech świadków r11; dwóch kuzynów, których widziałam na oczy tylko raz r11; na ślubie ir30; swoją mamę. Oszczędzę szczegółów, jakie argumenty, totalnie żałosne i na siłę, wyciągali r11; mówi Anita.

Wspomina tylko, że Wojtek w pozwie napisał m.in., że rżona zapomniała odebrać sukienki ślubnej z pralni, co pokazuje, że od początku ślub miała za nic, a do tego jest feministką i za nic ma obowiązki domowe, więc średnio nadaje się na żonęr1;. r11; Ucieszyłam się strasznie, bo w aktach sądowych, który po skończeniu procesu dostałam dostęp, przeczytałam, że księża, którzy badali sprawę, napisali, że moje feministyczne poglądy nie mają tu nic do rzeczy. Miałam satysfakcję wyobrażając sobie, jak zdziwiona była teściowa, gdy to przeczytała r11; mówi Anita.

Wyrok zapadł taki: rPrzeprowadzając instrukcję spawy sąd przesłuchał strony oraz trzech świadków. Zasięgnięto opinii biegłego sądowego psychologa. Wyrokiem z dnia (r30smiley została udowodniona nieważność tego małżeństwa z tytułu: niezdolności do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich z przyczyn natury psychicznej po stronie powodu (kan. 095 n. 3 KPK).

Anka zeznając w sądzie powiedziała też, że prawnik męża, nie widząc jej na oczy i nie znając jej wersji wydarzeń, powiedział mężowi i teściowej, że jest w stanie załatwić stwierdzenie nieważności za pieniądze. Wkrótce po procesie Anity i Wojtka strona internetowa prawnika zniknęła. Okazało się, że został zwolniony r11; Sąd Metropolitalny nie chciał mieć z nim już nic wspólnego.

r11; To był szok. Nigdy wcześniej, ani później, ani w pracy, ani w prywatnym życiu, nie miałam takiego poczucia, że sprawiedliwość zatriumfowała r11; mówi Anita. r11; Mąż szukał na mnie haków, a księża go wyśmiali. Wiem, że nie dosłownie, ale tak się czułam r11; nawet tak wydawało się skostniała, patriarchalna instytucja uznała, że feminizm nie ma nic do bycia żoną, za to maminsynek nie nadaje się na męża r11; dodaje.

Potem była impreza rozwodowa. Ale nie żadne rozwalanie tortów, topienie w muszli klozetowej obrączki, czy ukręcanie głowy figurce wyobrażającej męża.

r11; To była impreza w gronie koleżanek, dwóch najbliższych kolegów też było. Poszliśmy do jakiejś przypadkowej knajpy na Plantach. Nie miałam w sobie żadnych nienawistnych uczuć, jak wiele kobiet po rozwodzie. Czułam ulgę, wolność, poszłam nawet, dwa dni przed tym, jak zapadł wyrok, do spowiedzi. Czułam się lekko, i trochę tak, jakbym kochała cały świat. Nawet do ex męża i teściowej miałam jakieś ciepłe uczucia. Nie tylko dlatego, że wypiłam cztery aperole. To było duchowe przeżycie, czułam się inaczej, niż po wyjściu z Sądu Okręgowego gdzie musiałam oglądać, jak teściowa wkrótce była, musztruje mojego męża, wkrótce byłego, co ma mówić na sprawie, żeby mnie pogrążyć. Teraz nawet teściowej było mi żal, że nie dała sobie szansy na ułożenie życia po śmierci męża, że zafiksowała się w roli matki, bo pewnie chciała mu po śmierci ojca zastąpić tatę i mamę. A Wojtka było mi żal, bo mama totalnie go ubezwłasnowolniła, zrobiła sobie z niego zastępczego rmężar1;, partnera. A on, napędzany poczuciem winy, miotał się między miłością do mnie i do swojej mamy.

Kilka szczegółów, poza imionami, zostało zmienionych na prośbę bohaterki

Znalezione w sieci


"To ludzie ludziom zgotowali ten los.."
Wyślij Prywatną Wiadomość
Skocz do Forum:
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info