Reklamy...
Zobacz Temat
Zdrada - portal zdradzonych | Forum dla zdradzonych i zdradzających | Mam ochotę zdradzić / Zdradzam / Zdradziłem(am)
Strona 1 z 7 1 2 3 4 > >>
Autor Z innej strony...
Deleted_User
User deleted!

Postów: 0
Nowy

Miejscowość: nowhere
Pomógł: 0

Data rejestracji: 01.01.70

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 05-05-2014 15:08
Jestem freedom, freedom czyli wolność. Nie jest moim celem opisywanie mojej historii od nowa, ale pokazanie procesu upadku i odrodzenia, do którego w dużej mierze przyczyniło się to forum. Dostałam tu wiele ciosów swego czasu, ale także mnóstwo mądrych rad. Poznałam kilkoro wspaniałych ludzi i jestem im winna opisania tego tak jak robię to teraz.
W wielkim skrócie było tak. Zaczęliśmy się z mężem oddalać od siebie już jakiś czas temu, było coraz więcej kłótni, coraz więcej mu się nie podobalo. Na moje pytania nie odpowiadał, jak prosiłam żeby wyjaśnił swoje zachowanie słyszałam rZamknij mordęr1;, to zdanie przewijać się zaczęło bardzo często, szczególnie podczas rodzinnych obiadów. Na początku zeszłego roku pojechal do Polski (mieszkamy za granicą), dowiedziałam się o tym tydzień przed wyjazdem chociaż bilet miał kupiony trzy miesiące wcześniej, wiedziałam o tym bo widziałam rachunek z Ryanair ale nie chciał mi nic powiedzieć. Tam podzielił nasz majątek bez porozumienia ze mną. Poczułam się oszukana, zdradzona, zawalił mi się świat. Na moje próby porozumienia nie odpowiadał. Spaliśmy w jednym łóżku i na tym kończyły się nasze stosunki małżeńskie. W kwietniu ubiegłego roku po kolejnej z awantur oddałam mu obrączkę, pierścionek zaręczynowy, całą biżuterię i inne wartościowe rzeczy które od niego dostałam, oznajmiając że od tej pory nie jest już moim mężem a nasze małżeństwo jest tylko na papierze. Myślałam że da mu to do myślenia. Nie dało. Próbowałam rozmawiać jeszcze kilka razy, bez echa. Poprosiłam żeby się wyprowadził. Ustaliliśmy że się wyprowadzi w październiku, jak syn wyjedzie na studia. Potem nastąpiła historia znana niektórym, o której nie będę się rozpisywać, wystarczy że powiem że odnowiłam kontakty ze starym przyjacielem, poszłam z nim do łóżka, a na końcu mąż się dowiedział i pękła bańka. Dodam tylko że mąż nie byłby sobą gdyby nie próbował negocjować warunków umowy, na które się zgodziłam choć były bardzo poniżające. Nie wypełniłam ich do końca bo się dowiedział i wyprowadził natychmiast.
Co się potem działo, również nie będę opisywać, każdy z użytkowników tego forum ma na ten temat jakieś doświadczenie. Oficjalna wersja dla rodziny brzmi że to przecież ja zdradziłam, i niech tak zostanie, bo to prawda, jakby nie patrzeć, rozwodu nie mieliśmy a separacja była nieformalna. Jest teraz maj 2014, jesteśmy po rozwodzie, nasze rpoprawne stosunkir1; pozostały na tyle poprawne na ile się nie widzimy. Ja pozostaję sobie w stanie wolnym i cieszę się swobodą, co robi mój eks nie chcę wiedzieć.
Na przestrzeni tych kilku miesięcy od których znowu jestem w stanie samodzielnie myśleć, przeanalizowałam sytuację rsprzedr1; z tysiąc razy, drobiazgowo przeżuwając każdy kawałek informacji które zaczęły docierać do mojego umęczonego łba. Przeczytałam niezliczone ilości wpisów na różnych forach, artykułów i książek. Wspomagana wiedzą pamięć zaczęła wywalać na zewnątrz fakty które wcześniej nie miały żadnego znaczenia. Na przykład taki obrazek sprzed lat, z początku małżeństwa r11; mąż przyszedł do domu ze śladami babskich pazurów na boku. Wytłumaczył się całkiem rzeczowo i prawdopodobnie, ufałam więc po co miałam dociekać? Koleżanki w pracy, różne do niego przychodziły, on był zawsze dusza człowiek, więc przychodziły pewnie po poradę sercową, niektóre się skarżyły na mężów... A on tego wszystkiego musiał wysłuchiwać biedaczek. Pracował bardzo długo, nieraz wracał po północy, tylko cholera pieniędzy z tego jakoś nie było. Wspólnik ściemniał, robił go w balona, pieniądze będą... Nigdy nie przyszły. Zdarzyło się raz że mnie uderzył. Na odlew, tyłem dłoni. Miałam rozwaloną wargę. Dla niego nic się nie stało, on przecież nie uderzył mnie mocno, w ogóle mnie przecież nie uderzył, tak tylko ręką machnął bo jakby chciał uderzyć to dopiero bym miała! Syna tak tylko kiedyś rklepał w tyłekr1; że dziecko miało czarne siniaki, dobrze że wpadłam w porę, ale on chciał przecież dobrze... Córkę uderzył niejeden raz, rzucał się do niej z pięściami, w końcu tak jej przywalił że się zalała krwią, całe życie będę to pamiętała, całe piętro było we krwi. A ja to widziałam i bałam się zareagować. To właśnie uważam za największą porażkę swojego życia r11; że nie potrafiłam stanąć w obronie dzieci. On r11; do dzisiaj uważa że ona uciekając przed nim upadła na szafkę i uderzyła się w nos. A córka wciąż ma przed oczami pięść lądującą na jej twarzy i ja to też widziałam dokładnie. Ale on chciał przecież dobrze, my obydwie wyprowadziłyśmy go z równowagi... A ja... wspomnę tylko gwałty, szantaże, zawsze w siniakach chociaż przecież mnie nie bił, no nie, wystarczyło że ścisnął. Mąż miał drugi telefon, niby do dzwonienia jak był w Polsce, ale nosił go cały czas przy sobie i miał włożoną kartę prepaid. I oczywiście hasło. I hasło na komputer. Żeby dzieci nie zobaczyły co on tam ma. Okazało się co ma jak się wyprowadził, a zobaczyła to nasza córka. Zdjęcia gołych babek, mnóstwo ich. Mi też robił zdjęcia ukradkiem, w sytuacjach intymnych, a potem mnie nimi szantażował. I ciągle miał jakieś koleżanki, rzadko się umawiał z kolegami ale koleżanki zawsze miały do niego jakiś interes, a to się komputer zepsuł, a to co innego... ech.
Przemoc. Psychofag r11; nie wiem, za rękę go na niczym nie złapałam. Kiedyś myślałam że wszystko musi zostać w rodzinie, gówno prawda (przepraszam za wyrażenie), wcale nie musi. Ale przecież mogliby go zabrać do więzienia, w sumie za nic... tak myślałam. Za nic? Niestety teraz dopiero wiem że przemoc w rodzinie to nie jest nic i nie powinna zostawać zamknięta w czterech ścianach. Wtedy nie chciałam mieć jego na sumieniu. Teraz - mam na sumieniu własne dziecko, że nie obroniłam.
Wiem, wybrałam głupią drogę ucieczki z tego chorego układu, ale okazała się skuteczna, a ja po chwilowym na szczęście załamaniu zdrowia tak fizycznego jak i psychicznego jestem już prawie wyleczona. Za to zupełnie wyleczona z jego manipulacji. Rozpoczynam nowy rozdział w moim życiu, w którym facet niekoniecznie musi zająć miejsce. Wszystko pokaże czas. Ja miałam tę komfortową sytuację że mogłam odejść w miarę swobodnie, bez szarpaniny, dzieci dorosłe, majątek podzielony bo przecież on sam o to zadbał juz dawno temu. Żałuję że zadałam się z tamtym facetem, który okazał się po wszystkim zupełnym gnojkiem bez honoru, ale to już historia i mam nadzieję do niej nigdy nie wrócić.
Na koniec chciałam podziękować serdecznie osobom które otworzyły mi oczy na wszystkie te fakty które wcześniej zupełnie pomijałam w swojej głowie, nawet jeśli niesłusznie podejrzewam jego koleżanki smiley to inne fakty świadczą same za siebie. A wszystkich którzy tak się kiedyś przejęli moją historią pisaną w emocjach z pozycji zaszczutego psa r11; przepraszam za tamte emocje. Teraz wiem co to znaczy uciekać do przodu, furtka do przeszłości już za mną zamknięta a ja z bagażem doświadczeń uczę się żyć dla siebie.
http://basti2web.de Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor
RE: Z innej strony...
Wścibski Gość
Nadistota

Avatar Użytkownika

Postów: Bardzo dużo
Data rejestracji: Od zawsze
Dodane dnia 12-12-2018 23:03
Reklama
Góra http://www.zdradzeni.info/ Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Z innej strony...
Nox
Użytkownik Postów: 570
Expert

Pomógł: 5

Data rejestracji: 28.12.11

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 05-05-2014 18:34
szkoda że nie wpisałaś tego pod poprzednim wątkiem -jako całość.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Z innej strony...
rekonstrukcja
Użytkownik Avatar Użytkownika

Postów: 2312
Redaktor

Miejscowość: Twój Komputer
Pomógł: 5

Data rejestracji: 12.05.11

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 06-05-2014 01:16
No to teraz nareszcie rozumiem, dlaczego pozwalałaś tak sobą tutaj pomiatać. Szczerze mówiąc dziwiłam się temu trochę , bo kolidowało mi to z tym, co sobą reprezentujesz ( ja Ciebie uważam za normalną , ciepłą i fajną babkę, której się w pewnym momencie kolejności powinności pomieszały ) , ale a drugiej strony myślałam, że to z Twojego poczucia winy po zdradzie .

W pewnym sensie Ciebie rozumiem , bo sama sobie czasem myślałam, że gdyby mi w odpowiednim momencie przyszedł do głowy jakiś skok w bok, to miałabym bezapelacyjną motywację do rozwiązania swojego chorego układu z eksem i wyskoczenia ze związku , w którym zdychałam na długo przed tym, kiedy wyszło na jaw, że do jego "zasług" mogę dopisać zdrady. Być może dzięki takiej zdradzie wygrałabym normalne i spokojne życie dla mnie i dzieci, kiedy jeszcze był na to czas. Choć z drugiej strony nosiłabym szkarłatną literę i piętno tej, która rozbiła rodzinę dla łajdactwa. I nigdy bym się nie dowiedziała, że puściłam kantem kogoś, kto się łajdaczył bezoporowo od lat. On żadnych dylematów, poza tym jednym jak się z tym tak dobrze kamuflować, żeby nikt nie wiedział.



Wracając do Ciebie : nie Ty pierwsza i nie ostatnia zbuntowałaś się przeciw "porządkowi" rzeczy właśnie w taki sposób. Nie był co prawda najmądrzejszy, ale jeżeli prawdą jest to , co się działo w Waszej rodzinie, to trudno wymagać , żeby po tylu latach takiego syfu, coś w końcu w ogłupionym człowieku nie eksplodowało.

Zresztą, najważniejszy jest efekt końcowy. Zdrada w niektórych przypadkach nie jest nożem wbijanym w czyjeś plecy, ale nożycami które odcinają toksyczne syjamskie bliźnięta od siebie, czyli tzw. partnerów życiowych smiley . Teraz już chyba możesz zamknąć ten rozdział i żyć dla siebie. Czasu nie cofniesz, a dzieci możesz wspierać do końca życia, niezależnie od tego, czego kiedyś doświadczyły.


"Odwaga ludzka jest jak rower, przewraca się, gdy się na nim nie jedzie." Marti Larni
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Z innej strony...
lagos
Użytkownik Avatar Użytkownika

Postów: 119
Uzależniony

Pomógł: 4

Data rejestracji: 01.08.13

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 06-05-2014 08:10
Barbaro F
Jestes manipulatorka. Gdyby zestawic wszystkie Twoje wpisy tutaj, dotyczace Twojej historii to az bije po oczach, az szkoda to komentowac. Jestes intelgentna, powinnas zrozumiec, ze wartoscia jest wyciaganie wnioskow ze swoich bledow, a nie brniecie w piramide usprawiedliwien, chyba ze jest Ci samej z soba tak zle, ze wolisz sie oszukiwac. Nawet gdyby przyjac ten tekst powyzej za dobra monete, to zadaj sobie pytanie. Trudno Ci bylo zadbac o godnosc swoja i swojego dziecka ( wg Twoich słow), ale zupelnie latwo przyszlo Ci wypiac tylek dla obcego faceta, oszukujac swoja rodzine. Czy to przywrocilo Ci godnosc?
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Z innej strony...
Deleted_User
User deleted!

Postów: 0
Nowy

Miejscowość: nowhere
Pomógł: 0

Data rejestracji: 01.01.70

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 06-05-2014 09:55
Lagos,
Chyba zbyt pochopne wnioski.Zastanow sie jaka bylaby Twoja ocena gdyby posty freedom/barbaryF pojawily sie na portalu w odwrotnej kolejnosci.
Zostaly napisane juz po wszystkim -zdaje sie ze rozwod nastapil dopiero niedawno-wiec nie mogly miec prawie zadnego wplywu na realna sytuacje.
Wpisujesz sie niestety w mainstream portalowy,ktory xdradzajacym odmawia nawet prawa do obrony.
Masz prawo do takiej opinii i na szczescie jest ona wywazona i rzeczowa.
Mam nadzieje ze nasz pprtalowy celebryta tym razem nie urzadzi nagonki.
Trola zrobic adminem -kuriozum.
http://basti2web.de Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Z innej strony...
Deleted_User
User deleted!

Postów: 0
Nowy

Miejscowość: nowhere
Pomógł: 0

Data rejestracji: 01.01.70

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 06-05-2014 11:08
Lagos,
Proszę nie używaj w moim kierunku imienia które nie jest moim, jestem freedom, napisałam to już.
Piszesz że wartością jest wyciąganie wniosków ze swoich błędów, to przyjmij do wiadomości że ja je wyciągnęłam. Łatwo przyszło mi wypiąć tyłek do obcego faceta... Hm... Przypominam Tobie że Ty również nie miałeś rozwodu kiedy obrałeś swą słynną drogę rozwiązywania problemów i "naprawiania" małżeństwa.
Czy przywróciło mi to godność? Nie jestem pewna czy kiedykolwiek tak naprawdę tę godność utraciłam. Byłam w czarnej doopie, wylazłam z niej o własnych siłach i nie wlezę do niej nigdy więcej na własne życzenie. To co się stało nie miało znaczenia dla finału historii bo byłby on taki sam, najwyżej troszkę odwleczony w czasie.
To prawda, oszukiwałam sama siebie, szukając rozwiązań pod wpływem emocji, przerażona, niepewna, zastraszona. Ktoś kto nie miał do czynienia z manipulatorem nie jest w stanie tak naprawdę wczuć się w sytuację. Lagos, Ty nie wiesz kto to jest manipulator. I życzę Ci żebyś nie musiał tego wiedzieć.

Post doklejony:
Aha, i jeszcze żeby było jasne, w sprawie zdrady odpowiadam tylko za siebie. Nikomu rodziny nie rozbiłam, moja była juz rozbita, nikogo do seksu nie zmuszałam ani nie namawiałam a jeżeli ktoś uważa że przeze mnie rozbił się czyjś związek to niech się ten ktoś zastanowi czy związek z osobą która tak łatwo ulega wpływowi chwili to jest to o co naprawdę w życiu chodzi.
Edytowane przez dnia 06-05-2014 11:24
http://basti2web.de Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Z innej strony...
rekonstrukcja
Użytkownik Avatar Użytkownika

Postów: 2312
Redaktor

Miejscowość: Twój Komputer
Pomógł: 5

Data rejestracji: 12.05.11

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 06-05-2014 12:57
smiley

Widzę, że koniecznie chcesz zniechęcić do tego miejsca wszystkich, którzy je kochają . Rzadko tu zaglądam, ale widzę że nawet po prawie roku, nic się nie zmieniło. Zawsze sobie jakiś obiekt znajdziesz, czyli to nie ja byłam problemem tylko Ty , niesłusznie obrywałam za i przez Ciebie, zszargałam sobie nerwy próbując obnażyć najgorszego trolla jaki się przyssał do tego portalu. Jak zwykle najpierw zaczepki, a później starym zwyczajem pójdą w ruch sławetne kilometrowe wypracowania w dziale " Do adminów ", nafaszerowane tendencyjnie pasującymi Tobie cytatami powyrywanymi z kilku ostatnich lat , które sobie interpretujesz na swoją modłę. I Twoje żądania banów dla wszystkich, którzy w przeciwieństwie do Ciebie cenią ten portal i wkładają w niego serce, a nie jad i prowokacje.


"Odwaga ludzka jest jak rower, przewraca się, gdy się na nim nie jedzie." Marti Larni
Wyślij Prywatną Wiadomość
Strona 1 z 7 1 2 3 4 > >>
Skocz do Forum:
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info